Kraj

Finansowanie partii – bogatym będzie dane

Razem i Nowoczesna stracą część subwencji. Możliwe, że nie tylko oni. W polityce, jak w życiu, bogaci się bogacą.

Prasa donosi, że partia KORWIN – dziś, po zmianie nazwy występująca w kolejnym wcieleniu jako „Wolność” – straci subwencję przez… napój energetyczny. Państwowa Komisja Wyborcza stwierdziła, że dzięki sprzedaży i skutecznej kampanii reklamowej „Korwin Energy Drink” partia skorzystała wizerunkowo, a „sposób ukształtowania stosunków prawnych pomiędzy Partią a właścicielem praw autorskich do jej symbolu graficznego, jak pomiędzy Partią a właścicielem strony internetowej www.partiakorwin.pl, zmierzał do obejścia prawa”. Przypadek partii Janusza Korwin-Mikkego to być może najbardziej kolorowy przykład odrzuconego sprawozdania wyborczego w ostatnim czasie – „państwo polskie znów prześladuje przedsiębiorców!” – ale dla wszystkich partii, które spotkała podobna decyzja, sprawa jest poważna. Oprócz Korwina to także Nowoczesna i Razem. W jednym z możliwych scenariuszy finansowania z budżetu nie będzie miała zaś żadna partia parlamentarna poza PiS-em.

W przypadku obydwu nowych partii – Razem i Nowoczesnej – podstawą do utraty części finansowania partii z budżetu było o przelanie środków na konto komitetu wyborczego z pominięciem funduszu wyborczego. O ile jednak partia Ryszarda Petru przelała znaczną kwotę – dwa miliony złotych – Razem pomyliło się o zaledwie dziesięć tysięcy. Przedstawiciele Razem podkreślają też, że błąd został przez nich zauważony w porę i kwota ostatecznie trafiła do funduszu wyborczego. Konsekwencje dla jednego i drugiego ugrupowania mają być jednak równie dotkliwe – znaczna redukcja subwencji (podstawowego dla większości partii sposobu finansowania) w pierwszym roku po wyborach i całkowita utrata na kolejne trzy lata kadencji. Nowoczesna już zapowiedziała, że przyjmuje decyzję PKW i nie zamierza odwoływać się do Sądu Najwyższego – partia nie otrzyma więc z budżetu 18 milionów złotych na swoją działalność. Razem odwoływać się będzie, w ich przypadku chodzi o przyznanie lub nieprzyznanie ponad dziewięciu milionów.

„Fioletowi” nie bez racji argumentują, że jest to kara nieproporcjonalnie wysoka, bo choć błąd został popełniony, to nie ma przekonywujących argumentów na tezę, jakoby partia miała odnieść jakiekolwiek korzyści z owych dziesięciu tysięcy, a ich niezaksięgowanie w porę na rachunku funduszu wyborczego było działaniem w złej wierze.

W kontekście problemów obu partii i ich kolejnych kroków nasuwają się oczywiście pytania o konsekwencje nie wyłącznie dla Razem i Nowoczesnej, ale całego systemu partyjnego. Abstrahując od samej decyzji Sądu – której, zdaje się, nikt kontestować nie będzie – nieprzyznanie subwencji Nowoczesnej i ewentualne oddalenie skargi Razem będzie miało konkretne implikacje polityczne. Prawo i Sprawiedliwość jako najliczniejsza (po PSL-u), najzamożniejsza i otrzymująca najwyższą subwencję partia w oczywisty sposób powiększy swoją przewagę nad opozycją. Nic nie wskazuje, żeby rząd i większość parlamentarna tym razem wchodziły PKW w drogę – utrata finansowania przez trzy (a potencjalnie więcej) partii opozycyjnych to, patrząc z punktu widzenia polityki, przedwczesny prezent gwiazdkowy dla rządu. W mediach pojawiały się już spekulacje dotyczące ewentualnych reform w PKW, w ordynacji wyborczej i w zasadach finansowania – tak, aby na wzór węgierski, wspierały partię rządzącą. Okazuje się jednak, że właściwie nie jest to jeszcze konieczne: PiS jest silne (i bogate) słabością opozycji i nic nie musi robić.

Wcześniej PiS i środowiska prawicy wielokrotnie skarżyły się na rzekomo nieuczciwe wybory (na bazie Solidarnych 2010 stworzono Ruch Kontroli Wyborów) oraz na samą PKW. Związana z PiS niezależna.pl pisała w listopadzie 2014 roku wprost: „oficjalne wyniki wyborów zostały sfałszowane lub zafałszowane na niekorzyść PiS z korzyścią dla PSL”. Wtedy też europoseł Andrzej Duda wzywał do odwołania członków PKW. Wszelkie pretensje i głosy krytyczne po prawej stronie zostały ucięte w momencie wygranej PiS-u w zeszłorocznych wyborach. Kolejne decyzje PKW również były z punktu widzenia Prawa i Sprawiedliwości korzystne. Nie wydaje się jednak, żeby dziś opozycja chciała sięgnąć po ten sam język delegitymizacji instytucji publicznych, co wcześniej PiS, i oskarżać PKW o sprzyjanie władzy – bynajmniej nie rymuje się to z obroną Trybunału i liberalnej demokracji. Z pokorą przyjmuje więc potencjalnie zabójcze rozstrzygnięcia.

Na razie najbardziej ucierpiała Nowoczesna, która w licznych sondażach wskazywana jest jako druga po PiS-ie partia, ale i bez utraty subwencji gorzej będzie się wiodło Platformie. Ta jeszcze w 2013 roku aż jedną czwartą – według obliczeń Fundacji Batorego – swojej działalności finansowała ze składek członkowskich. Im bliżej końca ubiegłej kadencji, tym więcej osób wypisywało się jednak z PO – niektóre szacunki mówią, że dziś była partia rządząca jest o ponad połowę mniej liczna niż w 2013, gdy członkiń i członków PO było 43 tysiące. Na tym lista problemów się nie kończy: niedawno TVP Info donosiło o możliwych konsekwencjach prawnych, z odebraniem subwencji włącznie, dla obu ugrupowań rządzących w koalicji – prokuratura zbada, czy ukazujące się na łamach „Gazety Olsztyńskiej” w trakcie kampanii w 2015 roku artykuły były w istocie materiałami wyborczymi*. Subwencja dla PO to 15,5 miliona rocznie, a dla PSL niecałe pięć milionów.

Razem – w scenariuszu niekorzystnym – chce dalej utrzymywać się z mikropłatności i składek. Choć sam pomysł (i wykonanie od strony technicznej) został ciepło przyjęty w mediach społecznościowych, to dotychczasowe problemy kładą się cieniem na obietnicach założenia przez partię centrów społecznych i „przebicia bańki wielkich miast” – bez budżetowego finansowania będzie to trudniejsze. Kreatywnie i w dość typowy dla siebie sposób do tematu podszedł Kukiz’15. Partia startowała jako komitet wyborczy wyborców, więc nie przysługuje jej subwencja na działalność – Kukiz przekonuje, że przeciwny jest „partiokracji” i finansowaniu ugrupowań z budżetu. Jednak dotacja na kampanię wyborczą, którą KWW otrzymuje, wbrew wcześniejszym deklaracjom przekazał na… fundację związaną z jego klubem poselskim. Jak pisało Oko.Press, a wcześniej „Fakt”, dotacja Kukiza w kwocie ponad dwóch milionów (2/3 całości) zasili fundację znaną wcześniej jako „Dzieło Św. Kingi”, a dziś „Potrafisz Polsko” – we władzach której zasiadają członkowie klubu parlamentarnego Kukiz’15.

Wszystkie powyższe przykładu prowadzą do jednego wniosku: coś tu nie gra. Można stracić subwencję za 10 tys. pomyłki, ale zarazem można też – mimo że prawo zabrania tego komitetom wyborczym wyborców – wzbogacić się na dotacji.

Bogatsi będą jeszcze bogatsi – Prawo i Sprawiedliwość nie miało dotychczas kłopotów z najbardziej nawet innowacyjnymi metodami finansowania swojej działalności. W 2009 roku „Gazeta Wyborcza” podawała, jak partia podpisywała umowy z europosłami zobowiązujące ich do przekazywania 10 tys. euro miesięcznie fundacji związanej z Nowogrodzką – według wyliczeń PiS mógł pozyskać w ten sposób w ciągu kilku lat kilkanaście milionów złotych. PO miało w kampanii kupować artykuły w gazetach i używać pieniędzy samorządów na amortyzowanie kosztów kampanii Bronisława Komorowskiego.

Mechanizm finansowania budżetowego miał prowadzić do wyrównania szans na scenie partyjnej oraz zagwarantować przejrzystość. Zasada jest słuszna, ale wykonanie dziś aż prosi się o jakąś daleko idącą teorię spiskową – o tym, jak to PiS zagłodzi swoich przeciwników za pomocą werdyktów PKW i Sądu Najwyższego. Jeśli Razem nie sprowokuje mody na mikropłatności, a Nowoczesna nie sięgnie do portfeli swoich członków; jeśli PO i PSL zostaną ukarane; KORWIN się nie skutecznie nie odwoła, a Kukiz będzie dalej liczył na przychylność PiS-u w zamian za bycie cichym koalicjantem, to – nawet jeśli powody utraty finansowania przez partie były inne – skutki będą właśnie takie. Będziemy mieli finansowanie budżetowe nie partii w liczbie mnogiej, lecz jednej partii. A chętnych do reformy nie widać. Czy opozycja jest aż tak optymistyczna czy zwyczajnie pogodziła się z porażką?

* Co warte odnotowania: sprawę nagłośnił Ruch Kontroli Wyborów, który raczej nie kryje swoich sympatii dla PiS (i odwrotnie). W rocznicę wyboru Andrzeja Dudy na prezydenta RP, Ruch Kontroli Wyborów umieścił w swoim portalu filmik o wiele mówiącym tytule „Zwycięstwo!”. Prawo i Sprawiedliwość „odwdzięczyło” się dotacją dla Ruchu Kontroli Wyborów ze środków… Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Co do tego, czy Ruch ma doświadczenie i spełnia wymogi, aby realizować wart ponad milion złotych projekt z zakresu promocji Polski za granicą, pojawiają się uzasadnione wątpliwości. Na razie Ruch Kontroli Wyborów sam nie dał się skontrolować – Sieć Obywatelska Watchdog Polska złożyła do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z powodu nieudostępnienia informacji publicznej.

PRO-aborcja-ksiazka-katha-pollit

 

**Dziennik Opinii nr 298/2016 (1498)

Bio

Jakub Dymek

| publicysta, komentator polityczny
Kulturoznawca, dziennikarz, publicysta. Absolwent MISH na Uniwersytecie Wrocławskim, studiował Gender Studies w IBL PAN i nauki polityczne na Uniwersytecie Północnej Karoliny w USA. Publikował m.in w magazynie "Dissent", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku Gazecie Prawnej", "Tygodniku Powszechnym", Dwutygodniku, gazecie.pl. Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press. 27 listopada 2017 r. Krytyka Polityczna zawiesiła z nim współpracę.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.