Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Kto urodzi nowych obywateli? Polskie miasta się wyludniają. Rzeszów idzie pod prąd

W średnich miastach Polski z roku na rok rodzi się coraz mniej dzieci. Prezydenci mogą zaakceptować starzenie się społeczeństwa albo wszelkimi sposobami zachęcać do rodzicielstwa. A może jest trzecie rozwiązanie?

Walka

– Pamiętam piątki, chyba w czwartej klasie, kiedy zaczynaliśmy lekcje o 13, a kończyliśmy o 18. Odbierałem jako wielką niesprawiedliwość fakt, że inni mieli „na rano” – opowiada Piotr. Pod koniec lat 80. poszedł do pierwszej klasy ówczesnej PSP nr 40 w Radomiu. Była to największa podstawówka w mieście i jak wiele ówczesnych szkół pracowała na dwie zmiany. Wybudowano ją na nowym osiedlu Południe, gdzie wprowadzały się głównie pary z małymi dziećmi. W szczytowym momencie uczyło się w niej ponad 1800 uczniów. Wiele roczników liczyło po dziesięć czy jedenaście klas.

Dziś, po wprowadzeniu i cofnięciu reformy gimnazjalnej, znów jest tu podstawówka, teraz o numerze 17.

– Gdy w 2021 roku zaczynałem pierwszą kadencję, mieliśmy 530 uczniów. Teraz jest ich prawie 750, spora część z innych obwodów – mówi Marek Lipiec, dyrektor PSP nr 17. – Oferujemy rodzicom partnerstwo w rozwiązywaniu problemów, wsparcie emocjonalne dzieciaków, nowoczesne wyposażenie sal, nowe boiska i duży plac zabaw. Dzięki temu osoby spoza osiedla decydują się dowozić dzieci do nas. Ale kolejny tak duży wzrost liczby uczniów wydaje się mało prawdopodobny.

Teraz w roczniku są trzy lub cztery klasy, większość kończy lekcje do godz. 14, pojedyncze o 15:20. Szkoła użycza trzy sale pobliskiemu przedszkolu.

Czytaj także Czy prawica chce więcej dzieci, czy więcej tradycyjnych rodzin? Jakub Majmurek

Nie ma matek, nie będzie dzieci

Kryzys demograficzny w szkołach i przedszkolach widać w danych Głównego Urzędu Statystycznego. W wydanym jesienią 2026 roku raporcie Sytuacja demograficzna Polski do 2025 r. autorki wyliczają, że współczynnik dzietności spadł poniżej 2 dzieci na osobę w 1990 roku, a w 1997 r. poniżej 1,5. W 2025 r. wynosił już tylko 1,068. Gdy wartość współczynnika przez dłuższy czas utrzymuje się poniżej 1,5, dochodzi do nieodwracalnych zmian w strukturze ludności. Mówiąc wprost, dzieci nie będzie przybywać, bo ubywa kobiet w wieku produkcyjnym.

W 2025 r. urodziło się 238 tys. Polek i Polaków. W szczytowym roku 1983 trzykrotnie więcej – 723 tys. W 1990 roku było w Polsce 11,3 mln dzieci i młodzieży (0-17 lat), co stanowiło prawie 30 proc. społeczeństwa. Dziś to 6,6 mln – niespełna 18 proc.

Jednocześnie przybywa seniorów. W 1990 roku było ich 4,8 mln, dziś prawie 9 mln. Odsetek osób po 60. roku życia wzrósł z 12 do 24 proc. Z wyjątkiem lat 2020 i 2021, gdy przez świat przechodziły pierwsze fale pandemii koronawirusa, śmiertelność w Polsce utrzymuje się na stałym poziomie ok. 400 tys. rocznie.

„Dane wskazują na systematyczny spadek liczby ludności Polski i jej dalsze starzenie się. W najbliższych latach trendy te będą się utrzymywać, dlatego powinny być podejmowane odpowiednie działania mające na celu adekwatne przygotowanie społeczeństwa i instytucji publicznych do przewidywanej sytuacji demograficznej w kraju”– podsumowują raport autorki.

Specjalna Strefa Demograficzna. Inwestycja bezzwrotna

Samorządy od kilkunastu lat zdają sobie sprawę, że bez ciężkiej pracy będzie trudno nie tylko odwrócić trend, ale nawet zatrzymać.

