Felieton

Remis ze wskazaniem na Trzaskowskiego

Lewica nie zrozumiała, że największą emocją po stronie jej wyborców jest dziś anty-PiS. Dlatego tak łatwo elektorat Biedronia uciekł do Trzaskowskiego i Hołowni.

Lepiej, niż myśleli pesymiści, gorzej, niż obstawiali optymiści – tak można w skrócie ocenić wynik wyborczy i Rafała Trzaskowskiego, i Andrzeja Dudy.

Ci, którzy obstawiali, że Duda wygra już w pierwszej turze, chyba naprawdę muszą ślepo kochać swojego prezydenta. Ci, którzy obstawiali, że Duda spadnie poniżej 40%, chyba naprawdę myślą, że polscy wyborcy mieszkają tylko w dużych miastach i oglądają liberalne media.

Nie sprawdziły się również hurraoptymistyczne założenia dotyczące dynamiki wzrostu frekwencji, faworyzującej rzekomo jedną ze stron. Owszem, frekwencja rosła, ale wydaje się, że równomiernie obdarzając wynikami oba obozy. Przedpołudniowa anomalia dotyczyła raczej zmiany zachowań głosujących, prawdopodobnie objętych strachem, że wieczorem nie zdążą.

Aby lepiej zrozumieć, czemu tak się stało, trzeba przywołać jedną jedyną liczbę. A mianowicie: 8 milionów głosów. Tyle ludzi od pewnego czasu głosuje na PiS bez względu na to, co PiS zrobi albo czego nie zrobi. Te 8 milionów waży więcej, gdy elektorat anty-PiS zostanie w domu. Waży mniej, gdy elektorat anty-PiS ruszy głosować. To dlatego PiS gra na polaryzację, bo ona owszem, mobilizuje także przeciwników, ale PiS-owi ma zawsze zagwarantować owe bezpieczne 8 milionów z naddatkiem.

Złą wiadomością dla PiS jest to, że sumarycznie anty-PiS-u jest w Polsce więcej. To dlatego PiS przegrał Senat.

Dobrą wiadomością dla PiS-u mogłoby być to, że razem z Konfederacją mają nad anty-PiS-em przewagę. Zwłaszcza że przepływy elektoratów nigdy nie są absolutne, więc Duda ściągnie jeszcze głosy z każdego innego kandydata. Ale już dotychczasowe szacunki przepływów wyborczych wskazują, że duża część wyborców Konfederacji woli zostać w domu albo nawet zagłosować na Trzaskowskiego, niż poprzeć Dudę w drugiej turze. Duża część z nich to pewnie sieroty po Nowoczesnej, nienawidzący „socjalistów z PiS”.

Lewica ma się z czego cieszyć

Trzaskowski przebił psychologiczną barierę 30%, a do spółki z Hołownią zgarniają więcej głosów niż Andrzej Duda. Dodatkowo może liczyć na więcej głosów dopływających z Polonii, o ile ta da radę zagłosować na czas.

Słowem, po pierwszej połowie mamy remis. Moim zdaniem ze wskazaniem na Trzaskowskiego. O wyniku głosowania w drugiej turze może zadecydować każdy szczegół, jeden mały błąd albo… udane lub nie szczucie na przeciwnika.

Nagonka na LGBT pogrąży PiS

Co do reszty kandydatów. Cóż – pora, aby Lewica zrozumiała, że największą emocją po stronie obecnych jej wyborców jest anty-PiS, dlatego tak łatwo elektorat Biedronia uciekł do Trzaskowskiego i Hołowni.

I pora też, aby Kosiniak-Kamysz zrozumiał to, o czym pisałem już kilkakrotnie. Tylko w tandemie z Hołownią są w stanie rzucić rękawicę Platformie Obywatelskiej i stać się trzecią siłą w przyszłym Sejmie.

Lewica, po swoim kosztownym błędzie i fatalnym wyniku wyborczym Roberta Biedronia, wraca na start i znów będzie walczyć o koalicyjny próg wyborczy.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.