Kraj

Aktywista LGBT z Rosji: Dekadę temu nie wyobrażałem sobie, że Polska tak się zmieni

Fot. Monika Bryk

„Już raz przeprowadziłem się do innego kraju, gdzie myślałem, że jest lepiej. Uciekałem przed Putinem, ale Putin po dekadzie mnie dogonił. Chcę mieszkać w kraju, w którym szanuje się moją ludzką godność, gdzie czuję się bezpieczny i akceptowany” – mówi Misza Czerniak, aktywista LGBT, założyciel Chóru osób LGBT i przyjaciół Voces Gaudii, współzałożyciel fundacji Wiara i Tęcza i stowarzyszenia Za Wolną Rosję.

Olena Babakova: Czy bycie osobą nieheteronormatywną w Rosji jest dziś niebezpieczne?

Misza Czerniak: Zależy od tego, jakich wyborów życiowych dokonuje ta osoba. Człowiek, który spełnia życzenia konserwatywnej większości i – jak to się mówi w Polsce – „nie obnosi się”, może czuć się w miarę bezpiecznie, o ile nie mieszka z partnerem/partnerką tej samej płci. W dużych miastach może chodzić do klubów, w mniejszych – uprawiać seks w podziemiu.

Natomiast jeśli swoim wyglądem odbiega od wzorców wschodniosłowiańskiego macho, to już może zostać ukarany za to, jak wygląda. Czyli tak: o ile uprawiasz mimikrę, trzymasz język za zębami, nie zabierasz swojego plus jeden na imprezy, nie dążysz do zmian, nie walczysz o swoje prawa – przetrwasz. Ale zdecydowanie nie jest to szczęśliwe, spełnione życie.

Osoba nieheteronormatywna w Rosji żyje w napięciu i jest wyczerpana psychicznie, bo ciągle musi kłamać, uważać co i komu mówi. Znam argument, że prywatne musi pozostać prywatnym. Tylko że dla ludzi mieszkających w państwach opresyjnych to, co prywatne, w nieunikniony sposób staje się częścią tego, co publiczne.

W latach 90. Rosja doświadczyła intensywnej westernizacji. Dlaczego zmiany nie dotknęły percepcji osób LGBT?

W ZSRR od lat 60. istniał artykuł 121 – kara 7 lat więzienia za czyny homoseksualne. Uchylono go dopiero w 1993 roku. W latach 90. młodzi ludzie nie mieli dostępu do rzetelnej edukacji seksualnej, stąd problemy z akceptacją siebie, uświadomieniem sobie swoich granic i potrzeb. Wszystko odkrywaliśmy sami, bez żadnego wsparcia. Ale nie było poczucia, że twoje życie jest zagrożone. To były lata względnej wolności i akceptacji. Być może linie boiska zostały błędnie wytyczone, lecz nie były to mury z kamienia. To właśnie wtedy w Rosji pojawiły się pierwsze kluby przyjazne LGBT, było nawet kilka czasopism gejowskich.

Wśród rosyjskich gwiazd popkultury było sporo ludzi z nietradycyjną ekspresją płciową. Drag queen Wierka Serdiuczka [reprezentantka Ukrainy na Eurowizji w 2007 roku – przyp. red.] miała swój show w rosyjskiej telewizji. Dla Rosjan to było komiczne, zabawne, ale nie wywoływało agresywnej reakcji. Boris Moisiejew, Szura, Siergiej Pienkin, Ewa Polna czy znany również w Polsce duet Tatu – ci artyści mieli zdecydowanie nieheteronormatywną ekspresję, a cieszyli się ogromną popularnością. W latach 90. nie mieliśmy praw, ale nie czuliśmy się zaszczuci. Sytuacja zaczęła się zmieniać na początku nowego tysiąclecia.

Kiedy zrozumiałeś, że obojętność zamienia się w niechęć?

Po pierwszej kadencji i próbach zbliżenia się z Zachodem Putin koło 2005 roku zaczął poświęcać coraz więcej uwagi krzewieniu „odwiecznych rosyjskich wartości”, wzmocnieniu „duchownych skriep” [w języku kremlowskiej propagandy to unikatowe wartości duchowe Rosjan, które zawdzięczają prawosławiu i zwycięstwu w drugiej wojnie światowej – przyp. red.]. Była to odpowiedź na wszechobecne rozczarowanie rozpadem ZSRR, którego to Zachód się wcześniej bał, a po 1991 roku nawet nie pyta Rosji o zdanie.

Zdaniem ideologów kremlowskich Zachód pragnie ostatecznego upokorzenia Rosji poprzez jej „zdefraudowanie”, czyli zniszczenie rosyjskiej moralności, kultury, prawosławnej wiary. Kremlowi potrzebny był wróg wewnętrzny, który stałby się uosobieniem tych destrukcyjnych zapędów Waszyngtonu i Brukseli. W ten sposób społeczność LGBT znalazła się na celowniku rosyjskiej propagandy.

