Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Musimy ponownie nauczyć się umierania. Prawo też trzeba dostosować

Kremacja, ekologiczne pochówki, świeckie ceremonie – zmienia się sposób, w jaki przeżywamy śmierć. Prawo za tym nie nadąża.

Back view of formally dressed mourners standing in a sunlit cemetery among headstones and trees.
Walka

Duży pokój, pod ścianą regał, ceramika, kryształy na półce za szkłem. Pod oknem stary Singer – maszyna do szycia na pedał i korbkę. Obok wiklinowy bujany fotel. Łóżko. Na łóżku babcia. Leży w garsonce. Na głowie ma chustkę, ręce złożone, między palce wpleciony różaniec. Ludzie podchodzą, gładzą po ręce, całują w czoło. Żegnaj mamo, babciu. sąsiadko. Ocierają łzę, wychodzą. W powietrzu wisi dym z gromnicy i dziesiątki różańca odmawianego łamiącymi się głosami.

– Dziś zmarły zazwyczaj jest od razu zabierany, worek zamknięty i do chłodni. Rodzina często nie ma nawet przestrzeni, by zdać sobie sprawę, że odszedł – mówi Agnes Tołoczmańska, tanatokosmetolożka edukująca o śmierci, znana w sieci jako Agnes zza grobu. – Czasem mamy wrażenie, jakby bliski nie umarł, tylko gdzieś wyjechał.

Najwyraźniej było to widać w pandemii. Ludzie, którym odebrano pożegnanie, miesiącami żyli tak, jakby zmarły chwilowo zniknął i miał zaraz wrócić. Anja Franczak, założycielka Instytutu Dobrej Śmierci, powtarza, że jednym z kluczowych aspektów żałoby jest przyjęcie do wiadomości, że osoba naprawdę umarła. Trudno przyjąć do wiadomości coś, czego nie było się świadkiem.

Śmierć wyprowadziła się z polskich domów

Śmierć wyprowadzała się z polskich domów przez dwa stulecia, ale ostatnie dekady to już przeprowadzka ekspresowa. Umiera się w instytucji – szpitalu, hospicjum. Osobą zmarłą zajmuje się usługodawca, czyli zakład pogrzebowy, rodzina zostaje usługobiorcą. Kiedyś wiedza o umieraniu była powszechna, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Osobie odchodzącej towarzyszyło się do ostatniego momentu. Przez trzy dni dom nie zostawał ze śmiercią sam: sąsiedzi przychodzili na tak zwane puste noce, czuwali na zmianę, ktoś się modlił, ktoś pomagał rodzinie, ktoś inny pilnował, żeby nie zgasły świece. Żałoba miała rytm, świadków i podział ról. Był czas, żeby pożegnać się we własnym tempie.

Czytaj także Nie żyjesz, ale wciąż scrollujesz. Meta i „symulacja użytkownika systemu społecznościowego” Xavier Woliński

Franczak mówi o potrzebie redemokratyzacji wiedzy o śmierci – jej powrotu od ekspertów medycznych czy instytucjonalnych do zwykłych ludzi. Tołoczmańska jednej z przyczyn przesunięcia podejścia do umierania upatruje w dzisiejszym trybie życia: ciągłym pośpiechu, rozproszeniu rodziny, braku kontaktu z najbliższymi i sobą samym. – Kiedy spotykamy się na pogrzebie, jest formułka, często z kopyta, znajomy schemat i odśpiewane „Dobry Jezu, a nasz Panie”. Od tego przechodzimy do miejsca grzebalnego. Poświęcenie, wrzucenie różyczki, grudki ziemi i idziemy na dewolaja. Zadziało się wszystko, co miało się zadziać – mówi.

