Kraj

Dziecięcy oddział psychiatrii ma zostać oddziałem koronawirusowym. A co z dziećmi?

Fot. Kat J/Unsplash

Ministerstwo Zdrowia poprosiło wojewodę mazowieckiego o wskazanie oddziału, który przyjmie dzieci pozostające pod szpitalną opieką psychiatryczną i jednocześnie chore na COVID-19. Tym miejscem ma być Oddział Psychiatrii Wieku Rozwojowego Szpitala Klinicznego w Warszawie.

Oddział ten liczy 20 łóżek i tę funkcję pełnił już w kwietniu i w maju. Jego dotychczasowi pacjenci mają zostać wypisani do 7 listopada. Czy dzieci zostaną wypisane do domów, czy zostaną przeniesione do innych placówek?

„Taki oddział jest niezbędny, by móc leczyć wszystkie dzieci z COVID-19. Wojewoda po konsultacji z placówkami podejmie decyzję. Miejsc dla dzieci chorych bez COVID-19 na pewno nie zabraknie” – informuje nas Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska z biura komunikacji Ministerstwa Zdrowia.

Nie ma innego wyjścia?

Potrzebę stworzenia takiego oddziału potwierdził prof. dr hab. Tomasz Wolańczyk, kierownik Oddziału Klinicznego Psychiatrii UCK WUM. „Biorąc pod uwagę, że Oddział Psychiatrii Wieku Rozwojowego DSK pełnił już taką funkcję w marcu i kwietniu 2020, ponownie wskazano nasz oddział, kierując się zapewne doświadczeniem, centralną lokalizacją oddziału i faktem, że w województwie mazowieckim jest łącznie pięć oddziałów psychiatrii dzieci i młodzieży, które na dziś dysponują 45 wolnymi łóżkami”.

Prof. Wolańczyk podkreśla, że wzrasta liczba zakażeń wirusem SARS-CoV-2 u pacjentów hospitalizowanych na oddziałach psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej. Problemem jest to, że oddziały nie mają możliwości izolowania zakażonych pacjentów − z braku miejsca i kadry.

Z tego powodu dzieci do 14. roku życia, będące pod opieką Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży w Poznaniu, przewożone były do innych województw.

Opuszczone łóżka Oddziału Klinicznego Psychiatrii UCK WUM mają zająć dzieci z całej Polski ze schorzeniami psychiatrycznymi i jednocześnie chorujące na COVID-19. W rozmowie z Wirtualną Polską prof. dr hab. Tomasz Wolańczyk stwierdza, że innego wyjścia nie ma. „Proszę sobie wyobrazić sytuację, że trzeba unieruchomić pacjenta zakażonego koronawirusem, który usiłuje się zabić. Trzeba potrafić to zrobić, dlatego niezwykle ważne jest, aby pacjentów chorych psychiatrycznie i zakażonych umieścić w szpitalu, gdzie znajduje się zarówno oddział psychiatrii dziecięcej, jak i oddział ogólny” − mówi prof. Wolańczyk.

A co z dotychczasowymi pacjentami oddziału?

Decyzja wzbudziła emocje. Pojawiły się głosy, że dla dobrostanu dzieci niezwykle ważne są stałość, poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności.

„Tam jest 20 małych pacjentów na granicy życia, bo takie się kwalifikują do hospitalizacji, szpital jest dla nich realnie ostatnią deską ratunku. […] Wypis do domu i oczekiwanie, co dalej, oznacza dla nich realne zagrożenie życia i zdrowia. Wieść o opuszczeniu bezpiecznego miejsca wywołała u nich nasilenie objawów chorób, przerwała zaufanie do dorosłych, dzieci przestają współpracować. Część małych pacjentów to niedoszli samobójcy, a teraz… Rząd swoim rozporządzeniem naraża te dzieci na śmierć. To nie przesada, to realia. Nie ma zgody na poświęcanie życia dzieci przez nieudolność rządu w walce z pandemią” − czytamy w dramatycznym poście.

Ile jeszcze dzieci i nastolatków musi zginąć, by rząd przejrzał na oczy?

Czy dzieci, pacjenci Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Warszawie WUM, które mają zostać wypisane ze szpitala do 7 listopada, rzeczywiście zostaną wypisane do domów, czy znajdą miejsca w innych placówkach? Czy jest wystarczająca liczba miejsc na innych oddziałach? Zapytaliśmy o to prof. Wolańczyka.

„Cześć pacjentów, u których zakończone zostanie w ciągu najbliższego tygodnia leczenie szpitalne, wypisana zostanie do domu do dalszego leczenia ambulatoryjnego lub leczenia na Oddziale Dziennym Psychiatrii DSK. Część pacjentów z poważnymi powikłaniami somatycznymi zostanie przeniesiona na oddziały pediatryczne DSK, gdzie nadal będą pod opieką personelu Oddziału Psychiatrii Wieku Rozwojowego. Pacjenci, którzy nadal będą wymagali hospitalizacji na oddziale zamkniętym, zostaną przeniesieni na Oddział Dziecięcy i Oddział Młodzieżowy Szpitala w Józefowie, Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Instytutu Psychiatrii i Neurologii oraz Oddział Młodzieżowy Szpitala w Konstancinie-Jeziornej” − brzmi odpowiedź prof. Tomasza Wolańczyka.

Zapytaliśmy też, czy zmiana otoczenia, terapeutów nie odbije się negatywnie na stanie dzieci.

„Według stanu na dziś przewiezienie na inny oddział dotyczyć będzie 6−8 pacjentów, z tego 3−4 osoby przyjęte w ostatnich 2−3 dniach, co do których nie rozpoczął się proces terapeutyczny. Dla maksymalnie czterech osób przeniesienie wiązać się będzie ze zmianą lekarza, spośród nich w terapii są trzy osoby.

Zmiana terapeuty zawsze jest złem, ale biorąc pod uwagę, że np. z oddziału w Józefowie wypisano ze względu na kontakt z COVID-19 i konieczność kwarantanny kilkanaście osób, przerywając ich terapię, a nie zmieniając ośrodek leczący − a sytuacja taka powtarza się cyklicznie na wszystkich oddziałach psychiatrii dzieci i młodzieży − wydaje się konieczne kierowanie się wyborem mniejszego zła” − odpowiedział prof. Wolańczyk.

Tymczasem jednak Oddział Kliniczny Psychiatrii UCK WUM w Warszawie pracuje normalnie, bo wciąż nie nadeszło oficjalne pismo z ministerstwa w tej sprawie. „Do jutra [04.11 − red.] do godziny ósmej prowadzimy ostry dyżur” − poinformował prof. Wolańczyk.

Było źle, jest gorzej

Pisaliśmy już wielokrotnie, że sytuacja w psychiatrii dziecięcej od dawna jest bardzo zła. Że oddziałów jest zbyt mało i że są za małe, a Podlasie nie ma ani jednego oddziału już od dziewięciu lat, kiedy zamknięto ostatni w Choroszczy. W Polsce 9 proc., ok. 630 tys. dzieci i młodzieży, potrzebuje opieki psychiatrycznej i psychologicznej. NIK informuje, że jesteśmy w czołówce Europy. jeśli chodzi o liczbę samobójstw wśród młodzieży. Dzieci popełniają samobójstwa i robią to skutecznie, są one przyczyną połowy wszystkich zgonów w tej grupie wiekowej. Liczba samobójstw w grupie od siedmiu do osiemnastu lat wciąż rośnie. W 2017 r. było ich 730, w 2018 − 772, w już w pierwszym półroczu 2019 r. − 485.

Balicki: Nie jestem od polityki, próbuję reformować psychiatrię

Na 7 milionów dzieci jest zaledwie 362 lekarzy specjalistów psychiatrii dzieci i młodzieży. Najwięcej miejsc w stosunku do liczby mieszkańców ma województwo dolnośląskie, potem lubelskie, źle jest w Wielkopolsce, gdzie liczba miejsc na dziennych oddziałach wzrosła – z 29 do 44 – ale w województwie śląskim miejsc ubyło – ze 132 zostało 81. W Sosnowcu jest 50 łóżek, ale pacjentów – 60.

„Wszystkie łóżka są zawsze zapełnione, a kilka dostawionych materacy skutecznie utrudnia przejście korytarzem. Często to jedna jednostka na całe województwo. Na planowe przyjęcie czeka kolejka pacjentów, rozpisana praktycznie na cały następny rok, a dodatkowo co kilka dni przywożony jest karetką pogotowia na izbę przyjęć nastolatek/nastolatka po próbie samobójczej” − pisał na łamach Krytyki Politycznej Przemysław Waszak. Okazuje się jednak, że może być gorzej.

Żeby dzieci mogły być dziećmi

Walka z kryzysem w psychiatrii to punkt trzynasty na liście spraw, którymi chce się zająć Rada Konsultacyjna wyłoniona właśnie przez Ogólnopolski Strajk Kobiet.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.
Zamknij