Świat

Piotrowska: Na ulicach słychać „Tayyip, zrezygnuj”

Erdoğan nazwał demonstrujących çapulcu, co oznacza rabusia. Teraz młodzi sami siebie tak określają.

Dawid Krawczyk: Sześć głównych tureckich dzienników ukazało się 7 czerwca z niemalże identyczną okładką, na której znalazł się cytat z Erdoğana: „Oddałbym życie za demokrację”.

Natalia Piotrowska: Te dzienniki są zdecydowanie prorządowe, natomiast żadna inna gazeta  – na przykład anglojęzyczna „Today’s Zaman”, zresztą również prorządowa, „Hurriyet”, „Radikal”, „Cumhuriyet” – nawet nie nawiązała do tych słów premiera. Media w Turcji są bardzo podzielone. Zwłaszcza jeżeli chodzi o tematykę wewnętrzną, bardzo ciężko znaleźć obiektywne informacje. To prawda, że w pierwszych dniach protestów media praktycznie je zignorowały. Natomiast w tej chwili jest to temat numer jeden, przynajmniej w prasie.

Jeden z tych sześciu dzienników, „Sabah”, opublikował infografikę, na której rozprawia się z „mitami i faktami” wokół #OccupyGezi. Zaczyna od alkoholu…

Chodzi o bardzo kontrowersyjną ustawę, krytykowaną przez opozycję. W maju parlament uchwalił prawo, które zakazuje sprzedaży alkoholu między dziesiątą wieczorem a szóstą rano. Praktycznie zakazano również reklamowania napojów alkoholowych. Duża część społeczeństwa traktuje to jako próbę ograniczenia wolności osobistych. Premier Erdoğan powiedział, że w Turcji nie ma miejsca dla alkoholu w przestrzeni publicznej i że wszyscy niezadowoleni mogą spożywać alkohol w domu. Jest to jedna z wielu rzeczy, które zaogniły tureckie społeczeństwo – i przejaw bardziej ogólnych tendencji w polityce rządzącej partii, która w coraz mniejszym stopniu bierze pod uwagę poglądy inne od swoich.

Autorzy tego artykułu twierdzą, że w Turcji panuje wolność słowa. Polecają, żeby wziąć do ręki dowolny magazyn satyryczny i przekonać się samemu. Ale jeśli rzeczywiście tak jest, to dlaczego podczas starć telewizja emituje film o pingwinach?

Problem z wolnością słowa w Turcji najlepiej obrazuje fakt, że w skali świata najwięcej dziennikarzy zostało aresztowanych za swoją działalność właśnie tutaj. Więcej nawet niż w Chinach i Iranie.

Zarzuty o ograniczenie wolności obyczajowej to też podobno wydmuszka. Redaktorzy „Sabah” sugerują, że to właśnie opozycjoniści starają się narzucić swoje wartości, odmienne od tych wyznawanych przez rząd.

„Sabah” odnosi się do konfliktu pomiędzy europejskim, „otwartym” stylem bycia a wartościami muzułmańskimi, wyrażanymi na przykład poprzez noszenie chust w miejscach publicznych. Z całą pewnością sytuacja mniejszości seksualnych w Turcji jest podobna do tej w Polsce – pozostaje to raczej tematem tabu. Natomiast jeżeli chodzi o sytuację kobiet, to wygląda ona zdecydowanie inaczej niż w Europie, choć dużo zależy od rodziny. Rządząca partia ma bardzo konserwatywne poglądy na rolę kobiet w społeczeństwie.

Czyli według polityków z Partii Sprawiedliwości i Rozwoju kobieta…

…ma przynajmniej trójkę dzieci, nosi chustę, jest żoną swojego męża. Jednak to nie dekada rządów AKP pogorszyła diametralnie sytuację kobiet. To raczej kwestia kultury tureckiej, dla której typowy jest mężczyzna-macho.

Na zdjęciach z demonstracji widać jednak sporo kobiet.

Tak, to prawda. Gazety podkreślają zaangażowanie kobiet w okupację i protesty. Dla porównania, na zdjęciach z wiecu poparcia dla premiera na lotnisku Atatürka w Stambule są praktycznie sami mężczyźni. Trzeba jednak wziąć pod uwagę realia tureckie – kobiety są dużo mniej obecne w przestrzeni publicznej niż mężczyźni. W restauracjach, pubach czy nawet na ulicy dominują mężczyźni, w związku z tym zaangażowanie kobiet w protesty jest po prostu łatwo zauważalne. Natomiast nie jest to bezpośrednio związane z postulatami feministycznymi, przynajmniej nie są one głoszone przez demonstrujących. Ale manifestacje złamały wiele tematów tabu w społeczeństwie, być może udział kobiet w życiu publicznym będzie jednym z nich.