Do tego dochodzi lęk. Rzadziej ten metafizyczny, a częściej przed byciem przy kimś, kto cierpi, przed konfrontacją z własną bezsilnością. Jak sobie radzić? – Nie lukrować rzeczywistości – mówi Franczak. Opowiada o pacjencie hospicjum, którego rodzina karmiła pozytywnym myśleniem: będzie dobrze, dasz radę, trzymaj się. Aż przyszedł kuzyn. Usiadł, wysłuchał i skwitował: „Kurde, ale chujowo”. Nikt nie wymaga od bliskich, żeby naprawili nienaprawialne. Wystarczy być, towarzyszyć. Rytuały opowiadają o tym, że miłość jest silniejsza niż śmierć. Że pożegnanie może być piękne i czułe.

Umierania można się nauczyć

Na warsztaty do Instytutu Dobrej Śmierci przychodzą trzy grupy: ci, którym ktoś właśnie umiera; ci, którzy są świadomi nieuchronności umierania i chcą się do niego przygotować; oraz ludzie medycyny, którzy chcą wnieść więcej empatii do swojej pracy. Franczak porównuje to do kursu pierwszej pomocy: – Nikt nie robi go w sytuacji kryzysowej, np. w trakcie zawału czy wypadku samochodowego. Poza tym świadkiem wypadku nie każdy będzie. Żegnanie bliskich jest gwarantowane, a skoro tak, to warto trochę o tym wiedzieć.

Dzieci wyczuwają to intuicyjnie. Większość uczniów w podstawówce ma za sobą doświadczenie śmierci. Może to być śmierć pupila, członka rodziny, sąsiada. Najmłodsi podchodzą do tematu tak, jak do każdego innego, z ciekawością. Chcą dotknąć, zobaczyć, zrozumieć. Dopiero zachowanie dorosłych – omijanie tematu, emocjonalność – stwarza dyskomfort. Strach przed śmiercią jest w dużej mierze wyuczony.

Czytaj także Gotowi na żałobę. Gdy odchodzi pies, kot czy jaszczurka Łukasz Saturczak rozmawia z Darią Grzesiek

Żeby go oswoić, czasami wystarczy zadać jedno pytanie: „Czego w śmierci boisz się najbardziej?” Od tego zaczyna Tołoczmańska. Prawie nigdy nie słyszy o zaświatach. Najczęściej: kto zajmie się moimi zwierzętami? Czy bliscy sobie beze mnie poradzą? Czy rodzina odnajdzie się w formalnościach? Lęk okazuje się listą spraw do załatwienia. Boimy się utraty sprawczości. Rozwiązaniem jest przygotowanie się do śmierci. – Kiedy na warsztatach z planowania własnego pogrzebu słyszę „czy mogę zadać głupie pytanie?”, to wiem, że padnie jedno z najczęstszych i najnormalniejszych – mówi Tołoczmańska. – Na przykład kobieta pyta, czy może być pochowana w tiulowej sukience albo ktoś zastanawia się, czy musi zostać pomalowany. Możesz być pochowany w dresie i zabrać do trumny swój ulubiony kocyk! Zazwyczaj chodzi o drobiazgi: strój, kwiaty, muzykę. Rzadko kiedy ktoś chce, by jego prochy wystrzelić w kosmos.

Tołoczmańska zdaje sobie sprawę, że rozmowę o sprawach ostatecznych czasem trudno podjąć, dlatego radzi wykorzystywać obrzędy, np. 1 listopada. – Z babcią, która o śmierci rozmawiać nie chciała, odwiedzałyśmy groby bliskich. Temat przemycałam powoli, aż sama przejęła inicjatywę: „O, ładne zdjęcie”. Albo: „A tutaj mają ładny stroik, taki to bym mogła mieć”. Podkreśla, że rozmowa o śmierci wcale nie musi być podniosła. Musi się tylko odbyć. – Kiedy starsza osoba sama zaczyna, na przykład od tego, że ma już przygotowane ubranie do trumny, nie uciszajmy jej obietnicą stu lat życia. Skoro porusza ten temat, to znaczy, że to dla niej ważne – mówi.

