Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

(Nie)szczęścia Istvána, albo Barry Lyndon na miarę naszych możliwości

David Szalay, „Flesh”

Zachodni ład dał nam bezpieczeństwo i dobrobyt. Dziś przejmuje nas obawa, że stracimy wszystko, co się udało zbudować w ostatnich 30 latach, i wrócimy do krainy odwiecznej historycznej smuty, na nasze na stare, wschodnie śmieci.

ObserwujObserwujesz
Autor David Szalay i okładka książki „Flesh” Recenzja

István, bohater nagrodzonej w tym roku Bookerem powieści Davida Szalaya Flesh, pokonuje daleką drogę. Z blokowiska gdzieś na węgierskiej prowincji trafia do poprawczaka, następnie jako żołnierz do Iraku, wreszcie do Londynu, gdzie pracuje jako ochroniarz w ponurym klubie z tańcami na rurze.

W wyniku serii szczęśliwych zbiegów okoliczności dostaje pracę jako kierowca i ochroniarz żyjącego w Wielkiej Brytanii szwedzkiego multimilionera. Wdaje się w romans z jego dużo młodszą angielską żoną, która poślubia go po śmierci męża, wynosząc Istvána do świata globalnej finansowej elity.

István trafia do świata, z którego istnienia jako chłopak z blokowiska nawet nie mógł sobie za bardzo wyobrazić. Zanim zdąży na dobre osadzić się w nowej społecznej roli, traci wszystko i wraca do punktu wyjścia, tak jakby Londyn był tylko snem, a węgierska prowincja, niekończąca się równina zastawiana blokami, marketami i magazynami, jego jedynym i ostatecznym przeznaczeniem.

Czytaj także Setka, galaretka i mordobicie. Laurka dla najtisowej męskości Aleksandra Kumala

Nagi język

Szalay opisuje te wszystkie światy, jakie przemierza bohater, w konsekwentnie minimalistycznej poetyce. Powieść składa się z serii epizodów zabierających nas w sam środek nowej życiowej sytuacji Istvána, narracja opuszcza całe lata, kluczowe wydarzenia często zostają tylko napomknięte, zasugerowane lub pozostawione czytającym do domysłu.

Dominują krótkie zdania, suche opisy sytuacji, dostarczające tylko minimum koniecznych informacji. Nie ma stylistycznych popisów ani rozbudowanych, barokowych opisów pozwalających odbiorcy zanurzyć się w świecie przedstawionym. Bohaterów obserwujemy tylko z zewnątrz, przez ich działania i słowa, praktycznie nie mamy dostępu do ich wewnętrznych przeżyć i emocji. Nie ujawniają ich też w dialogach, bo te najczęściej są jednozdaniowe, zwłaszcza w przypadku Istvána, który komunikuje się niemal wyłącznie zwrotami w rodzaju „tak”, „nie”, „nie wiem”, „może”, „obojętnie”, „ok”.

Ten styl trudno jednak nazwać reporterskim. Jego ostentacyjna asceza i „nagość” zwracają na siebie uwagę, czasem tworzą efekt wręcz poetycki. Recenzujący książkę dla „New York Timesa” Dwight Garner stwierdził nie bez racji, że proza Szalaya, to jak opisuje codzienność Istvána często jednozdaniowymi akapitami, może miejscami przypominać wiersze Franka O’Hary – choć jest od nich znacznie bardziej przytłaczająca.

Ten przytłaczający, surowy styl idealnie koresponduje z historią wzlotu i upadku Istvána, z wpisaną w nią melancholią i fatalizmem, z poczuciem daremności wszelkich pragnień, planów, marzeń i starań, z jakim zostajemy, towarzysząc bohaterowi do końca w jego drodze. Pasuje też do bohatera tak naprawdę nieposiadającego języka, którym samemu sobie mógłby zwerbalizować to, co się z nim właściwie dzieje, nazwać nawet największe przydarzające się mu tragedie.

A tych jest wiele, choć „ok” jest chyba najczęściej wypowiadanym przez Istvána słowem, to w książce bardzo rzadko zdarzają się momenty, w których moglibyśmy powiedzieć, że z bohaterem wszystko jest w porządku.

Ciało mężczyzny

Wielu recenzentów książki odczytuje ją jako głos w debacie o męskości i jej współczesnych problemach, zwłaszcza tych emocjonalnych. István byłby w tej interpretacji przedstawicielem współczesnej męskości w kryzysie: niezdolnej zrozumieć własnych emocji, które stłumione wybuchają agresją; przywiązanej do anachronicznych wartości i wzorców; krzywdzącej się przez samonarzucony przymus siły; definiującą się przez przemoc.

