Świat

Pawlenski nie daje się zastraszyć

Piotr Pawlenski, rosyjski artysta akcjonista, podpalił drzwi owianego złą sławą budynku Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Zagrożenie. Płonące drzwi Łubianki – tak nazwał swoją akcję Pawlenski. Na krótkim wideo widać artystę przed płonącymi drzwiami budynku FSB. Trzyma w ręku kanister i stoi niewzruszony. Rano spalone drzwi Łubianki zostały zasłonięte blaszanym ogrodzeniem.

Pod wideo z akcji, które zaraz po niej pojawiło się w internecie, Pawlenski umieścił manifest: „Płonące drzwi Łubianki to rękawica, którą społeczeństwo rzuca w twarz terrorystycznemu zagrożeniu. Federalna Służba Bezpieczeństwa wykorzystuje metody ciągłego terroru i trzyma władzę nad stu czterdziestoma sześcioma milionami ludzi. Strach zamienia ich w ślepą masę niejednorodnych ciał. Zagrożenie nieuniknionej rozprawy wisi nad każdym, kto znajduje się w zasięgu urządzeń śledzących, podsłuchiwania rozmów i granic kontroli paszportowej. Sądy wojenne likwidują dowolny przejaw swobody woli. Terroryzm może istnieć wyłącznie dzięki zwierzęcemu poczuciu strachu. Wystąpienie przeciwko temu instynktowi uniemożliwia człowiekowi bezwarunkowy odruch obronny. To odruch walki o własne życie. A życie warte jest tego, żeby o nie walczyć”. Wideo i konto artysty wkrótce po opublikowaniu zostało usunięte.

Akcja odbywała się w nocy z 8 na 9 listopada. Pawlenskiego od razu aresztowano. W areszcie pozostanie do 8 grudnia. Oskarżono go o „wandalizm powodowany nienawiścią ideologiczną”. Grozi mu do trzech lata pozbawienia wolności. Artysta nie zgadza się na taki paragraf. – Zgodnie z logiką systemu sądownictwa i organów ścigania powinienem być oskarżany nie o wandalizm, a o terroryzm – mówi w sądzie Pawlenski. To akt solidarności między innymi ze skazanymi w sierpniu ukraińskimi obywatelami reżyserem Ołehem Sencowem i anarchistą Ołeksandrem Kołczenką.

Niemy protest

W kwietniu 2014 roku grupa osób podpaliła drzwi biura proputinowskiej partii Jedna Rosja w Symferopolu. Świadkowie mówią, że Sencow nie brał w tym udziału. Półtora roku później postawiono mu zarzuty o stworzenie organizacji terrorystycznej. Sądzony wraz z nim Kołczenko został oskarżony o członkostwo w tej organizacji. Podpalenie drzwi było właśnie jednym z elementów jej rzekomej działalności. Kołczenko przyznaje, że był tam, ale nie brał bezpośredniego udziału w podpaleniu.

Sencowa skazano na dwadzieścia lat więzienia, a Kołczenkę na dziesięć. Po aneksji Krymu nie zrzekli się ukraińskich paszportów, chociaż rosyjski sąd uznaje ich za obywateli Federacji Rosyjskiej.

Sztuka polityczna

Pawlenski zwrócił się do sądu, aby przekwalifikował jego sprawę z wandalizmu na terroryzm. Gdy sędzia odmówił, Pawlenski zapowiedział, że będzie ignorował „sądowe rytuały” i na znak protestu zamilkł.

To już druga sprawa przeciwko Pawlenskiemu. Pierwsza została wszczęta wiosną, gdy artysta wraz z grupą uczestników podpalił opony w centrum Petersburga i walił pałkami w metalowe blachy. Gdupa miała ze sobą ukraińskie flagi. Była to akcja solidarnościowa z protestującymi na Majdanie. Została nazwana Wolność. Wtedy również oskarżono go o wandalizm.

Wcześniej Pawlenski zaszył sobie usta po skazaniu Pussy Riot za wykonanie punkowej modlitwy Bogurodzico, przegoń Putina. W Dzień Funkcjonariusza Organów Spraw Wewnętrznych Pawlenski na placu Czerwonym, pod murami Kremla, przybił sobie jądra do bruku. Fiksacja była wymierzona w bierność społeczeństwa i przeistaczanie się Rosji w państwo policyjne. Pod koniec zeszłego roku, siedząc nago na wysokim murze moskiewskiego Instytutu Psychiatrii, obciął sobie ucho. W Instytucie znajdowała się ukraińska pilotka Nadia Sawczenko, którą przewieziono z Donbasu do Rosji, gdzie jest sądzona. Pawlenski protestował przeciwko wykorzystywaniu psychiatrii do represji politycznych.

Te i inne akcje miały podtekst polityczny, bo „jak nie zainteresujesz się polityką, ona zainteresuje się tobą”.

„Święte drzwi”

Rosyjski artysta i aktywista związany z lewicową grupą Szto Diełat' Dmitrij Wilenski uważa, że Pawlenskiemu trzeba być wdzięcznym za to, że stawia społeczeństwu trudne pytania. W komentarzu dla ukraińskiej Krytyki Politycznej zauważa też niebezpieczeństwa. „Są realne powody, dla których można sądzić, że organy długo «pasły» Pawlenskiego, czekając na moment, gdy porwie się na coś takiego, co będzie można wykorzystać na innym poziomie społecznej manipulacji” – twierdzi.

Zdaje się, że Pawlenski jest już blisko tego momentu; w każdym razie uruchomił właśnie propagandową machinę. Świadczą o tym wypowiedzi prokremlowskich dziennikarzy. – On nie podpalił po prostu drzwi, tylko przeprowadził głęboko przemyślaną akcję. Oczywiście to nie były zwykłe drzwi, a święte – mówił na antenie publicznej Rossiji 24 Andriej Norkin. „Świętość” wiąże się ze złą, radziecką sławą Łubianki.

Nie dać się zastraszyć

– Ja nie dążę do tego, żeby trafić do aresztu, ale władza próbuje wykorzystywać to jako instrument zastraszania ludzi i kontroli nad nimi. Jeśli poddam się strachowi, to poddam się władzy. Wówczas stanę się wspólnikiem jej przestępstw. Stając się wspólnikiem władzy, czynię przestępstwo wobec siebie, a to straszniejsze niż areszt – mówił Pawlenski w rozmowie dla „Dziennika Opinii” po Fiksacji. Akcja Zagrożenie pokazała, że zastraszyć się nie dał.

**Dziennik Opinii nr 320/2015 (1104)

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paweł Pieniążek
Paweł Pieniążek
Dziennikarz, reporter
Relacjonował ukraińską rewolucję, wojnę na Donbasie, kryzys uchodźczy i walkę irackich Kurdów z tzw. Państwem Islamskim. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Autor książek „Pozdrowienia z Noworosji” (2015), „Wojna, która nas zmieniła” (2017) i „Po kalifacie. Nowa wojna w Syrii” (2019). Dwukrotnie nominowany do nagrody MediaTory, a także do Nagrody im. Beaty Pawlak i Nagrody „Ambasador Nowej Europy”. Stypendysta Poynter Fellowship in Journalism na Yale University.
Zamknij