Kinga Dunin czyta

Literatura, literatura i życie

Anomalia okładka fragment

Wyobraźmy sobie, że stoimy przed zamkniętymi drzwiami. Jeśli je otworzymy, dowiemy się, czy ten, kto znajduje się po drugiej stronie, jest żywy czy martwy. Czyli jest w superpozycji, jak kot Schrödingera, w stanie kwantowym? Nie, nie w stanie kwantowym, ale w stanie „literatura”. Tak, jest jednocześnie żywy i martwy. Naprawdę, autor potrafi coś takiego zrobić! Kinga Dunin czyta „Anomalię” Hervé Le Telliera, „Imitację życia” Sorena Gaugera i „Wspomnienia przyszłości” Siri Hustvedt.

Hervé Le Tellier, Anomalia, przeł. Beata Geppert, Wydawnictwo Filtry 2021

Anomalia okładkaZabić nie znaczy nic.

W każdym razie nic nie znaczy dla Blake’a, który jest genialnym i niezwykle efektywnym płatnym zabójcą. Oraz przykładnym mężem i ojcem. Woła do nas: hej, jestem idealną reprezentacją czarnego charakteru z powieści sensacyjnej. Potem pojawią się następne postacie: sfrustrowany pisarz, architekt zakochany w dużo młodszej partnerce, która jest już nim zmęczona, młoda czarna adwokatka podejmująca się reprezentowania niezbyt sympatycznej korporacji, dzieci i ich matka źle traktowani przez ojca… I wiele innych. Wszyscy w sytuacji kryzysowej lub zapowiadającej kryzys, tak że czytelnik będzie zaciekawiony, co też dalej im się przydarzy. Oczywiście poza Blakiem, który zawsze ma wszystko pod kontrolą, ale może chcielibyśmy się dowiedzieć, jak będzie wyglądała kolejna jego zbrodnia. I czy wreszcie wpadnie, bo przecież dobro musi zwyciężyć. Ale czy musi?

My, czytelnicy, dobrze wiemy, że jeśli poznajemy historie kolejnych postaci, to coś je łączy. I szybko domyślamy się co: wszyscy lecieli z Paryża do Nowego Jorku tym samym samolotem. Podczas lotu pojawiły się gwałtowne turbulencje. Czy anomalia pogodowa spowodowała jakieś inne anomalie? Coś się stanie z naszymi bohaterami?

Następna część Anomalii to już filozofujące science fiction, thriller i co tam jeszcze chcecie. Będzie CIA i FBI. I rozmaite odniesienia do współczesności – Trump, Macron, Chiny… Wszystko w słusznym, liberalno-demokratycznym duchu. A ostatecznie literatura, precyzyjna układanka z elementów, które znamy – znacie, to poczytajcie. Z odpowiednią dozą zaskoczeń i ciepłym humorem.

Jeśli wierzycie nagrodom literackim, może mieć dla was znaczenie informacja, że to nagroda Goncourtów z 2020 roku. Jeśli bardziej wierzycie w rynek – milion sprzedanych egzemplarzy i wiele tłumaczeń. A może robi na was wrażenie grupa OuLiPO? (Perec, Perec). Autor jest z nią związany i z wykształcenia jest matematykiem.

To ja mogę tylko dorzucić, że świetnie mi się to czytało.

IDEAlne prezenty poleca Kastor Kużelewski

czytaj także

*
Soren Gauger, Imitacja życia, przeł. Krzysztof Umiński, Korporacja Ha!art 2021

Imitacja życia okładkaRozległ się obrzydliwy trzask i coś, co parę sekund wcześniej tworzyło całość, na którą składały się ultrakomfortowe, wyłożone skórą wnętrze samochodu z wypożyczalni, czyste cyfrowe tony arii Re dell’abisso, affrettati płynące z głośników, słońce wysoko nad pustynnym horyzontem, bezładna zbieranina palm i kaktusów wzdłuż szosy na lotnisko oraz jego soczyste myśli, w których przedstawiał sobie ciepłe, zaspane i skąpo spowite peniuarem ciało swojej żony, kiedy on wśliźnie się pod kołdrę, wsuwając dłoń między jej biodro i rękę, o piątej nad ranem, gdy szarosine światło zaczyna przesączać się przez zasłony – wszystko to rozprysło się gwałtownie w krwawą maź, ptasie flaki, konwulsyjny trzepot oraz – choć za ten ostatni szczegół nie dałby się pokroić – bijące nadal serce, które, wyrzucone z klatki piersiowej, przywarło do przedniej szyby.

Jeśli przestraszyło was to pierwsze długaśne zdanie, to uspokajam – inne są krótsze, również rozdziały tej niezbyt obszernej książki są niedługie.

Zderzenie samochodu z ptakiem sprawia, że Martin nie zdąży na samolot. Podobnie jak jeszcze jeden pasażer. Obydwaj zamieszkają w jednym hotelowym pokoju, czekając na możliwość wylotu. Gdzie to wszystko się dzieje? W umownym upalnym, pustynnym kraju arabskim. Wokół hotelu toczy się jakaś lokalna wojna. Również umowna. Życie w hotelu też bywa niebezpieczne. Ale często są to wydarzenia na granicy snu. Tajemnicze, ale czasem też groteskowe. Panowie wspierają się i gardzą sobą nawzajem. Myślą o swoich dawnych, pustych życiach. Atmosfera się zagęszcza. Wojna dobija się do drzwi. Przestrzeń kurczy, zamyka… A w hotelu trwa bal maskowy.