Istvána poznajemy jako nastolatka, gdy z matką przeprowadza się do nowego miasta, na jedno z wielu, typowych dla dawnych demoludów blokowisk. Sąsiadka z klatki, starsza od chłopaka o ponad 20 lat, uwodzi go – nastolatek nie rozumie, co się z nim dzieje, czemu kobieta, która na początku wręcz go odpychała, zmienia się w źródło jego seksualnej obsesji, która tylko zaostrza się, gdy sąsiadka kończy ich relację. Próbując wymusić spotkanie z kobietą, István wdaje się w szarpaninę z jej mężem, w wyniku której starszy od niego mężczyzna spada ze schodów i umiera, uderzając się w głowę.

Ten wypadek wyznacza całą życiową drogę Istvána, której kolejne etapy zaznaczać będą stłumione, nieuświadomione emocje, agresja, gniew, przemoc.

Czytaj także Ciałopozytywność u mężczyzn jest martwa Przemysław Witkowski

Wypadek z początku drogi Istvána powtarza się u jej końca, gdy już jako dorosły mężczyzna wdaje się w bójkę na wernisażu, gdzie zebrała się londyńska elita, ze swoim nastoletnim pasierbem, który nigdy nie zaakceptował, że jego matka związała się z byłym ochroniarzem, używającym rodzinnej fortuny do finansowania własnych biznesowych przedsięwzięć i luksusowego stylu życia.

Takich symetrycznych powtórzeń jest w powieści więcej: István wychowuje się bez ojca, nie ma wokół siebie żadnego dobrego męskiego wzorca, a gdy sam zostaje ojcem, zupełnie nie potrafi wejść w taką rolę wobec swojego syna; relacja z uwodzącą go sąsiadką w jakimś sensie zapowiada relację z angielską żoną.

Jednak choć refleksja nad męskością jest kluczowym wątkiem Flesh, to czytanie jej tylko w tym kluczu byłoby głęboko redukcjonistyczne. Jak ładnie ujął to piszący o książce w „Guardianie” brytyjski pisarz Keiran Goddard, powieść Szalaya jest w swojej najgłębszej warstwie o „odrętwiającej dziwności bycia żywym; o tym, co – jeśli cokolwiek – znaczy nasze kroczenie przez czas w maszynie zrobionej z mięsa”. „Maszyna z mięsa” Istvána, jego ciało, jest dla niego jednocześnie czymś najbardziej intymnym i obcym, źródłem afektów – związanych z seksem, agresją, stresem pourazowym, depresją – których nie kontroluje i nie potrafi zrozumieć. Ciało prowadzi Istvána przez życie, definiuje go, a przy tym „podejmuje za niego” kluczowe decyzje, których bohater nigdy nie będzie w stanie do końca nie tylko pojąć, ale nawet nazwać.

Znaczenie geografii

Jednocześnie, zwłaszcza gdy czyta się książkę w Polsce, istotne jest to, skąd pochodzi ciało Istvána: z Europy Środkowo-Wschodniej. Z tej tradycyjnie „gorszej”, biedniejszej części Europy, której przynależność do „cywilizowanego Zachodu” zawsze może zostać zakwestionowana, tak jak ostatecznie zakwestionowany zostaje klasowy awans bohatera. Szalay zna ten świat, urodził się w Kanadzie jako syn Węgra i kanadyjki żydowskiego pochodzenia, dorastał w Libanie i Wielkiej Brytanii, ale jako dorosły człowiek przez długie lata mieszkał w Pécsu, węgierskim mieście średniej wielkości niedaleko granicy z Chorwacją.

István definiowany jest przez swoją cielesność, a jego ciało obsadzane jest w dwóch rolach: jednej związanej z przemocą, drugiej z seksem. A więc w dwóch rolach, w jakie często spychane bywają ciała z pół- i peryferii, z takich obszarów jak ta druga część Europy, która jeszcze dwie dekady temu pukała głodna do drzwi zachodniego raju, gotowa na bardzo wiele, by znaleźć sobie w nim jakiekolwiek miejsce.

Po raz pierwszy István doświadcza Zachodu, służąc razem z międzynarodowym kontyngentem w Iraku. Stany Busha juniora prowadzą „wojnę z terrorem”, „stara Europa” pozostaje wobec niej głęboko sceptyczna, nowa jest aż nazbyt chętna do pomocy. Także w Wielkiej Brytanii István wykorzystuje początkowo swoje ciało, pracując jako ochroniarz, a więc ktoś, kto ma przynajmniej sprawić wrażenie, że w razie czego potrafi skutecznie użyć siły i przymusu bezpośredniego.

