Kraj

Dauksza: Przepisy służą hodowcom, nie zwierzętom

Żeby wprowadzić zakaz hodowli zwierząt na futra, wystarczy dodać jedno zdanie w ustawie.

Marcin Gerwin: Od ponad dwóch lat czeka na rozpatrzenie w Sejmie obywatelski projekt ustawy o ochronie zwierząt, który obejmuje m.in. całkowity zakaz hodowli zwierząt na futra. Czy ta propozycja może liczyć na poparcie społeczne?

Julia Dauksza, Stowarzyszenie Otwarte Klatki: Z ostatniego sondażu, który przeprowadził w Polsce instytut Homo Homini na początku tego roku, wynika, że 55 procent społeczeństwa popiera wprowadzenie zakazu hodowli wszystkich zwierząt futerkowych. W większości są to kobiety. Zakaz ma także duże poparcie wśród ludzi młodych – w przedziale wiekowym 18-35 lat jest to blisko 70 procent. Wpisuje się to w tendencje widoczne w całej Europie. Ludzie coraz lepiej zdają sobie sprawę z tego, z jakimi problemami i z jakim cierpieniem wiąże się hodowla futrzarska. Pod projektem ustawy o ochronie zwierząt podpisało się 200 tysięcy osób, nie jest więc tak, że wprowadzenia zakazu domaga się jedynie Stowarzyszenie Otwarte Klatki.

Dlaczego jednak taki zakaz jest potrzebny? Od jednego z posłów, który jest członkiem Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt, usłyszałem, że zwierzętom hodowanym na futra wcale nie jest źle, bo muszą być zadbane i mieć dobre warunki, żeby ktoś chciał potem kupić ich futra. Jak podkreślał, w interesie hodowców jest dbanie o zwierzęta.

Jest to obiegowa opinia, którą podtrzymują hodowcy. Warunki na fermach mogą być zgodne z prawem, z regulacjami. Natomiast to, czy te regulacje odpowiadają realnym potrzebom zwierząt, to już zupełnie inna kwestia. Śledztwa, które były prowadzone przez dwa lata z rzędu na fermach futrzarskich w Polsce, pokazały, że nawet tam, gdzie przepisy były respektowane – klatki były odpowiedniej wielkości, a zwierząt nie było w nich zbyt dużo – występowały te same problemy co na fermach, gdzie przepisy były naginane bądź łamane.

Na większości ferm udokumentowano zwierzęta w złym stanie, okaleczone, gryzące się nawzajem. U niektórych zwierząt widać było zaburzenia psychiczne – były apatyczne, skrajnie osowiałe lub cierpiały na stereotypię. Chodzi tu o zwierzęta miotające się w klatkach, powtarzające wciąż te same czynności lub wygryzające sobie sierść. Zarejestrowane zostały także przypadki kanibalizmu wśród zwierząt. Na wielu fermach, które hodowcy mogliby wskazać jako modelowe, znaleziono martwe zwierzęta. Powiedziałabym, że była to dość reprezentatywna próba dla polskiej hodowli.

Przepisy, które określają minimalne warunki hodowli zwierząt futerkowych, w żaden sposób nie chronią zwierząt przed cierpieniem. Są one w Polsce tak skonstruowane, aby utrzymanie zwierząt było jak najbardziej opłacalne dla hodowców.

Jeżeli jakiś procent zwierząt będzie miał futro okaleczone, w gorszym stanie, to nie jest to problemem dla hodowcy. W skali całej hodowli jest to strata, na którą może on sobie pozwolić. Futra takich zwierząt mogą być zresztą wykorzystane do produkcji dodatków futrzarskich, więc okaleczona głowa norki niewiele hodowcy przeszkadza.

Jakie zwierzęta są w Polsce najczęściej hodowane na futra?

Najpopularniejsze są norki amerykańskie. Hodowcy podają, że mają ich w Polsce 10 milionów. Jest to liczba ogromna, jednak ustalenie rzeczywistego rozmiaru hodowli nie jest łatwe. Ta branża jest stosunkowo mało kontrolowana i na przykład część inspekcji weterynaryjnych nie gromadzi danych na ten temat. Uznaje się więc deklaracje hodowców.

