Kijów, wczesna jesień. Z początkiem września dzieci wracają do szkoły, miasto szykuje się na ciężką zimę, bo nasilają się rosyjskie ostrzały, a ukraińskiej armii brakuje rakiet do Patriotów. Innych problemów w państwie, które piąty rok prowadzi wojnę obronną, także nie brakuje. Służby antykorupcyjne właśnie odpalają kolejną dużą operację, wchodząc do biura prokuratora generalnego, którego pracownicy zaangażowali się w grupę przestępczą czerpiącą zyski z działalności oszukańczych call center, które wyłudzały pieniądze zarówno w Ukrainie, jak i za granicą.
Ale sukcesy w walce z korupcją i emocje związane z końcem wakacji, przykrywa afera z pierwszych dni września, kiedy to na jednym z kijowskich osiedli mieszkaniowych w biały dzień doszło do strzelaniny między funkcjonariuszami dwóch czołowych ukraińskich służb specjalnych – Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, czyli SBU i HUR, czyli głównego zarządu wywiadu. A jakby tego było mało, to w tle jest Rosyjski Korpus Ochotniczy, czyli walczący po stronie Ukrainy rosyjscy obywatele, co do zasady zwolennicy radykalnej prawicy, których nie udało się skaptować Kremlowi.
Co wydarzyło się na osiedlu Berezniaky
Obie strony przedstawiają odmienne wersje przyczyn i przebiegu zdarzeń. Wiadomo, że zaczęło się od zatrzymania Stepana Kapłunowa, Rosjanina, jednego z członków ochotniczego korpusu, który strukturalnie podporządkowany jest HUR. Pod koniec sierpnia współpracujący z tą jednostką adwokat alarmował, że Kapłunow został porwany. Potem sam Kapłunow, już po strzelaninie, opowiedział, że z mieszkania, w którym mieszka razem z innymi agentami HUR na kijowskim osiedlu Berezniaky, zabrała go grupa ubranych po cywilnemu mężczyzn, którzy przestawili się jako policja. Wepchnęli go do samochodu, wozili po mieście, zmieniając środek transportu, a potem długo przesłuchawali. W nocy z 1 na 2 września przywieźli go z powrotem do domu.
Według SBU – które nie zaprzecza, że zatrzymało Kapłunowa – funkcjonariusze służby chcieli przeprowadzić rewizję w mieszkaniu. Wtedy któryś z obecnych tam agentów powiadomił pozostałych funkcjonariuszy HUR, którzy zaczęli zjeżdżać się pod blok. Funkcjonariusze SBU wezwali swój oddział specjalny Alfa, którego członkowie powalili część HUR-owców na ziemię i zakuli w kajdanki. Sytuacja trwała do rana, bo zgodnie z zawartym „rozejmem” dowódcy służb mieli się wytłumaczyć wyższym władzom i rozwiązać konflikt po dżentelmeńsku. Ale rano doszło do przepychanek, ludzie z SBU zaczęli strzelać w powietrze, HUR-owcy w odpowiedzi po nogach tych pierwszych, a ci wtedy już w HUR-owóców. HUR utrzymuje, że jego funkcjonariusze w ogóle nie strzelali i nie byli uzbrojeni, a więc strzelali tylko ludzie z SBU.
Jakby nie było, trzy osoby odniosły rany, jedna z nich ciężkie.
SBU tłumaczyło potem, że sprawdzało Kapłunowa, bo miało informacje, że ten współpracuje z rosyjskim FSB i za pieniądze ma zabić jednego z przedstawicieli rosyjskiej opozycji. Jak potem twierdziły niektóre źródła, na które powołują się ukraińscy dziennikarze, miało chodzić o Achmeda Zakajewa, emigracyjnego lidera nieuznawanej czeczeńskiej republiki Iczkeria. Ale skoro SBU udało się potwierdzić współpracę z obcym wywiadem, to czemu ostatecznie Kapłunowa zwolniono? Czemu nie postawiono mu zarzutów? Te i wiele innych pytań rodzą się w burzliwej dyskusji, która rozgorzała w Ukrainie po kijowskiej strzelaninie.
Polityzacja i tarcia
To, że różne służby państwowe mają kosę, to nie nowość. Połowa amerykańskich kryminałów opiera się na konflikcie ambicji, prerogatyw i kompetencji między lokalną policją, FBI, CIA czy nawet rangersami z parków narodowych. Nie ma więc nic zaskakującego w tym, że funkcjonariusze HUR i SBU za sobą nie przepadają i ze sobą konkurują. Ale gdy w czasie wojny pod blokiem o poranku strzelają do siebie przedstawiciele dwóch organów, które mają wypełniać ważne zadania związane z obroną i bezpieczeństwem państwa, to jednak trudno to wytłumaczyć.
Ukraińskie wydanie Babel przywołuje w tym kontekście zaszłości między SBU i HUR, które pośrednio miały odegrać rolę w niedawnej strzelaninie. Otóż miał w niej brać udział funkcjonariusz SBU, który w 2022 roku, krótko po pełnoskalowej agresji zastrzelił Denysa Kiriejewa, ważnego informatora HUR, który miał blisko współpracować z Kyryło Budanowem, ówczesnym szefem HUR, obecnie szefem biura prezydenta Zełenskiego.
To właśnie Kiriejew, który nawiązał relacje z rosyjskim i białoruskim wywiadem, miał dzień wcześniej przekazać Budonowowi konkretne informacje o rosyjskiej inwazji, jej kierunkach i planach natarcia. Krótko po pełnoskalowej inwazji Kiriejew wszedł do grupy negocjacyjnej, która podjęła rozmowy z Kremlem. Ale 5 marca został zabity w Kijowie. Budanow, przyznając, że Kiriejew pracował dla HUR, oskarżył o to zabójstwo SBU.
Ale i to nie do końca tłumaczy systemowy problem z tym, co wydarzyło się w Kijowie na początku września. A systemowe uwikłania obu służb wyjaśnia na łamach magazynu NV Roman Czerniwśkyj, pułkownik SBU, który służył także w HURze.
Według Czerniwśkiego strzelanina, który przynosi Ukrainie wstyd i ogromne straty reputacyjne, to pochodna polityzacji służb, zwłaszcza po dojściu do władzy Zełenskiego. Lojalni nominaci na stanowiskach dowódczych oraz ich lojalność wobec politycznych mocodawców sprawiła, że priorytetem w HUR ani SBU nie są sprawy wagi państwowej, a konflikty między ośrodkami wpływu.
Patronem HUR w obecnym kształcie jest Kyryło Budanow, charyzmatyczny dowódca, który po gigantycznej aferze korupcyjnej, tzw. Midasgate, zastąpił na stanowisku szefa biura prezydenta skompromitowanego Andrieja Jermaka. Ten jednak, zgodnie z tym, co mówi Czerniwśkyj, zachowuje wpływy i pozostaje szarą eminencją wojennej Ukrainy. A obecny p.o. szefa SBU, Ołeksandr Pokład, to jego człowiek.
Między Jermakiem i Budanowem są tarcia, a Czerniwśkyj wskazuje do tego na charakterystykę różnych formacji, które wziął pod swoje skrzydła HUR. Otóż sporo w ich jest osób o niezbyt czystej karcie. To nie tylko prawicowi radykałowie z Rosji, ale i osoby z przeszłością kryminalną. To spójne z awanturniczym charakterem Budanowa, który w swojej służbie chciał mieć osoby gotowe na ryzyko. Komentator NV uważa, że Jermak zlecił akcję, która miała utemperować HUR i uderzyć w reputację Budanowa.
Tyle że i SBU to nie jest zastęp aniołów. Bo skoro po tym wszystkich Kapłunow chodzi wolno, to chyba nie ma żadnych dowodów na jego współpracę z FSB. A jeśli są, to znaczy i Kapłunow rzeczywiście prowadził podwójną grę, to SBU się zbłaźniła.
Bezkarność czasu wojny
O co więc w tym wszystkim chodziło? Czerniwśkyj podsumowuje, mając na myśli obecnych dowódców i ich mocodawców: „To po prostu walka dwóch amatorów, którzy próbują przyciągnąć uwagę Zełenskiego. W rezultacie mamy do czynienia z negatywnym wpływem na reputację zarówno Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, jak i Głównego Zarządu Wywiadu”.
Do tego trzeba dodać, że ranga, więc i zapewne poczucie mocy i bezkarności służb specjalnych, wzrosło w Ukrainie w związku z wojną, a to paradoksalnie odbija się negatywnie na morale. Zachowanie funkcjonariuszy jednej i drugiej służby to pośredni skutek również tego zjawiska.
Ta afera to niewątpliwie kolejny ból głowy dla Zełenskiego, który w takim kontekście wygląda na przywódcę tracącego kontrolę. Ale wydarzenia dzieją się w takim tempie, że już parę dni później strzelaninę specsłużb z nagłówków zrzucili Witkoff z Kushnerem.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!