Kolejną sprawą są dokumenty – wola samodzielnie spisana na kartce albo u notariusza.– Firma pogrzebowa nie zna życzeń zmarłego, nie ma dostępu do testamentu, decyduje ustawowy katalog uprawnionych – mówi Sławomir Kucharski, współprowadzący warszawski dom pogrzebowy Kucharski. W czasie Nocy Muzeów jego zakład zachęcał do wypełnienia dokumentu Mój ostatni scenariusz, w którym można opisać, gdzie chce się być pochowanym i jak ma wyglądać ceremonia. – Prawnie niewiążący, ale wystarczy, bo, ostatnia wola jest w Polsce kulturowo bardzo respektowana – mówi Kucharski.

O tym, że coraz więcej ludzi chce się przygotować, świadczyły tłumy na Nocy Muzeów. Pięć minut przed startem pod drzwiami zakładu stało w kolejce ponad sto osób. Program miał się skończyć o pierwszej w nocy. Ostatni goście wyszli przed czwartą nad ranem. Czas oczekiwania sięgał dwóch godzin. Czekającym urządzono wykłady: o pracy mistrza ceremonii świeckich, o tanatokosmetologii, o kremacji i pogrzebach ekologicznych.

W środku czekały klocki Lego z wiedeńskiego muzeum pogrzebowego. Jedyne takie zestawy na świecie, opracowane z psychologami po to, by oswajać dzieci z tematem śmierci. Czekał i Urnuś, humanoidalny robot, któremu zespół dopisał biografię: pracował w magazynie paczkowym, ale nie czuł, że to jego powołanie, marzy o karierze kierowcy karawanu. – Spotkałem się z opinią, że zbyt frywolnie podchodzimy do tematu śmierci. Ale nie jesteśmy w stanie utrzymać uwagi zwiedzających, kiedy poruszamy tylko bardzo poważne, trudne tematy. Między Urnusiem a klockami przemycano więc dziedziczenie, zachowek, ubezpieczenia i pytanie, czy ktoś w rodzinie wie, gdzie leżą najpotrzebniejsze dokumenty osoby zmarłej – mówi Kucharski.

Pogrzeb po swojemu. Nowe rytuały i technologie

– W obszarze tak egzystencjalnym jak strata, żałoba i śmierć, najbardziej potrzebne są bliskość i wspólnota ludzka – mówi Franczak. – Pomysł, żeby zastąpić człowieka maszyną, wydaje mi się niezgodny z tym, czego potrzebują osoby w takim momencie życia.

Dlatego z ostrożnością podchodzi do narzędzi, a szczególnie sztucznej inteligencji wykorzystywanej w żałobie. Jako źródło wiedzy działa ona jednak zaskakująco dobrze: odpowiada zgodnie z aktualnym stanem badań, nie narzuca sztywnych faz ani terminów, w których żałobę należy „domknąć”.

Czym innym jest bot symulujący zmarłego. Badania nad takimi rozwiązaniami dopiero trwają, ale intuicja wielu specjalistów podpowiada, że istnieje ryzyko, iż człowiek, zamiast spotkać się z rzeczywistością straty, będzie ją maskował i od niej uciekał. Franczak dopuszcza jednak scenariusz, w którym taka rozmowa stanie się kiedyś narzędziem terapeutycznym – jednorazową interwencją pozwalającą wyrazić coś, czego nie zdążyło się powiedzieć. Podobnie działa list do zmarłego, puste krzesło w terapii Gestalt czy rozmowa ze zdjęciem.

– To, w czym ja osobiście widzę zagrożenie, to sytuacja, w której boty symulujące osobę zmarłą są biznesem opartym na subskrypcjach i celem jest uzależnić klienta od ich używania… – dodaje Franczak.

Nowoczesne narzędzia, nieoczywiste rozwiązania i warsztaty poświęcone śmierci oraz żałobie pokazują, że temat przestaje być tabu. Rośnie też świadomość tego, jak może wyglądać pogrzeb i co właściwie „wolno” podczas pożegnania.

