Kraj

Ludzie z #occupyKPRM

Stojący pod kancelarią premier Beaty Szydło nie udają, że rząd PiS jest pierwszym, który ich rozczarowuje. Nie walczą o powrót do demokracji, jaką mieliśmy. A o co walczą?

Jest środek nocy, mróz, namioty pokryte śniegiem, w koksownikach tli się ogień. Po dwudziestej drugiej w miasteczku namiotowym rozstawionym przez partię Razem w środę 9 marca pod Kancelarią Prezes Rady Ministrów nie słychać już skandowania haseł mających przypominać urzędującej po drugiej stronie ulicy Beacie Szydło, że konstytucja jest po to, by jej przestrzegać („To jest wasza dobra zmiana, konstytucja połamana!”, „Nikt nie stoi ponad prawem!”). Nie słychać też muzyki z głośników – ani tej rozgrzewającej, do tańca („pok-pok-poker face”), ani tej symbolicznej, zagrzewającej do protestowania („stand up for your rights!”). Słychać za to gitary i śpiew, czasem narzekania, że buty przemokły, przy jednoczesnym przekonaniu, że przecież przemokły w słusznej sprawie. Jedno jest pewne – nikt nie marznie tu bez przyczyny i z pewnością nie dlatego, że stęsknił się za koloniami czy obozami harcerskimi. Ludzie z #occupyKPRM marzną, bo czują, że to sposób, by powiedzieć „nie” zmianie, która dobra była tylko w kampanijnym haśle.

Podziwiam tych, którzy całe noce spędzają pod KPRM. Sama trzygodzinną drzemkę w namiocie przypłacam wysoką temperaturą i bólem gardła, co nie powstrzymuje mnie, by kolejnego dnia, w rytm kibolskiej przyśpiewki skandować: ,,Publikuj żwawo, Beata, uszanuj prawo!”.

Na kilkunastu równo ustawionych krzesłach stoją tabliczki z wypisanymi prawami gwarantowanymi (ha-ha) przez Konstytucję. Stojący pod KPRM nie udają, że rząd PiS jest pierwszym, który tych zapisów nie przestrzega. Nie walczą o powrót do demokracji, jaką mieliśmy. A o co walczą?

***

Krzysiek

Przyjechałem tu w sobotę z Krakowa. Śpię na miejscu, w namiocie – po kilka godzin nad ranem, kiedy jestem naprawdę zmęczony i mróz nie uniemożliwia drzemki. Po zmroku ogrzewamy się przy koksownikach, w dzień nie pozwala nam na to straż pożarna, choć i nocą zdarzały się interwencje. Nie wiem, czy „zagrożenie” zgłaszają przechodnie, czy ktoś z kancelarii premiera – straż ma obowiązek przyjechać, ale panowie są do nas nastawieni raczej przyjaźnie, żartują, że sąsiedzi z naprzeciwka wyraźnie za nami nie przepadają.

Kierowcy trąbią – jeśli pojedynczo i przeciągle to znaczy, że nas nie lubią, a wygrywana na klaksonie melodia jest wyrazem wsparcia. Tych drugich sygnałów jest zdecydowanie więcej. Raz odwiedził nas pan z krucyfiksem w jednej, a popiersiem Romana Dmowskiego w drugiej dłoni – chciał nas egzorcyzmować, musiała interweniować straż miejska.

Cieszę się, że ucichły głosy, że Razem nie obchodzi Konstytucja. Pokazaliśmy, że jest dla nas ważna, ale wszyscy obywatele powinni czuć, że nie zawiera pustych zapisów, że została napisana dla nich. Skandujemy hasło, które Maciek Konieczny określił jako skrócony program Razem – „Wolność, Równość, Demokracja”. W obronie tych wartości marzniemy tu razem.

***

Waldek

Do miasteczka przyjechałem wczoraj z dziesięcioosobową ekipą z Wrocławia. Nie odważyłem się spać w pokrytym śniegiem namiocie – od poniedziałku bez przerwy jestem na nogach. Widziałem ludzi, którzy po nocy pod kancelarią wracali do domu z opryszczką i prawie czterdziestostopniową gorączką. Czy warto? Cóż, nie wierzę, że Beata Szydło opublikuje wyrok – co do tego nie ma co się oszukiwać. Nie osiągniemy tego, o co walczymy, ale to nie znaczy, że możemy pozostać bierni, machnąć ręką i pogodzić się z faktem, że polski rząd dokonuje zamachu na konstytucję. Jestem tu, żeby zademonstrować swój sprzeciw.

Chyba nikt nie spodziewał się, że akcja wywoła tak duże zainteresowanie mediów. Kamery są z nami niemal bez przerwy, ale to nie jest akcja promocyjna, nie o to nam chodzi.

Najbardziej zaskakujące są reakcje osób postronnych – szczególnie, kiedy machają do nas kierowcy w wypasionych range rowerach. Partia Razem nie kieruje swoich postulatów do posiadaczy samochodów za kilkaset tysięcy złotych, a okazuje się, że i oni nam kibicują. Większość osób spogląda na nas, jak na dziwadła, swego rodzaju ciekawostkę czy atrakcję turystyczną, nie wszyscy wiedzą, o co tak naprawdę nam chodzi. Wiele osób podchodzi, pyta, my odpowiadamy, rozdajemy ulotki. Niektórzy mówią, że się z nami nie zgadzają, ale fajnie, że nam się chce, inni wpinają w kurki znaczki z logo partii. Negatywnych reakcji jest niewiele.

***

Bartek

Do miasteczka przychodzę od piątku i spędzam tu praktycznie całe dnie – jestem chwilowo bezrobotny, więc mogę zastąpić tych, którzy spędzają tu noce, a w dzień chodzą do pracy.

Przychodzę bo uważam, że powinniśmy zabierać głos w sprawie łamania Konstytucji – zarówno przez obecny, jak i poprzedni rząd. Razem było dotąd postrzegane jako partia, której nie obchodzi ład prawny w Polsce. To oczywiście bzdura. Wszyscy tutaj zdajemy sobie sprawę, jak ważny jest porządek konstytucyjny, ale przy okazji ostatnich, skandalicznych działań partii rządzącej, chcemy przypomnieć, że zapis o obowiązku publikacji przez rząd wyroku Trybunału Konstytucyjnego nie jest jedynym, który władza w Polsce zwyczajnie olewa. Stąd nasze hasła dotyczące budownictwa socjalnego czy prawa pracy. Należy się zastanowić, skąd tak wielka frustracja społeczna, która doprowadziła do przejęcia władzy przez PiS. A wzięła się z ponad dwudziestu lat zaniedbań i nieudolności poprzednich rządów.

Nie spodziewałem się, że akcja spotka się z takim zainteresowaniem mediów i przychylnością zwykłych ludzi – także tych, których poglądy są Razem dalekie. Ludzie zatrzymują samochody i przez okna podają nam bułki, ciasta, kawę. Przychodzą do nas osoby starsze, zostawiają delicje, czekoladę. Niektórzy chwytają za flagi, manifestują razem z nami. Raz na jakiś czas ktoś odsunie szybę samochodu, pokaże środkowy palec czy splunie w naszą stronę. Nie reagujemy na to, chyba, że machaniem.

***

Maciek

Jestem tu od tygodnia, czyli od powstania miasteczka. Mieszkam w Warszawie, ale w domu spędziłem tylko dwie noce, dla podładowania baterii. Warunki na miejscu są trudne, jest zimno, zwłaszcza nad ranem. Dbamy, by każdy miał karimatę, a najlepiej dwie, śpiwór, koc, folię termiczną. Podczas śnieżycy z poniedziałku na wtorek dojechały styropianowe podłogi.

Teoretycznie każdy z nas miałby u kogo spać, ale w końcu okupujemy ten teren!

Chcemy pokazać naszą determinację i sprzeciw wobec łamania prawa przez rząd Beaty Szydło. Miasteczko opiera się na członkach partii, ale przychodzą do nas też osoby niezwiązane z Razem, zapisują się na dyżury. Obok nas rozbił namioty KOD PP, czyli, jak nazywamy to żartobliwie, KOD Wyklęty, nieuznawany przez Kijowskiego. Dzielimy się jedzeniem, które bez przerwy dowożą nam warszawiacy. Kodowcy rozbili i udostępnili nam swój największy namiot – początkowo jedyny z izolowaną, styropianową podłogą. Namioty Razem nie są przystosowane do spania, tym bardziej w zimie – zostały zakupione w czasie kampanii i służyły do zbierania podpisów.

Do tej pory nie spotkaliśmy się z agresją – było kilka nieprzyjemnych, ale niegroźnych incydentów. Być może nawet kibole zauważyli, że nie jesteśmy elitarni, starbucksowi, że nie pijemy sojowej latte i trzeba nasze szczere wkurzenie na obecną i poprzednią władzę uszanować. Krzyczymy: „PiS z Platformą niech się gonią, solidarność naszą bronią!”.

Nie mówimy, że jest źle, a było dobrze. Mówimy, że było źle, a jest gorzej. Myślę, że nawet prawicowe media traktują nas ulgowo, bo czują, że jesteśmy w swoich działaniach absolutnie szczerzy i autentyczni.

***

Magda

Przyjechałam tu z Gdańska. Spędzam trzecią noc w miasteczku. Jest zimno, ale dzięki kocom, kołdrom i śpiworom, które dostajemy od zwykłych ludzi, udaje nam się nie zamarznąć. Zresztą to wsparcie rozgrzewa nas najbardziej, jest niesamowite.

Pierwszego dnia protestu przyszła do nas pani z czekoladkami „Merci” w prezencie. To było bardzo wymowne. Negatywne reakcje? Nie są częste. Kilka metrów od nas stoi pan w koszulce z napisem „lewaki świata łapy precz od Polski” i z biało-czerwoną flagą w dłoni. Poczęstowaliśmy go herbatą i kanapkami – początkowo trochę się krzywił, ale w końcu przyjął z uśmiechem. Inny mężczyzna podszedł do naszego namiotu kuchennego, krzyknął „pierdolę”, chwycił drożdżówkę i poszedł dalej. Ktoś inny chciał przeprowadzać na nas egzorcyzmy, jedzeniem również chętnie się poczęstował. Takie sytuacje to jednak wyjątki. Ludzie przychodzą, dziękują nam, że tu jesteśmy, są zorientowani – wiedzą, kim jesteśmy i dlaczego tu stoimy. Niektórzy mówią, że przekonują się do nas dopiero teraz, dzięki tej akcji. Inni, że nie zgadzają się z nami prawie w niczym, ale szanują to, co robimy.

Mam nadzieję, że takimi działaniami uda się nam odczarować wizerunek lewicy w Polsce. To się już dzieje.

Walczymy o demokrację, ale także o równość – i tę równość sami, jako partia, uosabiamy. Do miasteczka przyjeżdżają szeregowi członkowie z całej Polski, ale wspólnie z nami protestuje zarząd partii, niektórzy, jak Marcelina Zawisza, śpią z nami w namiotach. W jakiej innej partii byłoby to możliwe? Jesteśmy partią polityczną, ale też prawdziwie demokratyczną wspólnotą.

***

Ola

Wracam do domu po pracy i nie mogę znaleźć sobie miejsca – czuję, że powinnam być w miasteczku, z wszystkimi. Budowanie wspólnoty to nie jest to, o co chodzi, ale co przy okazji wychodzi. Dla mnie to niesamowite doświadczenie. Nie wszystkie poznane tu osoby pamiętam z imienia, ale z wszystkimi czuję swego rodzaju więź. Wspólne machanie flagami i tańce dla rozgrzania w mroźne wieczory, wspólne czytanie Konstytucji (ze zrozumieniem!), skandowanie i śpiewanie – w pewien sposób nas to do siebie zbliżyło. To jednak jedynie pozytywny efekt uboczny naprawdę groźnych dla porządku prawnego wydarzeń. Szczęście w nieszczęściu.

Słychać głosy, że działamy wbrew swojej nazwie, że z nikim nie chcemy rozmawiać. To nieprawda. W sobotę wspólnie z nami Konstytucję czytała Monika Płatek, która w wyborach parlamentarnych kandydowała z listy Zjednoczonej Lewicy, Dominik Pucek z Zielonych, Jan Guz z OPZZ, Sławomir Broniarz z ZNP. Wszyscy przemawiali z jednej sceny i była to nasza scena. Odwiedzili nas także Robert Biedroń i Henryka Krzywonos. Co byśmy zrobili, gdyby przyszedł tu Ryszard Petru? Cóż, na pewno jak każdy dostałby kanapkę i gorącą herbatę. Nie ma jednak mowy o wspólnych zdjęciach i ściskaniu dłoni.

 

**Dziennik Opinii nr 75/2016 (1225)

 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.