Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Slopaganda w Zjednoczonym Królestwie, czyli AI w walce o Anglię dla Anglików

Tegoroczna kampania skrajnie prawicowej Advance UK jest zwiastunem tego, jak może wkrótce wyglądać polityka także w Polsce.

Danny Bones na tle Londynu, za jego plecami widać piętrowy czerwony autobus i Big Bena
Kontekst

🤖 AI coraz śmielej wchodzi do polityki – od botów w mediach społecznościowych po wygenerowane gwiazdy muzyki. Narzędzia te mogą być używane do manipulacji opinią publiczną na dużą skalę.

📱 Równolegle rośnie znaczenie platform takich jak TikTok, YouTube czy Spotify jako kanałów komunikacji politycznej, szczególnie wśród młodszych wyborców. To tam coraz częściej powstają i rozprzestrzeniają się nowe formy propagandy i dezinformacji.

🗳️ W Polsce również pojawiają się przykłady wykorzystania AI i fałszywych kont w przekazach politycznych, m.in. w kampaniach dezinformacyjnych w mediach społecznościowych. Zjawisko to może odegrać istotną rolę w kolejnych wyborach.

Walka

Pod koniec lutego 2026 roku w Wielkiej Brytanii odbyły się wybory uzupełniające w okręgu Gorton and Denton (Manchester). Nie będziemy tu jednak omawiać porażki Partii Pracy i zwycięstwa Zielonych. Zajmiemy się kampanią partii, której kandydat zdobył zaledwie 154 głosy, co dało mu wynik poniżej 0,5 proc. Po co w ogóle pochylać się nad takim politycznym planktonem? Otóż mówimy o skrajnie prawicowym ugrupowaniu Advance UK, publicznie popieranym przez najbogatszego człowieka na Ziemi, a tegoroczna kampania tej partii jest zwiastunem tego, jak za chwilę może wyglądać polityka także u nas, nad Wisłą.

„Dzieciaki mogłyby to wyprodukować”

Na parę tygodni przed głosowaniem Advance UK opublikowała w social mediach film będący jej ideologicznym manifestem. Przedstawiał sceny z historii Anglii: od średniowiecznych wojów, przez drugą wojnę światową, aż po megagwiazdy muzyki popularnej. Ciekawe, czy David Bowie, gdyby żył, cieszyłby się z udziału w spocie prawicowych radykałów, plasujących się na prawo nawet od Reform UK Nigela Farage’? Dość łatwo stwierdzić, że przedstawione sceny w całości wygenerowane są przez AI. Tyle, że – po pierwsze – nie powinniśmy zakładać z góry, że każda osoba z prawami wyborczymi taką łatwość oceny posiada. Po drugie: nie jest to w żaden sposób oznaczone.

Wszystkim tym historycznym scenom i postaciom towarzyszy bit z piosenki brytyjskiego rapera Danny’ego Bonesa zatytułowanej This is England. Sam spot Advance UK nosi tytuł This is Britain, a oprócz tego zawiera sporo innych odniesień do tekstów Bonesa. Jego twórczość jest dość monotematyczna. W swoich piosenkach skupia się głównie na niechęci do zjawiska migracji i do samych migrantów oraz na konieczności walki o Anglię dla Anglików. Chce odzyskać „angielskie dziedzictwo”, które jacyś „oni” odebrali „nam”. Jego najpopularniejszy utwór, wspomniany This is England, ma obecnie 150 tys. odtworzeń na samym YouTube oraz niemal 300 tys. na Spotify, a swój ideologiczny przekaz Danny powiela również w mediach społecznościowych. W sumie nic oryginalnego, prawicowa agenda, jaką widzieliśmy wielokrotnie i jaką mamy także w polskiej wersji. Najciekawsze jest jednak to, że Danny Bones nie istnieje.

Czytaj także Czy sztuczna inteligencja przewidzi krach, który sama wywoła? Agata Popęda

Poza muzyką przy pomocy dużych modeli językowych wygenerowano również samego „artystę”, chłopaka z klasy robotniczej nawijającego o miłości do ojczyzny i występującego w swoich teledyskach. Rysy twarzy zmieniają mu się nieco z ujęcia na ujęcie, co każe sądzić, że wykorzystane do tego narzędzia nie były specjalnie drogie. Potwierdza to Heron Lopes z Leiden University’s Institute of Political Science, który dla opisującego całą sprawę portalu The Bureau of Investigative Journalism (TBIJ) powiedział krótko: „dzieciaki mogłyby to wyprodukować”. W tym samym materiale stwierdza, że może to być początek nowego zjawiska w polityce.

Kto stoi za The Node Project?

