Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Polska wysycha. Czy strategia wodno-błotna może to zatrzymać?

Osuszyliśmy większość torfowisk, regulowaliśmy rzeki i przez dekady wyprowadzaliśmy wodę z krajobrazu. Teraz państwo chce ten proces odwrócić.

ObserwujObserwujesz
Kontekst

🌿 Rząd pracuje nad Strategią ochrony obszarów wodno-błotnych w Polsce wraz z Planem Działań. Dokument przeszedł konsultacje i uzgodnienia, a jego przyjęcie przez Radę Ministrów zaplanowano na 2026 rok.

💧 Strategia ma objąć m.in. ochronę i odtwarzanie torfowisk, zwiększanie naturalnej retencji w dolinach rzecznych oraz ochronę mokradeł.

🚜 Wokół dokumentu trwa spór o konsekwencje dla rolnictwa i gospodarowania gruntami.

Serce
Celnie!

2

Torfowiska przyrastają o około milimetr rocznie. Aby powstało 10 centymetrów torfu, potrzeba więc 100 lat. Torf pozbawiony wody opada dziesięć razy szybciej, niż przyrasta. Nie każde torfowisko jest bagnem, ale każde bagno jest torfowiskiem. Skomplikowane?

– Bagna to mokradła, które aktywnie akumulują torf. Oznacza to, że występuje tam warstwa torfu oraz roślinność bagienna warunkująca jego dalsze powstawanie, a także wysycenie wodą, które zapewnia długotrwałą anaerobiozę, czyli brak tlenu w podłożu. To właśnie umożliwia trwanie procesów torfotwórczych – tłumaczy profesor Wiktor Kotowski z Uniwersytetu Warszawskiego, mój bagienny guru.

Według tak przyjętej definicji wszystkie bagna są torfowiskami, czyli obszarami z naturalnie zakumulowanym pokładem torfu. Nie jest natomiast prawdą twierdzenie odwrotne.

– Większość torfowisk strefy umiarkowanej to nie bagna, a mówiąc ściślej: to już nie są bagna. Przez szeroko prowadzone prace melioracyjne zostały pozbawione wody, przełączając się z funkcji akumulacji torfu na jego przyspieszony rozkład – precyzuje Kotowski.

Czytaj także Powstał rezerwat, ale w rzece nadal nie ma wody Daniel Petryczkiewicz

Bagna i ich supermoce

Bagna to niezwykłe byty. Mają supermoce – akumulują więcej węgla na metr kwadratowy niż jakiekolwiek inne ekosystemy lądowe, a jednocześnie magazynują wodę. Właściwości te są ze sobą ściśle powiązane – tylko mokre torfowiska akumulują węgiel i retencjonują wodę.

Osuszone torfowiska emitują dwutlenek węgla i nie spełniają funkcji retencyjnej. Szacuje się, że istniejące bagna magazynują łącznie 17 tysięcy kilometrów sześciennych wody. To tyle, ile zgromadzone jest w glebie wszystkich pozostałych ekosystemów świata, i więcej niż w atmosferze w postaci pary wodnej.

Jak to możliwe? Weźcie przeciętnej wielkości gąbkę, taką, jakiej używacie pod prysznicem. Nasączcie ją wodą. Czy zwiększy objętość? Nie. Ale jednocześnie zawarła w sobie solidną dawkę wody. Jeśli jej nie wyciśniecie, pozostanie mokra bardzo długo i powoli, powoli będzie oddawać wodę do otoczenia. Tak właśnie działają bagna.

Torfowiska wielokrotnie demonstrowały swoją zdolność do zmiany ziemskiego klimatu. W karbonie, około 359 milionów lat temu, rozwój bagien tak znacząco obniżył zawartość dwutlenku węgla w atmosferze, że prawie doprowadził do globalnego zlodowacenia. Trwało to wszystko miliony lat – i właśnie w tym tempie tkwi różnica w stosunku do dzisiejszej, błyskawicznej w skali geologicznej odludzkiej zmiany klimatu.

Czytaj także Jak kraj błota i bagien stracił 85 proc. najcenniejszych wodnych ekosystemów Daniel Petryczkiewicz

To właśnie z torfu zakumulowanego w karbońskich bagnach powstały złoża węgla kamiennego. Tego samego, którego wydobycie i spalanie prowadzą dziś do wzmożonego efektu cieplarnianego. Mało poetycki paradoks.

W Polsce osuszane torfowiska emitują tyle dwutlenku węgla, co elektrownia Bełchatów. Osuszyliśmy 85 proc. polskich torfowisk, zamieniając je w grunty orne i łąki. Jednak osuszone torfowiska szybko tracą wartości odżywcze i wymagają coraz intensywniejszego nawożenia, aby były produktywne.

Do tego dochodzi inny problem – susza. W 2026 roku IMGW wydało jak na razie 100 ostrzeżeń hydrologicznych, wszystkie z powodu suszy, która ogarnia aż 75 proc. kraju. Wiele małych rzek dawno wyschło, co wywołuje gigantyczne problemy na rzekach średnich i większych – w tym na Wiśle, gdzie najniższy w historii poziom wody utrudnia chłodzenie bloków energetycznych elektrowni w Połańcu i Kozienicach.