W 2014 roku województwo opolskie wdrożyło program Specjalnej Strefy Demograficznej (rok później nazwę zmieniono na Opolskie dla Rodziny). „Zakładał on realizację działań mających na celu tworzenie sprzyjającej atmosfery dla zakładania rodziny, organizacji skutecznej i nowoczesnej edukacji, prowadzenia działalności gospodarczej i wsparcia seniorów, które ujęte zostały w czterech pakietach. Był nowatorską próbą zatrzymania niekorzystnych zmian demograficznych zachodzących w regionie, związanych z migracjami, starzeniem się społeczeństwa i ujemnym przyrostem naturalnym” – można przeczytać na stronie programu.

Formalnie zakończył się on w 2020 roku, ale założenia są kontynuowane. Mimo to jest coraz gorzej. Gdy powstawało województwo w obecnym kształcie, miało 1,082 mln mieszkańców. W 2013 roku, tuż przed rozpoczęciem programu – 1,006 mln. W 2020 r. – 976 tys., a w 2025 – 923 tys. Lepiej nie będzie. W raporcie Sytuacja demograficzna województwa opolskiego w 2025 r. autorki konkludują: „Niekorzystne tendencje wynikają także z prognozy ludności do 2060 r. Zgodnie z jej wynikami liczba mieszkańców w województwie będzie systematycznie zmniejszać się. W 2060 r. ich liczba wyniesie 691,9 tys. i będzie o 25,1proc. mniejsza niż w 2025 r. (w kraju – o 17,2 proc.). […]. W 2060 r. liczba zgonów będzie blisko trzykrotnie większa od liczby urodzeń (12,3 tys. wobec 4,3 tys.)”.

Kurczy się też samo Opole. W 2000 roku miało 130 tys. mieszkańców, a 16 lat później 118 tys. W 2017 roku do miasta przyłączono tereny kilku sąsiednich gmin i liczba ludności znów wzrosła do 128 tys., ale systematycznie spada. Dziś to 124 tys. mieszkańców. W wypowiedzi dla portalu Czas na Opole wiceprezydent miasta Łukasz Sowada podkreśla, że samorząd buduje przedszkola i żłobki – miejsc w tych drugich jest już więcej, niż potrzeba – oraz mieszkania w systemie TBS i komunalne.

– Poza tym wspieramy fundację ochrony życia i realizujemy program pieczy zastępczej. To wszystko dotyczy jednak dzieci, które już są na świecie. Jeśli chodzi o poprawę parametrów demograficznych, to myślę, że samorządy mogą tu być jedynie wsparciem dla ogólnopolskich programów państwowych – podkreśla Sowada.

Czytaj także Niska dzietność to nie problem kobiet, tylko polityków i bogaczy Piotr Radecki

Samorządy liczą na rządowe wsparcie

W 2025 roku radomski Urząd Stanu Cywilnego zanotował 2069 urodzeń, o 33 mniej niż w roku poprzednim. Teraz może być minimalnie lepiej. Do 21 października urodziło się 1741 dzieci, o 53 więcej niż w tym samym okresie w 2025 r.

– W ostatnich latach zwiększyliśmy liczbę miejsc w żłobkach publicznych ze 100 do ponad 600. Nie mamy list rezerwowych. Jeśli rodzic potrzebuje miejsca, to je dostanie – mówi Marta Michalska-Wilk, wiceprezydentka Radomia, która odpowiada m.in. za kwestie społeczne. – Zapewniamy miejsca w przedszkolach wszystkich chętnym, doposażamy szkoły, oddziały szpitalne, w tym położniczy i dziecięcy, w sprzęt godny XXI wieku. Zasiedliliśmy pierwszy od lat nowy blok z mieszkaniami komunalnymi. Wprowadziło się tam 90 rodzin. Wiemy, że to kropla w morzu potrzeb, dlatego już zaplanowaliśmy kolejną taką inwestycję.

Budowa bloku komunalnego kosztowała 30 mln złotych. 80 proc. tej kwoty gmina dostała z Banku Gospodarstwa Krajowego. W ocenie Michalskiej-Wilk to właśnie budowę mieszkań mogłoby wesprzeć państwo, jeśli chce ratować demografię.