Ile norek może być trzymanych na jednej fermie?

Większość norek w Polsce hodowana jest na dużych fermach przemysłowych. W zasadzie jest to produkcja, a nie hodowla. Bardziej trafne jest określenie, że jest to wysokotowarowa produkcja zwierząt, których skóry stanowią surowiec. Nie jest to opieka nad zwierzętami. Na największej fermie w Polsce utrzymuje się 200 tysięcy zwierząt. Jest to liczba deklarowana.

Jak wygląda cykl hodowli norki?

Hodowca utrzymuje na swojej fermie tzw. stado podstawowe, czyli przeznaczone do rozrodu. Samice z tego stada rodzą każdego roku dwoje do pięciorga młodych. Te zwierzęta żyją niecały rok, od wiosny do jesieni. Latem oddziela się je od matki i rozmieszcza w klatkach. Zgodnie z przepisami w jednej klatce można trzymać do czterech norek. Minimalna wielkość klatki dla jednej norki to 30×60 centymetrów. Przez te kilka miesięcy życia norki przybywają cały czas w klatkach. Podawana jest im karma, czyli zmielone odpady mięsne, które rzuca się na wierzch klatki. Jesienią są wyjmowane z klatek, gazowane i skórowane.

Gazowane?

Wrzuca się je do specjalnej przewoźnej komory, w której są duszone dwutlenkiem węgla.

Dokąd trafiają potem futra norek? Czy sprzedaje się je w Polsce?

Futra z Polski wysyła się na zagraniczne aukcje. Część skór z Polski trafia do USA i Kanady, większość jednak sprzedaje się na aukcjach w Danii czy Finlandii. Największych zakupów na aukcjach dokonują potem Chiny, Rosja, Hong Kong, Grecja, Turcja i Korea Południowa.

Jaka jest cena futra jednej norki?

Futro najpowszechniej hodowanych odmian kolorystycznych norek sprzedaje się na aukcjach po co najmniej 25-30 Euro za sztukę, czyli w okolicach 200 zł. Zysk jest duży, gdyż wymagania, które stawia się hodowcom, są niskie.

W jakich państwach Europy udało się do tej pory wprowadzić zakaz hodowli zwierząt na futra?

Całkowity zakaz wprowadzono w Holandii, Wielkiej Brytanii, Austrii, Chorwacji oraz w Bośni i Hercegowinie. W wielu państwach hodowla norek zanika, na przykład w Niemczech pozostało już tylko 9 ferm norek.

Klatki muszą tam mieć rozmiar co najmniej 3×2 metra. W Szwajcarii przepisy są tak restrykcyjne, że gdyby hodowcy ich przestrzegali, to hodowla by się im całkowicie nie opłacała. Dlatego też nie ma tam ferm futrzarskich. Dobrze to pokazuje, dlaczego hodowcy bronią się, jak mogą, nawet przed drobnymi zmianami w przepisach, które dotyczą warunków, w jakich muszą trzymać zwierzęta. Zagraża to opłacalności hodowli.

A ile ferm norek jest w Polsce?

Co najmniej trzysta. To już połowa wszystkich ferm futrzarskich w Polsce. Każdego roku otwierają się kolejne, na coraz większą ilość zwierząt. Rozbudowują się też istniejące.

W cieniu potentatów zajmujących się hodowlą norek kryją się też fermy, na których przetrzymywane są lisy. Przedstawiają one żałosny widok – gdyby takie warunki udokumentowano w jakimkolwiek schronisku dla zwierząt, byłaby afera na całą Polskę. A lisy to dzikie zwierzęta, które jeszcze bardziej potrzebują przestrzeni i aktywności. Przetrzymywanie ich w klatce jest okrucieństwem, którego skutkiem jest ogromne cierpienie zwierząt.

