Felieton

Dlaczego Lichocka się wyłga

Fot. twitter/instagram, fotoedycja KP

Opozycja powinna przy każdym wjeździe do miasta postawić bilbord z fakulcem Lichockiej i komunikatem, „gdzie PiS ma onkologię”.


Wbrew kolejnym kłamstwom Joanny Lichockiej ona naprawdę pokazała „faka” na sali sejmowej. Owszem, nie chciała zrobić tego ostentacyjnie, jak pisowski poseł Piotr Pyzik, ale tak po gówniarsku, licząc, że nikt nie zauważy. Niestety zauważono, a filmik ukazujący całą sekwencję zdarzeń dowodzi, że nie tylko była z tego gestu zadowolona, ale że jeszcze na koniec coś innym na pełnej bucie odpyskowała.

Oczywiście serwowane obecnie przez Lichocką całe to jej śliskie non-apology, tak bardzo przypominające przeprosiny panów złapanych na seksizmie albo rasizmie, nie wynika bynajmniej z faktycznego żalu. Ba, nie wynika nawet z troski o partię i o to, czy elektorat się nie wkurzy. Wynika z grobowej miny samego Kaczyńskiego, który był na ten gest autentycznie wściekły.

Tak jak Lenin słusznie miał ponoć zauważyć, że kino jest najważniejszą ze sztuk, bo najłatwiej dotrzeć za jego pomocą do niepiśmiennego chłopa i robotnika, tak siłę obrazów, zwłaszcza ruchomych, doskonale rozumie Jarosław Kaczyński. Przy dzisiejszym przesycie infotainmentem, przy niemożliwości wyjaśnienia skomplikowanej afery KNF, Srebrnej, SKOK-ów nawet na kilku szpaltach popularnych tygodników obraz staje się bogiem. Tak, to banał, że stajemy się społeczeństwem obrazkowym, od Twittera, przez Instagram, po YouTube i Tik Toka. Ale jakoś tak się zdarzyło, że właśnie z tego banału polityczne wnioski najbardziej serio wyciągnął Kaczyński. Dlatego pozwolił sobie publicznie obsztorcować Dominika Tarczyńskiego, gdy ten przesadził w chamskim ataku na Jacka Protasiewicza. Dlatego, gdy sam wyzywał z mównicy sejmowej, następnego dnia kajał się w TVP. I dlatego właśnie to TVP dostanie 2 miliardy złotych, a nie chorzy na raka. W końcu dysponujący partyjnymi milionami Kaczyński albo dysponująca odziedziczonymi milionami Lichocka raczej na Ursynowie w kolejce do Centrum Onkologii nie musieliby czekać.

Kaczyński zrozumiał, że obraz jest wszystkim, bo jak każdy populista ma jak najgorsze mniemanie o własnych wyborcach i wie, że tak jak papier da się zawsze przykryć papierem, tak papierem niekoniecznie przykryje obraz. Kto jeszcze pamięta, jak miliardowa afera SKOK i wyprowadzanie pieniędzy do Luksemburga zostały załatwione zdjęciem Komorowskiego z członkiem rady nadzorczej SKOK-u na… oficjalnej premierze filmu Bitwa warszawska? Kto pamięta, jak kilka osób chodziło za Komorowskim w kampanii wyborczej tylko po to, by naświetlić jego wpadki i potem go w mediach „zlinczować”, o czym opowiadano z zadowoleniem i dumą?

Kaczyński to wszystko rozumie, opozycja już niekoniecznie. Owszem, kilka lat temu pewnym nowym standardem były memy Razem, ale dziś na nikim to już nie robi wrażenia.

Tymczasem opozycja dostaje prezent, ba, prezent lewicowy. Moment, w którym neoliberałowie z PO po tylu latach wpadają wreszcie na pomysł, że można PiS-owi robić sprawdzian nie wolnymi sądami, a postulatami socjalnymi, jest przecież idealnym czasem, by cała opozycja razem pokazała, jak bardzo wyborcy socjalni traktowani są przez PiS jak masa, która ma tylko generować głosy „nowej klasie”. I teraz, gdy Lichocka przy wyborze, czy dać na onkologię czy na TVP, pokazuje na sali sejmowej „spierdalaj”, dostaje opozycja prezent, którym, gdyby tylko coś takiego dostali, pisowcy graliby non stop. Nie pierwszy to zresztą prezent. Poseł Pyzik, Kaczyński na mównicy krzyczący o zdradzieckich mordach, kobieta, która dała w twarz na jednej z demonstracji, bicie kobiet przez faszystów na marszach i umorzenia prokuratorskie czy pomysły, aby radny Piasecki za katowanie żony dostał tylko wyrok prac społecznych. Dostaje to opozycja, ale nic z tym nie robi. Nie potrafi zrobić sporu, prostego filmiku w sieci, wreszcie nie potrafi przy każdym wjeździe do miasta postawić bilbordu z fakulcem Lichockiej i komunikatem, „gdzie PiS ma onkologię”.

Jestem przekonany, że tak jak miesiąc po filmie o kościelnej pedofili Sekielskiego to lewica miała się tłumaczyć z gender i LGBT i tak jak miesiąc po szczuciu przez Ministerstwo Sprawiedliwości w ramach akcji „małej Emi” to sędziowie dostali ustawę kagańcową, tak teraz znowu opozycja będzie się musiała tłumaczyć z hejtu i braku standardów. Tak bowiem działa zorganizowany przemysł nienawiści vs opozycyjni amatorzy w białych rękawiczkach. Już teraz opozycyjni macherzy nie rozumieją, że w sprawie Lichockiej nie tyle gest naruszenia powagi Sejmu jest najważniejszy, ale to, że zamiast dać umierającym ludziom 2 miliardy, ktoś wolał je dać Kurskiemu i jego koleżeństwu.

Jeśli opozycja nie potrafi nawet tego rozegrać spotami, filmikami i bilbordami, to znaczy, że być może zasługuje na gest, który pokazała jej Lichocka.

Opublikowany przez Macieja Stuhr Piątek, 14 lutego 2020

Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.