Świat

Nie grajcie z Putinem w cykora

„Oszalał. Postradał zmysły. Stracił kontakt z rzeczywistością”. Komu zależy, abyśmy myśleli o Putinie jako o szaleńcu? I jak ta narracja może wpłynąć na decyzje Zachodu?

Już na długo przed rosyjską agresją na Ukrainę Władimir Putin miał status niemalże gwiazdorski. Nie dziwi więc, że po rozpoczęciu agresji reflektory zwróciły się w stronę Kremla i jego głównego aktora. Analogia z przemysłem filmowym nie jest tu bynajmniej przypadkowa. Wizerunek Putina, przynajmniej do tej pory, był częścią starannie skrojonego planu.

Dla zachodnich analityków nie był to co prawda obraz jednoznaczny i łatwy do zaklasyfikowania. Rosyjski dyktator jawił się z jednej strony jako reprezentant wschodniej męskości (jego galeria półnagich zdjęć z polowania, nurkowania czy z wypraw na ryby jest naprawdę imponująca), a z drugiej jako polityk wyrachowany, choć roztropnie kalkulujący. Po agresji na Ukrainę skomplikowana persona Putina zyskała jednak nowy, demoniczny rys. Na wizerunku rosyjskiego przywódcy pojawiła się skaza, która szybko stała się tropem interpretacyjnym przy przewidywaniu rosyjskich decyzji wojennych: świat zaczął podejrzewać, że Putin jest po prostu obłąkany.

Zwracamy się do was z więzienia, które nazywa się Rosja [list]

Wizerunek Putina przy całym swoim skomplikowaniu pozostaje jednak produktem narracji Kremla. Widzimy go za niedorzecznie długim stołem, symbolicznie w ten sposób odizolowanego nie tylko od Zachodu, ale i od własnego sztabu. Wydaje się, że nieprzypadkowo widzimy również członka jego sztabu, szefa wywiadu zagranicznego Naryszkina, jąkającego się ze zdenerwowania w obecności Putina, który jak belfer naprowadza go na właściwą odpowiedź. Możemy przejść nad tymi obrazami do porządku dziennego, przystając na wizję Putina jako nieobliczalnego i wzbudzającego strach nawet w najbliższych współpracownikach. Ale może też się nad nimi zatrzymać i zadać sobie pytanie, czy jego domniemane szaleństwo to aby nie część rosyjskiego scenariusza?

Wszystko o Putinie (w co niekoniecznie powinnyśmy wierzyć)

Od dnia napaści Rosji na Ukrainę media prześcigają się w analizie nawet najdrobniejszego gestu, miny, drżenia głosu czy zmiany skórnej Putina w poszukiwaniu wyjaśnień jego decyzji – bo samą decyzję o rozpoczęciu otwartej wojny najłatwiej zrozumieć jako szaleńczą. Czy Putin bierze sterydy? To wyjaśniałoby agresję rosyjskiego dyktatora i doniesienia o jego niedawnych wybuchach wściekłości i gniewu. A może to nie anaboliki, tylko długotrwała izolacja spowodowała, że zatracił kontakt z rzeczywistością? Rak i mgła covidowa? A może istnieje jeszcze inne wytłumaczenie. Może najwięcej o agresji na Ukrainie powie nam hipoteza, według której frustracja Putina przynajmniej częściowo wynika z jego niemożności sprostania ideałowi męskości hegemonicznej?

Niezależnie jednak od tego, na ile tego rodzaju analizy przystają do rzeczywistości, a na ile są tylko częścią sensacyjnych nagłówków, zastanawiać może coś zgoła innego. Czy medialna narracja, w której Putin jawi się jako szaleniec, a jego działania jako nieobliczalne, nie jest dla niego opłacalna?

Co robimy, gdy nie wiemy, co się dzieje

Domniemanie choroby psychicznej Putina i próba jej diagnozy zamyka nas w schemacie, który w języku angielskim określa się jako „explaining away”. Większość z nas nie ma ani narzędzi, ani wszystkich potrzebnych informacji, żeby wyjaśnić decyzje Putina. Automatycznie sięgamy więc do dobrze osadzonego w kulturze motywu nieobliczalnego szaleńca. Jeśli uda nam się potwierdzić hipotezę o chorobie psychicznej Putina, zmniejszamy psychiczny dyskomfort, który wywołuje w nas uczucie, że to, co widzimy, po prostu nie ma racjonalnego wytłumaczenia. Schemat „explaining away” chroni nas przed tym dyskomfortem, sięgamy bowiem po wytłumaczenie, które dobrze znamy.

Ten tok rozumowania donikąd nas jednak nie zaprowadzi. Nigdy się nie dowiemy, co tak naprawdę myśli Putin, czy jest szalony, czy wręcz przeciwnie – wyrachowany i stabilny w swojej racjonalności. Tego typu pop psychologiczne analizy zawężają jedynie nasze pole widzenia. Skupienie się na psychice Putina wymazuje patrzenie na wojnę w kategoriach walki o zasoby, kapitał i władzę.

