Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Moskwa płonie, Krym gaśnie. Ukraina zmienia reguły wojny

Ataki dronowe na rosyjską stolicę, kryzys paliwowy na Krymie i ultimatum wobec Mińska pokazują, że Ukraina coraz skuteczniej uderza w rosyjskie zaplecze daleko od linii frontu.

ObserwujObserwujesz
Kłęby dymu nad płonącą rafinerią w Moskwie
Walka

1

Ukraina przeprowadziła dwa ataki dronowe na Moskwę – 16 czerwca, a powtórny dwa dni później. Za drugim razem pod ostrzał trafiła zaopatrująca stolicę Rosji w paliwa rafineria w Kapotnie. Wybuch zbiornika z paliwem, który wysoko w górę wyrzucił wielką okrągłą pokrywę, przejdzie do historii – uwieczniony na zdjęciach, filmikach i memach. W sieci pojawiły się analizy sugerujące, że w zbiornik mógł trafić nie ukraiński dron, lecz pocisk moskiewskiej obrony powietrznej.

Czytaj także Dronowa wojna nerwów i coraz więcej pytań. Kraje bałtyckie nie winią Ukrainy Paulina Siegień

To, że Moskwa jest jednym z najlepiej wyposażonych w systemy antyrakietowe miastem świata – jeszcze w 2023 roku systemy Pancyr-S umieszczano w rosyjskiej stolicy nawet na dachach budynków – w połączeniu z obrazkami z minionego tygodnia jeszcze raz potwierdza, że wojna rosyjsko-ukraińska przeorała technologiczne i strategiczne metody prowadzenia wojny.

Południowo-wschodnią część Moskwy spowił gęsty czarny dym, wszystkie lotniska wstrzymały loty i ewakuowały pasażerów z samolotów, które stały na płycie. Szacuje się, że Ukraina w tym drugim ataku wypuściła na Moskwę nawet tysiąc dronów. Obrona działała chaotycznie, prawdopodobnie tak hojnie rozlokowane w Moskwie systemy antyrakietowe korzystają z tańszych, ale mało precyzyjnych pocisków antydronowych zamiast z rakiet, a do tego nie są obsługiwane przez przeszkolonych operatorów. Do sieci trafiły obrazki z moskiewskich autostrad, gdzie po szosie, między jadącymi samochodami biegają wojskowi i z przenośnych wyrzutni rakietowych typu Wierba (odpowiednik amerykańskich stingerów) próbują trafić w atakujące drony. Ktoś w tle krzyczy: Maszallach! („jak Bóg chciał!”)

Czytaj także „Na co oni nas przygotowują?”. Moskwa reaguje na odcięcie internetu Paulina Siegień

A jak reagowali Rosjanie na te ataki? Wśród Moskwian nie brakowało zdziwionych, no tak, wojna wojną, ale co my mamy z tym wspólnego? Kreml przez wszystkie minione lata od 2022 roku kreował stolicę jako miejsce, którego żadne wojenne zawieruchy nie są w stanie sięgnąć. Nawet Z-blogerzy i propagandyści krytykowali Moskwiczy za to, że żyją sobie lekko i niefrasobliwie, nie angażując się wystarczająco w „specoperację”.  

Ale ciekawsze jest Schadenfreude, z którym można było się spotkać we wpisach mieszkańców tzw. regionów, czyli rosyjskiej prowincji. Zwłaszcza tych Rosjan z miejsce, które od paru lat znajdują się w zasięgu ukraińskich ostrzałów i które funkcjonują bez internetu mobilnego i żadnych perspektyw poprawy sytuacji. To, że są Rosjanie, którzy mają satysfakcję, że wojna dotarła do znienawidzonej Moskwy, być może więcej mówi o dzisiejszej kondycji społeczeństwa rosyjskiego i panującym w nim cynizmie i darwinizmie niż wszystkie eksperckie analizy.

А co na to władze? Rzecznik Kremla Pieskow poprosił Rosjan, by nie fiksowali się na oglądaniu filmików z płonącej Moskwy, zamiast tego niech cieszą oko rosyjskimi atakami na Ukrainę, m.in. na Ławrę Pieczerską w Kijowie. Proste.

