Kraj

Polska i czyściec CIA

Decyzja trybunału w Strasburgu to dla sprawy więzień CIA jednocześnie zamknięcie i nowe otwarcie.

Parafrazując Leszka Millera: Polska zapłaci terrorystom, pieniądze podatników zasilą kieszeń Al-Kaidy, kolejne bomby będą montowane gdzieś w Jemenie czy Iraku za nasze złotówki. A mówiąc językiem praw człowieka i nieco bliżej prawdy: wczorajszą decyzją Europejski Trybunał Praw Człowieka podtrzymał swoje orzeczenie z 24 lipca 2014 w sprawie Al-Nashiri i Abu-Zubajda przeciwko Polsce, co oznacza, że tytułem słusznego zadośćuczynienia Polska jest teraz zobowiązana zapłacić 130 tys. euro Abu-Zubajdzie i 100 tys. Al-Nashiriemu. To dla tej sprawy jednocześnie zamknięcie i nowe otwarcie.

Zamknięcie dlatego, że po raz pierwszy przedstawiciel państwa polskiego, w tym przypadku rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, nie kwestionował postępowania sądu i zasadności oskarżeń o łamanie praw człowieka w Polsce w tej sprawie. „Wyrok jest ostateczny, Trybunał nie podaje uzasadnienia, więc trudno się do czegokolwiek odnieść. Rząd RP zawsze wykonuje wyroki Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Jest wyrok i trzeba ten wyrok zrealizować, będziemy pracować nad jego realizacją” – powiedział we wtorek Marcin Wojciechowski, rzecznik MSZ. Wcześniej strona polska niejednokrotnie zgłaszała obiekcje: a to mówiąc, że nie my torturowaliśmy; to odmawiając ujawnienia śledztwa; to stwierdzając, że skarżący nie wyczerpali drogi krajowej. ETPC wszystkie te zastrzeżenia uznał, w orzeczeniu szczegółowo odnosi się do tych wątpliwości, ale winę orzekł. Między innymi właśnie dlatego, że śledztwo krajowe przez pierwsze lata w ogóle nie wykazywało postępów, strona polska konsekwentnie zasłaniała się niewiedzą – jednocześnie odmawiając ujawnienia tego, co wie – a zebrane dowody i ekspertyzy uprawomocniły podejrzenie, że Polska aktywnie uczestniczyła (oddając ośrodek w ręce Amerykanów oraz dopuszczając do tzw. extraordinary rendidtion, czyli pojmania w wyjątkowych warunkach, i nie gwarantując żadnej ochrony prawnej ani możliwości kontaktu z adwokatem na którymkolwiek z etapów) w procederze torturowaniu ludzi. Łamała tym samym postanowienia europejskiej Konwencji praw człowieka w zakresie prawa do sprawiedliwego procesu, wolności osobistej i prywatności oraz o zakazie tortur i nieludzkiego traktowania.

W świetle wyroku nie można – choć zapewne znajdą się tacy, którzy będą to uparcie powtarzać – utrzymywać, że Polska zrobiła wszystko jak należy, a wina leży po stronie Amerykanów.

Najlepszą drogą do rozwiązania tej sprawy w sposób mniej dla Polski kompromitujący byłoby oczywiście rzetelne i efektywne – czyli stawiające sobie za cel znalezienie winnych – śledztwo tu, w kraju. Tego się nie doczekaliśmy, więc po raz wtóry wzorzec sprawiedliwości trzeba było zaimportować ze Strasburga. I to zamyka przynajmniej część wątków.

Dlaczego jednak można też mówić o nowym otwarciu? Po pierwsze, ETPC nie orzeka o winie polskich funkcjonariuszy i służb, tu wymiar sprawiedliwości wciąż może wykazać się odpowiedzialnością i z otwartą przyłbicą powiedzieć: winni zostaną ukarani.

Po drugie, jasne jest dziś – i na to Polska wielokrotnie nalegała – że kolejnym krokiem powinny być postępowania przeciwko innym krajom, gdzie do podobnych operacji dochodziło. Mówi się o tym, że następna może być Rumunia. W interesie wszystkich – samolubnie rozumianym „interesie narodowym” Polski i w dużo bardziej uniwersalnym kontekście więzień – jest, by sprawy eksterytorialnych katowni CIA w Europie znalazły swój rychły koniec, a Polska nie była wyjątkiem, na co poniekąd skazała się powolnym procesem.

Po trzecie, jak podkreślają obrońcy i obrończynie praw człowieka i duża część europejskiej opinii publicznej, precedensowy wyrok daje nadzieje na utworzenie wspólnego europejskiego standardu ochrony, nawet rzekomych „terrorystów”, który będzie istotnym dyplomatycznym i strategicznym narzędziem w przyszłości. Czyli, mówiąc prościej, będzie można powiedzieć otwarte „nie” Amerykanom, jednocześnie nie naruszając sojuszniczych i partnerskich (słusznych bądź nie) zobowiązań militarnych. Także na kolejnych „wojnach hybrydowych”. Do tego służy standard ochrony praw człowieka.

Na tle Europy, która podejmuje dziś te wysiłki, utrzymywanie przez kolejne administracje USA Guantanamo jest coraz bardziej rażącym przykładem opieszałości, niezdolności do rozliczenia „wojny z terroryzmem” i, co tu kryć, pomnikiem hańby.

Dziś Europa może powiedzieć, że gwarantuje uczciwy proces i tym samym ośmielić wszystkich tych, którzy, jak Helen Duffy, prawniczka Abu-Zubajdy, mówią: „jeśli mój klient jest winny, to postawcie go przed sądem. Jeśli nie jest, wypuśćcie go”. Utrzymywanie prawnego czyśćca przestało dziś mieć sens.

Kończąc znów Leszkiem Millerem: czy „terroryści” będą się teraz czuli bezkarni? Przeciwnie, im bliżej końca takiej „wojny z terroryzmem”, tym większe szanse na to, że uwolnione od bagażu bushyzmu USA będą w stanie podjąć interwencję przeciwko chociażby siłom organizacji Państwa Islamskiego. Im bardziej otwarcie zdolne do rozliczenia i naprawy są demokracje Zachodu, tym szerszy jest ich mandat międzynarodowy.

Dopóki torturowały i kpiły z prawa – nawet prawa wojennego – dopóty dolewały „ropy do ognia” w tak zwanej wojnie cywilizacji.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Dymek
Jakub Dymek
publicysta, komentator polityczny
Kulturoznawca, dziennikarz, publicysta. Absolwent MISH na Uniwersytecie Wrocławskim, studiował Gender Studies w IBL PAN i nauki polityczne na Uniwersytecie Północnej Karoliny w USA. Publikował m.in w magazynie "Dissent", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku Gazecie Prawnej", "Tygodniku Powszechnym", Dwutygodniku, gazecie.pl. Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press. 27 listopada 2017 r. Krytyka Polityczna zawiesiła z nim współpracę.
Zamknij