Komu opłaca się strategia szaleńca?

„Teoria szaleńca” została po raz pierwszy zaproponowana do tego, aby opisać sposób działań i wizerunek prezydenta Richarda Nixona. Jego sztab wykalkulował, że reputacja porywistego, niedającego się kontrolować polityka, który jedną rękę trzyma na „nuklearnym przycisku”, pomoże mu kontrolować przebieg wojny w Wietnamie. W teorii szaleńca zakłada się, że wizerunek polityka bez zahamowań, który zdolny jest absolutnie do wszystkiego, nawet do rozpoczęcia wojny atomowej, działa na jego korzyść. Tę samą teorię próbowano stosować również do opisania prezydentury Donalda Trumpa.

Strategia konstruowania swojego wizerunku jako szaleńca ma sprawić, że nawet najbardziej nierealne scenariusze stają się w oczach przeciwników możliwe. Żądania muszą więc zostać spełnione, aby nie dopuścić do urzeczywistnienia się najgorszych możliwych obaw.

Czy Rosja może spalić świat w wielkiej wojnie atomowej?

Pytanie brzmi wobec tego, czy Putin i jego sztab próbują zagrać podobną kartą?

Czy Putin gra z Zachodem w cykora?

Kojarzycie tę scenę w amerykańskich filmach, gdzie dwójka zbuntowanych chłopaków wsiada do aut i z dużą prędkością jedzie prosto na zderzenie? Ten, kto pierwszy zahamuje lub zjedzie na bok, jest „cykorem” i przegrywa tak zaplanowaną rozgrywkę. Ten, który w porę skręci albo wyskoczy z auta, może co prawda uratować życie, ale niechybnie straci prestiż. Jedną z korzystniejszych dla graczy strategii jest właśnie „strategia szaleńca”. Trzeba przekonać konkurenta, że nie myśli się racjonalnie i jest się gotowym na wszystko.

Pytanie, czy Putin stosuje podobną strategię. Jeśli uda mu się przekonać polityków, że nie myśli racjonalnie i jest gotów posunąć się do ostateczności, to zachodni politycy, trzymając się powyższego schematu, powinni pierwsi wyskoczyć z samochodu, czyli przystać na każde warunki, jakie przedstawi Rosja. Jeśli założymy, że Putin faktycznie zatracił umiejętność racjonalnej oceny sytuacji, to najlepiej będzie go zbytnio nie denerwować. Sankcje powinny być wobec tego łagodne, a pomoc Ukrainie zachowawcza.

Kto tu jest nazistą? Jak Rosjanie manipulują historią i statusem ofiary

Strategia szaleńca byłaby Putinowi bardzo na rękę. Czy nie o to właśnie chodzi Kremlowi?

Sensacyjna pop psychologia w służbie międzynarodowej polityki

Zgodnie z raportem CNN amerykańskie władze dopuszczają możliwość, że strategią Kremla może być sugerowanie i podtrzymywanie wizerunku psychicznej niestabilności Putina. Jej celem byłoby nakłonienie Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników, by w obawie przed wizją najgorszego dali mu to, czego żąda. W związku z tym, przyjmując język sensacyjnej pop psychologii i opisując go w kategoriach szaleńca, utwierdzamy tylko jego nietykalną pozycję na arenie międzynarodowej.

Domniemanie szaleństwa, analizowanie meandrów psychiki Putina i próby zdiagnozowania go na odległość właściwie prowadzą donikąd. To działanie z gruntu bezproduktywne, bo wojenne decyzje Rosji nie zależą wyłącznie od stanu psychicznego Putina. Takie rozumowanie wymazuje wieloczynnikowość i złożoność sytuacji. Czy skupianie się na charakterze Putina przybliża nas do zrozumienia sytuacji w Rosji i Ukrainie, w jakikolwiek sposób przybliża nas do zahamowania rosyjskiej agresji? Czy może bardziej zaciemnia ten obraz, powodując, że wciąż tkwimy w wizji polityki jako gry prowadzonej przez charyzmatyczne, „wielkie” jednostki? Myślenie o historii w kategoriach indywidualistycznych wymazuje znaczenie zasobów, ścierania się interesów różnych grup u władzy i kwestii zysków.

Žižek: Od Rasputina do Dwaputina, czyli witajcie w gorącym pokoju

Trzeba też pamiętać, że obraz Putina, który widzimy, to wciąż materiał wyselekcjonowany i wyreżyserowany. Jeśli widzimy Putina, który wzbudza w swoich podwładnych strach, wydaje się porywczy i nieugięty, to jest to coś, co Kreml chce, żebyśmy zobaczyły. Dlatego powielanie narracji o chorobie psychicznej, szaleństwie czy nieobliczalności Putina nie dowodzi przenikliwości tych analiz. Dajemy tylko dowód, że rosyjska strategia działa.

**
Kasia Bielecka jest studentką socjologii w ramach MISH na Uniwersytecie Warszawskim.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij