Część Majdanu Niepodległości w Kijowie pokrywają tysiące żółto–niebieskich proporczyków. Na każdym umieszczono imię i nazwisko poległego żołnierza, datę jego/jej narodzin i śmierci oraz nazwę jednostki. Część ma pośrodku wizerunek jednorożca – symbol mundurowych LGBT+. Rodziny i partnerzy/partnerki poległych przyjeżdżają tam ze wszystkich zakątków Ukrainy, by dołożyć kolejne flagi i wymienić wyblakłe. W swoich komentarzach dla mediów często wyrażają rozgoryczenie, że ich bliscy – choć walczyli za swój kraj na równi z pozostałymi mundurowymi – nie cieszyli się pełnią praw ani podczas służby, ani po śmierci. „A przecież krew, którą przelali, też ma czerwony kolor” – podkreślają.
Wojskowi LGBT+ doświadczają podwójnej dyskryminacji: ze strony kolegów i dowódców. O stopniu niechęci wobec osób nieheteroseksualnych świadczy fakt, że pierwszy coming out w ukraińskiej armii odbył się dopiero w 2018 roku.
Dokonał go Wiktor Pyłypenko, tłumacz z języków francuskiego i angielskiego, ps. „Francuz”, który w latach 2014–2016 na ochotnika walczył na Donbasie. Jak przyznał w wywiadzie dla Deutsche Welle, sypiał wówczas z przypadkowymi kobietami, aby nikt nie posądził go o brak zainteresowania płcią przeciwną. Zazdrościł kolegom, do których przyjeżdżały dziewczyny i żony z dziećmi, podczas gdy osoby LGBT+ nie miały tej możliwości.
W 2018 r. był tak zmęczony ukrywaniem się, że dokonał coming outu w wywiadzie telewizyjnym udzielonym podczas otwarcia wystawy „Tutaj byliśmy”, poświęconej wojskowym i wolontariuszom LGBT+, uczestniczącym w walkach na wschodzie Ukrainy. Zetknął się z agresją słowną w mediach społecznościowych i realu; zaatakował go były kolega z wojska. Spotkał się też z wyrazami poparcia. Jak przyznał w wywiadzie dla telewizji Current Time najbardziej zaskoczył go były dowódca, który po obejrzeniu wywiadu napisał do niego SMSa : „Popieram”.
Po akcji Pylypenki coming outu dokonało kilkadziesiąt mundurowych. W 2019 r. około trzydziestu z nich po raz pierwszy maszerowało w osobnej kolumnie podczas Marszu Równości w Kijowie. Niedługo po tym Wiktor założył stowarzyszenie Ukraińscy LGBT+ wojskowi na rzecz równych praw, którego motto brzmi „Równość, godność, wolność”. Obecnie organizacja zrzesza ponad 500 osób, a jednym z jej celów jest walka nie tylko o prawa osób nieheteroseksualnych, a także wszystkich wykluczonych.
Neutralność i nieco mniej szczęścia
Do kolejnych coming outów doprowadziła tocząca się wojna, bo narażeni na ciągłe niebezpieczeństwo wojskowi nie chcą czekać na lepsze czasy. Jedną z takich osób jest 25-letni członek stowarzyszenia Wiktora Pyłypenki, który przedstawił się mi jako Andrij. Ponad rok temu, przed wyruszeniem na front, zwierzył się rodzinie. „Siostra powiedziała, że jak spotkam tego jedynego, to mam go jej przedstawić – opowiadał – ale mama wciąż ma nadzieję, że przyprowadzę do domu przyszłą synową”.
Andrij ukrywa swoją orientację przed żołnierzami, bo nie jest pewny, czy zniósłby ewentualne prześladowania. Gruby pancerz ma natomiast 25-letni Roman Abraszyn, operator dronów w 39. Samodzielnej Brygadzie Straży Przybrzeżnej. Już w trakcie szkolenia wojskowego ujawnił prawdę o sobie i musiał stoczyć kilka bójek z kolegami.. Na pogróżki, że wybiją mu wszystkie zęby, odpowiadał, że na pewno odda. W 39. Brygadzie atmosfera okazała się zupełnie inna – koledzy i koleżanki zareagowali na niego „neutralnie”, a on sam nie usłyszał żadnego obraźliwego komentarza. „Nawet poczułem się rozczarowany” – żartuje Roman w wywiadzie dla Deutsche Welle.