– Rządowy program Aktywny Rodzic sprawił, że żłobki są właściwie bezpłatne, rodzice ponoszą tylko koszt posiłków. Tu wsparcie już jest – podkreśla wiceprezydentka. – Budowa mieszkań to kosztowna inwestycja i każde dofinansowanie jest bardzo cenne.

W Radomiu na koniec września było 8,5 tys. bezrobotnych. Mediana wynagrodzeń jest zbliżona do krajowej – 7,5 tys. zł brutto. 1 stycznia miasto przejęło 328 hektarów od sąsiednich gmin. Na około dwustu chce powiększyć obecną strefę ekonomiczną. To tereny na obrzeżach Radomia, które miasto wyposaża w podstawową infrastrukturę, przede wszystkim drogi, i oferuje inwestorom w dzierżawę na preferencyjnych warunkach. Przez lata na ponad 200 ha strefy powstały tysiące miejsc pracy w różnych branżach.

– W pierwszej kolejności myślę o 90 ha przy ul. Zwolińskiego. To działki przy S12, w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska – mówi Katarzyna Kalinowska, wiceprezydentka Radomia odpowiedzialna m.in. za relacje z inwestorami. – Zanim ktokolwiek tam zainwestuje, trzeba zaktualizować plan ogólny, co zajmie około roku a potem przyjąć dedykowany dla tego terenu plan miejscowy. To kolejny rok. Szacuję, że na takim areale może powstać ok. 2 tys. miejsc pracy, ale trzeba będzie na nie poczekać.

Jak to robią w Rzeszowie?

Już każdy samorządowiec wie, że nowi Polacy i Polki nie będą się rodzić, jeśli miasto nie zapewni rodzicom opieki nad małymi dziećmi, edukacji, opieki zdrowotnej i to na wysokim poziomie, mieszkań w przystępnej cenie i pracy z przynajmniej zadowalającym wynagrodzeniem. – Dlaczego wszystkim wychodzi to średnio albo słabo, a w Rzeszowie się udaje? W czym tkwi sekret? – pytam Konrada Fijołka, prezydenta stolicy Podkarpacia. To jedyne miasto spośród dużych i średnich z dodatnim przyrostem naturalnym w 2025 roku.

– W tym, żeby wszystkie te elementy ciągnąć równomiernie do przodu – mówi. – Fakt, że Rzeszów zbliża się do 200 tys. mieszkańców, wiele ułatwia, ale zaniedbanie choćby jednego aspektu może wszystko spowolnić.

Opowiada, że gdy w niektórych dzielnicach pojawiło się dużo małych dzieci, reakcja miasta była natychmiastowa. – Na budowę żłobka od podstaw trzeba założyć pięć lat, trzy to tempo ekspresowe, ale jeśli ktoś ma roczne dziecko, to nie może tyle czekać. Gdy zaszła taka potrzeba, tworzyliśmy miejsca w pomieszczeniach wynajętych od galerii handlowej czy w przykościelnym budynku katechetycznym, który był nieużywany. Adaptację można przeprowadzić w ciągu kilku miesięcy.

Fijołek dodaje, że miasto stawia na naukę angielskiego na wszystkich poziomach, a każda szkoła ma obowiązek składać wnioski w programie Erasmus, by uczyć w sposób niestandardowy.

– To jest magnes, jeśli chodzi o saldo migracji. Ludzie są gotowi przeprowadzić się, gdy wiedzą, że dziecko będzie uczyć się w dobrej, innowacyjnej szkole – podkreśla. – Jeśli zaś chodzi o ochronę zdrowia, to tu wiele zależy od państwa, ale my też nie odpuszczamy. Aktywnie wspieraliśmy uniwersytet w staraniach o utworzenie kierunku lekarskiego.

W Rzeszowie bez pracy jest 5,4 tys. osób, mediana wynagrodzeń to 8,1 tys. zł, podobnie jak we Wrocławiu i Krakowie. Dolina Lotnicza – działające od ponad 20 lat stowarzyszenie prawie 200 firm z branży lotniczej w Jasionce pod Rzeszowem – zatrudnia ponad 35 tys. osób.

Miasto korzysta z tego, że prywatne firmy ściągają fachowców i oferują im solidne pensje – zauważam. – Oczywiście, ale Dolina Lotnicza działa i rozwija się również w bezpośredniej relacji z samorządem i Agencją Rozwoju Przemysłu. Od 20 lat konsekwentnie podążamy tą drogą – mówi Fijołek. – Jestem na wszystkich liczących się wydarzeniach gospodarczych poświęconych tej branży na świecie, aktywnie zabiegam o inwestorów, przybliżam im Rzeszów jako miasto przyjazne. Logistycznie, bo leżące na skrzyżowaniu dróg północ-południe i wschód-zachód, ale też jako miejsce dobre do życia dla ich pracowników, również najwyższego szczebla. Z usługami komunalnymi wysokiej jakości, a bez uciążliwości wielkiego miasta. W rankingach jakości życia regularnie zajmujemy czołowe miejsca.

Czytaj także Gdzie są te dzieci? W dupie! Agnieszka Szpila

Cudzoziemki urodziły tysiące dzieci

Jest jeszcze jeden aspekt, który trzeba brać pod uwagę przy szukaniu przyczyn demograficznego sukcesu Rzeszowa. To migracja z Ukrainy. O ile Radom i Opole raczej nie są dla cudzoziemek miastami pierwszego wyboru, to Rzeszów, głównie ze względu na położenie blisko granicy, może nim być.

– Przyznaję, że nie wiem, ile dzieci w ubiegłym roku urodziło się w rodzinach ukraińskich lub mieszanych, ale na pewno nie jest to liczba pomijalna – mówi prezydent. – Społeczność ukraińską w mieście szacujemy na ok. 20-25 tys. osób. Do szkół chodzi prawie 2 tys. ukraińskich dzieci, a 80 proc. dorosłych w wieku produkcyjnym pracuje. Ich obecność dodaje miastu specyficznej, pozytywnej wibracji.

W ubiegłym roku cudzoziemki mieszkające w Polsce na stałe urodziły łącznie 17262 dzieci. Najwięcej Ukrainki (13232) i Białorusinki (1102). To ponad 7 proc. wszystkich narodzin.

Szansę w migracji widzą też organizacje społeczne, ale podkreślają, że miasta skorzystają na nich jedynie, gdy będą je wzmacniać. Jarosław Staniszewski, prezes radomskiego stowarzyszenia Zielona Akcja Reaktywacja, przeanalizował Strategie Rozwiązywania Problemów Społecznych opracowane dla Radomia, Gliwic, Gdańska i Poznania. Gliwice postawiły na rozwój środowiska akademickiego wokół Politechniki Śląskiej. Jednocześnie ściągają wyspecjalizowane kadry i promują pozostawanie w mieście, m.in. przedstawiając je jako miejsce, w którym łatwo o pracę.

– Budowa odporności ośrodków miejskich na stres populacyjny powinna w coraz większym stopniu uwzględniać otwartość i zarządzanie migracjami, mimo że tematy te bywają w debatach publicznych silnie polaryzujące i antagonizujące – komentuje Jarosław Staniszewski. – Wyzwaniem staje się zabezpieczenie usług opiekuńczych dla starzejącego się społeczeństwa. Tę lukę mogliby uzupełniać cudzoziemcy. Poza tym każdy z nich pracując legalnie będzie odprowadzał podatki, które będą służyć również utrzymaniu miasta.

W badanych dokumentach Radom całkowicie pominął kwestię integracji imigrantów. Z kolei Poznań i Gdańsk wyznaczają tu standardy: Gdańsk powołał Radę Migrantów i Migrantek, a akcent położył na prewencję dyskryminacji i budowanie tożsamości „nowego Gdańszczanina”. Poznań skupił się na udzieleniu migrantom wszechstronnego wsparcia, m.in. w poszukiwaniu pracy.

W Gdańsku obcokrajowy stanowią prawie 11 proc. ogółu mieszkańców, w Poznaniu ok. 12,5 proc. W Radomiu i Opolu po ok. 10 proc., a w Gliwicach zaledwie 7 proc. Podniesienie odsetka o jeden punkt procentowy oznacza dla Radomia i Gliwic przyrost liczby mieszkańców o ok. 2 tys., dla Opola o 1,3 tys. mieszkańców. Z demograficznego punku widzenia to liczby nie do pogardzenia.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x