Kraj

Sztandar wprowadzić (albo zwinąć na zawsze)

Do wyborów jesiennych SLD, Razem, Wiosna i inni lewicowi partnerzy wystartują jako Komitet wyborczy Lewica. Komentarz Michała Sutowskiego.

 

Czy w Polsce jest miejsce dla lewicy? Przekona się Lewica, a my razem z nią. Na poniedziałkowej konferencji prasowej Adrian Zandberg potwierdził wcześniejsze przecieki, że do wyborów SLD, Razem, Wiosna i inni lewicowi partnerzy wystartują jako Komitet Wyborczy Lewica. „Bazą organizacyjno-prawną będzie struktura SLD” dodał Zandberg.

Włodzimierz Czarzasty na tej samej konferencji zapowiedział, że funkcję szefa sztabu Komitetu Wyborczego Lewica obejmie Robert Biedroń, który sam nie będzie startował w jesiennych wyborach. Wiceszefami sztabu zostaną Marcelina Zawisza z Razem, Krzysztof Gawkowski z Wiosny i Marcin Kulasek z SLD.

To będzie dla lewicy wielki eksperyment, bo właśnie bowiem spełnione zostały warunki dla jej politycznego sukcesu. A już na pewno dla policzenia się wśród Polaków. Wszystkie wymówki i zastrzeżenia, wszystkie „czynniki obiektywne”, które miały dotąd przeszkadzać, straciły w ostatnich tygodniach ważność.

Po pierwsze, nastąpi wspólny start w formule, która największą siłę daje SLD (komitet wyborczy Sojuszu, choć pod inną nazwą, z 5-proc. progiem wyborczym), ale też szansę na wspólną i spójną kampanię zamiast trzech równoległych gier o swoje. W sztabie i wśród organizatorów mamy parytet dla wielkiej trójcy. Ale co najważniejsze, decyzja Lewicy Razem, która w weekend przypieczętowała cały układ, znosi dwa problemy naraz. Jeden to rozdrobnienie lewej strony przechodzące chwilami w planktonizację, a drugi to trzydziestoletnia już, coraz bardziej anachroniczna opowieść o postkomunistach jako grabarzach lewicy „prawdziwej”. Oto „prawdziwki” podają „komuchom” rękę, Marcelina Zawisza robi kampanię wspólnie z Robertem Kwiatkowskim, a temat „oczyszczania pola” i „wymierania złogów” mamy szczęśliwie zamknięty. A teraz wyborcy pokażą, czy tamten podział – jego ilustracją była radość jednej lewicy z klęski drugiej w roku 2015 – był realny czy istniał tylko w głowach działaczy i publicystów.

Bez uników

Po drugie, lewica uzyska spójność przekazu i wizerunku. Malkontenci wskażą oczywiście, że program Wiosny zawierał liberalne komponenty, a Leszek Miller wspierał podatek liniowy, niemniej to już sprawa historii. Lista nazywa się teraz Komitet Wyborczy Lewica, będzie mieć lewicowy program i odwoływać się do lewicowych wartości, a większość jej twarzy będzie się z lewicą kojarzyć. Tym bardziej na tle innych partii, które wielu ważnych dziś i głośnych tematów – jak świeckość państwa, prawa kobiet czy mniejszości – z lęku i kalkulacji zwyczajnie nie podejmą. Nikt ich więc lewicy nie podbierze. A w Polsce jest co najmniej kilkanaście procent wyborców, dla których to nie są „problemy zastępcze”.

Nie będzie zielonej kropki w słowie „lewica”

Podczas poniedziałkowej konferencji dowiedzieliśmy się, że sekretarzem Komitetu Wyborczego Lewica będzie Patryk Janczewski, rzeczniczką sztabu została Anna Maria Żukowska. Zespół koordynujący, który będzie spinał prace sztabu i będzie podejmował najważniejsze decyzje – jak zapowiedział na konferencji Robert Biedroń, stworzą przedstawiciele i przedstawicielki partii i organizacji tworzących komitet, a więc sam Biedroń, Czarzasty i Zandberg oraz przedstawiciele m.in. Kongresu Świeckości, Związku Zawodowego Rolnictwa i Obszarów Wiejskich „Regiony”, Inicjatywy Feministycznej, Stowarzyszenia Ordynacka, Twojego Ruchu, Polskiej Partii Internetowej, Unii Pracy, Polskiej Partii Socjalistycznej czy Strajku kobiet.

Czy taka ideowa wyrazistość to dziś na pewno zaleta? Październik pokaże, ale z pewnością traci na znaczeniu argument, że wprawdzie na lewicę jest w Polsce popyt, tylko jeden towar był niewiarygodny, drugi sekciarski, a trzeci to się nazwy lewica wprost bał. Chcecie lewicy – to macie. A jak nie kupicie, to znaczy, że wcale nie chcieliście. Co będzie smutną, acz ważną informacją na temat polskiego rynku idei.

Koniec polaryzacji?

Trzecia rzecz, to podważenie opowieści o polaryzacji. Dotychczasowy trend wskazywał, że coraz więcej głosujących odnajduje się w duopolu – ponad 80 procent głosów na dwa główne obozy w wyborach mówi samo za siebie. Ale potem był rozpad szerokiej Koalicji Europejskiej przez decyzję PSL, a potem Grzegorza Schetyny i niemożność szybkiego dokonania (albo chociaż symulowania) przez KO zwrotu w stronę formuły bardziej „obywatelskiej”.

Chłop z wozu, koniom lżej – tylko baby szkoda

Lider PO, chcąc nie chcąc, unieważnił własną narrację z ostatnich dwóch lat głoszącą, że wszystkie ręce na pokład, że anty-PiS to najlepszy wspólny mianownik, że system d’Hondta… I że zwycięstwo opozycji jest w zasięgu ręki – coraz więcej obserwatorów dochodzi do wniosku, że Schetyna walczy nie o wygraną i rząd, lecz o zachowanie przywództwa w partii i hegemonię na opozycji. Być może w nadziei, że władza PiS w drugiej kadencji wyrżnie w jakąś ścianę, np. inflacji, chaosu w ochronie zdrowia czy deficytu budżetowego.

Tak czy inaczej – największa wciąż partia na opozycji (z przychylnymi mediami) nie będzie mogła już głosić, że jest opozycją po prostu i że w Polsce są tylko dwie siły polityczne. Szantaż moralny „głosując nie na nas, służysz PiS” staje się dziś groteskowy. Zobaczymy, czy to wystarczy, by lewica i PSL wyszły z wyborczej strefy zgniotu.

Koniec cynizmu?

PiS ma dzisiaj kilka źródeł mocy – spełnienie wielu obietnic i bezczelne „da się” w miejsce dawnego „nie stać nas” i „jeszcze nie czas”, dają władzy mocne fundamenty. I na tym polu, dopóki nie targnie krajem wielki kryzys, opozycji trudno będzie zawalczyć. Innym wyborcom podoba się z kolei to bezczelne „i co nam zrobicie” rzucane przez Kaczyńskiego w twarz nielubianym elitom.

Lewica gra na Senat

Wydawałoby się wprawdzie, że po 4 latach rządów PiS zdążył się z arogancką elitą III RP zamienić miejscami, ale na drodze takiemu przekonaniu staje antypolityczny cynizm Polaków – niewiara, że państwo może być sprawne, skuteczne i przyzwoite. Połączona, dodajmy, z przekonaniem, że różne frakcje polskich elit są siebie warte. Z czego płynie wniosek, że skoro politycy kradli, kradną i kraść będą, to niech rządzą raczej ci, co się chociaż dzielą i nie okazują cywilizacyjnej wyższości nad ludem. Dlatego właśnie kolejne afery, gwałcenie konstytucji, poniżanie lub zaniedbywanie różnych grup społecznych budzą jeśli nie aprobatę, to wzruszenie ramionami.

Lewica właśnie daje sobie szansę, by ten antypolityczny cynizm Polaków przezwyciężyć. Ma niezużyte rządami twarze, jest wiarygodna w kwestiach europejskich i ustrojowych. Może zagrać w kontrze do PiS tam, gdzie inni się już poddali (świeckość, prawa kobiet i mniejszości) oraz tam, gdzie sam PiS sobie nie radzi (usługi publiczne). Lepszej okazji nie będzie miała. A swój sztandar do Sejmu wprowadzi – albo zwinie go już na zawsze.

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.