Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

„Jak pan mnie wiezie, to mniej boli”. Więźniowie jako wolontariusze w hospicjach

Przeszkoleni więźniowie pomagają w karmieniu, toalecie, transporcie, spacerach z pacjentami w stanie terminalnym. W hospicjum nie ma etykietek. Osadzeni traktowani są jak każdy inny członek zespołu.

Piękny zielony ogród ze słonecznikami, po prawej stronie przodem do aparatu siwa starsza kobieta, z lewej duża sylwetka mężczyzny w pomarańczowym więziennym ubraniu
Walka

Zaczęło się w 2002 roku. Zwykła empatia, odruch serca. Kolega trafił do hospicjum. Chcieli pomóc. Odwiedzić, nakarmić. Tak po ludzku przy nim być. Wzbudzili zdziwienie. Obawy nawet. Jak to? Więźniowie? Prace porządkowe, remonty – inna sprawa. Ale na oddziale? Pozwolono. Wolontariat osadzonych z Zakładu Karnego w Gdańsku-Przeróbce w Hospicjum im. ks. Eugeniusza Dutkiewicza SAC w Gdańsku trwa już niemal ćwierć wieku. Przełom nastąpił w 2004 roku, kiedy część skazanych ukończyła specjalistyczny kurs wolontariatu medycznego i została dopuszczona do bezpośredniej pomocy chorym.

Hospicjum im. ks. Eugeniusza Dutkiewicza SAC w Gdańsku prowadzi Fundacja Hospicyjna. Współpracę z osadzonymi koordynuje Barbara Szynaka, związana z fundacją od 20 lat. Przeszkoleni więźniowie pomagają personelowi między innymi w karmieniu, toalecie, transporcie oraz spacerach z pacjentami w stanie terminalnym. Szynaka mówi, że pandemia podcięła skrzydła programowi. Dziś odbudowują relacje i zaufanie. Po obu stronach.

Śmierć jako okazja do refleksji nad życiem

Pomagał na oddziale. Wielki facet, cały wytatuowany. Wzbudzał respekt wśród współpracowników i personelu. Pacjentki? Oczarowane: „Młody człowieku, pokaż, co ty masz tu narysowane”.

– Tak naprawdę to nasi pacjenci nauczyli nas, jak osadzonym zaufać – mówi Barbara Szynaka. – Ale osadzeni też się zmieniają.. Na początku podchodzą do nas z dużą rezerwą. Potem się otwierają. Łagodnieją. Zaczynają inaczej myśleć.

Czytaj także Pies w celi. Bezdomne zwierzęta zamieszkają w zakładach karnych? Aleksandra Wiśniewska

Lata temu w hospicjum pomagał pewien osadzony. O tym, za co siedzi, mówił: „Po wszystkim tej osobie fajnie nie jest”. Potem przyznał, że kradł samochody na zlecenie. Kiedy wyszedł na wolność, wracał z ciastem, kawą. Odwiedzał regularnie. Wreszcie został wolontariuszem. Podpisał umowę jako kierowca. Ludzie z jego środowiska pukają się w głowę: „Swój czas za darmo dajesz?” A on wiezie osiemdziesięcioletnią pacjentkę hospicjum na chemioterapię i ma łzy w oczach, bo słyszy: „Jak pan mnie wiezie, to mniej boli”.

Mówią, że są zaskoczeni. Na początku myślą, że nie dadzą rady. Do kogoś się przywiązują, widzą się codziennie. Potem wracają po weekendzie, a tej osoby już nie ma.

– Niemal codzienna konfrontacja ze śmiercią jest dla osadzonych okazją do refleksji nad życiem – mówi Hanna Lesner-Ratajczak, specjalistka ds. marketingu i rzeczniczka prasowa Fundacji Hospicyjnej. – Inaczej zaczynają patrzeć na relacje, a także na osoby starsze, schorowane.

Barbara Szynaka dodaje: – Wciąż pokutuje takie przeświadczenie, że hospicjum to umieralnia. Nie. Hospicjum to życie i to życie do końca.

Wspólnota jako przepustka do resocjalizacji

Robert Witkowski przez 26 lat był funkcjonariuszem Służby Więziennej. Strażnik, wychowawca, terapeuta, w końcu dyrektor zakładu karnego. Przez 12 lat prowadził terapię uzależnień w Zakładzie Karnym w Gdańsku-Przeróbce. Dziś uczy penitencjarystyki na Uniwersytecie Gdańskim. W wolontariat hospicyjny zaangażował się jeszcze jako terapeuta. Typował kandydatów spośród osadzonych kończących terapię. Wolontariat traktuje jako przedłużenie ich samorozwoju.

Osadzeni trafiają do pomocy w hospicjum z oddziałów typu półotwartego i otwartego. Są starannie dobierani. Rozmawiają z psychologiem. Bacznie obserwują ich wychowawcy. Czasami trwa to miesiącami, nawet latami. Nienaganne zachowanie to podstawa. Jeśli pojawią się wątpliwości, osadzony wraca do innych zajęć. Ale muszą mieć też pewne predyspozycje – uważność, empatię, wrażliwość. Ale przede wszystkim – sami muszą chcieć. Czasami ciężar emocjonalny pracy w hospicjum może okazać się zbyt wielki.

