Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Ibrahim z Komorów wierzy, że znajdzie pracę

Ma 24 lata, urodził się na Komorach. W lesie na granicy Białorusi z Łotwą stracił część obu nóg, potrzebuje protezy. Dziś jest w Polsce legalnie i szuka pracy. „Doznałem w Polsce tyle dobra” – mówi z czułością.

ibrahim
1
Serce
Celnie!
Płacz

4

W połowie 2022 roku rozpoczął się kryzys humanitarny na polsko-białoruskiej granicy. W lasach Podlasia zaczęli pojawiać się ludzie potrzebujący pomocy. Wycieńczeni, poranieni, głodni, spragnieni, często chorzy – z Syrii, Konga, Afganistanu, Somalii, Erytrei i wielu innych krajów.

Granica Polski z Białorusią nie jest jedynym takim miejscem, to samo dzieje się między Białorusią a Łotwą. Już w 2022 roku Amnesty International alarmowało, że łotewskie służby dopuszczają się wobec migrantów nieludzkiego traktowania i tortur. Raport opisywał m.in. przymusowe przetrzymywanie cudzoziemców w tajnych miejscach w lasach, a także bicie ich, rażenie prądem i bezprawne wypychanie na Białoruś.

Ibrahim trafił na granicę Łotwy z Białorusią na przełomie 2023 i 2024 roku. Miał 22 lata i liczył, że w Europie znajdzie nowy, bezpieczny dom. Zimą w mroźnym lesie doznał hipotermii i poważnych obrażeń nóg. Doszło do zakażenia, pojawiła się gangrena.

Chłopak, który w swoim kraju grał w kilku ligach w piłkę nożną, stracił szansę na realizację pasji i życiowych planów. Piłka była całym moim życiem. Świadomość, że nigdy więcej nie będę mógł biegać po boisku, łamie mi serce – opowiada w rozmowie z nami.

Czytaj także Gdy państwo łamie elementarne prawa człowieka, nie chce mieć świadków [rozmowa] Paulina Siegień

Bajki o lepszym świecie

Ibrahim pochodzi z Komorów. To archipelag położony na Oceanie Indyjskim między Afryką a Madagaskarem. Komory to biedne państwo, regularnie dochodzi tam do zamieszek, zamachów stanu i represji. Opisywał to na swoim blogu podróżnik Jacek Torbicz:

„Związek Komorów jest jednym z najbiedniejszych krajów świata. Rozwarstwienie społeczeństwa jest ogromne. Nieliczna, skorumpowana garstka ludzi, skupiona w sferach rządowych, dominuje nad większością społeczeństwa, które żyje w nędzy”.

Ibrahim też opowiada o biedzie wśród mieszkańców, o braku prądu, trudnościach komunikacyjnych. Podkreśla, że tęskni za pięknymi plażami, za intensywnie zieloną roślinnością i słońcem, ale nigdy nie chciałby tam wracać. Bo jak mówi byłoby to skazanie na śmierć.

Na Komorach studiował biznes. W sierpniu 2023 roku doszło u nas do strajku wykładowców. Nie dostawali pensji, dlatego jako studenci stanęliśmy po ich stronie. Problemem był także brak sal, w których mogłyby się odbywać zajęcia. W tym kontekście zorganizowaliśmy antyrządowe demonstracje. Władza obiecała nam wtedy, że znajdzie rozwiązanie, ale tak się nie stało opowiada nasz rozmówca.

Protesty zostały brutalnie stłumione, wiele osób trafiło do więzienia. Ibrahim ukrywał się przez wiele tygodni. Jedna z jego sióstr znalazła informację, że jest taki kraj jak Białoruś, który daje młodym ludziom wizy studenckie. Mama z siostrą sprzedały działkę, pole uprawne. W ciągu trzech tygodni miałem wizę, pomogła jedna z agencji pośrednictwa. Wcześniej nie wiedziałem absolutnie nic o Polsce, Łotwie ani Białorusi, ani o tym, co działo się w lasach przy granicy opowiada nam Ibrahim.

Tak jak wielu innych migrantów uległ manipulacji. Uwierzył, że można się dostać na Białoruś, że można tam studiować, znaleźć wsparcie i pracę. Dał wiarę bajkom o lepszym świecie. Nie miał pojęcia, że ściąganie migrantów do Europy to część wojny hybrydowej prowadzonej przez Rosję i Białoruś przeciwko sąsiednim krajom.

Niektórzy na tej granicy zmarli

Przylecieliśmy do Białorusi w kilka osób. Człowiek, który miał się nami zająć, zabrał nas do jakiegoś mieszkania. Niedługo potem przyjechał i kazał iść przed siebie. Poszliśmy do lasu, myśląc, że po drugiej stronie, na Łotwie, ktoś rzeczywiście na nas czeka. To było kłamstwo opowiada.

Gdy wyszli z lasu, zatrzymały ich łotewskie służby. Bili nas pięściami, razili prądem. Odniosłem straszne obrażenia. W takim stanie wypchnięto nas z powrotem do lasu opowiada.

Czytaj także Doktor czy inżynier? Kontrolować na granicach to my, ale nie nas Xavier Woliński

– W pewnym momencie zostałem w tym lesie sam. Miałem bose stopy, a na nich straszne odmrożenia, traciłem przytomność. Spędziłem tam kilka tygodni w przerażających warunkach. Wiele razy byłem przekonany, że umieram. Najbardziej uderzała bezgraniczna samotność i nieustanny strach. Uratowała mnie wola przetrwania, wspomnienie rodziny i marzenia, które krzyczały, bym się nie poddawał mówi Ibrahim.

