W literach starożytnego alfabetu skrywa się tajny numerologiczny kod. Wystarczy poświęcić czas na ich rozszyfrowanie, pokrywając biel tablicy notatkami i wzorami, by zostać dopuszczonym do wszystkich tajemnic naszego wszechświata. To nie fabuła powieści Umberto Eco, tylko jeden z autentycznych kierunków studiów oferowanych w Gruzji.
Astrolingwistyka i astroarcheologia, ekscentryczne rozrywki, które poszukują pozornych powiązań między gwiazdami, znakami i historią, próbują się wedrzeć do głównego nurtu kształcenia. Rozporządzeniem gruzińskiego rządu te paranaukowe przedmioty zostały przechrzczone na kierunki studiów, wzbudzając protesty w kręgach akademickich.
Ogłoszony pod koniec ubiegłego roku dekret zapowiadał otwarcie studiów licencjackich na kierunku astrolingwistyki i astroarcheologii – i to nie byle gdzie, bo na Międzynarodowym Uniwersytecie w Kutaisi (KIU). To prestiżowa państwowa szkoła wyższa, lansowana na nowy hub naukowo-technologiczny w regionie Zakaukazia. Ale oto w programie nauczania, dotąd skupionym na naukach ścisłych, nagle trzeba było zrobić miejsce na narzuconą przez władze wiedzę ezoteryczną.
Planowane „innowacje” Gruzja zawdzięcza swojemu ekscentrycznemu bossowi, miliarderowi Bidzinie Iwaniszwilemu, najbogatszemu Gruzinowi, który pociąga za wszystkie sznurki, namaszcza i pogrąża tych, którym marzy się władza. KIU jest co prawda placówką państwową, jednak zrodził się dzięki błogosławieństwu i szczodrości Iwaniszwiliego, oligarchy, który według własnego widzimisię przesuwa niczym pionki na szachownicy nie tylko najważniejszych gruzińskich polityków, ale i najwyższe drzewa – bo posługując się cudami techniki pan miliarder powyrywał gigantyczne, stuletnie drzewa w całej Gruzji i przesadził je do swojego prywatnego arboretum.
Iwaniszwili to założyciel partii rządzącej, Gruzińskie Marzenie, kolekcjoner egzotycznych zwierząt (podobno ma akwarium z rekinami), który w wolnych chwilach para się teoriami spiskowymi i paranauką. Wpompował miliardy euro w KIU, prestiżowy projekt, który miał przenieść gruziński system kształcenia w przyszłość. Monachijska politechnika pomogła przygotować program nauczania i strukturę akademicką uczelni, jednak sam oligarcha najwyraźniej postanowił wprowadzić do projektu bliskie sercu obszary zainteresowań badawczych i swojego ulubionego pseudonaukowca.
Oto dr Aleko Cincadze— czołowy gruziński, a być może nawet światowy entuzjasta astrolingwistyki i astroarcheologii. Cincadze, przekonany o tym, że to Gruzini wynaleźli jogę i że język gruziński stanowi klucz do tajemnic wszechświata, poświęcił życie na wyłuskiwanie astrologicznej mądrości, którą, jak wierzy, starożytni kapłani ukryli dla potomnych w języku.
Naczelny astrolingwista kraju
Cincadze, będący niezwykle płodnym pisarzem, używa gematrii, czyli wciąż praktykowanej w żydowskim mistycyzmie alfanumerycznej wykładni tekstów, by odkodować zaszyfrowane znaczenie gruzińskich słów. Przypisawszy każdej literze odpowiednią cyfrę, Cincadze sumuje wartości numeryczne liter, by w ten sposób zrozumieć ukryty w słowach przekaz.
Mała próbka: archaiczne gruzińskie słowo Arieli (Aryjczyk, aryjski) było zdaniem Cincadzego powiązane z czcicielami Słońca i dosłownie oznaczało „fundament” albo „korzeń”. Gdy każdej literze przypiszemy wartość liczbową zgodnie z jej miejscem w alfabecie, a następnie te liczby dodamy, otrzymamy 47. Czy to przypadek, że 47° to różnica deklinacji Słońca między zwrotnikami? Cincadze nie uważa, że to przypadek.
W poszukiwaniu zaszyfrowanych przesłań z przeszłości Cincadze bada Iberię, starożytne gruzińskie królestwo (nie – Półwysep Iberyjski), stosując matematyczne obliczenia, by czytać między wierszami gruzińskiej poezji epickiej i pradawnych manuskryptów.
