Kraj

Uwierzyć w autentyczność [Wiśniewska o konwencji partii Razem]

Przed nimi tylko trudne zadania – ale przecież te, którym już sprostali, proste wcale nie były.

W warszawskim kinie Luna odbyła się dzisiaj konwencja partii Razem. Do całej okoliczności wyjątkowo dobrze pasuje określenie „w starym kinie” – Luna ma bowiem długą i arcyciekawą historię. I nawet pomimo tego, że w wysiedzianych fotelach zasiedli dziś członkowie i sympatyczki jednej z najnowszych partii politycznych w Polsce, to w samej konwencji było coś, co zupełnie nie pasuje do dzisiejszych czasów – szczery entuzjazm. Entuzjazm ludzi, którzy tworzą razem nową partię polityczną.

Na początku konwencji pokazano film, który przypominał drogę partii od kongresu założycielskiego, przez spotkania organizacyjne, zbieranie podpisów niezbędnych do zarejestrowania komitetu, po przygotowywanie kampanii wyborczej. Każda z partii chwali się w okresie wyborczym swoimi ostatnimi dokonaniami – Razem dumna jest z tego, że udało im się w stosunkowo krótkim czasie stworzyć struktury, które wystawiły kandydatki/ów w wyborach parlamentarnych w całym kraju.

Wielokrotnie w wystąpieniach podczas konwencji powtarzano, że członkowie i członkinie partii nie mieli na kogo głosować, więc po prostu sami stworzyli ruch, który ich reprezentuje. Widać było szczerą radość i dumę z tego osiągnięcia.

Członkowie i członkinie partii dumni są także z zebrania wystarczającej liczby podpisów potrzebnych do zarejestrowania komitetu wyborczego. Wydaje się, że to niewielkie osiągnięcie, ale wśród najstarszych działaczy politycznych krążą legendy o tym, jak się przepisuje i kseruje podpisy ze starych list, pamiętamy też krążące w przestrzeni publicznej liczne oskarżenia o podrabianie podpisów. Tymczasem najnowsza legenda – pochodząca z samego łona partii Razem – głosi, że kiedy działaczki i działacze partii zanosili listy z podpisami do odpowiedniego urzędu to usłyszeli, że po raz pierwszy w życiu urzędnicy widzą listy wypełnione różnymi charakterami pisma i kolorami długopisów, takie listy „naprawdę”. Z tymi podpisami, proszę państwa, to nie jest wcale taka prosta sprawa.

Wspominam o tym, bo dzisiejsza konwencja partii Razem była z jednej strony prezentacją programu, ale z drugiej momentem wspólnej radości i świętem członków i członkiń partii. Maciej Konieczny wspominał, że nie wierzono, że uda się Razem wystartować w wyborach, a dziś widać, że „robienie rzeczy niemożliwych jest powoli specjalnością partii”. Na konwencji widać było dumę z tego, że – powiedzmy to sobie szczerze – koleżanki i koledzy ze środowisk, w których czytało się Marksa i gadało o nim, założyli „w realu” partię, która wystartuje w wyborach parlamentarnych w całym kraju.

Razem zaprezentowało filary programowe. Wszystkie skupiają się na postulatach socjalnych i dotyczą m.in. warunków pracy. W skrócie można powiedzieć, że to program 3xP: praca, płaca, państwo, a więc poprawa stabilności rynku pracy, podniesienie płacy minimalnej i dbanie, by państwo stawało po stronie pracowników. Ponadto mówiono o potrzebie budowy mieszkań czynszowych, zapewnieniu zrównoważonego rozwoju mniejszych ośrodków miejskich i wiejskich, podniesieniu podatków dla najlepiej zarabiających. „W Polsce najbogatsi już dawno wypisali się z systemu sprawiedliwości społecznej” – mówiła Justyna Samolińska. Pojawiły się też pomysły na obniżenie pensji poselskich do trzykrotności płacy minimalnej oraz wprowadzenie zasady kadencyjności parlamentarzystów, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Ważnym elementem programu partii jest troska o usługi publiczne. „Edukacja i zdrowie to nie nasze fanaberie, to nasze prawa” – wykrzykiwał ze sceny Jakub Danecki.