Nie wystarczy kogoś skierować do pracy i zostawić. Trzeba mu dać przestrzeń, żeby się wygadał, żeby powiedział o trudnych emocjach. Bo przywiązanie czasem boli. – Wyobraźmy sobie wolontariusza, który przez miesiąc spędza czas z panem Zdzisławem. Czyta mu książki. Spaceruje z nim. Palą razem papierosy, grają w szachy. I przychodzi taki dzień, kiedy on idzie do tego pokoju, a pana Zdzisława nie ma – mówi Witkowski.

Dla niektórych ta praca staje się formą ekspiacji. Sposobem, żeby odpokutować. W hospicjum nie ma etykietek. Osadzeni traktowani są jak każdy inny członek zespołu – przez pacjentów i przez personel. Noszą żółte koszulki wolontariackie, uczestniczą w hospicyjnych imprezach, częstują i są częstowani tortem urodzinowym.

Czytaj także Więzienie to też życie Stasia Budzisz

W zeszłym roku Areszt Śledczy w Gdańsku odebrał Bursztynowy Dźwig, prestiżową nagrodę dla najlepszych wolontariuszy i filantropów, w uznaniu za współpracę i zaangażowanie skazanych z oddziału na Przeróbce. Duża impreza w gdańskim Europejskim Centrum Solidarności, galowe mundury funkcjonariuszy, dyplom i statuetka. Dyrekcja nie stała na scenie sama. Pojawiła się na niej także grupa osadzonych, którzy na co dzień pomagali w hospicjum. Do ostatniej chwili nie wiedzieli, że wezmą udział w tak uroczystej gali. Mówili potem, że w życiu nie byli w tak pięknym miejscu i nie czuli takiego szacunku. Informacja o nagrodzie momentalnie poniosła się na całe więzienie.

– To inkluzja do potęgi czwartej – mówi Witkowski. – Osadzeni stają się częścią wspólnoty, a to jest sednem resocjalizacji, która ma prowadzić do reintegracji. Ci ludzie wrócą do społeczeństwa, prędzej czy później. Pytanie jacy wrócą, po jakich doświadczeniach,

Resocjalizacja, nie tylko izolacja

Polski system penitencjarny od 1997 roku ma być resocjalizacyjny, nie tylko izolacyjny. Liczy się to, co dzieje się z człowiekiem przez lata spędzone za więziennym murem.

Wolontariat to jedna z dróg. Osadzeni pomagają w schroniskach dla zwierząt, w domach pomocy społecznej. Więzień, który zdobędzie wykształcenie, zawód, nawyk pracy, wychodzi na wolność z nieporównywalnie lepszymi szansami. Kursy zawodowe i kwalifikacyjne finansowane są m.in. z funduszy europejskich. Jeśli ktoś ma dość długi wyrok i chęci, możliwości są przeogromne.

Witkowski nie idealizuje rzeczywistości. Mówi, że więźniowie to często ludzie zdemoralizowani, po dziesięcioleciach uzależnień, wychowani w rodzinach o charakterze patologicznym. – Nie chcę ich wybielać – zastrzega. – Ale co do zasady chodzi o to, żeby osoba dobrze wykorzystała czas izolacji.

W polskich zakładach karych i aresztach śledczych przebywa dziś ponad 69 tysięcy osób. (GUS, stan na grudzień 2024 roku). Polska ma jeden z najwyższych wskaźników uwięzienia w Unii Europejskiej: 191 osadzonych na 100 tys. mieszkańców. Gorzej jest tylko na Węgrzech. Prawie dwie trzecie odsiadujących prawomocne wyroki to recydywiści. Wolontariat nie jest lekiem na całe zło. – Niektórzy osadzeni przyznają wprost: „Po wyjściu wrócę do tego, co robiłem przed odsiadką” – mówi Barbara Szynaka. Ale inni wracają do pomocy w hospicjum.

– Teraz jest u nas sześciu panów, z czego pięciu uczestniczy w kursie wolontariatu i przyjeżdża w każdą sobotę. Za tę sobotę należy im się dzień wolny. Ale oni z chęcią by z niego zrezygnowali. Mówią, że mogliby tu przyjeżdżać codziennie – mówi Barbara Szynaka.

Jeden z osadzonych właśnie kończy wyrok. Czternaście lat. Dziś pomaga w ogrodzie i to samo chce robić po wyjściu na wolność. Żeby ogród hospicyjny był po prostu piękny.

Inny zajmuje się pracami porządkowymi. Zdarza mu się pomóc przy kąpieli pacjenta czy podawaniu posiłku. Ludzie łapią go za rękę. Nie chcą, żeby odchodził. Mówią: „Jak dobrze, że pan tu jest. Jak dobrze, że pan do nas wrócił”. Nigdy wcześniej nie spotkał się z tym, że ktoś za nim tęskni. Po wyjściu na wolność chce iść na kurs wolontariatu medycznego i wrócić na oddział, do pacjentów.

Franczak mówi, że umierającemu potrzebna jest właśnie czyjaś obecność. Ktoś, kto usiądzie obok i nie ucieknie przed cudzym bólem. – Niektóre placówki wciąż nie wyobrażają sobie więźniów przy łóżkach swoich pacjentów – mówi Barbara Szynaka.

Czytaj także Czy seniorzy są obywatelami drugiej kategorii? Krytyka Polityczna

Więźniów nam nie brakuje. Pielęgniarek – owszem 

Opieką hospicyjną i paliatywną obejmuje się co roku blisko sto tysięcy osób. Na tę drugą państwo wydaje mniej niż 1 proc. budżetu NFZ. Kolejki do hospicjów biorą się i z niedofinansowania, i z braku rąk do pracy. Polska ma jeden z najniższych wskaźników dostępności pielęgniarek w Europie, a w opiece długoterminowej i domowej brakuje ich dramatycznie. Najwyższa Izba Kontroli już wcześniej zwracała uwagę, że ograniczenia w finansowaniu powodują kolejki do hospicjów i sprawiają, że część pacjentów nie doczekuje pomocy. Choć od kwietnia 2024 roku zniesiono limity finansowania tych świadczeń, kolejki nie zniknęły. Równie trudna sytuacja panuje na oddziałach stacjonarnych – tam, gdzie pomagają skazani. Osadzonych, którzy trafiają do tej pracy, w całym kraju są zaledwie dziesiątki. W gdańskim okręgu, kolebce programu, jest ich dwudziestu. Jednocześnie ok. 17 tys. spośród ogółu osadzonych w polskich więzieniach wykonuje jakiegoś rodzaju nieodpłatną pracę.

Jeden ze skazanych, który na wolność wyszedł kilka miesięcy temu, wciąż przyjeżdża pomagać w Hospicjum Dutkiewicza. Podpisał umowę na wolontariat jako kierowca i techniczny. Dojeżdża dwa razy w miesiącu z sąsiedniego województwa. Bliżej ma inne hospicja, ale nie wszędzie chcą takiej pomocy. – Chciałabym, żeby ta idea rozpowszechniła się na całą Polskę – mówi Barbara Szynaka.

W międzyczasie edukuje osadzonych. W sezonie wiosennym i jesiennym prosi wychowawców o skompletowanie większej grupy. Osiem, dziesięć osób do porządków w ogrodzie. – Przez kilka godzin robią taki klar, jakiego ja z samymi „zwykłymi” wolontariuszami bym przez miesiąc nie zrobiła – mówi.

Barbara Szynaka zauważa, że osadzeni to często ludzie, którzy nie mieli szans na normalne życie. Nie wiedzą, jak radzić sobie z jego zwykłą prozą, bo nikt ich nie nauczył. Kiedy poprosiła o zasadzenie w ogrodzie kwiatów od ogrodnika, wkopali je razem z donicami. Skosili trawy ozdobne, bo to trawy. – Nie mieli styczności ze zwykłym życiem. Tu tego doświadczają – mówi Szynaka.

W wolontariat mogą włączyć się również ci, którym nie wolno opuszczać jednostki karnej. Przygotowują różne wyroby, które trafiają na cele charytatywne, organizują zbiórki żywności, ubrań, karmy dla psów.

Gdański model wpisuje się w globalny trend. W Stanach Zjednoczonych starzejąca się populacja więzień wymusiła zupełnie nowe rozwiązania. Najbardziej znany program działa w Louisiana State Penitentiary, czyli słynnym więzieniu Angola. To zakład o maksymalnym rygorze dla skazanych na dożywocie. Stworzono tam hospicjum, gdzie codzienną opiekę nad umierającymi sprawują przeszkoleni współwięźniowie. Natomiast w więzieniu HMP Whatton w Wielkiej Brytanii zbudowano specjalny oddział paliatywny, gdzie starsi skazani odchodzą z godnością.

W 2008 roku Witkowski współorganizował konferencję, która rozlała pomysł na całą Polskę: 15 hospicjów, 15 więzień. W 11 hospicjach wolontariusze z jednostek penitencjarnych pojawili się w ciągu kilku miesięcy. Rok później Służba Więzienna dostała za to Kryształową Wagę Wymiaru Sprawiedliwości, przyznaną przez Radę Europy i Komisję Europejską, a wolontariat hospicyjny był jednym z ośmiu wyróżnionych programów. W Lublińcu, Krakowie, Warszawie i kilku innych miastach osadzeni pomagali w domach pomocy społecznej, w placówkach dla osób niepełnosprawnych i niesamodzielnych.

– Warto widzieć wolontariat hospicyjny w szerszym kontekście. Jako część czegoś, co w polskim więziennictwie miało wtedy o wiele szerszy zasięg – mówi Witkowski. Szczyt przypadł na 2014 rok – 41 jednostek penitencjarnych współpracujących z hospicjami. – Minęło wiele lat. Ciągle pojawiam się na różnych konferencjach naukowych, by mówić o wolontariacie hospicyjnym, i ciągle większość osób na sali słyszy o tym po raz pierwszy – mówi Witkowski.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x