Krym bez paliwa

Jednocześnie pogłębia się izolacja Krymu, który przez skuteczne ukraińskie ataki został odcięty od dostaw paliwa. Jeśli jeszcze tydzień temu niektórzy mieszkańcy półwyspu starali się obrócić deficyt paliwowy w żart, oferując bezpłatne pobyty w swoich obiektach noclegowych w zamian za parę baków przywiezionej z Rosji benzyny lub diesla, to teraz żarty się skończyły. Okupacyjne władze Krymu obwieściły bowiem, że na półwyspie nie będzie do odwołania prowadzona detaliczna sprzedaż paliwa. Ukraińskie ataki na rafinerie i bazy paliwowe w Kerczu i Teodozji oraz na infrastrukturę energetyczną zmusiły zarządców Krymu do ograniczenia dostaw prądu. Nie będzie też działać oświetlenie uliczne. W związku z obawami o utrzymanie ciągłości dostaw w niektórych częściach regionu wprowadzane są także ograniczenia na zakupy produktów spożywczych.

Wszystkie dziecięce obozy i kolonie, na które rodzice z całej Rosji szykowali swoje dzieci, zostały odwołane. Sezonu turystycznego na Krymie w tym roku nie będzie. A co będzie? Nie wiadomo. Mieszkańcy w nagrywanych w ostatnich dniach filmikach radzą, by na Krym nie przyjeżdżać bez jakiejś szczególnie ważnej przyczyny. Ci, którzy wierzyli propagandzie, że letni sezon nie jest zagrożony i na Krym przyjechali, teraz w panice zastanawiają się, jak wrócić do domu. A ukraińska armia zapowiada, że Ukraina będzie nadal atakować zaplecze logistyczne Rosji i odcinać półwysep. Po rosyjskiej stronie na razie nie słychać, by istniał jakiś plan na taką ewentualność.

O tym, że Krym to nie jest jedynie kwestia symboliczna, a realne wyzwanie strategiczne, kluczowe z punktu widzenia przyszłości Ukrainy tłumaczył swego czasu w Bloku wschodnim Nedim Useinow.

Mińsk dostał tydzień

Do tego Ukraina postawiła ultimatum Łukaszence. Wołodymyr Zełenski publicznie wezwał władze Białorusi do zaprzestania technicznego i logistycznego wsparcia rosyjskiej agresji na Ukrainę. Przede wszystkim Kijów oskarża Mińsk o to, że Białorusini pomagają Rosjanom sterować dronami z wykorzystaniem nadajników znajdujących się w obwodzie brzeskim i homelskim. Zełenski dał Łukaszence tydzień na ich wyłączenie, dodając, że jeśli Białoruś tego nie zrobi, to Ukraina zrobi to sama. Wypowiedź prezydenta Ukrainy sprowokowały słowa Łukaszenki o tym, że nie chce, by Białoruś została wciągnięta w wojnę w połączeniu z przeprosinami pod adresem Zełenskiego. Mówił także o tym, że Białoruś, która od Rosji po bardzo korzystnej cenie kupuje ropę dla swoich rafinerii, zwiększyła eksport benzyny do Rosji trzynastokrotnie w porównaniu do zeszłego roku. Białoruś wspiera w ten sposób Rosję, która mierzy się z kryzysem paliwowym, wywołanym ukraińskimi atakami na rosyjskie rafinerie i magazyny paliwa.

Przed tym ultimatum było jeszcze kilka ostrych wypowiedzi po obu stronach ukraińsko-białoruskiej granicy. Dowódca ukraińskich wojsk dronowych Robert Browdi „Madziar” powiedział, że Ukraina zidentyfikowała 500 potencjalnych celów w Białorusi. Łukaszenka odparł, że Białoruś może zaatakować „bardzo poważny” cel na Ukrainie, którego współrzędne rzekomo posiada Mińsk. Łukaszenka potem jednak łagodził swoje słowa, tłumacząc w wywiadzie dla Al-Arabiya, że rozumie, że Zełenski działa pod ogromną presją, jest młody i niedoświadczony i ze go przeprasza, zapewniając, że Ukrainie nie grozi nowy atak ze strony Białorusi.

Zełenski, który również obszernie skomentował swoje ultimatum pod adresem Mińska, podkreślił, że nie interesują go słowa, a jedynie konkretne działania.

Co dalej?

Kolejny tydzień minie zatem pod znakiem zapytania: czy Ukraina, uskrzydlona sukcesami taktycznymi w Moskwie i na Krymie rzeczywiście zdecyduje się zaatakować cele w Białorusi? Jak na to wszystko zareaguje Rosja? Czy dojdzie do eskalacji? To pytania dziś dla nas znacznie ważniejsze niż polsko-ukraińska przepychanka o medale.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x