Rozmawiam o tym z Patrykiem Kokocińskim ze Snowidowa, znanym w sieci jako Życie na Pola.

– Chyba pierwszy raz zamiast „Niemcy chcą nas pozalewać” słyszę mocny głos, że musimy coś zacząć robić, bo wyschniemy. Jest naprawdę bardzo źle, słyszę to od kolegów z całej Polski.

Dzisiejsza susza to efekt dekad regulacji rzek, pogłębiania rowów melioracyjnych, zabudowywania terenów zielonych i dolin rzek. Wszystkie te działania spina globalna antropogeniczna zmiana klimatu, która wywołuje zaburzenia w ilości, jakości i strukturze przestrzennej opadów, brak śniegu w zimie oraz ujemy klimatyczny bilans wodny (KBW), czyli przewagę parowania (wskutek wysokich temperatur) nad opadami. Taki ujemy KBW obserwujemy w Polsce od 15 lat.

Nie ma na to wszystko natychmiastowego rozwiązania. Samej zmiany klimatu nie cofniemy przez następne stulecie. Nie zanosi się nawet, by emisje CO2 oraz grabieżcza eksploatacja planety miały spowolnić. To, co możemy i powinniśmy robić – w pośpiechu, choć z uważnością – to podejmować działania adaptacyjne.

Państwo bierze się za mokradła

Strategia dotycząca obszarów wodno-błotnych była jednym z punktów na liście 100 konkretów koalicji pod wodzą Donalda Tuska. Na początku 2026 roku ogłoszono taką strategię i skierowano ją do konsultacji społecznych oraz uzgodnień międzyresortowych. Właśnie kończy się integrowanie zgłoszonych poprawek, a według zapewnień wiceministra Klimatu i Środowiska Mikołaja Dorożały strategia ma zostać przyjęta przez Radę Ministrów do końca roku.

W wersji przedstawionej do konsultacji dokument wyznacza trzy główne cele:

  1. poprawę stanu różnorodności biologicznej torfowisk i ograniczenie emisji gazów cieplarnianych z torfowisk o 30 proc.;
  2. poprawę stanu różnorodności biologicznej i wspieranie naturalnych procesów w ekosystemach wodnych oraz zwiększenie retencji wody na terenach nadrzecznych;
  3. podtrzymanie i wzmocnienie ochrony mokradeł w ramach sieci obszarów Ramsar w Polsce.

Poszczególnym celom przypisano konkretne zadania i instytucje odpowiedzialne za ich realizację. Najważniejsze są tu Lasy Państwowe, Wody Polskie oraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.

Nieprzypadkowo. Około 24 proc. wszystkich mokradeł znajduje się na terenach Lasów Państwowych, 9–10 proc. pozostaje w zarządzie Wód Polskich, a 4–5 proc. – KOWR. Łącznie oznacza to, że państwo może oddziaływać bezpośrednio na ogromną część polskich terenów podmokłych.

I dobrze, bo konfliktów między ochroną mokradeł a obecnym sposobem gospodarowania wodą i ziemią jest mnóstwo.

Czytaj także Kupą w płot – wandalizm czy obywatelska niezgoda? Kaja Puto

Torfowiska osusza się dla rolnictwa. Rzeki reguluje, żeby osuszyć tereny przyległe, wyprodukować energię, umożliwić transport. Wodę powierzchniową i podziemną pobiera się do nawadniania upraw i napełniania stawów. Mokradła przeznacza się pod drogi, zabudowę i inną infrastrukturę.

Dziś ważniejsze od wody w rzekach jest koszenie łąk dla dopłat. Regulowanie rzek i pogłębianie rowów prowadzące do drenażu wód podziemnych, wykonywane w imię przestarzałej doktryny wodnej Wód Polskich. Niekontrolowany pobór wód podziemnych i powierzchniowych celem podlewania pól czy też napełniania stawów hodowlanych przy braku opadów. Osuszanie terenów podmokłych, zielonych i nasiąkliwych pod infrastrukturę i deweloperkę.

W wielu miejscach trwa walka o wodę, przyjmująca postać partyzantki retencyjnej: zasypywania rowów, budowania zastawek, społecznej ochrony bobrów. To może działać lokalnie, ale na dłuższą metę potrzebujemy rozwiązań systemowych. Na wczoraj.

Kto się boi strategii wodno-błotnej?

Kokociński brał udział w konsultacjach dokumentu. Pytam go, jak strategia wygląda z perspektywy rolnika.

– W świecie rolniczym temat niestety nie istnieje. Izby rolnicze prezentują to jako zalewanie pól, ale te organizacje mają niewiele wspólnego z rolnikami na polach – zżyma się Kokociński. – Z perspektywy rolnika strategia wodno-błotna wygląda bardzo dobrze, tylko że ja już trochę takich strategii w życiu widziałem. Wszystko rozbija się potem o jej wdrożenie i edukację ludzi na samym dole.