Za Dannym Bones’em stoi tajemniczy kolektyw The Node Project, odpowiedzialny również za stworzenie wspomnianego spotu This is Britain dla Advance UK. Obie strony oficjalnie się do tej współpracy przyznają, a wspomniany film ze średniowiecznymi wojami i Davidem Bowiem nie jest jedynym jej owocem. W kampanii do lutowych wyborów w Gorton and Denton pojawiło się np. wideo opowiadające historię życia kandydata partii, Nicka Buckleya, oparte na „ożywieniu” jego starych fotografii przy użyciu AI. We wspomnianym materiale TBIJ powołuje się na anonimowego polityka Advance UK, który miał sugerować, że usługi The Node Project nie należą do tanich, jednocześnie nie ujawniając, jaki koszt poniosła z tego tytułu jego partia. „Gdyby ktoś chciał im coś zlecić, kosztowałoby to znaczną sumę pieniędzy” – miał powiedzieć.

Advance UK powstała w 2025 roku z inicjatywy urodzonego w Pakistanie Bena Habiba, przedsiębiorcy i byłego europosła, po jego odejściu z Reform UK. W sierpniu publicznie poparł ją Elon Musk, nazywając przy okazji Farage’a „weak sauce”, co można uznać za angielski odpowiednik „miękiszona”.

W kontekście The Node Project trudno o konkretne personalia. Jak dotąd wiadomo o nich tyle, ile sami zdecydują się ujawnić, czyli prawie nic. W korespondencji z autorami materiału śledczego z TBIJ przedstawili się jako „kreatywny eksperyment eksplorujący muzykę, wizualny storytelling i nowe narzędzia AI”. To, co wiadomo na pewno, to że stworzyli materiały wideo na zamówienie Advance UK. Czy sam Danny Bones powstał na czyjeś polityczne zlecenie, czy jedynie z pasji do antyimigranckiej, rasistowskiej ideologii. pozostaje w sferze spekulacji.

Czytaj także Nie żyjesz, ale wciąż scrollujesz. Meta i „symulacja użytkownika systemu społecznościowego” Xavier Woliński

Istnieją profile społecznościowe Danny’ego Bonesa i The Node Project. Ta inicjatywa wykręca różne zasięgi, ale największe zdają się być na YT i Spotify. Istotny był też TikTok, gdzie bardzo dobrze radziły sobie publikowane na profilu The Node Project filmiki z Dannym, często fragmenty jego teledysków. Jakiś czas temu konto zostało zbanowane za mowę nienawiści. Dziś po wpisaniu „The Node Project” w wyszukiwarkę TikToka trafiamy na materiał na zupełnie innym koncie, na którym Danny Bones w podkasterskim anturażu skarży się, że profil projektu został ocenzurowany bez żadnego uzasadnienia, zapraszając fanów na swojego Twittera.

Skrajnie prawicowa alternatywka jako zwycięstwo nienawiści nad miałkością

Danny nie jest osamotniony w swojej ideologicznej walce o czystość Anglii (swoją drogą, jak na białego suprematystę, to dziwnie często zdarza mu się nawijać z jamajską manierą). Towarzyszy mu bowiem niejaka Amelia, gotycka alternatywka o fioletowych włosach. Postać również generowana przez AI, ale jej historia jej zupełnie inna. Amelia to zwycięstwo radykalnie prawicowej ideologii opartej na nienawiści nad ideologią demokratyczną opartą na… miałkości. W tym wypadku „ci dobrzy”, jak to często bywa, sami się spektakularnie podłożyli i jest to wtopa, z której można się sporo nauczyć.

Czytaj także Sztuczna inteligencja nie zabierze nam pracy, tylko prąd Piotr Wójcik

Pierwotnie Amelia była bohaterką przeglądarkowej gry wideo Pathways, wymyślonej i stworzonej przez organizację społeczną Shout Out UK. Finansowana przez brytyjski odpowiednik MSW, czyli Home Office, miała misję dydaktyczną. Chodziło o nauczenie nastolatków rozpoznawania przejawów radykalizmu, unikania, a nawet przeciwdziałania im. Jeśli brzmi to wam jak kolejna nudna niczym flaki z olejem kampania skierowana do młodzieży w rodzaju „wyloguj się do życia”, którą dzieciaki prędzej wyśmieją, niż wezmą sobie do serc, to nie jesteście dalekie od prawdy. Gra wciąż jest dostępna i jak ktoś bardzo, ale to bardzo chce, może przekonać się osobiście.