Mniej szczęścia miała 31-letnia Maria Wola, inżynierka ds. łączności z 47 Brygady, która ujawniła swoją orientację w 2022 roku, po 7 latach służby i upadku jej ojczystego Mariupola. Dokonała coming outu w rolce na Tik–Toku, którą dowódca kazał jej usunąć. Koledzy z ówczesnej jednostki niewybrednie komentowali jej życie prywatne i grozili pobiciem. Po pewnym czasie Maria przeniosła się do 47. Brygady, gdzie panuje lepsza atmosfera, choć czasami słyszy, że dla osób LGBT+ należy zakładać osobne formacje. W wypowiedzi dla BBC dziewczyna przyznaje, że na przepustce zawsze zakłada cywilne ubrania, bo w mundurze jest rozpoznawana i wyszydzana.
Homofobia słabnie, bo kojarzy się z Rosją
O wiele tragiczniejsza jest historia 19-letniego biseksualnego Dmytra, poszukującego relacji romantycznych, a nie seksualnych. Dowiedziawszy się o jego życiu prywatnym, koledzy z pierwszej jednostki grozili mu pobiciem i radzili poszukać innej formacji, doprowadzając go do próby samobójczej. Dmytra uratowano i przeniesiono do innej brygady. Gdy ujawnił prawdę o sobie dowódcy plutonu, usłyszał, że nie będzie dyskryminowany, bo w jego jednostce wszyscy są równi.
Mimo bolesnych doświadczeń Dmytro uważa, że stosunek do wojskowych LGBT+ zmienia się na lepsze, szczególnie wśród młodych mundurowych, którym homofobia kojarzy się z Moskwą. Nierzadko dowódcy różnych szczebli tłumią w zarodku wszelkie przejawy homofobii. Wprzypadku części z nich wynika to z postępowych poglądów. Kolejni – zdaniem Wiktora Pyłypenki – czynią tak ze względów praktycznych, bo jeśli w formacji jedna grupa żołnierzy czuje nienawiść wobec innej, to jednostka przestaje być skuteczna na polu boju. Jeszcze jedną oznaką nowych czasów jest fakt, że obecnie żołnierze uczestniczący w kijowskiej Paradzie Równości otrzymują przepustki od swoich dowódców, co było nie do pomyślenia w 2021 roku.
Ale te jaskółki jeszcze nie czynią wiosny, gdyż obecnie przemoc wobec osób LGBT+ traktuje się jako zwykłe chuligaństwo zagrożone grzywną w wysokości 137 hrywien (ok. 11 zł). Z tym rozwiązaniem nie zgadzają się członkowie społeczności LGBT+. „Jeśli ktoś jest nękany, bity lub zastraszany z powodu swojej orientacji – mówi dziennikarzowi radia Swoboda zachowujący anonimowość wojskowy – nie należy traktować tego w kategoriach pospolitego chuligaństwa, tylko przestępstwa z nienawiści. Chciałbym, aby prawo przewidywało odpowiedzialność za nietolerancję i dyskryminację, bo tylko wtedy możemy mówić o prawdziwej równości”.
Poza tym wojskowi liczyli, że nagrodą za ich ofiarność na froncie będą zmiany w ukraińskim ustawodawstwie, przede wszystkim w kwestii cywilnego partnerstwa, bo obecnie pary nieheteroseksualne nie mogą mieć wspólnego majątku czy dziedziczyć po sobie. Zdarzało się, że po śmierci partnera lub partnerki dzieci pary wysyłano do dalszych krewnych lub domu dziecka. Wspomniany Roman Abraszyn od pewnego czasu spotyka się z cywilem i boi się o przyszłość: „Mój partner nie ma prawa do mojego ciała ani do świadczeń [w razie śmierci]. Jeśli znajdę się na intensywnej terapii, nie będzie miał do mnie wstępu”. Wtóruje mu Maria Wola, ubolewająca, że w razie jej śmierci jej dziewczyna Diana nie dostanie odszkodowania, do którego uprawnieni są żony i mężowie heteroseksualnych poległych.
Trybunały po stronie Andrijów
Jako że państwo ukraińskie odmawia osobom LGBT+ prawa do legalizacji ich relacji, Andrij Majmułachin i Andrij Markiw, będący parą od 2010 roku, zwrócili się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Przedmiotem pozwu była niemożność zarejestrowania związku i uzyskania związanej z tym ochrony prawnej. Przed ogłoszeniem wyroku mężczyźni wydali oświadczenie: „Jesteśmy rodziną od ponad 10 lat: mamy wspólny majątek, ukochane zwierzaki, wzajemne obowiązki. Podobnie jak inne szczęśliwe rodziny, wspólnie przeżywamy radości i smutki. Jednak w oczach państwa jesteśmy dwiema osobami, których nie łączą żadne prawa i obowiązki. Nie zgadzamy się na to”.
Wyrok Trybunału z 1 czerwca 2023 r. postulował, że brak regulacji prawnych dotyczących związków jednopłciowych oznacza dyskryminację ze względu na orientację seksualną. Stanowi to naruszenie art. 8 (prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego) oraz art. 14 (zakaz dyskryminacji) Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Trybunał nakazał wypłatę każdemu powodowi zadośćuczynienia w wysokości 5 tys. euro (które ci przekazali Siłom Zbrojnym Ukrainy) i zobowiązał Ukrainę do zmiany prawa w zakresie związków jednopłciowych.
Sąd Najwyższy Ukrainy wykonał wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowiek, uznając Majmułachina i Markiwa za rodzinę (na razie nie jest możliwa rejestracja ślubów osób tej samej płci, gdyż wymaga to zmian w Konstytucji, co jest zakazane w czasie trwania stanu wojennego). Była to pierwsza tego rodzaju decyzja w dziejach ukraińskiego sądownictwa. Należy jednak traktować ją jako środek doraźny, bo potrzebna jest zmiana ustawodawstwa.
Konserwatywna Ukraina? „Nie przesadzajmy”
Wiosną 2023 r. deputowana partii Gołos, Inna Sowsun, złożyła w Werchownej Radzie projekt Ustawy o rejestracji związków partnerskich. Zablokowała go Komisja polityki prawnej, ponieważ, jak tłumaczyła Sowsun dziennikarzom Deutsche Welle, większość deputowanych to konserwatyści: 1//3 jest przeciwna liberalizacji prawa, a 1/3 waha się obawiając się m. in. reakcji Cerkwi prawosławnej.
Gdy dziennikarze próbują dociec powodów nieprzyjęcia ustawy, parlamentarzyści tłumaczą się konserwatyzmem ukraińskiego społeczeństwa. Mijają się z prawdą, bo sondaż przeprowadzony w 2024 r. przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii wykazał, że ponad 70 proc. Ukraińców uważa, że osoby LGBT+ powinny mieć takie same prawa jak pozostali obywatele.
W kwietniu 2026 r. podjęto drugą próbę uregulowania sytuacji przy okazji przyjęcia Kodeksu cywilnego, ale jego projekt był tak konserwatywny, że wywołał fale protestów i wymagał licznych poprawek. Przewodniczący parlamentu Rusłan Stefanczuk zapewnił, że za drugim razem parlamentarzyści wezmą pod uwagę potrzeby osób LGBT+ i apelował, by „nie przesadzać” w tej kwestii. Ton tej wypowiedzi nie napawa optymizmem. Komentując działania Werchownej Rady, Inna Sowsun mówi: „Wcześniej czy później uchwalimy ustawę o związkach partnerskich par jednopłciowych. Niestety wojskowi LGBT+ nie mogą czekać, bo jest ryzyko, że nie dotrwają do tego momentu”.
**
Violetta Wiernicka – autorka wielu książek, m.in. Polki, które rządziły Kremlem, Sekrety Ukrainy i Rosjanie w Polsce oraz zaplanowanej na maj Polacy w Ukrainie. Czasy carskie. Publikowała w „Polityce” i „Newsweeku”. Doktora nauk humanistycznych. Specjalizuje się w historii polskiej społeczności prawosławnej. Wydała monografie Prawosławni w Łodzi i Prawosławna diecezja łódzko-poznańska.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!