Choć wielu przedstawicieli gruzińskiej społeczności naukowej głównego nurtu uważa go za pseudonaukowca i traktuje z przymrużeniem oka, wydaje się, że na jakimś głębokim ezoterycznym poziomie Cincadze nawiązał nić porozumienia z naczelnym oligarchą Gruzji, Iwaniszwilim, znanym wyznawcą nauki alternatywnej i globalnych spisków.
Cincadze jest częstym gościem w głównej stacji telewizyjnej wspieranej przez rząd i samego oligarchę. Ma w KIU swój ośrodek badawczy – Centrum Badań nad Iberyjskim Dziedzictwem Kulturowym. Starsi członkowie Gruzińskiego Marzenia byli obecni podczas uroczystości wmurowania kamienia węgielnego ośrodka w ubiegłym roku. Aktualny p.o. rektora KIU, wykształcony w Niemczech profesor prawa Paata Turava, wygłosił główne przemówienie podczas otwarcia ośrodka, który zajmuje się głównie trąbieniem o odkryciach i rewelacjach Cincadze.
Jego odkrycia to na przykład twierdzenie, że gruzińskie słowa oznaczające „rok”, „przypływ” i „cud” mają wszystkie kod numeryczny 94. Cincadze „dowiódł matematycznie”, że liczba ta stanowi zakodowane odniesienie do przyjęcia chrześcijaństwa, początku nowego kalendarza i uznania przez ludzkość prawdy.
Dużo tutaj wycieczek do królestwa nacjonalizmu i dziejowego posłannictwa. Cincadze postawił sobie za zadanie udowodnienie, że cała światowa kultura stanowi zapożyczenie z tej gruzińskiej, a nie na odwrót. Choć istnieją solidne naukowe podstawy uzasadniające tezy, że w Gruzji miały miejsce wydarzenia o znaczeniu globalnym, takie jak produkcja wina i wczesne migracje ludów, Cincadze wchodzi tutaj na zupełnie nowy poziom, sugerując, że świat zawdzięcza Gruzji także wynalezienie sztuk scenicznych.
A dowody, ktoś raczy zapytać? Proszę bardzo. Pochodzące ze starożytnej greki słowo oznaczające „tajemnicę, misterium”, które w drodze ewolucji zaczęło odnosić się do widowisk religijnych w średniowiecznej Europie, po grecku ani po łacinie nie zawiera w sobie, zdaniem Cincadzego, żadnego zakodowanego znaczenia numerycznego. Ale wystarczy użyć dwóch różnych wzorów w języku gruzińskim i otrzymujemy 666 lub 99.
„Te liczby stanowią wzajemną odwrotność” – przekonuje podekscytowany Cincadze w jednym z wywiadów, twierdząc, że słowo „misterium” pochodzi de facto od słowa „symetria”, stąd „symetryczne” liczby. A to, że nie ma żadnych lingwistycznych dowodów takich powiązań etymologicznych – to drobny szczegół dla Cincadze, który wydedukował z własnych obliczeń, że wszystko od maskarady po rytuały płodności i współczesny teatr pochodzi tak naprawdę z języka gruzińskiego.
Niestety, nie koniec na tym. Cincadze jest przekonany, że świat zawdzięcza Gruzji także słowo „faszyzm” i symbol swastyki. „Swastyki, które [naziści] nosili na ramionach […] to swastyki iberyjskie, zaczerpnięte od nas iberyjskie symbole” – uważa.
Cień oligarchy
Decyzja o nadaniu statusu akademickiego zainteresowaniom badawczym Cincadze w ramach państwowego uniwersytetu spotkała się z ostrą reakcją. „Rząd Gruzińskiego Marzenia umożliwia zdobywanie nowych, oficjalnie akredytowanych dyplomów w oparciu o numerologię, co jest zbyt absurdalne i zbyt prymitywne nawet na fabułę lotniskowego czytadła w stylu Dana Browna” – pisze felietonista, Konstanine Kintsurashvili w zjadliwej krytyce tego, co gruziński rząd wyprawia z systemem edukacji, dodając, że to „szarlataneria z uniwersyteckim logo”.
Wielu przedstawicieli gruzińskiego środowiska akademickiego jest przekonanych o tym, że dopuszczenie niszowych i kontrowersyjnych przedmiotów przez tak ważny uniwersytet i krajowe organy odpowiedzialne za edukację świadczy o braku kręgosłupa instytucjonalnego w obliczu władzy i pieniędzy.
– W obecnym systemie zarządzania, i przy obecnej dynamice władzy systemowi edukacji można odgórnie narzucić cokolwiek. Dotyczy to zresztą nie tylko szkolnictwa, ale każdej dziedziny, a znawcy danej problematyki i organy państwowe, których zadaniem jest dbałość o jakość i zdrowy rozsądek, najzwyczajniej w świecie na to się zgadzają – ubolewa Elene Jibladze, ekspertka ds. polityki edukacyjnej.
Nie wolno lekceważyć tego wtargnięcia pseudonauki do świata systemu edukacji jako kaprysu jakiegoś ekscentryka, zwłaszcza jeżeli kaprysy tego ekscentryka wpływają decydująco na teraźniejszość i przyszłość całego narodu. Iwaniszwili kształtuje naród na swój obraz i podobieństwo, w sensie politycznym, gospodarczym, a nawet botanicznym.
Obracając wniwecz dekady wytężonych starań, Iwaniszwili storpedował wejście Gruzji do Unii Europejskiej, w praktyce odsuwając opozycję od wszelkich decyzji politycznych, i podporządkował swojej woli wszystkie demokratyczne instytucje. Rząd Iwaniszwiliego, trzymając w podwójnym nelsonie finansowanie ze strony zagranicznych darczyńców, próbuje metodycznie zagłodzić pozarządowe organizacje monitorujące korupcję i przestrzeganie praw człowieka, a krytycznym mediom odbiera zasoby i dochody.
Posłuszny Iwaniszwiliemu parlament przyjmuje hurtowo ustawy mające zdławić opór polityczny i ukrócić wolność zgromadzeń. Teraz nawet stanie w ramach protestu na chodniku jest karalne, a więzienne cele są pełne krytyków władzy.
Edukacja stała się ostatnią granicą, którą oligarcha musi pokonać w swojej szarży zmierzającej do konsolidacji władzy. Sankcjonujący wątpliwe kierunki badawcze rząd oligarchy oskarżany jest powszechnie o dążenie do likwidacji renomowanych gruzińskich uniwersytetów, będących tradycyjnym ośrodkiem rozwoju nauki i niezależnej myśli.
Reforma czy „deforma”?
W ramach kontrowersyjnego projektu reformy gruzińskie władze chcą drastycznie obniżyć liczbę przyjmowanych studentów i pozamykać wydziały. Główny orędownik reform, premier Irakli Kobachidze, twierdzi, że w Gruzji jest za dużo uniwersytetów.
„W Gruzji jest więcej uniwersytetów niż w Szwajcarii i w Austrii, ale nie ma ani jednego dobrego” – przekonywał premier podczas wywiadu w telewizji. „To trochę tak, jak z gruzińską ligą piłkarską, gdzie nie ma żadnej sensownej konkurencji między drużynami, wygrywa jedna albo druga, ale żadna nie potrafi zakwalifikować się do Ligi Mistrzów”.
Dlatego zaproponował rozwiązanie pod hasłem „Jedno miasto, jeden wydział”, czyli drakoński plan, który zredukuje wszystkie główne uniwersytety państwowe do jednego głównego programu nauczania i zlikwiduje dublujące się kierunki we wszystkich dziedzinach. Na przykład z czterech mieszczących się w Tbilisi uniwersytetów z wydziałem prawa tylko jeden – Państwowy Uniwersytet w Tbilisi – go zachowa, a reszta wydziałów, które budowały swą renomę przez lata, zostanie zlikwidowana.
Niektóre kierunki studiów będą dostępne wyłącznie na uniwersytetach regionalnych, co zdaniem władz stanowi próbę „odkorkowania” systemu kształcenia, który obecnie koncentruje się w stolicy kraju. Plan przewiduje również pozbywanie się aktywów należących do państwowych uniwersytetów, ponieważ po zamknięciu wydziałów i ograniczeniu miejsc w Tbilisi zostanie wiele pustych sal wykładowych.
Krytycy nazywają proces reformy „deformacją” i ostrzegają, że planowane zmiany zdławią wolność akademicką, dramatycznie ograniczą studentom możliwości wyboru i zniszczą sprawdzone, cieszące się dobrą renomą programy studiów. Spodziewając się grupowych zwolnień i zamknięcia prestiżowych programów akademickich wykładowcy i studenci masowo zaangażowali się w protesty i otwartą konfrontację z władzami.
Cotniaszwili, wykładowca polityki edukacyjnej przekonuje, że reforma służy w rzeczywistości przejęciu kontroli nad edukacją i twierdzi, że „jesteśmy świadkami intelektualnego zamachu stanu”.
– Podporządkowanie i wypatroszenie systemu kształcenia to kluczowy element w przepisie na przejęcie pełnej władzy nad państwem – dodaje Cotniaszwili i przekonuje: – To standardowa strategia: podporządkowanie sobie mediów, organizacji pozarządowych i systemu kształcenia. Widzieliśmy to w innych krajach, teraz dzieje się to samo u nas.
Uniwersytet Ilia, postępowa państwowa szkoła w Tbilisi, w której wykłada Cotniaszwili i Jibladze, bardzo boleśnie odczuje ogłoszone przez rząd cięcia. Programy studiów na uniwersytecie zostaną zredukowane o ponad 75 proc., a liczba przyjmowanych studentów spadnie aż o 95 proc. – Nasz uniwersytet w zasadzie został skazany na upadek – stwierdza Jibladze.
Wielu pracowników naukowych i obserwatorów podejrzewa, że atak na Uniwersytet Ilia to zemsta rządu za rzekomą rolę uniwersytetu w demonstracjach antyrządowych, które od ponad roku wstrząsają krajem. Wielu wykładowców i studentów tej szkoły brało aktywny udział w protestach przeciwko osuwaniu się Gruzji w autokrację.
„Osobiście jestem w stu procentach przekonany, że zasada »Jedno miasto, jeden wydział« została wymyślona tylko i wyłącznie po to, by zniszczyć uniwersytet Ilia” – napisał na Facebooku były wiceminister edukacji Davit Zurabiszwili.
Po co komu edukacja?
Premier Kobachidze zaprzecza, by reforma miała jakieś drugie dno. Twierdzi, że jej celem jest wprowadzenie większej równowagi między podażą a popytem: między tym, czego uczą szkoły a potrzebami rynku pracy. „Nasza reforma przyczyni się do zwiększenia jakości kształcenia zawodowego w tym kraju” – przekonywał Kobachidze w publicznych komentarzach, dodając, że 60 procentom zatrudnionych Gruzinów uzyskany dyplom nie jest do niczego potrzebny.
Eksperci od edukacji kontrują, że pryzmat potrzeb rynku pracy to bardzo zawężone spojrzenie na cele szkolnictwa wyższego.
– W kształceniu nie chodzi tylko o uzyskanie konkretnych umiejętności zawodowych, ale również o rozwój osobisty, kształtowanie zdolności krytycznego myślenia, odkrywanie własnego potencjału – zauważa Jibladze. – Same potrzeby rynku pracy nie mogą być podstawą udanej reformy kształcenia.
Jednak nawet argument dotyczący rynku pracy nie przekonuje krytyków reformy. W przypadku Państwowego Uniwersytetu Ilia i innych placówek obcinane są programy, których absolwenci raczej nie skarżą się na brak ofert zatrudnienia.
Zresztą logika „potrzeb rynku” prowadzi nas prosto na sam początek naszych rozważań, czyli do tematu astrolingwistyki i astroarcheologii. Rząd z jednej strony likwiduje popularne, perspektywiczne kierunki, z drugiej – z radością akredytuje na KIU kierunki mocno szemrane.
– Jeżeli mamy kierować się logiką zapotrzebowania rynku pracy, chcę zobaczyć jakiekolwiek badania, które mówią, że na rynku pracy pilnie potrzebujemy specjalistów od astrolingwistyki –argumentuje Cotniaszwili.
Kobachidze, którego na lidera kraju namaścił sam Iwaniszwili, nie ma na ten zarzut przekonującej odpowiedzi. Stwierdzając, że gruzińskie placówki kształcenia wyższego mają nadprodukcję absolwentów z wielu kierunków jedynie wspomniał, że istnieją też pewne „przedmioty specjalnego zainteresowania, takie jak astrolingwistyka”.