Amelia miała być ostrzeżeniem, czarnym charakterem, personalizacją nienawiści do migracji i mniejszości etnicznych. Jednak przez swój „edgy” charakter okazała się jedyną postacią z całej gry, która zdobyła jakąkolwiek sympatię dzieciaków. Internauci szybko zaczęli generować w AI kolejne, zwykle „realistyczne” z wyglądu iteracje Amelii: Amelia czytająca brytyjską literaturę, Amelia jedząca fish & chips, Amelia krzycząca na Starmera, Amelia narzekająca na nadmiar muzułmanów na ulicach, Amelia w zbroi rycerskiej pod krzyżem św. Jerzego, Amelia chroniąca brytyjską dziewczynkę przed paskudnymi muzułmanami krzyczącymi „haram!” na drugim planie. Albo Amelia w wersji anime w piosence Remember Freedom (100 tys. wyświetleń na YT), Amelia przydeptująca cię glanem (1,4 mln wyświetleń), Amelia zalotnie patrząca ci w oczy, mówiąca: „To wasz kraj, chłopcy, chcą wam go zabrać, chyba im nie pozwolicie?”

Czytaj także Polityka w USA już polaryzuje się wokół AI. Zagrożenie dla klasy średniej i walka o regulacje Jakub Majmurek

Amelia mówi wiele o wizji świata z prawicowych fantazji, ale zamiast bawić się tu w psychoanalizę zaznaczę tylko, że w grze Pathways zły scenariusz kończy się tym, że… Amelia wychodzi za głównego bohatera, Charliego. Znowu okazało się, że to skrajna prawica potrafi zagospodarować to, co dla młodych ludzi na całym świecie jest naturalne: bunt.

Popularność Amelii wydaje się zjawiskiem oddolnym, organicznie samopowielającym się memem, w odróżnieniu od zrodzonego – niczym orkowie w Isengardzie – w sposób planowy Danny’ego Bonesa. Mimo to często można ich zobaczyć razem, bo Amelia pojawia się w filmach rapera. Najbardziej spektakularny przykład to teledysk do piosenki Shut up. Oto nasz czysty rasowo raper (tym razem dużo bardziej przypakowany) za swoje niepokorne umiłowanie prawdy zostaje zamknięty w więzieniu, ale Amelia przybywa na ratunek, uwalnia go, a potem już wspólnie ratują świat, wysadzając wierzę wyglądająca tak, jak najbardziej typowa siedziba Głównego Złego. Całość jest dwuminutowym, idealnie uśrednionym fabularnie filmem akcji, utrzymanym w stylistyce reklamy scamerskiej gry mobilnej. Być może jest to najlepsze odzwierciedlenie naszych „ciekawych czasów”, jakie kiedykolwiek dostaniemy.

Stworzona przez mężczyznę w Wielkiej Brytanii Nava jako „głos irańskich kobiet”

Wielka Brytania jest miejscem, w którym „urodziła się” jeszcze jedna ciekawa postać tego typu. Nava to piosenkarka, śpiewająca m.in. teksty irańskiego prodemokratycznego poety Arefa Ghazwiniego. Wydźwięk jej utworów jest jednoznacznym sprzeciwem wobec reżimu ajatollahów, wyrażanym także przez komentujących jej piosenki, zdjęcia i klipy w mediach społecznościowych. Z tego powodu na łamach „Gazety Wyborczej” okrzyknięto ją „głosem, który odebrano irańskim kobietom”. Takie postawienie sprawy każe zadać pytanie z gatunku tych, na które w „Wyborczej” zwyczajowo brakuje miejsca: czy jest ona również głosem dziewczynek, które pożegnały się z tym światem, kiedy 28 lutego na szkołę w Minab spadły amerykańskie pociski Tomahawk? Pytań zrobi się więcej, gdy już doprecyzujemy sobie, kim (?) Nava „realnie” jest.

Tutaj, w odróżnieniu od Danny’ego Bones’a, wszystko jest wyłożone wprost. Nava to projekt irańskiego artysty nazwiskiem Farbod Mehr, żyjącego w Londynie. Jak pisze na łamach „GW” Emilia Dłużewska: „Od kilku lat zamieszcza [on] na Instagramie generowane przez sztuczną inteligencję portrety irańskich kobiet”. Może jestem przewrażliwiony, ale wydaje mi się to niepokojące na wielu poziomach. Nava istenieje od 2025 roku, wtedy też wypuściła pojedynczy singiel, a w pierwszej połowie marca 2026 ukazała się jej sześcioutworowa EPka, którą można odsłuchać w całości m.in. na YouTube.

Czytaj także Otępieni przez pośredników: jaki kapitalizm zbudują agenci AI?   Filip Konopczyński

O ile trudno powiedzieć, jakie zdanie na temat Navy i jej muzyki mają Iranki w Iranie, o tyle z pewnością łatwo wpisuje się to w stosunek do rzeczywistości tych wszystkich osób na Zachodzie (w tym znacznej części irańskiej diaspory), które w mediach społecznościowych wyrażały radość z amerykańskich i izraelskich rakiet lecących na Teheran. Z jakiegoś powodu były to osoby przekonane, jak Donald Trump, że ataki zwiastują rychły upadek krwawego reżimu, demokratyczne wybory, a kto wie, czy nawet nie Starbucksa w każdym ostanie. Nie wiem też, czy Nava, będąc stworzoną przez mężczyznę i dysponując urodą zaprojektowaną przez niego ręcznie, zgodną ze sztucznymi kanonami wprost ze współczesnych mediów, może być głosem jakichkolwiek kobiet, a co dopiero tych w Iranie i to w momencie, kiedy spadające na ich kraj bomby raczej wzmacniają notowania władzy wśród obywatelek. Nie wiem też, czy nieistniejący człowiek, składający się wyłącznie z wizerunku medialnego, „tworzący” muzykę powstającą przez zmieszanie w kotle twórczości innych, żyjących ludzi, powinien być głosem w ogóle.

Nadchodzą naprawdę ciekawe czasy

Generatywna sztuczna inteligencja wykorzystywana jest w politycznej komunikacji od co najmniej kilku lat, ale powyższe trzy przykłady z Wielkiej Brytanii stanowią pewną nowość. Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z wykreowanymi całymi personami, mającymi określony wygląd, nadane przez twórców cechy charakteru i prowadzącymi własne profile społecznościowe. Tak, sztucznie wykreowani influencerzy istnieli jeszcze przed „rewolucją” AI, ale nie w polityce. A jeśli Danny Bones, Amelia i Nava sprawdzą się na dłuższą metę, politycy i – przede wszystkim – kapitaliści zyskają narzędzie do taśmowego produkowania liderów opinii, co albo poskutkuje wprowadzeniem w życie ostatecznej Teorii Martwego Internetu, albo da im jeszcze większą władzę nad masami.

Jeśli uznamy, że żyjemy w społeczeństwie postprawdy (wkrótce minie dekada, od kiedy twórcy słowników oksfordzkich ogłosili przymiotnik „postprawdziwy” słowem roku), to równie dobrze możemy uznać, że żyjemy w społeczeństwie postdemokracji. Dawno już przestaliśmy wybierać polityków dlatego, że zgadzamy się z ich programem albo wierzymy, że załatwią sprawy dla nas istotne. Głosujemy na osobowości medialne. Politycy są tu podobni do muzyków – PR i publiczna persona stały się ich narzędziem pracy tak samo ważnym, a być może ważniejszym od polityki rozumianej jako zmiana rzeczywistości poprzez stanowienie prawa. Ważniejsze od głosowań są kampanie, ważniejsze od faktów są narracje. W takich warunkach generatywna AI może okazać się zabójczo skuteczna.

W Polsce mieliśmy przykład działań nieco podobny do Danny’ego Bonesa czy Navy, ale jednocześnie zupełnie inny, bo zamiast tworzyć jedną osobę i budować jej popularność, postawiono na masowość. W grudniu 2025 roku miał miejsce wysyp kont na TikToku, gdzie młode, atrakcyjne dziewczęta wyrażały poparcie dla polexitu i powtarzały inne hasła zgodne z linią Kremla. Czasem były to konta udające realne osoby, czasem „zbiorcze” profile, jak np. Prawilne Polki czy Wieczna Krucjata. Niektóre z tych działań wiązały się z rosyjską akcją dezinforamcyjną o kryptonimie „Undercut”, więcej można o niej przeczytać w analizie Demagoga.

Czytaj także Gejowski AI slop podbija listy przebojów Zuza Karcz

Ciekawie wykorzystała AI telewizja Republika, emitując w grudniowym programie Piachem w tryby spot z klasyczną narracją o zrujnowaniu Polski przez Tuska. Dostajemy w nim całą plejadę wygenerowanych postaci, narzekających, że żyje im się gorzej, niż wcześniej, na czele z postacią emerytki, której nie stać na leki. Jest tu jednak ciekawy plot twist, bo sztuczne ujęcia przeplatane są prawdziwymi. A na końcu, z jakiegoś powodu, dostajemy wygenerowanego w AI… Dariusza Mateckiego, który głębokim, zdecydowanie nie własnym głosem mówi nam, że Polska nie musi tak wyglądać.

Wszystko to zapowiada, że już w kampanii wyborczej w 2027 roku możemy dostać cuda, jakich dziś sobie jeszcze nie wyobrażamy. I tylko ta biedna lewica (nie tylko polska) zaraz jak zwykle zostanie w tyle, bo gdy prawica sięgać będzie po każdą dostępną metodę bez żadnych skrupułów, wszystkie lewice świata znowu będą musiały wybierać między skutecznością a etycznością swoich działań. I znowu każdy z dostępnych wyborów będzie wyborem złym.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie