Kraj

Strajkuj, zanim zrobi się gorąco

Edukacja może przynieść pozytywne skutki dopiero w dalszej perspektywie. Perspektywie, której już nie ma. Do 2030 muszą już zajść, jak wiemy, pierwsze zmiany. Żądamy, aby politycy oparli swoje działania na raporcie IPCC − mówią przedstawicielki i przedstawiciele Młodzieżowego Strajku Klimatycznego.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny to oddolny ruch młodzieży przejętej tym, co z naszą planetą wyprawiają dorośli. Ich demonstracje organizowane w piątki w godzinach lekcyjnych to nie wagary, ale walka o własną przyszłość. O to, by móc dorosnąć, realizować swoje plany i marzenia, a nie bezradnie patrzeć, jak wszystko się wali. Kto działa w MSK? Kim jest ta grupa młodych bez przywódcy, o której głośno we wszystkich mediach? Rozmawiam z Julką Barbasiewicz, Karolą Gdańską, Anią Pawłowską, Marią Jagodzińską i Jankiem Adamskim.

Krzysztof Katkowski: Dlaczego się w to w ogóle zaangażowaliście? Tak bardziej osobiście, pomijając fakt, że za kilkanaście lat może nas tutaj nie być. Co przekonało was, aby zaangażować się akurat w MSK, a nie np. w wolontariat w muzeum?

Ania Pawłowska: Ja zacznę. Wydaje mi się, że trochę trudno ominąć fakt, że za te 11 lat wszyscy zginiemy [śmiech]. Poszłam na ten pierwszy marsz 15 marca, wiedząc coś o globalnym ociepleniu, ale dopiero tam zdałam sobie sprawę ze skali zagrożenia. Dopiero wtedy do mnie to dotarło. W przyszłości chciałabym zostać architektką i wolałabym budować budynki, które są ładne, a nie budynki do przetrwania. Rozumiecie, cała perspektywa życia się zupełnie zmienia, gdy uświadamiasz sobie, że za 15 lat, zamiast zakładać rodzinę czy coś takiego, ja prawdopodobnie nie będę już żyć. Wcześniej nie słyszałam o MSK i pomyślałam, że to może być fajne – i poszłam na pierwszy strajk 15 marca. Potem, na spotkaniu, pomyślałam: „Ej, to są spoko ludzie”. A z takimi się lepiej działa.

Maria Jagodzińska: Ja miałam trochę inaczej − któregoś dnia w listopadzie wyszłam z domu i poczułam, że jest bardzo ciepło. Było 20 stopni Celsjusza. Tknęło mnie: „Hmm – tak wcale nie powinno być!”. A później na grupie klasowej jakaś dziewczyna napisała, że jeśli ktoś chce dołączyć do MSK, to niech pisze do Janka Ciemniewskiego, a ja go znałam. Tak się zaangażowałam – i teraz już o niczym innym nie mówię.

Na wagary, w obronie własnej przyszłości. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny

Karola Gdańska: Moje powody nie były aż tak wzniosłe − zdawałam sobie sprawę z tego, że jest globalne ocieplenie, ale tak jak Ania – nie miałam pojęcia o skali. Do MSK też trafiłam przez znajomych. A dlaczego MSK? Sami go tworzymy, sami decydujemy, jak ma działać. Jest nieskażony żadną ideologią, jesteśmy otwarci − i to mi się bardzo podoba. Walczymy o przetrwanie, ale zachowujemy młodzieżowość w tym, że jesteśmy tacy… energiczni. Większość z nas była na pierwszym proteście w życiu właśnie 15 marca.

Julka Barbasiewicz: Ja i Karola byłyśmy w tej samej grupie. Wiadomo, problem globalnego ocieplenia jest dosyć trudny – ale MSK ma taką główną zaletę: staramy się informować, ale tak… pozytywnie. Teraz jest nas już więcej i super, że każdy może się zaangażować i nikt nie czuje żadnej presji. Możesz być katolikiem, ateistą, socjalistą czy kapitalistą i się w to angażować.

M.J.: O, właśnie – już wcześniej chodziłam na różne manifestacje i na każdej płakałam – bo było mi tak smutno, że ci ludzie muszą teraz tutaj walczyć o oczywiste dla mnie rzeczy. A na naszych protestach nie płaczę.

Janek Adamski: To jeszcze ja dodam. Jestem studentem pierwszego roku filozofii i socjologii i zawsze lepiej się czułem w roli obserwatora niż aktywisty. Z początku interesowałem się kryzysem klimatycznym jako problemem społecznym. Zajmując się tym problemem, poznałem fakty, teksty naukowe, prognozy i zaczęła do mnie docierać groza. Wymowa tych faktów nie pozostawia przecież zbyt wiele miejsca na wątpliwości; po prostu poczułem, że muszę się zaangażować. Tak trafiłem na MSK, który jest globalnym ruchem młodzieżowym – największym w historii. Uważam, że jest to jedyna siła, która może wprowadzić jakieś zmiany. Bo to właśnie młodzi ludzie wychodzący na ulice na całym świecie walczą o swoją przyszłość. I to jest dla mnie najważniejsze. Kryzys klimatyczny oznacza zaś dla mnie przede wszystkim degradację życia społecznego i to, że stracimy zupełnie autonomię i wpływ na społeczeństwo, na kształtowanie go. Warunki, w jakich będziemy funkcjonować, nie będą nam dawały możliwości, by zajmować się kulturą czy wartościami.

A czy spotkaliście się z reakcjami negatywnymi? W szkołach, oprócz paru przypadków szuryzmu, raczej jest okej? Wasz protest die in, na Patelni, wywołał sporo podejrzeń o spisek…

A.P.: Spotykałam się często z dużym oporem ze strony osób bardziej konserwatywnych, bo z jakichś powodów walka z globalnym ociepleniem kojarzy im się z lewicą. Wiele osób nie skupia się nawet na ekologii, tylko od razu zaczyna szukać powiązań z anarchizmem i nie wiadomo czym…

Die in w obronie klimatu

czytaj także

Die in w obronie klimatu

Krzysztof Katkowski

J.B.: Zajmuję się Instagramem MSK, tam otrzymujemy przeróżne wiadomości i komentarze – typu, że jesteśmy lewacką bojówką, że jesteśmy finansowani przez Biedronia. Naprawdę, wszystko już widziałam. Ale oprócz wpłat pojedynczych prywatnych darczyńców − nic nie mamy. Z żadnymi sektami nie współpracujemy. Ludzie nie do końca zrozumieli, że to nie jest ruch ideologiczny. Jest, oczywiście, polityczny, bo nie da się mówić o klimacie bez jakiejś polityki. Ale to jest polityka proklimatyczna, a nie polityka ideologiczna. Z drugiej strony mamy też duży odzew pozytywny, zwłaszcza od młodzieży, oni coraz bardziej sobie uświadamiają, że to jest nasza przyszłość – i że to nie jest coś, z czego my się tak łatwo wywiniemy.

J.A.: Próbuje się postrzegać nas jako pewne stronnictwo, należące do jakiejś konstelacji poglądów politycznych. A to, co my próbujemy osiągnąć, to żeby politycy wszystkich stronnictw uwzględnili kwestie klimatu w swoich programach politycznych. Bo tylko to może legitymizować działania polityczne.

W marcu pisano o was w kilku miejscach, że jesteście grupą zmanipulowanych. Odniesiecie się do tego?

J.A.: To tak: jeżeli my jesteśmy zmanipulowani, to w takim razie zmanipulowanych jest ponad 97% klimatologów publikujących artykuły w recenzowanych czasopismach. Zawsze można komuś przecież zarzucić, że jest zmanipulowany, ale wtedy tracimy podstawę do dyskusji. Jednak większość klimatologów opiera swoje twierdzenia na empirycznie zweryfikowanych danych, a nie jakichś tam dyskusjach przy kawie albo, nie wiem, tripach.

M.J.: Właśnie, trudno z takimi komentarzami walczyć inaczej niż mówiąc „nie”. Ostatnio nagraliśmy taki film, w którym robimy prezentacje kilku osób zaangażowanych w nasz ruch: jakie jest ich marzenie, jak je widzą w kontekście zmian klimatycznych – i o co walczą. I jest to taki film, który pokazuje całkiem nieźle, że jesteśmy bardzo zróżnicowani. Takimi małymi rzeczami właśnie chcemy pokazać, że wszyscy od siebie często się różnimy. Więc i manipulacja byłaby bardzo trudna.

J.B.: Uważam też, że zarzut manipulacji wynika z tego, że dorośli widzą te manipulacje już na każdym kroku. Ale jeżeli nie zaufają nawet własnym dzieciom, to chyba nie zaufają już nikomu. Nasza w tym głowa, żebyśmy swoimi działaniami pokazywali, że to nie jest manipulacja.

J.A.: Ja bym tutaj jeszcze dodał, że skutki zmian klimatu już teraz obserwujemy na świecie. Kiribati wykupuje wyspy, żeby mieć gdzie przenieść swoich obywateli, dla Bangladeszu już od parunastu lat są opracowywane strategie, żeby było jak najmniej ofiar. Nawet w Polsce już te zmiany przecież obserwujemy. Na przykład burze pyłowe, które przez media były opisywane absurdalnie jako „piasek znad Sahary” – chociaż autorytety polskiej nauki wyjaśniały dokładnie, czym to jest spowodowane.