Do tego, by wprowadzić zakaz hodowli, wystarczy dodać jedno zdanie w ustawie: „Zabrania się chowu zwierząt futerkowych w celu pozyskiwania futer”. Czy widzisz na to szanse w Sejmie?

To jest jedno zdanie, jednak wiąże się z nim konieczność wygaszenia całej branży. W Holandii przyjęto 12-letni okres przejściowy, który i tak się przesuwa. Hodowcy odwołali się od zakazu i na jakiś czas udało się go uchylić. Uzasadnieniem ich odwołania były oczywiście straty, które poniosą. Jednak do czasu rozstrzygnięcia apelacji wciąż nie mogą budować ani też rozbudowywać ferm. W Holandii przeważyły argumenty etyczne i nacisk ze strony społeczeństwa.

Wprowadzenie zakazu w Polsce nie będzie łatwe, gdyż producenci zwierząt futerkowych silnie strzegą swoich interesów. To przemysł, który przynosi duże zyski, co prawda wąskiej grupie ludzi, jednak nie ma ona zamiaru z tych zysków rezygnować.

Jest to grupa, która ma duży wpływ na polityków i ma poparcie przynajmniej części posłów w Sejmie.

Politycy powinni jednak reprezentować społeczeństwo, a większość społeczeństwa, jak wynika z badań, opowiada się za wprowadzeniem zakazu hodowli zwierząt na futra. Niektórzy posłowie zapewniają, że rozumieją problem, jednak w praktyce nie robią niczego, by go rozwiązać. Brakuje wiarygodnych informacji na temat tego, co dzieje się na fermach, które nie pochodziłyby od hodowców, a na przykład od Najwyższej Izby Kontroli. Hodowcy podkreślają, że spełniają wymagane prawem normy, jednak nie działają oni w interesie zwierząt, lecz w swoim własnym.

Jak odbierają wasze działania hodowcy? Z jakimi reakcjami się spotykacie?

Hodowcy wykorzystują różne środki, by podważać wiarygodność naszych materiałów oraz naszą motywację – od artykułów w mediach internetowych aż po komentarze pod tekstami, także z fikcyjnych kont. W ostatnich dniach okazało się, że jeden z największych hodowców norek w Polsce, Rajmund Gąsiorek (właściciel wspomnianej fermy na 200 tysięcy norek) złożył przeciwko zarządowi Otwartych Klatek pozew o zniesławienie. Utrzymuje, że nagrane u niego materiały są nieprawdziwe. Chodzi tu o śledztwo z ubiegłego roku i raport „Drapieżny biznes”, w którym udokumentowana została między innymi jego ferma. Spodziewaliśmy się, że może do tego dojść i zamierzamy to wykorzystać jako możliwość potwierdzenia przed sądem tego, co pokazaliśmy w raporcie.

Zdaniem właściciela fermy wszystko na niej jest w porządku?

Uważa, że na jego fermie nie ma cierpiących zwierząt. Utrzymuje, że przepisy dotyczące warunków utrzymania zwierząt są dobre, że przestrzega ich, a skoro tak, to nie może się przyczyniać do cierpienia zwierząt. Jesteśmy jednak w stanie udowodnić, że nasze materiały są prawdziwe. Sprawa ta nie ma większego wpływu na naszą kampanię i już niedługo planowane są kolejne działania.

Julia Duaksza – aktywistka stowarzyszenia Otwarte Klatki. Od dwóch lat obserwuje przemysł futrzarski i społeczny opór przeciwko tworzeniu nowych ferm, który stara się nagłaśniać i wspierać. Mieszka na wsi pod Wrocławiem.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Marcin Gerwin

| Specjalista ds. zrównoważonego rozwoju i partycypacji
Specjalista ds. zrównoważonego rozwoju i demokracji deliberacyjnej. Z wykształcenia politolog, autor przewodnika po panelach obywatelskich oraz książki „Żywność przyjazna dla klimatu”. Współzałożyciel Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej, publicysta Krytyki Politycznej.