Kraj

Sutowski: Strajk zawieszony, postulaty w mocy

strajk-nauczycieli-pikieta-7

PiS po raz kolejny okazuje się niezdolne do negocjowania i zawierania umów społecznych. Plebiscyt przy urnie wyborczej – proszę bardzo, ale między wyborami się z ludźmi nie dyskutuje. Zostaje polityka dyskrecjonalna, to znaczy: Prezes wymyśli, parlament przegłosuje, rząd wdroży – i gotowe.

Co ma nauczyciel w Polsce? Ma zamknąć dziób i razem z koleżankami z grona pedagogicznego klasyfikować uczniów, bo jak nie, to zrobi to dyrektor. Albo starosta. Albo… no właśnie, furtki na wypadek niepokornego samorządowca w zapowiedzianej w środę, a uchwalonej dziś w ekspresowym tempie specjalnej „ustawie maturalnej” nie przewidziano. Może sam Jarosław Kaczyński, bez żadnego trybu? Prezes PiS niemal równocześnie zapowiedział też prace nad „wyjściem awaryjnym”: prawem do wcześniejszej emerytury (obowiązującym dwa lata, a więc obejmującym około 100 tys. nauczycieli) i możliwością dobrowolnego zwiększania pensum.

Dzień po ogłoszeniu projektu ustawy zmieniającej zasady klasyfikacji uczniów ZNP zapowiedziało z kolei zawieszenie strajku do września i wzywa do tego samego resztę strajkujących.

Nie składamy broni [oświadczenie Sławomira Broniarza]

Przewodniczący Sławomir Broniarz mówi o zmianie formy, a nie zakończeniu protestu: najbliższe miesiące mają być czasem dyskusji przy „prawdziwym” okrągłym stole (w odróżnieniu od tego rządowego) na temat pakietu propozycji, tzw. Szkoły na szóstkę (wzrost nakładów na edukację do 5 proc. PKB, odchudzenie podstaw programowych, kształcenie umiejętności zamiast nauki pamięciowej, zmniejszenie biurokracji w szkołach, zwiększenie autonomii szkół i nauczycieli, wzrost wynagrodzeń nauczycieli i pracowników oświaty). Na wrzesień ZNP zapowiada powrót do demonstracji wspólnie z innymi grupami zawodowymi. Decyzja wzbudziła kontrowersje wśród samych protestujących, ale – co ciekawe – nie zmieniła planów rządu w przedmiocie specustawy maturalnej.

Na analizy tej decyzji, dalszych szans na realizację postulatów i konsekwencji polityczno-wyborczych przyjdzie jeszcze pora. W tym momencie można jednak wskazać przynajmniej kilka wstępnych wniosków na temat logiki działania rządu Mateusza Morawieckiego i całego obozu PiS.

Po pierwsze, sondaże i fokusy wśród elektoratu zawsze zwyciężą z projektami cywilizacyjnymi. Polacy gremialnie nie ufają państwu i budżetówce, a pieniądz do ręki to zawsze pieniądz – nawet jeśli kosztem alternatywnym będzie degradacja usług publicznych, zwłaszcza oświaty i służby zdrowia. Ale to wszystko za jakiś czas, kiedyś, w kolejnej kadencji. Zresztą poprzeczka oczekiwań wisi dość nisko, przez jakiś czas ludzie nie zauważą, że w szkole i w przychodni robi się gorzej. Za to jak się dorzuci dużo pieniędzy do wynagrodzeń, to wprawdzie paręset tysięcy ludzi (nauczycielek, pielęgniarek, pracowników socjalnych) się ucieszy, ale niekoniecznie odwdzięczy przy urnie wyborczej – a i korzystający z ich usług szybko nie zauważą poprawy. Lepiej więc nauczycielkom (pielęgniarkom, lekarzom rezydentom…) nie dać, ewentualnie dać komu innemu.

Po drugie, do tego samego wniosku prowadzi ogólna niezdolność PiS do negocjowania i zawierania umów społecznych. Plebiscyt przy urnie wyborczej – proszę bardzo, ale między wyborami się z ludźmi nie dyskutuje. A już na pewno nie z tymi, co nie chcą czytać pytań z wręczonej uprzednio kartki. Zostaje polityka dyskrecjonalna, to znaczy: Prezes wymyśli, parlament przegłosuje, rząd wdroży – i gotowe. Stąd też nie ma co liczyć na poważne reformy w sferach, w których powodzenie zależy od wielostronnych rozmów. To znaczy: od porozumienia ze zorganizowanymi grupami interesu, świadomymi swoich potrzeb, ale też często rozumiejącymi własne dziedziny lepiej niż rząd. I jeszcze od przekonania opinii publicznej, jeśli polityka faktycznie ma być „sztuką czynienia popularnym tego, co słuszne”. Rząd PiS zmiany wprowadza bez dyskusji, wtedy w efekcie dostajemy deformę oświaty i wymiaru sprawiedliwości – albo nie wprowadza ich wcale i wtedy mamy status quo plus karuzelę stanowisk.