Zamieszki w tureckich miastach zaczęły się od grupki ludzi, którzy przyszli zaprotestować do parku Gezi w Stambule przeciwko budowie kolejnego centrum handlowego.

Ci aktywiści chcieli zrobić piknik w parku i czytać tam książki w momencie, gdy miały wjechać buldożery. Brutalna reakcja policji sprawiła, że coraz więcej osób zaczęło się angażować w ten protest. Był to również bezpośredni powód demonstracji w innych miastach. Protest w Stambule i reakcja policji wyzwoliły długo tłumione niezadowolenie dużej części społeczeństwa z rządów Partii Sprawiedliwości i Rozwoju.

Przebudowa okolic placu Taksim nie jest jednak nowym tematem. Platforma poparcia dla pozostawienia parku Gezi powstała już w zeszłym roku. Protesty przybrały na sile, gdyż rząd zaczął wcielać ten plan w życie. Byłam w Stambule trzy tygodnie temu i faktycznie Taksim wyglądał jak plac budowy. Już po rozpoczęciu protestów premier Erdoğan potwierdził, że nie zmieni zdania i wybuduje replikę otomańskich koszarów, w których ma się znajdować centrum handlowe.

„Po tym, jak do protestujących dołączyły nielegalne lewackie organizacje”, tłum zaczął wszystko niszczyć i palić samochody. Przynajmniej według „Sabah”.

W protestach faktycznie biorą udział różni ludzie, zarówno nastawieni pokojowo, jak i agresywni w stosunku do rządu i policji. Przemoc rodzi przemoc, ale zaczęło się od nadużyć policji. Przeprosił za nie wicepremier Bülent Arınç, jednak to nie powstrzymało policji od nadużywania siły w kolejnych dniach. Należy też wiedzieć, jak funkcjonuje turecka administracja – musiało być przyzwolenie władz na użycie gazu i armatek wodnych. Premier Erdoğan nie przeprosił. Niepotwierdzona plotka mówi, że w reakcji na słowa Arınça roztrzaskał swój tablet o ścianę.

Kim właściwie są ludzie, którzy wyszli na ulicę? Czy jest ktoś, kto reprezentuje protestujących?

Cechą charakterystyczną tych protestów jest to, że nie mają one ani przywódców, ani konkretnych żądań. Demonstrują zwolennicy opozycyjnej Partii Ludowo-Republikańskiej, partii komunistycznej i ci, którzy nie popierają żadnej konkretnej partii. Główny postulat, który można było usłyszeć na ulicy, to „Tayyip istifa”, co znaczy „Tayyip zrezygnuj”. To amorficzny ruch. Podkreśla się duże zaangażowanie kobiet czy młodych ludzi, ale on się absolutnie do nich nie ogranicza. Sama widziałam na ulicach ludzi w każdym wieku, w tym rodziny z dziećmi.

Istnieje też Taksim Platform Mission, które reprezentuje osoby starające się od dłuższego czasu ocalić park Gezi. Ich pięcioosobowa delegacja spotkała się z wicepremierem Arınçem. Żądali cofnięcia pozwolenia na budowę na terenie Gezi, pozostawienia Centrum Kultury Atatürka, które według planów rządu miało być zburzone, ukaranie policjantów winnych przemocy i zakazu używania gazu pieprzowego w Turcji.

Mieszkasz i pracujesz obecnie w stolicy Turcji.

Tak. Po Stambule to właśnie tutaj, w Ankarze, doszło do największych i najbardziej brutalnych protestów. Od zeszłego tygodnia miasto jest wieczorami zablokowane. Według danych z 7 czerwca w sumie około 4 500 osób zostało rannych na terenie Turcji. Wiadomo o kilku ofiarach śmiertelnych, jedna z nich to policjant. Kilkanaście osób straciło wzrok, a kilka ciągle przebywa w szpitalu w stanie ciężkim.

Kiedy dokładnie zaczęły się protesty w Ankarze?

31 maja, ale przybrały na sile dzień później. Mimo że demonstrujący nie byli agresywni, policja zaczęła na przemian używać armatek wodnych oraz gazu pieprzowego i łzawiącego. Centrum Ankary zamieniło się w pole bitwy. W ciągu tygodnia zamieszki bardzo się zaostrzyły, a policja zaczęła używać gumowych kul. 7 czerwca byłam w Parku Kugulu, który znajduje się w centrum Ankary; wszystko przebiegało bardzo spokojnie. Kilka tysięcy osób protestowało i bawiło się w parku oraz jego okolicach; wiele z nich postanowiło zadbać o porządek i w tym samym czasie z własnej woli sprzątali park. Tym razem policja postanowiła nie interweniować. Z całą pewnością doprowadziłoby to po raz kolejny do agresji i zamieszek.