Czytaj także Jak opłakiwać masową śmierć? Dariusz Gzyra

Tołoczmańska wspomina pożegnanie urny z prochami zmarłego w kinie, w którym przepracował większość życia. Kucharski wylicza spersonalizowane pogrzeby z ostatnich lat: motocyklisty, na który zjechał cały klub; kobiety, której życie opowiedziano za pomocą wielkich zdjęć rozstawionych w kościele; oraz innej, która zażyczyła sobie ceremonii w określonej palecie barw, bez czerni – i żeby tej zasady trzymali się również pracownicy zakładu.

– Rodziny coraz częściej chcą, żeby cała uroczystość nawiązywała do życia osoby zmarłej. Żeby była indywidualna, wyjątkowa – mówi Kucharski.

Rośnie też popyt na pogrzeby świeckie, prowadzone przez mistrzynie i mistrzów ceremonii. Oficjalnych statystyk nikt nie prowadzi, ale szacunki mówią o kilkunastu, a może nawet ponad dwudziestu tysiącach takich ceremonii rocznie. To kilka procent wszystkich pochówków. Mistrzowie ceremonii zgodnie przyznają jednak, że z roku na rok mają coraz więcej pracy. Jeszcze w 2019 roku działało ich w Polsce kilkunastu. Dziś Polskie Stowarzyszenie Pogrzebowe prowadzi oficjalną listę rekomendowanych mistrzów ceremonii świeckich, co pokazuje, że branżowa centrala uznała świecki pogrzeb za pełnoprawną część rynku.

Tło jest szersze. Odsetek Polaków deklarujących się jako wierzący lub głęboko wierzący przez dekady przekraczał 90 proc., by w najnowszych badaniach CBOS z 2024 roku spaść łącznie do 87 proc. Jednocześnie do 14 proc. wzrósł odsetek osób niewierzących, a sama przynależność do Kościoła rzymskokatolickiego wynosi obecnie 88,8 proc.

Pogrzeb świecki nie wyklucza przy tym religijnego – oba można połączyć w jednej ceremonii. Wybór coraz rzadziej wynika z samej tradycji, a coraz częściej z tego, kim był zmarły i czego chciał.

Polskie prawo wobec kremacji i ekologicznych pochówków

Branża pogrzebowa stara się spełniać życzenia rodziny i ostatnią wolę zmarłego, ale na przeszkodzie często stoi prawo. Zwykle chodzi o kremację. Ustawa o cmentarzach i chowaniu zmarłych pochodzi z 1959 roku i powiela rozwiązania oraz język aktu z 1932 roku. Przyznał to sam rząd w uzasadnieniu projektu nowego prawa.

W ciągu tych niemal stu lat odsetek kremacji wzrósł do około 40 proc. pochówków – według szacunków Instytutu Branży Pogrzebowej i Cmentarnej, bo oficjalnych statystyk nikt w Polsce nie prowadzi. Wiadomo, że działa już blisko 80 krematoriów, kolejne są w budowie. Liczba ta zaczęła dynamicznie rosnąć po 2010 roku, gdy zliberalizowano przepisy dotyczące ich budowy.

Prochy, biologicznie i chemicznie obojętne, prawo traktuje dokładnie tak samo, jak ciało w trumnie. Stąd kontrowersje. Urny nie wolno trzymać w domu, prochów nie można rozsypać w miejscu ważnym dla zmarłego. W Anglii pudełko z prochami trafia po prostu do rodziny, która decyduje: dom, ogród, góry, morze.

– Rozsypywanie prochów i tak ma w Polsce miejsce, ale przez sytuację prawną ludzie są zmuszeni robić to w „szarej strefie” – mówi Franczak.

Na Zachodzie z prochów robi się diamenty, płyty winylowe czy farby do portretów. W Polsce można co najwyżej zachować symboliczną ilość w biżuterii memorialnej.

W istniejące przepisy udało się jednak „wcisnąć” pochówki ekologiczne. W Poznaniu, na Junikowie i Miłostowie, oraz w krakowskich Podgórkach Tynieckich powstały lasy pamięci, gdzie biodegradowalna urna trafia wprost do ziemi – bez pomnika, bez betonu. Kucharski szacuje, że w Poznaniu odbyło się dotąd około 130-140 takich pogrzebów, a miejsca w Krakowie zdążyły się wyprzedać.