Największego społecznego skoku bohater dokonuje dzięki małżeństwu z kobietą z klasy wyższej – nie przez przemoc, ale seks. O ile wojna i praca ochroniarza osadzają Istvána w „hipermęskich” rolach, to w kluczowych relacjach z kobietami – sąsiadką i żoną pracodawcy – pozostaje on w dużej mierze bierny: to one inicjują relacje, w których przynajmniej na początku mocno uprzedmiatawiają partnera.

Pasierb Istvána – wrażliwy, angażujący się społecznie student Oksfordu po ekskluzywnej prywatnej szkole – nie potrafi zrozumieć, co jego matka może widzieć w kimś takim, w przybyszu ze wschodu prezentującym, jak mówi zniesmaczony, „tak prymitywny model męskości”.

To występujące w postaci Istvána połączenie definiującej się przez siłę i przemoc niezrekonstruowanej tradycyjnej maczystowskiej męskości z niskim statusem społecznym i brakiem kulturowej legitymacji; seksualnej atrakcyjności z kwestionującym męskość uprzedmiotowieniem jest doświadczeniem wywodzącym się z bardzo określonej przestrzeni – postkomunistycznych półperyferii Zachodu – i nie da się zrozumieć powieści bez znajomości tego kontekstu.

Czytaj także Patriarchat pożera swoich własnych synów [o trzecim sezonie „Białego Lotosu”] Patrycja Wieczorkiewicz

Historia opowiada we Flesh – zwłaszcza jej angielska część – pod wieloma względami przypomina Barry’ego Lyndona, a szczególnie filmową wersję powieści zrealizowaną przez Stanleya Kubricka. Zarówno pisarz, jak i reżyser przyjmują zdystansowane, chłodne „spojrzenie entomologa” na swoich bohaterów, z tym że o ile pierwszy z nich osiąga ten efekt przez minimalizm odartego do naga języka, to ten drugi przez precyzję filmowej formy i lodowate piękno wystylizowanych do ostatniego detalu kadrów. Tak jak bohater Kubricka István jest outsiderem, który wspina się na społeczny szczyt, nigdy nie zostaje tam zaakceptowany i wszystko traci.

Film Kubricka odczytywano czasami w kontekście żydowskiego pochodzenia reżysera – wychowanego w zupełnie zsekularyzowanej rodzinie – jako historię żydowskiego awansu społecznego, asymilacji i związanych z nią lęków. Szalay, wplatając lyndonowskie wątki do swojej opowieści o Węgrze w Londynie, tworzy oczywistą historię awansu postkomunistycznej Europy, lęków i wątpliwości związanych z tym, czy naprawdę się nam udało.

Aris Roussinoss, jeden z ciekawszych głosów współczesnej brytyjskiej prawicy, w swojej niedawnej interpretacji filmu Kubricka zwraca uwagę, że reżyser kończy swoją opowieść w 1789 roku – nadchodzi nowa epoka zainicjowana przez rewolucję francuską, stary arystokratyczny świat, do którego aspirował bohater, zacznie zanikać, odchodzi wraz z Barrym tuż po tym, jak zmiażdżył jego marzenia. Według Russinosa fakt, że żyjemy w czasach, gdy obecny światowy porządek wydaje się stać na progu wielkich zmian – geopolitycznych, technologicznych itd. – sprawia, że ten obraz innej gasnącej epoki wydaje się nam szczególnie atrakcyjny.

Z perspektywy postkomunistycznych, wschodnich peryferii Unii Europejskiej wygląda to trochę inaczej. Chwiejący się w posadach ład dał nam bezprecedensowe bezpieczeństwo i dobrobyt. Dziś, gdy odczuwamy jego kruchość, zaczynamy martwić się o przyszłość i przypominać sobie o głównym przekleństwie naszego regionu, jakim jest sąsiedztwo agresywnej, imperialnej Rosji. W historii bohatera Flesh rozpoznajemy nasze lęki, że wszystko to, co się udało zbudować w ostatnich 30 latach, stracimy tak jak István stracił swoje życie w Londynie i wrócimy do krainy odwiecznej historycznej smuty, na nasze na stare, wschodnie śmieci.

*
Przekład powieści Davida Szalaya na język polski przygotowuje Wydawnictwo Pauza. Publikacja jest planowana na połowę 2026 roku.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie