Kraj, UE

Epidemia pokazała, że europejskie gospodarki zależą od migrantów

Fot. Johnny Mitchell/flickr.com CC BY-NC-ND 2.0

W styczniu 2016 roku premier Beata Szydło powiedziała, że ​​Polska nie może przyjąć syryjskich uchodźców, bo rzekomo wyświadczyła Europie przysługę, przyjmując „milion uchodźców z Ukrainy”. Dziś polscy – i nie tylko – pracodawcy próbują negocjować z Kijowem, aby ukraiński rząd zezwolił im zorganizować czartery dla ukraińskich pracowników sezonowych, a na granicy protestują pracownicy transgraniczni. 

Przez lata populiści nalegali, by migracja w Europie została znacznie ograniczona – uważali bowiem, że imigranci zabierają pracę rdzennej ludności, a w potencjalnym kryzysie będzie problem, by nakarmić swoich, nie mówiąc o obcych. Ale trwająca już dwa miesiące epidemia koronawirusa pokazała coś zupełnie innego: nawet po utracie pracy obywatele UE nie spieszą się do wykonywania nisko płatnych zawodów i pracy fizycznej, a uprawa, dostawa i sprzedaż żywności „białym panom” byłyby niemożliwe bez zagranicznej siły roboczej.

Czy Szwecja to raj dla imigrantów?

czytaj także

Jak zauważył prof. Steven Vertovec, dyrektor niemieckiego Instytutu Maxa Plancka, w ostatnich dziesięcioleciach kraje zachodnie koncentrowały się na wspieraniu imigracji wysoko wykwalifikowanych pracowników, ale epidemia może zmienić ich politykę migracyjną w kierunku ułatwień dla pracowników fizycznych. Podczas koronakryzysu sprzątacze, sprzedawcy, rolnicy, opiekunowie dla starszych i młodszych okazali się zasobem na miarę maseczek i płynu do dezynfekcji.

Migranci to zasób strategiczny

W połowie marca większość krajów europejskich zamknęła granice, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się SARS-CoV-2. Decyzja ta radykalnie wpłynęła na pracowników migrujących ze wschodu na zachód i z południa na północ kontynentu, którzy wypełniają luki na rynkach pracy bogatszych krajów, aby zapewnić lepsze życie swoim rodzinom.

W przypadku polskiej migracji w Wielkiej Brytanii migranci „cyrkulacyjni” stanowią dziś ponad 40 procent, w przypadku migracji ukraińskiej do Polski jest to około 80 procent. Chociaż zamknięcie granic pozostawiło możliwość wjazdu posiadaczom zezwoleń na pobyt i pracę, 14-dniowa kwarantanna, ograniczenie komunikacji naziemnej i zaprzestanie lotów pasażerskich stały się dla migrantów znaczącą przeszkodą.

Już pod koniec marca brytyjski Narodowy Związek Rolników poinformował, że rolnictwo potrzebuje 90 tysięcy pracowników. Sektor, w którym 98 procent zatrudnionych stanowią cudzoziemcy, nie był w najlepszej kondycji już po brexicie, który osłabił popularność Wielkiej Brytanii jako kierunku migracji. Wraz z nadejściem koronawirusa sytuacja się pogorszyła – firmy zaczęły szukać siły roboczej poza UE: w Rosji, Mołdawii, Ukrainie i na Barbadosie.

W kwietniu dziesiątki czarterów z pracownikami rolnymi przyleciały na Wyspy z Bułgarii i Rumunii. Zamówienie samolotu pasażerskiego na 200 miejsc z Sofii do Londynu kosztuje ponad 45 tysięcy funtów, ale brytyjski biznes jest gotowy za to zapłacić. Pomimo że ponad 3 miliony Brytyjczyków straciły pracę z powodu lockdownu, nikomu nie spieszy się do pracy na roli – do sektora trafiają głównie cudzoziemcy, którzy wcześniej pracowali w restauracjach i hotelach.

Podobnie sytuacja wygląda w Austrii. Austriacy organizowali czartery nie tylko dla robotników rolnych, ale też dla personelu medycznego. Ponad 200 pracowników medycznych z Sofii i Timişoary przyleciało do Dolnej Austrii, aby zapobiec głodowi kadrowemu w lokalnym systemie opieki zdrowotnej. Miejscowa izba handlowa zapłaciła za ich pobyt w hotelu – w tym podczas 14-dniowej kwarantanny.

Lekarzom imigrantom ciężko w Polsce wrócić do zawodu

W Niemczech na to, że lokalni rolnicy w szczycie sezonu nie mają wystarczającej liczby pracowników zagranicznych, narzeka… AfD. Thomas Ehrhorn, zastępca szefa komisji ds. żywności i rolnictwa Bundestagu z ramienia AfD stwierdził, że rząd Angeli Merkel ignoruje potrzeby rolników, uniemożliwiając wjazd do kraju „osobom [z zagranicy – red.], które przynoszą ogromne korzyści naszym mieszkańcom”. Ale co AfD, to AfD: Ehrhorn przy okazji wypomniał Merkel otwarcie granic w 2015 roku.

W ten sposób w ciągu kilku tygodni migranci w UE z rezerwowych graczy awansowali na zawodników pierwszego składu. Fiński rząd zorganizował czartery dla 1500 pracowników z Ukrainy i krajów bałtyckich, uzasadniając to koniecznością zapewnienia „bezpieczeństwa dostaw żywności na poziomie krajowym”.

Indie: Wirusa można zwalczyć, głodu nie

czytaj także

Komisja Europejska szacuje, że około jedna trzecia pracowników w UE zatrudniona jest w tzw. sektorach kluczowych – edukacji, rolnictwie, inżynierii, opiece, sprzątaniu i pomocy społecznej – 13 procent z nich to migranci. Jednocześnie autorzy badania zauważają, że wśród tych „kluczowych pracowników” migranci pracują w najtrudniejszych i nisko opłacanych zawodach.

Nowe ściany

Podczas gdy stara Europa zastanawia się, czy etyczne jest zapraszanie obcokrajowców do pracy podczas pandemii, narażając ich na kontakt z wirusem, na Wschodzie roztrząsa się inny dylemat – narazić zdrowie obywateli czy zezwolić na długotrwały uszczerbek na ich komforcie finansowym.

Podczas koronakryzysu sprzątacze, sprzedawcy, rolnicy, opiekunowie dla starszych i młodszych okazali się zasobem na miarę maseczek i płynu do dezynfekcji.

Uderzającym przykładem jest sytuacja polskich pracowników przygranicznych na Śląsku Cieszyńskim i ścianie zachodniej. Od dwóch dekad dziesiątki tysięcy mieszkańców Polski codziennie wyjeżdżały stąd do ​​pracy do Niemiec lub Czech. O ile pod koniec marca wciąż mogli codziennie przekraczać granicę bez kwarantanny po powrocie do Polski, od początku kwietnia musieli wybrać między rodziną a pracą.

A przecież nie wszystkich stać na to, by wynająć dodatkowe mieszkanie w pobliżu miejsca pracy. Co prawda niemieckie landy przygraniczne jeszcze pod koniec marca zaoferowały Polakom diety na wynajem lokum, ale już w Czechach polskim pracownikom sugerowano, by sami zapłacili za miejsce w hotelu robotniczym, jeżeli chcą zachować pracę. Tak czy inaczej – wydatki na wynajem mieszkania dla rodziny w Polsce w tym czasie pozostają bez zmian. Dlatego 24 i 25 kwietnia setki osób udały się na wiece protestacyjne w Zgorzelcu, Słubicach, Porajowie i Cieszynie, domagając się, aby pracownicy przygraniczni mogli przekraczać granicę bez kwarantanny, tak jak to robią kierowcy tirów.

– Około 13 tysięcy osób w samym naszym powiecie pozostało bez pracy z powodu zakazu podróży do Czech – mówi Damian, jeden z organizatorów cieszyńskiego „protestu-spaceru”. – Nie możemy nic dostać w ramach czeskiej tarczy. Tylko nieliczni z nas pracowali na umowie o pracę i mogli uzyskać postojowe. Wielu znajomych już wyprowadza się z Cieszyna – po miesiącu bez pracy nie mają za co wynająć mieszkania. Na naszej grupie na Facebooku widziałem posty, w których ludzie prosili o pieniądze na jedzenie. Pod koniec kwietnia czeskie fabryki zaczęły się otwierać, zostaliśmy wezwani do pracy, ale nie możemy się pojawić! Istnieje realne zagrożenie, że wylądujemy na bruku z dnia na dzień. W naszej okolicy nie ma pracy, wszystkie firmy też cierpią z powodu zamknięcia granicy. Pojechałbym po pracę do Katowic, ale czym dojadę, gdy transport nie funkcjonuje?

Dworzec pojawił się w poniedziałek

Początkowo premier Morawiecki zignorował postulaty protestujących, ale przed majówką jednak zniósł obowiązek kwarantanny dla pracowników transgranicznych od 4 maja. Mimo to 3 maja w Cieszynie odbył się drugi „Protest przeciwko granicy”. Uczestnicy pokazali rządowi „czerwoną kartkę” – zamknięcie granicy zdestabilizowało ich życie, dlatego domagają się od rządu specjalnego pakietu pomocy, którego im nie zapewnia ani polska, ani czeska tarcza.

Pańszczyzna czy troska?

Przypadek Zgorzelca i Cieszyna pokazuje, w jakim stopniu lokalne społeczności zależą od dochodów migrantów. Podobnie w ostatnich latach wygląda sytuacja na Ukrainie, skąd ponad dwa miliony obywateli wyjechały pracować za granicą. Według szacunków Narodowego Banku Ukrainy w zeszłym roku przekazali do kraju ponad 16 miliardów dolarów, co stanowi ponad 10 procent PKB.

Czy migranci zostaną w Polsce? Dowiemy się 10 kwietnia

W kwietniu rządy wielu krajów europejskich zaczęły zwracać się do Kijowa z prośbą o zorganizowanie dla nich czarterów z pracownikami. Na przykład Finlandia zainteresowana jest co najmniej dziesięcioma lotami. Z kolei prezes agencji pracy Personnel Service Krzysztof Inglot powiedział mediom, że dogaduje szczegóły czarteru z ukraińskimi pracownikami do Wrocławia.

Premier Denys Szmyhal nie kryje sceptycyzmu wobec takich próśb: jeżeli Ukraińcy stracą pracę bądź rozchorują się w Europie, to – zdaniem premiera – na Ukrainie spocznie kosztowny obowiązek ewakuacji obywateli. Jako główny powód ograniczeń wyjazdów zarobkowych Szmyhal podaje chęć wykorzystania wykwalifikowanych w Europie kadr na Ukrainie. Premier twierdzi, że praca dla migrantów znajdzie się w kraju – tylko że nawet jeśli to prawda, ukraińscy pracownicy zarobią 3–4 razy mniej niż w Polsce.

Sytuacja zaogniła się, gdy 29 kwietnia ukraińska Państwowa Służba Lotnicza pod naciskiem rządu przez dziewięć godzin nie zezwoliła na wylot czarteru pracowników sezonowych z Kijowa do Londynu. W mediach społecznościowych zawrzało: ukraiński rząd został oskarżony o powrót do pańszczyzny i najgorszych praktyk ZSRR. I choć nieszczęsny samolot w końcu dotarł na lotnisko w Heathrow, władze zapowiedziały, że w przyszłości odlot każdego takiego samolotu będzie wymagał zgody rządu.

Największym paradoksem jest to, że granice lądowe Ukrainy są ciągle otwarte na wyjazd. Według ukraińskich mediów w kwietniu granicę z Polską codziennie przekraczało kilkaset osób. Zakaz czarterów z pracownikami migracyjnymi to nie tyle ogólny zakaz podróży, ile demonstracja bardzo archaicznego modelu zarządzania, w ramach którego pan miłościwie zezwala chłopu pracować poza folwarkiem. Państwo ukraińskie pod pozorem ochrony praw migrantów zarobkowych próbuje wprowadzić filipiński model kontroli migracji, w którym opuszczenie kraju jest możliwe tylko za zgodą specjalnej agencji państwowej. Co w przypadku Ukrainy będzie stanowić żyzną glebę dla rozkwitu korupcji.

W ustach ukraińskich urzędników frazesy o legalnym zatrudnieniu i ochronie zdrowia migrantów nie brzmią zbyt wiarygodnie, ale temat ten od tygodni omawiany jest przez jakościową prasę i badaczy migracji. W artykule zatytułowanym Czy zapasy żywności w Europie Zachodniej są warte więcej niż zdrowie pracowników w Europie Wschodniej? Costi Rogozanu i Daniela Gabor nie owijają w bawełnę:

„Ścinacze szparagów, zbieracze sałaty i opiekunowie medyczni wykonują dziś najbardziej wydajną formę pracy w Europie: tanią, wysoce produktywną i zazwyczaj na czarno – chociaż bywa to praca upokarzająca i stanowiąca zagrożenie dla zdrowia publicznego. Europejska ekonomia polityczna stworzyła uniwersalnego postkomunistycznego żołnierza, zdolnego do przekształcania się z robotnika rolnego w opiekuna, a z opiekuna w pracownika budowlanego wraz ze zmianą pór roku. Swoboda przemieszczania się przekształciła się w pęd za przetrwaniem, a nawet i ten przywilej został zarezerwowany dla osób sprawnych fizycznie [przeł. OB]”.

Kaja Puto: Przestańmy udawać, że pytanie o migrantów zaczyna się od „czy”

Podczas epidemii koronawirusa migranci zrobili i dalej robią wiele, aby umożliwić społeczeństwom europejskim przejście przez lockdown z minimalnym stresem, a rządom narodowym w Europie Środkowo-Wschodniej – zaoszczędzić na pomocy dla bezrobotnych obywateli. Być może ostatnie tygodnie nareszcie przybliżą Europejczykom myśl, że wpuszczając do kraju migrantów zarobkowych, nie tyle okazują gościnność, ile dbają o siebie.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Olena Babakova

| Dziennikarka
Olena Babakova – absolwentka Wydziału Historii Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki, doktorka nauk humanistycznych w zakresie historii Uniwersytetu w Białymstoku. W latach 2011–2016 dziennikarka Polskiego Radia dla Zagranicy, od 2017 roku koordynatorka projektów w Fundacji WOT. Współpracuje z polskimi i ukraińskimi mediami, m.in. „Europejską Prawdą”, „Nowoje Wriemia”, „Aspen Review”, Kennan Focus on Ukraine. Pisze o relacjach polsko-ukraińskich i ukraińskiej migracji do Polski i UE.