Ezoteryczny przywilej
Uniwersytet KIU ze swoimi dziwacznymi kierunkami stał się uosobieniem błędów systemowych w podejściu władz do edukacji. W pewnym sensie uniwersytet finansowany przez miliardera działa ponad krajowymi procedurami oceny jakości kształcenia: przyjęta w 2022 roku poprawka będąca uderzającym odstępstwem od krajowych standardów, wyłączyła KIU jako jedyny uniwersytet z obowiązku przechodzenia audytu jakości kształcenia, któremu podlega każdy gruziński uniwersytet.
Inne placówki szkolnictwa wyższego są cyklicznie poddawane surowym kontrolom ze strony Krajowego Ośrodka Podnoszenia Jakości Kształcenia. W przypadku KIU gwarantem jakości jest rada międzynarodowych doradców i oddział ds. rozwoju instytucjonalnego Monachijskiego Uniwersytetu Technicznego (TUM). Osobliwe nowe pozycje w programie studiów, takie jak astrolingwistyka i astroarcheologia, najwyraźniej prześlizgnęły się przez sito firmowanego przez niemieckich partnerów systemu gwarantowania jakości — przynajmniej początkowo.
„Przekaz jest jasny: poważna edukacja wyższa może zostać ujarzmiona z pobudek politycznych, ale szarlatanerię się chroni, a nawet celebruje, ponieważ reprezentuje światopogląd bliski przekonaniom najsilniejszego i najbardziej bezkarnego człowieka w kraju” – pisał Kincuraszwili.
Ponieważ skandal związany z dwoma astrologicznymi przedmiotami nabierał rozmachu, a ogień krytyki za akredytowanie szemranych dziedzin spadał tak na władze, jak na KIU, rząd wreszcie ustąpił. Poprzednie rozporządzenie zostało uchylone przez nowe, przyjęte 26 lutego, w którym astrolingwistykę i astroarchelogię skreślono z oficjalnej listy studiów dyplomowych.
Jest to zwycięstwo tych, którzy domagali się zachowania rzetelności naukowej i akademickiej szkolnictwa wyższego. Daje także cień nadziei na to, że być może na innych frontach edukacyjnych rząd nieco się ugnie.
Na razie jednak władze nie ustępują pola nigdzie indziej, a nad wydziałami wisi realne widno zamknięcia. Wielu gruzińskich pracowników naukowych nadal prowadzi otwartą walkę z Gruzińskim Marzeniem, jednak są też tacy, którzy starają się ratować konkretne programy studiów, próbując dotrzeć bezpośrednio do Iwaniszwiliego. Ponieważ, jak wiadomo, to właśnie miliarder ma ostatnie słowo w sprawach wagi państwowej, żywią nadzieję, że uda im się przekonać oligarchę, by pohamował zapędy premiera i oszczędził niektóre wydziały przed planowaną anihilacją.
Tymczasem dla profesora Cincadze bitwa jeszcze się nie skończyła. Jego ośrodek badawczy nadal ma swoje gniazdko w KIU, a jego zapał do „odkodowania” wszechświata ani trochę nie zelżał. Uważa, że kiedy nadejdzie właściwy moment, jego prace ujrzą akademickie światło dzienne.
W pompatycznym liście Cincadze ostro zaatakował krytyków, którzy obrzucali błotem jego samego i jego odkrycia, które, jak twierdzi, są „źródłem dumy dla gruzińskiego narodu” . „Chodzi tu o kryptologiczne przesłanie odnalezione w języku starogruzińskim, to jedyne autentyczne odkrycie w Gruzji w XXI wieku” – pisał, przekonując, że nauka głównego nurtu prędzej czy później będzie zmuszona przyjąć jego odkrycia i ustalenia.
Zdaniem Cincadzego ZSRR i USA ukradły Gruzji naukę, ale teraz gruziński naród może odzyskać to, co jest mu przeznaczone na płaszczyźnie intelektualnej i historycznej. Kończy w tonie butnie-mesjanistycznym: „Dziś odzyskujemy edukację. Mam nadzieję, że jutro odzyskamy naukę, aż w końcu w pełni odzyskamy nasz kraj”.
**
Artykuł ukazał się w magazynie Voxeurop. Z angielskiego przełożyła Dorota Blabolil-Obrębska.
Giorgi Lomsadze, gruziński dziennikarz, autor, storyteller. Pisze o Zakaukaziu i regionach postsowieckich dla różnych platform i tytułów informacyjnych, w tym dla „Wall Street Journal”, „Guardiana”, NPR i Eurasianet.



![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)




Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.