Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

CHORNABROVA: Co trzeba zrobić, by zostać przyjętą?

Kiedy ludzie nie chcą wiedzieć co się dzieje na świecie, kiedy słyszę „och, jesteśmy już zmęczeni tymi tematami”, to dla mnie przerażające. Ale trudno, trzeba walczyć dalej, nawet jeśli brakuje sił – mówi artystka Palina Dabravoĺskaja.

Close-up portrait of a person with a blue faux-fur hood, bold makeup, biting a silver pendant necklace while touching their face. Rozmowa
Serce
Duma
Cyrk

3

Jędrzej Malko: „Halo, tu Mila, sarenka i filar” – tak otwierasz swoją nową płytę. To pierwszy album CHORNABROVEJ, który w równym stopniu czerpie z języka polskiego i białoruskiego. Kim jest Mila, a kim CHORNABROVA?

Palina Dabravolskaja: Mila jest maską CHORNABROVEJ, która jest maską mnie. Są rzeczy, których nie mogę wypowiedzieć pod jedną maską – żeby o nich mówić, potrzebuję jeszcze drugiej.

Jakie to rzeczy?

Osobiste, bardzo prywatne. W trakcie pracy nad tą płytą dużo rozmawiałyśmy z Kae, moją partnerką, o tym, że dla mnie jedyna możliwość, żeby mówić o uczuciach, to zza dwóch masek. Inaczej to będzie za trudne. Mila jest więc dla mnie jakimś wyzwoleniem – pozwala mówić bez strachu. Mila to też jestem trochę ja sama, taka, jaką byłam kiedyś, w roku 2019 czy 2020, kiedy jeszcze pracowałam w Mińsku w teatrze, kiedy miałam dużo energii, kolorowe włosy, występowałam półnaga, czułam się wolna, a życie wydawało mi się bardziej kolorowe. Byłam po prostu bardzo młoda.

Nie we wszystkich piosenkach nosisz obie te maski.

Tak, album ma swoją dramaturgię, droga od pierwszej piosenki do ostatniej opowiada pewną historię. W którymś momencie na płycie pojawia się więc CHORNABROVA, która mówi: dzień dobry Mila, miło cię poznać, a teraz popatrz na świat, spójrz, jakie gówno dzieje się na tym świecie.

To ja zacytuję: „jebać wasz AI, jebać wasz cash, stosunek do zwierząt, i kobiet, do transów, do obcych, do słabszych od siebie, do własnych dzieci i starców, gońcie się wszyscy, chujocentryści, przemocowcy i Teslomoblicy, bitcoinowcy od siedmiu boleści, artyści w odklejce” albo: „ile wyciągasz żywcem z gardła, swoich złotych pracowników, leniwych lower-class szkodników, to dla ich dobra, uczysz ich podstaw: sikasz – nie robisz, nie robisz – to kradniesz. Jak kradniesz – logiczne, zostajesz po czasie, jak padasz na ryj – no to się nie nadajesz. Pewnie mógłbym większość płyty tu przytoczyć.

To też są bardzo moje piosenki, napisane z mojego doświadczenia, tylko na tematy socjalne, polityczne. A jednocześnie mam poczucie, że okłamuję ludzi, pozwalając im myśleć, że to są moje teksty, że CHORNABROVA to ja. Bo przecież cały ten materiał pisałyśmy razem z partnerką. Pierwszy raz w życiu miałam z kimś taką bliską współpracę. Zdarzało się, że naprawdę walczyłyśmy ze sobą o te teksty i to było zajebiste. Myślę, że to też dzięki temu jest to mój pierwszy album, którym się jaram, który mi się podoba śpiewać, którego nie boję się włączać, którego nie boję się słuchać. To bardzo dziwne uczucie, z którym nigdy wcześniej się nie spotkałam. Wcześniej raczej nie mogłam patrzeć na rzeczy, które robię.

Ty nie mogłaś, a jednak spektakle, w których grasz i które reżyserujesz, są wystawiane na całym świecie.

Rzeczywiście, przez ostatnie trzy lata jeździłam po Europie ze spektaklem Matki. Pieśń na czas wojny. Opowiadamy w nim historie kobiet, które uciekały przed wojną i prześladowaniami. To nie jest moja produkcja, jestem tam tylko aktorką. Ostatnia moja produkcja, z którą dużo jeździłam, to była SarmaTY/JA. To spektakl, który powstał niedługo po tym, jak trafiłam do Polski – historia o wygnaniu, o niemożności zakorzenienia się w obcym świecie, ale też o miłości.

Z SarmaTY/JĄ byłaś nie tylko w połowie Europy, ale też w Korei – czy odbiór jakoś się różnił?

Nie trzeba jechać daleko, żeby okazało się, że ludzie nic nie kumają. Nic nie wiedzą i niekoniecznie chcą się dowiedzieć. Jak opowiadasz we Francji czy Włoszech o wojnie w Ukrainie, ludzie pytają: „to się nadal dzieje?”. A jak opowiadasz o Białorusi, to w ogóle się dziwią: „a gdzie jest ten kraj?”. Rozumiem, że teraz się dużo dzieje na świecie, ale kiedy ludzie nie chcą nic wiedzieć, kiedy mają to w dupie, kiedy słyszę „och, jesteśmy już zmęczeni tymi tematami”, to jest dla mnie przerażające.

Mimo tych reakcji nie porzucasz politycznych tematów.