Filary programowe prezentowali przedstawiciele i przedstawicielki partii Razem z całej Polski – osoby z większym i mniejszym doświadczeniem w występach publicznych, w różnym stopniu obyte ze sceną. Część osób czytała z kartki, części łamał się głos, a ktoś inny już stanowczo chodził po scenie skandując hasła z raperskim niemal zacięciem. Widać było wyraźnie, że mantra powtarzana przez Razem, że to partia zwyczajnych ludzi, jest prawdziwa.

I to właśnie jeden z tych niepasujących do współczesnego świata profesjonalnej polityki elementów, odróżniający konwencję Razem od innych konwencji.

W spotach wyborczych zaprezentowanych podczas konwencji występują ci sami ludzie, którzy siedzieli w kinie Luna. Reklamówki Razem nie różnią się zbytnio formą od spotów innych partii, w których również – jak lubią przekonywać politycy – występują „zwykli ludzie”. Niestety, istnieje obawa, że widzowie telewizyjni nie będą mieli szans na zorientowanie się, kiedy tych „zwykłych ludzi” grają profesjonalni i opłacani aktorzy, a kiedy w spotach występują prawdziwi zwolennicy i zwolenniczki danej partii politycznej. To, że w filmikach Razem pojawiają się autentyczni działacze i działaczki, będzie prawdopodobnie tylko wiedzą insajderską.

Inna sprawa, że w ogóle nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, żeby wierzyć politykom, a więc i w to, żeby wierzyć w autentyczność spotów. Pamiętamy przecież, że kiedy w kampanii prezydenckiej pojawił się spot nakręcony przez dzieci Bronisława Komorowskiego, to równie dużo co o jego treści czy przekazie mówiło się o tym, czy to aby na pewno spontaniczny gest, a nie chytrze zaplanowana zagrywka PR-owa.

Konwencja partii Razem wypadła raczej skromnie, nie było przepychu i nachalnego spektaklu, jaki zazwyczaj fundują nam wielkie, mainstreamowe partie. Było za to jak „w starym kinie” właśnie, były baloniki i flagi, było wreszcie w tej konwencji coś, co możemy oglądać w amerykańskich filmach o wyborach, w których zawsze pojawia się scena z jakiegoś lokalnego biura partii czy kandydata na prezydenta, w której zwolennicy uwijają się z robotą i śledzą przebieg wyborów. Lokale te są zawsze nieduże, nie ma w nich kolorowych świateł i popularnej muzyki w głośnikach. Jest za to szczere przejęcie i spontaniczna radość w chwili zwycięstwa. Właśnie taką szczerą radość widać było na konwencji Razem.

Teraz przed partią trudne zadanie – ale przecież dotąd wcale nie stały przed nią zadania łatwe. Ze swoim programem i postulatami Razem musi dotrzeć do masowego wyborcy.

Spoty, memy i happeningi, nawet te najbardziej profesjonalne i przedstawiające świetny program socjalny, na tle dziesiątek innych, torpedujących nas w kampanii wyborczej przekazów politycznych mogą rozpłynąć się w masie podobnych do siebie głosów „zwykłych ludzi”. Również część bezdyskusyjnie słusznych postulatów Razem, takich jak podniesienie płacy minimalnej czy minimalnej stawki godzinowej, trafiła już do programów politycznych innych partii i powoli wchodzi do gospodarczego mainstreamu.

A zatem to, co może stać się prawdziwą siłą Razem, to właśnie autentyczność. Nawet jeśli w powodzenie autentyczności najtrudniej jest uwierzyć. Szczególnie w polityce.

 

**Dziennik Opinii nr 283/2015 (1067)

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna". Współautorka książki "Współpraca. Przewodnik dla dzieci".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.