Wyobraźmy sobie, że stoimy przed zamkniętymi drzwiami. Jeśli je otworzymy, dowiemy się, czy ten, kto znajduje się po drugiej stronie, jest żywy czy martwy. Czyli jest w superpozycji, jak kot Schrödingera, w stanie kwantowym? Nie, nie w stanie kwantowym, ale w stanie „literatura”. Tak, jest jednocześnie żywy i martwy. Naprawdę, autor potrafi coś takiego zrobić!

Autorem jest Kanadyjczyk, pisarz i tłumacz, od 20 lat mieszkający w Krakowie. A z notki „od autora” dowiadujemy się, że za powieścią tą stoi poczucie, bardzo silne w Polsce, że „przestrzeń naokoło staje się coraz bardziej ciasna i groźna, że jest coraz mniej miejsca do swobodnego poruszania się”. Myślę, że również groźny świat „arabski”, z taką pogardą traktowany przez obu bohaterów, nie pojawia się przypadkiem.

Nie czytało mi się tego wcale gorzej od hitowej Anomalii, tylko smutne to jakoś.

Baśnie bardziej tęczowe i ludzkie

*
Siri Hustvedt, Wspomnienia przyszłości, przeł. Jerzy Kozłowski, W.A.B. 2021

Wspomnienia przyszłości okładkaPrzed laty opuściłam rozległe, puste pola Minnesoty i udałam się na wyspę Manhattan, aby odnaleźć bohatera mojej pierwszej powieści. Gdy przyjechałam tam w sierpniu 1978 roku, był nie tyle postacią, ile pulsującym zalążkiem, embrionalnym tworem mojej wyobraźni, wyczuwalnym jako seria metrycznych uderzeń, które przyspieszały lub zwalniały w takt moich kroków, gdy przemierzałam ulice miasta.

Kobieta, która przyjechała do Nowego Jorku w 1978 roku, miała 23 lata. To narratorka/autorka, tożsamość tych ról jest podkreślana. Teraz przekracza sześćdziesiątkę. To o jej życiu będziemy czytać, i jej przyjaciół, wymienionych z nazwiska, z różnymi biograficznymi szczegółami. I o jej mężu Walterze, fizyku, i nawet o ich pożyciu seksualnym…

Stop! Przecież mężem Siri Hustvedt jest Paul Auster. Odpuszczę sobie – i wam – rozważania o realizmie, prawdzie, autofikcjach, autobiografizmie. W końcu prawdziwe życie amerykańskiej pisarki niezbyt mnie obchodzi. To jest powieść, precyzyjnie skonstruowana, ale czy przekona czytelników do swojej „prawdy”? Mnie przekonała.

W warstwie współczesnej Hustvedt opiekuje się swoją ponad 90-letnią matką i przeprowadza ją do domu opieki. Przy okazji znajduje swój dawny dziennik, właśnie z 1978 roku. Patrzy z dystansu na siebie młodszą, próbuje sobie przypomnieć wydarzenia opisane w dzienniku, a przy okazji też te nieopisane, oraz różne wydarzenia z dzieciństwa. Przygląda się pracy własnej pamięci, upływowi czasu…

Młoda Siri ma do rozwiązania inną zagadkę niż praca pamięci. Zza ściany mieszkania słyszy swoją sąsiadkę, jej monologi pełne bólu i gniewu, czasem też mówiącą innymi głosami. Podsłuchuje ją, nawet przez specjalnie sprowadzony stetoskop, i stara się zapisywać wszystko, co usłyszała. Historia wyłaniająca się z tych monologów koncentruje się wokół śmierci młodej dziewczyny. Córki? Z przyjaciółmi tworzą na ten temat rozmaite hipotezy – niektóre z nich częściowo się sprawdzą. Ale nikt nie podejrzewał, że ręce maczają w tym też czarownice.

Częścią jej dawnych zapisków jest powieść, którą wtedy chciała stworzyć, a której nie skończyła. (Jednak doprowadziła do pewnej dość oczywistej puenty). Powieść w zasadzie jest detektywistyczna, o nastolatku zafascynowanym Sherlockiem Holmesem i jego przyjaciółce, jego Watsonie. Prowadzą jakieś niby-śledztwo, ale to tylko pretekst do krytyki męskiej logiki Holmesa. Trudno nie zgodzić się z autorką, że nie było to zbyt udane dzieło, ale ma fajne momenty. Pisze też inną książkę – jako ghostwriterka – biografię pewnej próżnej baby.

Co uratuje planetę? Upadek wszystkiego, co w erekcji

Oczywiście Siri nie tylko pisze i podsłuchuje, ma też ciekawych przyjaciół, ważne w jej życiu przyjaciółki, interesują ją młodzi mężczyźni. Nie wypadają jednak najlepiej, dojdzie też do próby gwałtu.

I jest jeszcze jedna ważna postać, która do dziś fascynuje autorkę. Baronowa Elsa von Freytag-Loringhoven, awangardowa artystka, której Duchamp podobno ukradł swoją słynną „fontannę”. Autorka przedstawia na to całkiem przekonujące dowody, nie jest to jednak powszechnie uznawany fakt. Ready-made dzieła Baronowej były znane, ale nie uznaje się ich za rewolucyjny gest w sztuce. Jak ktoś o niej pisał, tworzyła podobne prace, jednak nie zawierały one myśli obecnej w dziele Duchampa. Wiadomo, kobiety nie potrafią myśleć.

Te rozmaite plany czasowe i różne rodzaje tekstów autorka splata w jeden kobiecy i feministyczny warkocz. Na tyle kobiecy, że pewno nie zostanie uznana za twórczynię „wielkiej amerykańskiej powieści”.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij