Kraj

Wiśniewska: Sojusz zaskoczył. Teraz czas na nasze „sprawdzam”

SLD nie mógł wystawić Millera na pewną rzeź. Tego się nie robi szefowi.

Sojusz Lewicy Demokratycznej wystawił Magdalenę Ogórek do kandydowania na prezydentkę Polski. Jest to pomysł zaskakujący, bo kandydatka jest jeszcze mniej znana niż jej poglądy, o których nic nie wiadomo (poza tematyką kościelną).

Na brak rozpoznawalności nie ma sensu narzekać, bo zniechęceni do polskiej sceny politycznej nie powinniśmy się dziwić, że sięga się po kogoś z zewnątrz. Przyznać jednak należy, że aż taka anonimowość może być przesadą. Brak szerokiej rozpoznawalności zarzucano też Barbarze Nowackiej, która nie zdecydowała się na start, ale ją i jej poglądy polityczne przynajmniej dziennikarze dobrze znali.

Co przed tymi wyborami mógł zrobić Sojusz? Wystawić jako kandydata na prezydenta Leszka Millera na pewną rzeź? Tego się nie robi szefowi. Wsłuchać się w głosy nawołujące do zmiany? Czemu nie. Tylko skąd wziąć kandydata, który będzie tę zmianę reprezentował?

Szybki przegląd własnych szeregów od dawna nic nie dawał. Nie udało się przez tyle lat wychować i wypromować osoby, która dziś byłaby lokomotywą zmian w SLD.

Kampania prezydencka, która jest w zasadzie rozstrzygnięta, dla lewicy jest nie tyle walką o fotel prezydencki, ile najlepszą od lat szansą na zbudowanie nowej siły politycznej. Głośno o to apelowaliśmy, wskazując właśnie na konieczność dobrania odpowiedniego kandydata, czyli kogoś spoza głównych graczy, reprezentującego w czytelny sposób wartości lewicowe, kto zmobilizowałby elektorat lewicowy do poparcia i odciągnął od wybierania po raz kolejny mniejszego zła z PO w obawie przed zwycięstwem PiS-u.

Co zaproponował SLD? Kandydatkę spoza partii, kobietę, znawczynię historii Kościoła, dr Magdalenę Ogórek.

Sojusz zaskoczył. Niewiele wiemy o kandydatce, jest więc zaciekawienie, szukanie informacji, komentarze.

Efekt nowości zadziała na korzyść Magdaleny Ogórek. Podobnie jak jej aparycja. W przeciwieństwie do większości polityków SLD i innych partii Ogórek wypowiada się dość składnie, nie najgorzej wypada w mediach, udanie zaprezentowała się podczas pierwszej konferencji prasowej. Nawet jeśli nie ma większego rozeznania w problemach społecznych, to nie ma się też czego wstydzić na polskiej scenie politycznej.

Zaproponowanie kandydatury kobiety jest świetnym ruchem. W polskiej polityce, na wysokich stanowiskach pojawia się coraz więcej kobiet, ale nadal widzowie porannych programów publicystycznych, w których komentuje się bieżące wydarzenia, mogą odnieść wrażenie, że polityka to męski świat. SLD stawiając na Ogórek pokazało, że dostrzega debatę o potrzebie obecności kobiet w polityce, i na tę potrzebę odpowiedziało.

Kandydatura osoby spoza głównego nurtu polityki to też sprytny ruch. Nie przepadamy za politykami. Sami sobie na to zapracowali. Dlatego fakt, że Magdalena Ogórek nie należy do żadnej partii – nawet jeśli z ramienia jednej z nich będzie kandydować – może działać na jej korzyść.

Po bliższym przyjrzeniu się dotychczasowym wypowiedziom Ogórek – ograniczonym tylko do spraw kościelnych – widać, że rewolucji raczej nie powinniśmy oczekiwać. Ale z ocenami należy poczekać, dopóki kandydatka nie przedstawi swoich poglądów w kolejnych wystąpieniach.

Dzień ogłoszenia tej kandydatury był szczególny. W piątek rano dowiedzieliśmy się o śmierci Józefa Oleksego. Media żyją tragediami we Francji. Kandydatka SLD nie była tematem dnia. To daje tej partii czas na powolne wprowadzanie jej do obiegu polityczno-medialnego, bez potrzeby skakania na głęboką wodę. Zaraz będziemy znać wszystkich kandydatów. Nawet jeśli wiemy, który ma największe szanse, czekamy na programy. To będzie moment, kiedy będziemy mogli powiedzieć „sprawdzam”.

Za czarnowidztwo zawieszono też w piątek Grzegorza Napieralskiego. W SLD nie ma miejsca na narzekanie, a partia nie ma zamiaru wyprowadzić sztandaru. Kto wie, może jeśli w tej kampanii obok staroświeckiego Komorowskiego, skompromitowanego Palikota i nijakiego Dudy stanie młoda, wykształcona, nowoczesna kobieta (nawet o tradycyjnych poglądach), to ma szansę skupić na sobie uwagę wyborców.

Wielu miało nadzieję, że tą postacią będzie Barbara Nowacka, ale chyba Miller właśnie kradnie jej show. W każdym razie miejsce kandydata/ki lewicy jest nadal nieobsadzone i czeka.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Agnieszka Wiśniewska
Agnieszka Wiśniewska
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynatorka Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna".
Zamknij