Około 200 osób wzięło udział w zamieszkach, do których doszło kilka dni temu we Lwowie. Funkcjonariusze TCK, czyli Terytorialnego Centrum Kompletowania (odpowiednika naszej komendy uzupełnień) – czyli tej części armii, który zyskuje na znaczeniu w czasie wojny, bo odpowiada za mobilizację – zatrzymali młodego mężczyznę. Co do tego panuje zgoda. Ale zupełnie inaczej o kontekście tych wydarzeń opowiadają cywile, mieszkańcy jednego ze lwowskich osiedli, którzy szybko skrzyknęli się i próbowali odbić sąsiada, a inaczej wojskowi i policja.
Busyfikacja, czyli pobór uliczny
Według cywili funkcjonariusze byli agresywni, a w czasie zatrzymania pobili chłopaka. Dlatego ludzie zebrali się i zablokowali przejazd służbowego auta żołnierzy z TCK, a kiedy ich żądania, by wypuścić młodego mężczyznę, nie przynosiły skutku – rozbujali je i przewrócili.
Wojskowi twierdzą, że funkcjonariusze TCK podczas wykonywania swoich obowiązków, czyli legitymowania mężczyzn w wieku poborowym, w czym towarzyszyła im policja, natrafili na 30-latka, który był poszukiwany w związku z niedopełnieniem obowiązków dotyczących służby. Z tej relacji wynika, że mężczyzna dobrowolnie wsiadł do samochodu funkcjonariuszy, jednak rozwścieczony tłum ich zaatakował. Wywiązała się szarpanina, w wyniku której zarówno wojskowi, jak i policjanci odnieśli obrażenia. Czterech najbardziej aktywnych podczas zajścia mężczyzn zostało zatrzymanych.
Ta historia nie ma żadnego morału. Stanowi za to kolejny przykład narastającego napięcia między cywilami z jednej, politycznym kierownictwem kraju z drugiej, a armią z trzeciej strony. Wojskowi z TCK nie są szczególnie popularni w społeczeństwie, bo to za ich pośrednictwem mężczyźni trafiają na front. Zarówno ci, którzy są na to gotowi, jak i ci, którzy woleliby za wszelką cenę tego uniknąć.
Sposób prowadzenia mobilizacji nie sprzyja budowaniu społecznego zaufania. Do słownika weszło pojęcie busyfikacji (eksploatuje je z zapałem rosyjska propaganda), oznaczające sytuacje, kiedy funkcjonariusze TCK z ulicy zgarniają mężczyzn, pakują do busów i wiozą do jednostek.
Toksyczny temat mobilizacji
TCK ma również problemy z korupcją i przemocą. Lista skarg jest długa: poza busyfikacją jest na niej przemoc, odmawianie kontaktu z rodziną, fejkowe komisje lekarskie. Komentując zajścia we Lwowie mówi o tym Dmytro Łubineć, pełnomocnik Rady Najwyższej ds. praw człowieka. Jego zdaniem to właśnie ignorowanie problemów z TCK, które na przestrzeni minionych lat zgłaszali obywatele, prowadzi do zaognienia sytuacji wokół mobilizacji.
Po serii afer, w których ujawniono, że za wystawianie lewych papierów o nieprzydatności do służby albo możliwości wyjazdu za granicę szefowie TCK brali gigantyczne łapówki, Wołodymyr Zełenski jednym rozporządzeniem zwolnił w sierpniu 2023 roku kierownictwo centrów we wszystkich regionach kraju.
To pokazuje miejsce władzy, która w tym układzie reaguje dopiero wtedy, kiedy jest już naprawdę źle, ale ucieka się do populistycznych rozwiązań, bo zdaje sobie sprawę, że wszystko, co dotyczy mobilizacji, jest politycznie toksyczne i woli się od tego procesu dystansować. Tyle że armia potrzebuje ludzi, żeby bronić kraju. Bez tego Ukraina może przestać istnieć jako niepodległe państwo. To od zdolności obronnych Sił Zbrojnych Ukrainy zależy dzisiaj zarówno los cywili, jak i rządu z prezydentem.
Rośnie liczba ataków na funkcjonariuszy TCK
Obecny minister obrony Mychajło Fedorow położył na stole propozycję reformy, która zakłada przeniesienie ciężaru poboru z przymusu na rekrutację opartą na zachętach, m.in. finansowych. Ale wojskowi, którzy od paru lat służą w warunkach wojny, uważają, że byłoby to niesprawiedliwe wobec nich. Zachwyceni reformą nie są też cywile, bo nie dotyczy ona w ogóle działania TCK. Na razie władza podwyższa wynagrodzenie dla żołnierzy zaangażowanych w działania zbrojne na froncie, ale innych pomysłów na wyjście z impasu nie ma.
Tymczasem dziennikarze portalu Slidstvo Info policzyli, że w 2025 roku na Ukrainie odnotowano 341 napadów na pracowników TCK. Oznacza to niemal trzykrotny wzrost liczby takich incydentów w porównaniu do poprzedniego roku. W 2026 roku we Lwowie celnik Andrij Trusz kilkukrotnie uderzył w szyję wojskowego z TCK, co doprowadziło do uszkodzenia tętnicy szyjnej i śmierci funkcjonariusza.
Lipcowe lwowskie zamieszki to kolejne zdarzenie, które pokazuje, że problem narasta. Choć w nagłówkach często pojawia się Lwów, to najwięcej tego typu incydentów ma miejsce w obwodzie charkowskim. Trudno mieć zresztą pretensje do Ukraińców, że są zmęczeni wojną.
Oznaki zmęczenia wykazują także Rosjanie, zwłaszcza że w pełnym słońcu gorącego kontynentalnego lata stanie po wiele godzin w kolejce po benzynę nie należy do najprzyjemniejszych zajęć. Ale realne lęki budzi to, że zaraz po jesiennych wyborach do Dumy Kreml ogłosi mobilizację. Putin nie wyobraża sobie bowiem, że Rosja nie zdobędzie przynajmniej całego Donbasu. Na ten scenariusz Ukraina ze swoim systemem mobilizacji musi być gotowa.







!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!