Ofensywa zaczęła się w regionach: wszystko miało wyglądać tak, jakby impuls szedł z dołu. Petersburski deputowany Witalij Miłonow głosił, że geje deprawują rosyjskie dzieci poprzez homoseksualną propagandę. Poszczególne jednostki administracyjne Rosji zaczęły przegłosowywać uchwały zakazujące propagandy homoseksualizmu rozumianej jako publiczne mówienie o homoseksualności jako zjawisku neutralnym lub pozytywnym. Publiczne to znaczy gdziekolwiek, gdzie mogą to usłyszeć dzieci: w telewizji, artykułach prasowych, filmach, mediach społecznościowych. Tak powstały rosyjskie „strefy wolne od ideologii LGBT”. Ostatecznie w 2013 roku rosyjska Duma przegłosowała ogólnopaństwową ustawę zakazującą tzw. propagandy homoseksualizmu wśród osób niepełnoletnich.

Miłość nie jest mięsem – LGBTQ w Rosji

Jak na to reagowało społeczeństwo obywatelskie czy opozycja?

Niestety nie spisały się najlepiej. Słaba reakcja wynikała nie tylko z opresyjności rosyjskiego państwa, ale i z tego, jak homoseksualność postrzegana jest nawet przez liberałów. W świadomości również liberalnie nastawionych Rosjan temat homoseksualności jest mocno związany z uprzedzeniami zakorzenionymi w kulturze dzięki łagrom stalinowskim.

W radzieckich więzieniach kwitły narzucone praktyki homoseksualne, wykorzystywane przez służby w celu wywierania dodatkowej presji na więźniów. Osoba „cwelona” – często wbrew swojej woli – znajdowała się na najniższym szczeblu więziennej hierarchii, była z tego powodu upokarzana nawet po wyjściu na wolność. Ta sytuacyjna albo wymuszona homoseksualność stawała się traumą dziesiątek, być może nawet setek tysięcy mężczyzn w ZSRR.

Takie opresyjno-wstydliwo-pogardliwe podejście do homoseksualności z więzień przeszło na podwórka. Obelga „pedał” w Rosji ma mocne konotacje związane z więzieniem, przemocą i obrzydzeniem. Rosyjski macho, nazywając kogoś „pedałem”, nie tylko okazuje mu pogardę, ale podkreśla swoją dominację. Dlatego nawet wśród inteligencji istnieje spora niechęć do tematyki LGBT.

Wartości rodzinne Putina

Ustawa zakazująca tzw. propagandy homoseksualizmu uderzała przecież w twórców literatury czy kina – i nawet oni się nie postawili?

Sprzeciw wzbudził inny akt – tzw. ustawa Dimy Jakowlewa. Dima był wychowankiem sierocińca w obwodzie pskowskim i został zaadoptowany przez amerykańskie małżeństwo. Nowy ojciec omyłkowo zostawił dziecko w rozgrzanym samochodzie, co skończyło się tragedią: Dima zmarł z powodu przegrzania i odwodnienia.

Śmierć dziecka odbiła się szerokim echem w Rosji; w debacie publicznej szybko pojawił się wątek krzywdy rzekomo wyrządzanej rosyjskim dzieciom w przypadku adopcji przez pary jednopłciowe. W 2013 roku została przegłosowana ustawa, która zakazuje adopcji rosyjskich dzieci przez obywateli Stanów Zjednoczonych, a po kilku latach zakazem zostały objęte wszystkie państwa, które zalegalizowały małżeństwa jednopłciowe. Tu akurat opozycja była aktywna – przy czym nie broniła honoru osób LGBT, tylko interesów rosyjskich sierot, które stały się instrumentem chorych gierek Kremla z Zachodem.


Jak zmieniała się atmosfera wokół osób nieheteronormatywnych po radykalizacji reżimu rosyjskiego, czyli po aneksji Krymu w 2014 roku?

Ogólne przyzwolenie na hejt i agresję zostało wzmocnione, co w niektórych regionach doprowadziło do prawdziwych tragedii. 1 kwietnia 2017 Nowaja gazieta opublikowała reportaż o masowych prześladowaniach gejów w Czeczenii. Od kilku miesięcy działacze organizacji Sieć LGBT dostawali sygnały, że w Czeczenii dzieje się coś niewiarygodnego: osoby homoseksualne w Groznym i innych miastach są wyłapywani, torturowani na komisariatach i zmuszani do przekazywania danych innych osób homoseksualnych. Śledztwo dziennikarek Jeleny Miłaszyny i Jeleny Kostiuczenko odkryło straszną prawdę: w 2016 i 2017 roku w Czeczenii dochodziło do masowych zabójstw gejów z powodu ich orientacji seksualnej albo zmuszania ich rodzin do dokonania tzw. zabójstw honorowych.

Ta informacja wywołała mocną reakcję ze strony społeczności międzynarodowej. Sieć LGBT ze wsparciem zagranicznych organizacji zorganizowała ewakuację prześladowanych z Rosji. Właśnie o tym opowiada film Witamy w Czeczenii, który można zobaczyć w Warszawie m.in. w ramach festiwalu Millenium Docs Against Gravity. To historia osób, które udało się wywieźć najpierw do Moskwy czy Petersburga, a potem, przy wsparciu niektórych zachodnich ambasad – do UE i Kanady.

Zabijecie go sami albo my to zrobimy. Decyzja należy do was

Kto odpowiada za te prześladowania?

To była decyzja odgórna, podjęta na poziomie rządu Czeczenii. Zaczęło się od walki z narkomanią wśród młodzieży. Podczas nocnej łapanki w telefonie jednego z zatrzymanych znaleziono gejowską aplikację randkową i zdjęcia jego partnerów seksualnych. Szantażem wymuszono na chłopaku, by ujawnił kontakty swoich partnerów. Był to przypadek, który rozpoczął wręcz niewiarygodną w XXI wieku eksterminację ludzi ze względu na orientację seksualną. Która mogła się rozwinąć z powodu atmosfery hejtu na osoby nieheteronormatywne, obecnego w społeczeństwie.

Torturując kolejne osoby, czeczeńscy policjanci i pracownicy służb uzyskiwali nowe kontakty. Ostatecznie przez tortury i znęcanie się na posterunkach przeszło kilkaset osób, co najmniej kilkadziesiąt zginęło. Wszystko działo się za wiedzą i przyzwoleniem prezydenta Czeczenii – Ramzana Kadyrowa.

Klasyczne pytanie, które dziś stawiamy sobie przy okazji otrucia Nawalnego: czy Putin wiedział?

Kadyrow – namiestnik Putina w Czeczenii – nie tylko wiedział, ale być może brał w tym bezpośredni udział. Według relacji pokrzywdzonych niektórych torturowano w domu Kadyrowa, który osobiście wydawał polecenia katom. Uczestniczył w tym także prokurator Czeczenii oraz inni urzędnicy – cała republika wiedziała, ale cierpienia nielubianej przez Kreml mniejszości przez miesiące były ukrywane.

Czy Putin wiedział od początku? Tego nie da się ustalić. Kiedyś mówił, że w jego otoczeniu są osoby homoseksualne i nic mu do nich, dopóki „się nie obnoszą”. Natomiast w tym przypadku miał przed sobą skutki kampanii nienawiści, którą rozpętało jego otoczenie. Ale ponieważ to na Kadyrowie trzyma się władza Kremla na Kaukazie Północnym, nie zainterweniował. Przez chwilę wydawało się, że sytuacja gejów w Czeczenii zmieniła się na lepsze. Ale dziś słyszymy o nowych przypadkach prześladowania, czyli Putin nie powiedział stanowczego nie. Przyzwolenie na hejt na osoby LGBT jest w tej chwili jednym z filarów jego władzy. Kadyrow wykorzystał archetypiczną niechęć do innego, drzemiącą w czeczeńskiej społeczności, w całym rosyjskim społeczeństwie, której realia putinowskiej Rosji dały rozkwitnąć.

Nie musisz szanować godności innych ludzi, bycie agresywną większością to nic złego – tego typu przekaz od dwóch dziesięcioleci Kreml serwuje Rosjanom. Owszem, Czeczenia jest bardziej konserwatywnym regionem Federacji Rosyjskiej, ale te zbrodnie stały się możliwe nie poprzez konserwatyzm jako taki, tylko poprzez odgórne przyzwolenie na hejt i przemoc wobec społeczności LGBT.

Niewidzialni Czeczeni

czytaj także

Niewidzialni Czeczeni

Nadzieja Olszewska

Czy to przyzwolenie na agresję było powodem do twojego wyjazdu z kraju?

Przeprowadziłem się do Polski dziewięć lat temu. Przed tym przez 13 lat w Rosji walczyłem z presją ze strony otoczenia społecznego i religijnego, walczyłem ze swoją tożsamością. Kiedy wreszcie zaakceptowałem siebie, zrozumiałem, że w Rosji nie czeka mnie szczęśliwa przyszłość. Gdy wyjeżdżałem, nagonka na społeczność LGBT nie osiągnęła jeszcze punktu kulminacyjnego, ale już wtedy czułem, że w tym państwie nie mogę być sobą. W Polsce wtedy czułem się bardziej akceptowany.

A mówią, że Polska zawsze była konserwatywna.

Nie chcę idealizować czasów Platformy, ale były one znacznie spokojniejsze dla społeczności LGBT niż teraz. Owszem, nie mieliśmy praw do zawarcia związków partnerskich, do godnej bezpiecznej tranzycji dla osób trans, ścigania przestępstw nienawiści z powodu orientacji seksualnej i tożsamości płciowej, czuliśmy hejt ze strony niektórych polityków i przedstawicieli kleru, ale ten hejt nie szedł z góry. Była przestrzeń na dialog, próby przekonywania ludzi. Przynajmniej w Warszawie i innych dużych miastach czułem, że panuje tu szacunek dla mojej autonomii i przestrzeni prywatnej. Że jak mieszkam ze swoim chłopakiem, nikt mi przykrości z tego powodu nie zrobi.

Dzisiaj czuję się mniej bezpiecznie, stres mniejszościowy jest kilka razy większy. Co tydzień słyszę o atakach: ktoś prezentował się zniewieściale, miał na sobie coś tęczowego, dowiedziano się, że mieszka z chłopakiem. Aktywiści i aktywistki są na celowniku, partia rządząca i hierarchowie Kościoła katolickiego nie wstydzą się nas odczłowieczać, mówić, że nie jesteśmy równi „normalnym” ludziom i nie należą nam się prawa. Dekadę temu nie wyobrażałem sobie w najgorszych snach, że Polska tak się zmieni.

Porównanie polskiej nagonki na społeczność LGBT do sytuacji w Rosji to przesada czy jest na miejscu?

Widzę dużo wspólnego, ale też dużo różnic. Ogólny stan demokracji w Rosji jest znacznie gorszy niż w Polsce. Ale nie sposób nie zauważyć podobieństwa poszczególnych działań lub zaniedbań ze strony władzy. Owszem, nie będzie w Polsce prześladowań jak w Czeczenii, chociażby z tego powodu, że samorządy nie mają tak daleko posuniętej autonomii prawnej jak republiki wchodzące w skład federacji. Ale bardzo podobną rolę zaczynają odgrywać zawłaszczone przez polityków pojęcia religijne, narracja antyzachodnia czy antyunijna. Jednocześnie w polskiej propagandzie anty-LGBT jest wątek, który w Rosji tak mocno nie zaistniał, czyli zrównanie bycia osobą nieheteronormatywną z byciem pedofilem. To ściąga jeszcze więcej hejtu.

W Rosji karierę zrobił termin gejropa na określenie zdegradowanego Zachodu, który chce zniszczyć rosyjską duchowość. Pewnie wkrótce doczekamy się polskiego odpowiednika.

Margot szkodzi czy pomaga walce o prawa osób LGBT?

Gdy po raz kolejny słyszę od polskich liberałów, że owszem, jesteście pokrzywdzeni, ale musicie być grzeczni, to czuję obrzydzenie i zmęczenie. Ta część establishmentu – nie widzę sprzeczności między byciem w opozycji do władzy a przynależnością do establishmentu – woli, by osoby nieheteronormatywne były grzeczne i miłe, żeby nie pamiętać o nas na co dzień. Słyszę: damy wam te prawa, gdy społeczeństwo dojrzeje. Czyli nigdy.

Wpychanie nas w ramy, w których jednocześnie musimy udowadniać coś poprzez „nieobnoszenie się” oraz być miłym i pokornym jest obrzydliwe, bo pozbawia nas podmiotowości.

Po zatrzymaniach pod KPH 7 sierpnia pisałeś w mediach społecznościowych, że sytuacja w Polsce zbliża się do tego momentu, w którym ty wyjechałeś z Rosji.

Już raz przeprowadziłem się do innego kraju, gdzie myślałem, że jest lepiej. Uciekałem przed Putinem, ale Putin po dekadzie mnie dogonił (śmiech). Chcę mieszkać w kraju, w którym szanuje się moją ludzką godność, gdzie czuję się bezpieczny i akceptowany. Ale nie da się całe życie się przeprowadzać, to jest męczące. Na razie powalczę tutaj.

 

Misza Czerniak – aktywista LGBT, założyciel Chóru osób LGBT i przyjaciół Voces Gaudii, współzałożyciel fundacji Wiara i Tęcza i stowarzyszenia Za Wolną Rosję. Od 9 lat mieszka w Warszawie.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Olena Babakova

| Dziennikarka
Olena Babakova – absolwentka Wydziału Historii Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki, doktorka nauk humanistycznych w zakresie historii Uniwersytetu w Białymstoku. W latach 2011–2016 dziennikarka Polskiego Radia dla Zagranicy, od 2017 roku koordynatorka projektów w Fundacji WOT. Współpracuje z polskimi i ukraińskimi mediami, m.in. „Europejską Prawdą”, „Nowoje Wriemia”, „Aspen Review”, Kennan Focus on Ukraine. Pisze o relacjach polsko-ukraińskich i ukraińskiej migracji do Polski i UE.