Świat

Kto sieje wiatr, zbiera huragan

Sala Tampa Bay Times Forum tonie w czerwieni i granacie. W przemowach kolejnych osób, które wchodzą na scenę, jest dużo Boga i praktycznie zero polityki zagranicznej. To wyborcza konwencja republikanów.

We wtorek rano czasu wschodniego Izaak zmienił się z tropikalnej burzy w huragan, przesuwając republikańską konwencję o jeden dzień. Gdyby demokraci byli republikanami, z pewnością dostrzegliby w tym palec boży. Huragan, wolno i dokładnie pustoszący Luizjanę, mógłby z powodzeniem być metaforą oburzenia liberałów – ba, nawet gniewu samej natury – na cyniczny show, odbywający się kilkaset mil dalej, w Tampie na Florydzie.

Wiele się wydarzyło między poniedziałkiem 27 sierpnia a czwartkiem 30 sierpnia. Konwencja kosztowała pracę dziennikarza Yahoo News, Davida Chaliana, który zażartował w ABC News, że „Romneyowie zadowoleni robią sobie tam imprezę, podczas gdy czarni się topią”. Ale nawet umiarkowany „New York Times” nie oparł się pokusie napisania, że Izaak zabrał republikanom czas medialny, mszcząc się za Katrinę. Środowy artykuł wstępny w NYT brzmiał trochę jak złagodzona wersja Naomi Klein, rzucającj gromy na świat biznesu i brak funduszy publicznych (np. na wypadek huraganu).

Sala Tampa Bay Times Forum tonie w czerwieni i granacie. Ostrość gigantycznych ekranów łagodzą ciepłe, drewniane ramy. Nie licząc pierwszej damy Puerto Rico, salę wypełniają same białe twarze. W przemowach kolejnych osób, które wchodzą na scenę, jest dużo Boga i praktycznie zero polityki zagranicznej. Wszyscy – republikanie i demokraci – zgadzają się do jednego: celem numer jeden konwencji było zrobić z Romneya człowieka. A więc – przepakowanywanie towaru, tak, żeby się sprzedał. Gwiazdą środowego wieczoru była sama Ann Romney. Wystąpiła w ostrej czerwieni, pięknie odbijającej się od głębokiego, granatowego tła. Mówiła „z serca”, o „cudownym kraju”, kobietach, które zawsze mają ciężej niż mężczyźni, o matkach i amerykańskiej rodzinie. A nade wszystko o „prawdziwym małżeństwie” z „cudownym mężczyzną”, którego poznała na licealnej potańcówce. Ten mężczyzna odwiózł ją bezpiecznie do domu tamtej nocy i dokładnie to samo zrobi z Ameryką. Jeszcze bardziej banalna była część, która miała przekonać wyborców, że Romneyowie są tacy jak wszyscy inni ludzie, bo kiedyś dawno temu, jako młode małżeństwo, jedli dużo makaronu i tuńczyka. „Jak Ameryka długa i szeroka, liberałów i feministki po prostu odrzucało od ekranu. Niektórzy może faktycznie się przewrócili”, pisze dziennikarz „New Yorkera”, John Cassidy. Poza tym, co jest nie tak z makaronem i tuńczykiem? I dlaczego porównuje się naród do 15-letniej dziewczynki, którą trzeba bezpiecznie odwieźć do domu?

Prawdopodobnie najbardziej niesmacznym wydarzeniem konwencji był skandal z Ronem Paulem, czy raczej z jego delegatami, którzy nie otrzymali swoich – wygranych w prawyborach – miejsc. Osoba Paula, teoretycznego kontrkandydata Romneya do nominacji, została absolutnie pominięta. Natomiast główną atrakcją czwartkowego wieczoru był inny Paul, Paul Ryan. Odkąd ogłoszono, że ma być wiceprezydentem u boku Romneya, wszyscy czekali na jego przemowę. Aż 26% Amerykanów nigdy nie słyszało tym człowieku, co zresztą paradoksalnie, było jego największym atutem. Aż do czwartku, bo już w kilka godzin po jego wystąpieniu na tego człowieka, który miał być ikoną uczciwości, posypały się gromy. „The Economist” oględnie nazwał go nieuczciwym, jeśli chodzi o Medicare”, a „New Yorker” nie zawahał się określić go mianem hipokryty. „New York Times” i „Washington Post” ograniczyły się do weryfikowania faktów, których przemowa Ryana była dosyć luźną interpretacją. Chodziło głównie o niesławną fabrykę General Motors w Janesville (według Ryana Obama miał obiecał w czasie poprzedniej kampanii, że ją ocali – a zamknął fabrykę – choć tak naprawdę zamknięto ją w grudniu 2008 roku, czyli jeszcze za kadencji George’a W. Busha), ale też o przekłamania w sprawie Medicare, komisji do spraw deficytu oraz nierzetelne informacje na temat efektywności „planu ratunkowego dla gospodarki” Obamy z 2009 roku.

W czwartek rano Izaak zelżał do 45 mil na godzinę i przesunął się na północ, nadal plując deszczem na wszystko, co napotkał na swojej drodze. Wieczorem na mównicę wstąpił wreszcie sam Mitt Romney. Ponieważ wszyscy wiedzą, że Romney ma problemy w kontaktach z publicznością, publikę dobrze rozgrzano. A więc na początek uroczy Clint Eastwood odegrał zabawny skecz z niewidzialnym Obamą. Potem na scenie pojawił się uwielbiany i charyzmatyczny Marco Rubio z – jakże pożądanymi na tej sali – kubańskimi korzeniami. Najsłabszym punktem konwencji okazał się niestety sam Mitt. Nie powiedział nic nowego: „Ameryka jest wyjątkowym krajem. Tu chroni się życie (pro-life) i instytucję małżeństwa. Do 2020 uzyskamy absolutną niezależność energetyczną. Nie będziemy przepraszać za sukces. Ameryka jest krajem, który uwalnia od dyktatorów. Który nie będzie pobłażać dyktatorom, panie Putin. Który nie będzie nielojalny wobec swoich przyjaciół, takich jak Polska. Który nie będzie spokojnie patrzył na zbrojący się Iran”. Owacja, tłum skandujący: „U! S! A! U! S! A!”…

Reasumując – amerykańscy wyborcy są w trudnej sytuacji. Ludzie są rozczarowani Obamą. Trzy miliony więcej bezrobotnych, rozdmuchany deficyt, żadnych działań (choć dużo słów) w sprawie globalnego ocieplenia. Do tego niezbyt efektywna polityka zagraniczna i wciąż funkcjonujące Guantanamo. Z drugiej strony szturmujący Romney, który ma dużo do zaoferowania, oczywiście pod warunkiem oczywiście, że jesteś biały, bogaty i na emeryturze. Być może dlatego właśnie na scenie pojawia się huragan – zemsta Boga Żydow, komunistów i innych lewicujących drani. W nocy z niedzieli na poniedziałek spodziewamy się Izaaka nad Białym Domem.

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.