Bo to są tematy, o których nie potrafię się nie wypowiadać. Tematem głównym zawsze jest człowiek i to, jak próbuje sobie poradzić w świecie takim jak nasz. Pisząc Mińsk-Warszawa, wszędzie jestem sama myślałam nie tylko o Mińsku i Warszawie, ale też o wszystkich innych miastach, o których ludzie myślą jak o swoim domu. Chodziło mi nie o narodowość, tylko o uczucie samotności i jakiejś wspólnoty w tej samotności. Myślałam o wszystkich ludziach, których znam i o tych, których nie znam, a którzy mogą dzielić ze mną te uczucia i którzy pomyślą: o, to jest o mnie.

Od słabych reakcji trudniejszy jest brak jakiejkolwiek reakcji. W Akademii Teatralnej zostałam nauczona, że to jest mój zawód i nawet jeżeli przychodzi jeden widz, to trzeba dla niego zagrać. Ale po premierze mojej poprzedniej płyty, kiedy na koncert przyszło z dziesięć osób, nie występowałam przez dwa lata. Bardzo mocno to we mnie uderzyło, również dlatego, że byłam wtedy w trudnym stanie psychicznym.

Czytaj także Armia, teatr, patriarchat. Ukraińska feministka została kronikarką czasu wojny Aleksander Palikot i Jerzy Sobotta rozmawia z Aliną Sarnacką

Kiedy robisz muzę albo teatr niezależny, nigdy nie chodzi o pieniądze, bo wiadomo, że pieniędzy z tego nie będzie. Ale ten zawód nie jest o pieniądzach, tylko o komunikacji z ludźmi. I jeśli ludzie nie chcą przyjść, nie chcą się spotkać, to cała twoja robota idzie na marne. Ja wiem, że wszyscy próbują przeżyć kolejny dzień. Że mają swoją pracę, swoje sprawy. Ale czy nie o to właśnie chodzi w człowieczym życiu? O tę komunikację, o jakąś wymianę, nie tylko wśród artystów, ale też pośród znajomych i przyjaciół? Bez tego życie traci życie.

„Co trzeba, by zostać przyjętą?” – pytasz w jednej z piosenek. Dziś masz już odpowiedź?

Myślę, że w branży muzycznej czy artystycznej bardzo trudno jest się przebić wszędzie, nie tylko w Polsce. Ludzie z tych branż często żyją sobie w swoich bańkach, jest im tam komfortowo. Po premierze najnowszego albumu wysłałam z 10 mejli do różnych ludzi z mojego ukochanego Radia Kampus, nie dostałam żadnej odpowiedzi. Nawet nie chodzi o to, że mi odmawiają, po prostu mnie ignorują. Zresztą, skoro przez pięć lat w Polsce nie udało mi się dostać pracy w teatrze – wciąż jestem freelancerką – co dopiero mówić o jeszcze trudniejszej branży muzycznej.

Czytaj także Obrotowy Łukaszenka, czyli komu kłania się Mińsk Paulina Siegień i Wojciech Siegień

Ale trudno, trzeba walczyć dalej, nawet jeśli brakuje sił. Cieszę się, że jestem teraz w dobrym stanie mentalnym, jestem gotowa na długą drogę. Pewnie gdyby chodziło o inny materiał, już bym milion razy pomyślała, że jestem chujowa, że do niczego się nie nadaję. Ale z Milą czuję, że coś się udało, że to jest spoko muza. Ale „co zrobić, by zostać przyjętą” to jest wciąż moje największe pytanie.

Myślisz, że byłoby inaczej, gdybyś urodziła się w Polsce?

No tak, można powiedzieć, że to jest double kill, nie dość, że jestem artystką, to jeszcze imigrantką. Ale czy artyści i artystki urodzeni w Polsce mają łatwiej? To jest bardzo duży temat, pewnie na osobną rozmowę. Oczywiście byłoby łatwiej, gdybym miała polski paszport. Ale wciąż byłabym kobietą w społeczeństwie, w którym nienawidzi się kobiet. Dalej byłabym osobą biseksualną, nie zawsze przyjmowaną w społeczności LGBTQ+, bo jeśli jako biseksualna kobieta spotykasz się w jakimś okresie życia z chłopakiem, to słyszysz, że jesteś straight. Z polskim paszportem wciąż nie mogłabym zrobić w tym kraju aborcji, nawet w sytuacji zagrożenia życia. Wciąż miałabym nieklasyczną słowiańską urodę, romskie korzenie. Albo miałabym polski paszport, ale urodziłabym się na Podlasiu, więc i tak miałabym akcent, który wielu Polakom się nie podoba. Tego jest za dużo, wiesz?

Oczywiście, każda osoba mierzy się z tym, ile plusów, a ile minusów dostała przy urodzeniu. Mamy po prostu zjebany świat. Są dobre paszporty i złe paszporty. Dobre twarze i złe twarze. Dobre kolory skóry i złe kolory. Dobre genitalia i złe genitalia.

Byłoby oczywiście łatwiej z tym paszportem. Ale i tak mam całe ciało, czuję się kobietą w ciele kobiety, jestem biała, mniej więcej dobrze rozmawiam w języku polskim, szybko się nauczyłam. Mam sporo przywilejów, których inni nie mają. Mam podstawę, żeby być tutaj, mam pobyt czasowy, jestem uprzywilejowana.

*

16 lipca (czwartek) CHORNABROVA wystąpi w Warszawie na festiwalu Lado w Mieście. Wstęp na wydarzenie jest darmowy. Polecamy!

**

Palina Dabravoĺskaja – aktorka, reżyserka teatralna, muzyczka i artystka interdyscyplinarna. Stworzyła 8 autorskich projektów teatralnych i zagrała ponad 25 ról w Białorusi i Europie. Specjalizuje się w badaniach nad tożsamością, wygnaniem, pamięcią oraz miejscem człowieka w systemie społecznym i przestrzennym. Tworzy muzykę pod pseudonimem CHORNOBROVA, łącząc alternatywny hip-hop z folklorem w gatunku b-pop.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x