I dodaje:

– Woda powinna nas łączyć. Jej brak dotknie nas niezależnie od sympatii politycznych. Tymczasem rolnictwo stało się kolejnym polem polaryzacji. Jeśli orasz, to jesteś prawak a jak prowadzisz rolnictwo bezorkowe, to jesteś lewakiem. W Zielonym Ładzie każdy ekoschemat wspierał bioróżnorodność i pojemność wody w glebie, ale zostaliśmy sterroryzowani przez garstkę rolników. Czy tak samo będzie tym razem? Może nie. Może susza tak nas już docisnęła, że pójdziemy po rozum do głowy?

Rolnicy nie muszą obawiać się o „zalewanie pól”. Dokument koncentruje się przede wszystkim na gruntach znajdujących się w rękach państwa, dobrowolnym wykupie innych terenów oraz rekompensatach za zmianę sposobu gospodarowania. Nie zakłada po prostu administracyjnego zalania prywatnych pól.

To ważne rozróżnienie, bo renaturyzacja mokradeł nie musi oznaczać konfliktu z rolnictwem. Przeciwnie: w warunkach coraz częstszych susz zatrzymanie wody może stać się jednym z warunków jego przetrwania.

Snowidowo jest tego niezłym przykładem.

„Małą historia znikania”, okładka książki Daniela Petryczkiewicza

– Poradziliśmy sobie z suszą, współpracując z sąsiadami i z bobrami. Bobry robią tamy na rowach, zatrzymując wodę. Mamy też kilka zastawek. Kluczowe było dogadanie się z 17 innymi właścicielami gruntów dookoła. Na początku były wątpliwości, ale dziś, po 15 latach, widzimy, że trzymanie wody w rowach i na łąkach to korzyść i większe bezpieczeństwo. Mimo suszy wokół mamy optymalny poziom uwilgotnienia gruntu – możemy zaczynać jesienne zasiewy – mówi Kokociński.

Jego gospodarstwo prowadzi także uprawę bezorkową, która ogranicza naruszanie struktury gleby i utratę zawartego w niej węgla.

– Z perspektywy ponad dekady mogę powiedzieć, że uprawa bezorkowa oraz lokalna retencja krajobrazowa zapewniają nam większą stabilność plonów niezależnie od tego, co dzieje się w dalszym otoczeniu.

Wątpliwości wobec strategii dotyczą także energetyki. Niektórzy obawiają się, że ochrona mokradeł może ograniczać możliwość stawiania na nich farm wiatrowych albo budowania na rzekach kolejnych przegród i hydroelektrowni. Tyle że wraz z postępującym kryzysem klimatycznym podstawowym zasobem, którego zaczyna brakować, jest właśnie woda. Trudno więc planować przyszłość energetyki czy rolnictwa tak, jakby jej dostępność pozostawała niezmienna.

Czytaj także Polska zapłaci słony rachunek za szkalowanie bobrów Daniel Petryczkiewicz

Wreszcie, naturalne doliny rzeczne i tereny zalewowe mogą pełnić ważną funkcję ochrony przeciwpowodziowej. Pokazała to choćby powódź w dorzeczu Odry w 2024 roku, kiedy duże ilości wody przejęły tereny Parku Narodowego „Ujście Warty”. Renaturyzacja rzek i odtwarzanie terenów zalewowych nie zastąpią infrastruktury przeciwpowodziowej, ale mogą być jej istotnym elementem.

Czy da się odwrócić Wielkie Osuszanie Polski?

O eksploatacji zasobów wodnych naszego kraju i o jego osuszaniu napisałem dla Krytyki dziesiątki tekstów. W większości są one bardzo pesymistyczne, a opisane w nich scenariusze suszy i walki o wodę coraz częściej się realizują. Dlatego na Strategię ochrony obszarów wodno-błotnych w Polsce czekałem jak kania dżdżu. Kiedy czytam ten dokument, dostrzegam w ciemności promyk nadziei.

„Każda złotówka zainwestowana w ochronę i odtwarzanie terenów wodno-błotnych przynosi nawet siedem złotych zysku w postaci unikniętych strat w rolnictwie z powodu suszy, darmowej filtracji wód, taniej, bezobsługowej retencji, przychodów do lokalnej gospodarki z certyfikatów węglowych. Każda złotówka zainwestowana w infrastrukturę turystyczną przy terenach wodno-błotnych jak kładki, wypożyczalnie sprzętu wodnego, ścieżki generuje od trzy do pięciu złotych zysku w lokalnej gospodarce” – mówił niedawno PAP Mikołaj Dorożała, który w Ministerstwie Klimatu i Środowiska odpowiada za prace nad strategią.

Retencja krajobrazowa po prostu się opłaca. Stajemy naprawdę przed dziejowym wyborem. Mamy wreszcie realną szansę, aby zatrzymać rozpoczęte ponad stulecie temu Wielkie Osuszanie Polski. Lepiej późno niż później.

*

Projekt sfinansowany przez Fundację PKO Banku Polskiego.

Fundacja logo: a black cylindrical icon with a red dot above it, and the word 'Fundacja' beneath.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x