Kraj

Stokfiszewski: Okupowany 1 maja

Jak to się stało, że pod socjalną i demokratyczną agendą udało się zgromadzić tłum porównywalny z tym, który szedł w Marszach Niepodległości?

Pod hasłem „Tak godnej pracy! Nie wyzyskowi!” 1 maja przemaszerowało ulicami Warszawy ok. 20 tys. osób. Pochód w stolicy zorganizowały OPZZ i SLD. Przychylni Leszkowi Millerowi obserwatorzy przypisywali mu niekwestionowany frekwencyjny sukces. W recepcji nieprzychylnych dominował portret lidera Sojuszu wspierającego się „suflerem” podczas przemowy oraz występy discopolowej gwiazdy – zespołu Weekend. Tymczasem doniosłość tegorocznego stołecznego Święta Pracy zawiera się w odpowiedzi na pytanie: jak to się stało, że pod socjalną i demokratyczną agendą udało się zgromadzić tłum porównywalny z tym, który szedł w Marszach Niepodległości?

Z pewnością duża w tym zasługa sprawności organizacyjnej związkowców i polityków. Podczas pochodu dominowały insygnia pracownicze i partyjne z całego kraju, a o zasięgu mobilizacji ludzi z „terenu” świadczy liczba autokarów, które parkowały w okolicach centrum Warszawy. Niemniej ta koalicja nie po raz pierwszy współpracowała przy obchodach Święta Pracy i nigdy nie udało jej się przyciągnąć tak dużej liczby uczestników.

Czy ludzie niebędący członkami OPZZ i SLD, którzy pojawili się na pochodzie, przybyli tam wyrazić swoje poparcie dla Sojuszu? Mało prawdopodobne.

Śmiechy i oznaki zażenowania, towarzyszące niefortunnemu przemówieniu Leszka Millera, jakie dało się słyszeć w tłumie, można było interpretować jako swoiste wotum nieufności dla „dinozaura lewicy”. 

1 maja doszło do swoistej „okupacji” pochodu przez organizacje lewicowe oraz ludzi, którzy wykorzystali infrastrukturę przygotowaną przez związkowców i polityków do wyrażenia poparcia dla pracowniczych i demokratycznych haseł. Niektórzy w porozumieniu z organizatorami, inni z własnej inicjatywy. To ze względu na ich udział podczas pochodu pojawiły się treści związane zarówno ze złymi warunkami pracy, „umowami śmieciowymi”, wiekiem emerytalnym oraz wzrastającym bezrobociem, ale również z równouprawnieniem mniejszości seksualnych czy antyfaszyzmem, z którymi identyfikuje się duża część społeczeństwa niepopierająca formacji Millera.

Zjawisko „okupowania” oficjalnych demonstracji przez niezależne grupy obywateli jest coraz popularniejszą strategią protestacyjną. Tegoroczny pierwszomajowy pochód przypominał wystąpienie zorganizowane przez Europejską Konfederację Związków Zawodowych 14 marca w Brukseli (z udziałem m.in. polskich związkowców). W pierwszym szeregu szli tam wysoko postawieni reprezentanci świata pracy, lecz duża część manifestacji zdominowana została przez aktywistów społecznych i ludzi popierających socjalne hasła, choć niekoniecznie przychylnie patrzących na zinstytucjonalizowane centrale związkowe. 

Praktyka ta miała swój początek podczas ubiegłorocznego strajku powszechnego, który w listopadzie objął 23 kraje Unii. W  jego ramach działacze ruchów społecznych zorganizowali akcję „Occupy general strike”, polegającą na próbie przejęcia związkowych manifestacji, a przynajmniej wyraźnego zaznaczenia, że uczestniczą w nich nie tylko działacze, lecz także „zwykli ludzie”. Celem tego typu inicjatyw jest wyrażenie poparcia dla wartości reprezentowanych w pochodach, natomiast zachętą – dobrze przygotowana infrastruktura oraz (najczęściej) pokojowy przebieg demonstracji organizowanych przez partie w porozumieniu ze związkami. 

Protesty w ramach strajku powszechnego, marcowa demonstracja w Brukseli oraz stołeczny pochód pierwszomajowy wpisują się również w zauważalną w naszej części Europy, w odróżnieniu np. od krajów z południa kontynentu, tendencję do przedkładania rzadszych, lecz naprawdę masowych wystąpień społecznych nad częstsze, ale mniejsze akcje, demonstracje lub wiece.

Leszek Miller ma z pewnością powody do zadowolenia, lecz na jego miejscu unikałbym tryumfalizmu.

Marsz, którego był współorganizatorem, zgromadził może największe tłumy spośród wszystkich demonstracji w Polsce w ostatnich miesiącach, ludzie ci przybyli jednak nie po to, by wyrazić poparcie dla tego polityka, jego partii, a nawet dla polityki w ogóle. W dużej części byli tam ze względu na wartości, które wyznają i które znalazły swoje miejsce na pochodzie, niezależnie od tego, kto go przygotował.

Z przebiegu pierwszomajowego pochodu, z haseł wznoszonych podczas przemarszu ulicami Warszawy oraz tych wypisanych na transparentach, wreszcie z przekroju społecznego uczestników warto zapamiętać nie Leszka Millera pytającego kolegę, co ma dalej mówić, nie zespół śpiewający Ona tańczy dla mnie, lecz poczucie rosnącego poparcia dla postulatów ekonomicznych i kulturowych reprezentowanych przez szeroko rozumianą lewicę. Warto zapamiętać coraz śmielsze włączanie się obywateli przywiązanych do prospołecznej i proeuropejskiej wrażliwości w życie publiczne, rozumiane także jako udział w zgromadzeniach, wiecach i demonstracjach. Warto z 1 maja zapamiętać potrzebę odzyskania przestrzeni publicznej na rzecz równości i sprawiedliwości społecznej. Ten pochód był świętem pracy, świętem wolności i świętem zaangażowania zwykłych ludzi.  

Zdjęcia: Jacek Wajszczak

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Igor Stokfiszewski
Igor Stokfiszewski
Krytyk literacki
Badacz, aktywista, dramaturg. Współpracował m.in. z Teatrem Łaźnia Nowa, Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards, Rimini Protokoll z artystami – Arturem Żmijewskim, Pawłem Althamerem i Jaśminą Wójcik. Był członkiem zespołu 7. Biennale Sztuki Współczesnej w Berlinie (2012). Autor książek „Zwrot polityczny” (2009), „Prawo do kultury” (2018).
Zamknij