Franczak mówi o cmentarzach naturalnych w Anglii i Holandii: łąkach i lasach, trumnach z wełny, kartonu i wikliny, ciele wracającym do natury. W Polsce na razie nie jest to możliwe.

Czytaj także „Śmierć Jana Pawła II”: Niezręczność umierania Julia Niedziejko

Zmiana prawa ciągle nie nadeszła, choć we wrześniu 2021 roku rządowy pełnomocnik przygotował projekt zupełnie nowej ustawy, która miała w całości zastąpić akt z 1959 roku. Dokument urósł do 168 artykułów i 93 stron, przeszedł konsultacje i opiniowanie, a w lutym 2023 roku doczekał się jeszcze poprawionej wersji. po czym nigdy nie trafił do Sejmu. Po zmianie władzy nikt go nie podjął. Na stronach Rządowego Centrum Legislacji do dziś widnieje ze statusem „otwarty”.

Samorządy regularnie apelują o reformę, bo cmentarzom kończą się miejsca. W kwietniu 2025 roku do Senatu trafiła petycja o legalizację rozsypywania prochów i pochówków poza cmentarzami, między innymi w przydomowych ogrodach i wyznaczonych miejscach w lasach. Postępów brak.

Jedyne, co w prawie dotyczącym śmierci realnie drgnęło, to kwota zasiłku pogrzebowego. Od stycznia wzrosła z 4 do 7 tysięcy złotych, po raz pierwszy od 2011 roku. Była to zmiana wymuszona arytmetyką. Pogrzeb kosztuje dziś od 8 tysięcy złotych na wsi do 15 tysięcy w dużym mieście – jak wyliczył w ostatnim raporcie Warsaw Enterprise Institute.

Stary zasiłek pokrywał ledwie 23-35 proc. wydatków. Nawet po podwyżce o 75 proc. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ocenie skutków regulacji samo przyznało, że kwota „nadal może nie sfinansować kosztów pogrzebu, szczególnie w dużych miastach”. ZUS wypłaca rocznie blisko 360 tysięcy zasiłków pogrzebowych, a w 2024 roku przeznaczono na nie około 1,44 miliarda złotych.

W Polsce umiera około 400 tysięcy osób rocznie, a według prognoz GUS liczba zgonów będzie systematycznie wzrastać przez najbliższe dwie dekady. Starzejące się społeczeństwo to więcej pogrzebów, więcej żałoby i więcej ludzi, którzy prędzej czy później zderzą się z przepisami sprzed stu lat.

Pytana, dlaczego nowelizacje prawa stoją w miejscu, Tołoczmańska mówi:

– Polityki na trupach się nie robi. Sprawy ostateczne w kontekście polityki nie są istotne. Zawsze się znajdą pilniejsze rzeczy niż osoba zmarła.

Branża pogrzebowa ewoluuje szybciej niż prawo. Franczak opowiada o domu pogrzebowym, który właśnie buduje przestrzeń do całodziennych czuwań – miejsce, gdzie rodzina może przychodzić do zmarłego przez cały dzień, w dniach poprzedzających pogrzeb, i mieć tyle czasu, ile potrzebuje. Dziś standardem jest pół godziny przy trumnie tuż przed mszą.

– Tego nawet bym nie nazwała pożegnaniem. To raczej konfrontacja – mówi.

Prawo do dziś pozwala zatrzymać zmarłego w domu przez 72 godziny, tylko prawie nikt o tym nie wie.

– Nie chodzi o to, żeby wskrzeszać dawne obrzędy jeden do jednego – mówi Franczak – tylko żeby zrozumieć, co te symboliczne gesty dawały psychice, wspólnocie, duchowości, i znaleźć dla nich współczesne formy. Rytuały mówią, że miłość jest silniejsza niż śmierć. Powoli do tego języka miłości wracamy.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x