Niektórzy mówią, że MSK to jest taki zryw na zasadzie młodzieżowego, emocjonalnego buntu.

A.P.: My mamy oficjalne postulaty i one są opublikowane. Jeśli ktoś mówi, że to jest tylko „zryw”, to znaczy, że po prostu nie sprawdził i nie przeczytał tego, co publikujemy. I wydaje sąd o czymś, o czym nic nie wie. Chcemy sobie po prostu zapewnić bezpieczną przyszłość. Ja uważam, że jednym z ważniejszych aspektów naszej pracy jest edukacja.

Bińczyk: Ludzkość jest dziś jednocześnie supersprawcza i bezradna!

Na żadnym etapie edukacji nie mówi się wprost o konsekwencjach zmian klimatu, tak aby te dzieciaki i ta młodzież faktycznie zrozumieli problem. Ludzie nie uważają tego za priorytet, bo nie rozumieją konsekwencji. Ja akurat dużo czasu spędzam w szkole i nie słyszałam… Może na biologii coś miałam, to było coś w stylu „jest globalne ocieplenie, to się wiąże z tym i z tym”. Samo poinformowanie, bez podania możliwych skutków, konkretów. Czy to na przykład będzie przyczyną zmian w usługach, w zatrudnieniu, zmiany poziomu życia, wojny…

Czego dokładnie oczekujecie od społeczeństwa, od rządu?

J.A.: Edukacja może przynieść pozytywne skutki dopiero w dalszej perspektywie. Perspektywie, której już nie ma. Do 2030 muszą już zajść, jak wiemy, pierwsze zmiany. I dlatego jednym z postulatów, jakie proponujemy, jest to, aby politycy oparli swoje działania na raporcie IPCC. Zasadniczo żądamy, aby wzięli oni ten raport jako podstawę swoich działań. Politycy muszą teraz podjąć zasadnicze, długoterminowe decyzje, zbudować politykę klimatyczną.

A.P.: A tymczasem mamy plan energetyczny państwa, PEP40, który zakłada, że za 20 lat wciąż będziemy jechać w 60% na węglu − co jest dosyć ciekawe, bo do 2030, według dyrektywy unijnej, mamy go zmniejszyć do jakichś 40%. Trzeba się przerzucić na energię odnawialną.

Wasze działanie, z tego, co słyszę, nie kończy się na protestach i leżeniu na Patelni.

K.G.: My jako ruch, pomimo tego, że do mediów docierają głównie protesty, mocno stawiamy na edukację. Organizujemy wykłady, organizowaliśmy debatę, die in. MSK jest też tak rozległy, że można zrobić naprawdę wiele – kiedy zaczynaliśmy, to działaliśmy przede wszystkim w szkołach, na małą skalę. My − jako MSK − to masa ludzi.

Jaki klimat dla polityki?

czytaj także

Jaki klimat dla polityki?

Adam Kiedrowski

M.J.: Udzielamy się też bardzo w mediach społecznościowych, udostępniając różne artykuły związane z problemem globalnego ocieplenia, robimy grafiki edukacyjne.

J.B.: Na Instagramie jest też akcja #dlaklimatu24, która polega na tym, że kontaktujemy się z osobami o większych zasięgach – a oni to wszystko, co robimy, udostępniają z takim właśnie hasztagiem. I trafiamy w ten sposób do tych, do których chcemy trafiać – tj. do młodzieży.

J.A.: Tak, poza tym każdy się może tutaj zaangażować, nie mamy także potrzeby kłócić się w nieskończoność, bo mamy jeden cel, wiemy, o co walczymy – i wiemy też, na czym powinniśmy się skupiać. Wszystko przebiega więc bardzo demokratycznie.

Co zrobić, by skutecznie chronić klimat? Zorganizować panel obywatelski

J.B.: Właśnie, pamiętaj też, że teraz rozmawiasz z ludźmi z Warszawy, ale MSK jest w wielu mniejszych i większych miejscowościach w Polsce. Staramy się, aby każda z nich miała swoją autonomię, np. w Koninie czy w Krakowie. To są wtedy oddolne inicjatywy właśnie tych ludzi w naszym wieku.

M.J.: Kto się chce bardziej zaangażować, ten się angażuje. Ale nie trzeba być w głównej organizacji, by się angażować. Jeśli ktoś chce nam pomóc, może po prostu przyjść na nasz strajk w piątek, 24 maja. Zapraszamy!

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.