Dziemianowicz-Bąk: Solidarność wymaga zaufania

czytaj także

Po trzecie, najnowsze zmiany w prawie dotyczące matur to przykład doraźnego zarządzania konfliktem, które rodzi trwałe konsekwencje prawne, niszcząc działające od dziesiątków nieraz lat instytucje. Ludzie się burzą, że matur nie będzie – hyc, zmieniamy prawo w dwa dni i rozwalamy całą logikę systemu oświaty, w którym weryfikacja wiedzy uczniów jest, w miarę możliwości, dziełem uczących. Odrywamy uprawnienia decydujące o losach i karierach od kompetencji i doświadczenia – żeby nie było dymu. Zamiast być ramą uregulowanego życia zbiorowego, ustawy służą jako bat na demonstrantów, warchołów i innych wichrzycieli. Choćby na wszelki wypadek – skoro ZNP zdecydował o zawieszeniu strajku.

Ludzie się burzą, że matur nie będzie – hyc, zmieniamy prawo w dwa dni i rozwalamy całą logikę systemu oświaty.

No i właśnie, po czwarte: zorganizowana propaganda mediów państwowych, szczucie w internecie, haniebne porównania (Wehrmacht?!) padające z ust prominentów i knajackie w swej wymowie porady (niech się rozmnożą, to dostaną 500+) służą oczywiście celowi doraźnemu – sponiewieraniu i obrzydzeniu strajkujących w oczach opinii publicznej, tej PiS-owskiej i tej wciąż niezdecydowanej. Na dłuższą metę pogłębiają tylko i legitymizują stan permanentnego (jakby-ktoś-dał-mi-w-mordę) upokorzenia, które jest udziałem tysięcy nauczycielek i nauczycieli od lat. Bo oto do niewydolnych wychowawczo rodziców zgłaszających pretensje o wszystko, przelewów niestarczających do pierwszego i trzydzieściorga cudzych bachorów z problemami wieku dziecięcego, względnie dojrzewania – dochodzi jeszcze ostentacyjna pogarda „najwyższych czynników”. I znowu: PiS rozgrywa rzecz taktycznie, pod kątem nastrojów bieżących, ale jednocześnie dokłada potężną cegłę do murów pogardy i zawiści dzielących wzdłuż, wszerz i w poprzek nasze społeczeństwo.

Nauczyciele, opowiedzmy naszą historię!

Jeszcze smutna refleksja na koniec: Jarosław Kaczyński w ostatniej chwili złożył nauczycielom ofertę godną generała Jaruzelskiego z połowy lat 80.: dalej psie pieniądze przy wypłacie, ale za to prawo do wcześniejszej emerytury. Byle się starych pozbyć, a młodych zmusić do jeszcze intensywniejszej pracy. Tyle że ówczesny I sekretarz naprawdę miał nie tyle dziurę, ile ziejącą otchłań w budżecie państwa, a kondycja makroekonomiczna Polski pod rządami PiS jest ponoć rewelacyjna jak nigdy dotąd.

Czy stać nas na „piątkę Kaczyńskiego”?

Przez trzy lata rządów PiS hojne transfery socjalne i równowagę makro polskiej gospodarki dało się utrzymać między innymi na koszt sfery budżetowej, gdzie płace (nie licząc MON) mrozi się od wielu lat. Taka polityka to zabójstwo nadziei na dobre usługi publiczne, jakich 30 lat po komunizmie mają się prawo domagać Polacy.

Okrągły stół ZNP i zapowiedziana na wrzesień masowa mobilizacja protestów dają szansę na to, że z nauczycielskiego strajku wykluje się coś więcej. Że wyższe płace w oświacie faktycznie potraktujemy jako punkt wyjścia, dojdziemy zaś w końcu do cywilizacyjnego projektu: szkoły na miarę XXI wieku zamiast II RP.

Czy się uda? Czy opozycja stanie na wysokości zadania i go wesprze bez „pewnej takiej nieśmiałości”? Czy powstanie koalicja sił na rzecz tej lepszej cywilizacji w Polsce, gdzie pedagog nie będzie pariasem, a kapitał rodziny fatum determinującym nasze życie? Po latach agonii systemowej i ludzkich upokorzeń to byłoby jak cud zmartwychwstania. Ale, jak mawiał klasyk felietonu, w Polsce wszystko jest możliwe, nawet zmiana na lepsze.

Proste równoległe się nie spotykają [fragment książki Didiera Eribona]

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.