W jednym ze swoich pierwszych przemówień premier określił demonstrujących dość niepochlebnym słowem çapulcu, co w wolnym tłumaczeniu oznacza rabusia, marudera. Było to całkowicie bezzasadne. Teraz młodzi ludzie sami siebie określają tym mianem. Przerobili tekst znanej piosenki LMFAO na Everyday I am çapuling. Ostatnio Erdoğan stwierdził, że każda rodzina powinna mieć przynajmniej trójkę dzieci – teraz można znaleźć na ścianach napisy z pytaniem: „Czy chcesz trójkę dzieci takich jak my?”. Od wygrania trzeciej kadencji Erdoğan zaczął być bardziej agresywny w retoryce, dlatego protestujący wyładowują swoją złość głównie na nim.

W pierwszych dniach protestów Erdoğan wyleciał na wizytę do krajów Afryki Północnej. Zaczął od Maroka. Gdy wrócił, na lotnisku witały go tłumy. Na stronie CNN można jednak przeczytać relację świadka, który twierdzi, że samolot został specjalnie opóźniony aż trzy godziny, żeby władze miały czas zebrać zwolenników premiera.

Prawda jest taka, że AKP zdobyła władzę po raz trzeci z rzędu w wolnych wyborach. W 2011 roku dostała prawie 50% głosów przy bardzo wysokiej frekwencji – ponad 87%. Dopiero w przyszłorocznych wyborach lokalnych będziemy mogli zobaczyć, czy straciła zwolenników. Na pewno społeczeństwo jest podzielone. Problem polega na tym, że zwolennicy AKP są dużo bardziej zjednoczeni niż opozycja. Premiera popierali religijni muzułmanie, Kurdowie, liberałowie, przedstawiciele wielkiego biznesu i klasy średniej, której stopa życiowa zdecydowanie wzrosła w trakcie pierwszej kadencji AKP. Jednak wraz z kolejnymi wyborami premier zaczął być coraz mniej krytyczny w stosunku do swojej polityki, a coraz bardziej w stosunku do otoczenia.

Śledząc doniesienia z Turcji można odnieść wrażenie, że jest krytyczny w stosunku do samej demokracji.

W odpowiedzi na protesty Erdoğan powiedział, że społeczeństwo wybrało go w demokratycznych wyborach, dlatego decyzje rządu mają poparcie. Zapomniał, że demokracja to nie tylko wybory co kilka lat. Wygrana z 2011 roku dała mu ogromną pewność siebie. Dąży do zmiany konstytucji na wzór amerykański, z silnym prezydentem, i nie jest tajemnicą, że chce kandydować w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Jest osobą bardzo charyzmatyczną, nieprzyjmującą innego stanowiska niż własne. Jego agresywne i kontrowersyjne wypowiedzi skierowane do opozycji i osób niepopierających jego działań stały się już czymś powszechnym. Jednak polityka turecka nie jest czarno-biała, posiada wszystkie odcienie szarości. Powinniśmy wziąć pod uwagę wiele czynników, zanim wydamy jakikolwiek osąd.

 

Natalia Piotrowska – absolwentka politologii oraz filologii hiszpańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. W ramach wymiany bilateralnej studiowała na Uniwersytecie Yeditepe w Turcji oraz Uniwersytecie Belgradzkim w Serbii. Zajmuje się polityką zagraniczną i bezpieczeństwa Turcji. Obecnie mieszka i pracuje w Ankarze.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Dawid Krawczyk
Dawid Krawczyk
Dziennikarz
Dziennikarz, absolwent filozofii i filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. Od 2011 roku stale współpracuje z „Krytyką Polityczną”, m.in. jako redaktor portalu. Obecnie publikuje w „Krytyce” reportaże i redaguje dział „Narkopolityka”, poświęcony krajowej i międzynarodowej polityce narkotykowej. Jest dziennikarzem „Gazety Stołecznej”, warszawskiego dodatku do „Gazety Wyborczej”. Pracuje jako tłumacz i producent dla zagranicznych stacji telewizyjnych. Współtworzył reportaże telewizyjne m.in. dla stacji BBC, Al Jazeera English, Euronews, Channel 4.
Zamknij