Piłem brudną, lodowatą wodę z rzeki, by nie umrzeć z pragnienia. Serce mi krwawi, gdy myślę o tych wszystkich osobach, które nie przeżyły tego śmiertelnego zimna. Bo wiem, że niektórzy na tej granicy zmarli. Myślę, że to sam Bóg zadecydował o moim losie mówi (Ibrahim jest muzułmaninem).

Przy leśnej drodze zobaczył go przypadkowy człowiek, Białorusin. To dzięki niemu Ibrahim trafił do szpitala. Po operacji stóp w białoruskim szpitalu pojawiła się jednak służba bezpieczeństwa, by go deportować do kraju pochodzenia. Powiedziałem im, że wolę umrzeć tutaj. W szpitalu przypadkowo dowiedziałem się o polskiej organizacji Hope and Humanity, która pomaga cudzoziemcom takim jak ja. Kontakt z nimi trzymał mnie przy życiu. Doznałem od nich dużo dobra i wsparcia.

Hope and Humanity to organizacja, która od dawna pomaga migrantom z lasu. Działa w niej m.in. Małgorzata Rycharska, która pozostaje w internetowym i telefonicznym kontakcie z cudzoziemcami. Gosia? Tak, Gosia mi bardzo pomogła Ibrahim uśmiecha się od ucha do ucha, gdy słyszy jej imię. Wcześniej w czasie, gdy próbował dostać się do Polski organizacja pomagała migrantom w różnych życiowych sytuacjach, ale dziś, gdy obowiązuje wprowadzone przez rząd Donalda Tuska zawieszenie prawa do azylu, wspiera głównie osoby z grup wrażliwych. Bo tylko od nich i to w nielicznych przypadkach polskie służby przyjmują wnioski o ochronę międzynarodową, tzw. azyl.

Słuchaj na Spotify:

Ibrahim dostał się do Polski przez przejście w Terespolu, tak mu podpowiedziano w Białorusi. Poruszał się na wózku, poprosił o ochronę w Polsce, przyjęto od niego wniosek. Z granicy trafił do ośrodka dla cudzoziemców w Łukowie na Lubelszczyźnie. Spędził tu ponad półtora roku, czekając na decyzję Szefa Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

24-latek z Komorów ostatecznie nie dostał statusu uchodźcy, ale tzw. ochronę uzupełniającą. To również jedna z form ochrony udzielana bezterminowo. Teraz Ibrahim jest w Polsce legalnie i ma prawo do pracy.

Dostał taką formę ochrony, bo państwo polskie uznało, że nie może wrócić do swojego kraju, bo istnieje poważna obawa, że będzie tam prześladowany.

Czytaj także Oburza was ICE? U nas wcale nie jest lepiej Anna Mikulska

Patronat społeczny

Z ośrodka w Łukowie Ibrahim trafił do Lublina. Wsparciem objęło go Stowarzyszenie Homo Faber, które od ponad 20 lat pomaga migrantom.

Organizacja od dwóch lat realizuje program tzw. patronatu społecznego (community sponsorship). To wywodzący się z Kanady model kompleksowego wsparcia osób z doświadczeniem uchodźstwa. Dzięki niemu ponad 350 tysięcy osób na świecie znalazło nowy dom.

Patronat nie wyręcza państwa ma je uzupełniać. Grupa osób albo organizacja pozarządowa zobowiązuje się zapewnić cudzoziemcowi wsparcie emocjonalne, finansowe i praktyczne przez określony czas. W praktyce oznacza to znalezienie mieszkania, pomoc w załatwianiu formalności urzędowych czy poszukiwaniu pracy, naukę języka. Jak mówi Wiktoria Paździerz, koordynatorka z Homo Faber, patroni wprowadzają taką osobę w polską codzienność i kulturę, są „kołem ratunkowym” i pierwszym wsparciem.

Do tej pory w ramach patronatu Homo Faber wspierało osiem osób, m.in. z Afganistanu, Erytrei i Etiopii. Widzimy efekty. Osoby, które otrzymują ten rodzaj wsparcia, dostają wiatr w skrzydła. A to pozwala im podjąć pracę, odnaleźć się tutaj w tej przestrzeni lokalnej opowiada Wiktoria.

Ibrahim 4 z ortezą
Ibrahim 4 z ortezą. Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka

Chciałam, żeby ktoś poczuł w Polsce ciepło

Patronat opiera się głównie na wolontariacie, tak było i tutaj. W internecie pojawiło się ogłoszenie o poszukiwaniu wolontariuszy. Zgłosiła się m.in. Beata Pleskaczyńska, dziś aktywna emerytka, wcześniej inżynierka budownictwa i dziennikarka.

– Ktoś szukał mieszkania, ktoś inny odpowiadał za sprawy urzędowe, za naukę polskiego. Gdy już znaleźliśmy mieszkanie, pojechałam z mężem po Ibrahima do Łukowa. Zamieszkał w domu, w którym w kilku pokojach mieszkają też inni cudzoziemcy- opowiada.

Pani Beata chciała pomóc, bo zna sytuację związaną z kryzysem na polsko-białoruskiej granicy, jeździła na Podlasie, a przy tym ma córkę z doświadczeniem migracji. Moja córka od siedmiu lat mieszka w USA. Tam studiowała, tam mieszka i pracuje. Wiem, że ma wokół siebie życzliwych ludzi. Chciałam, żeby ktoś, kto doznał takiej krzywdy jak Ibrahim, też poczuł takie ciepło u nas, w Polsce opowiada pani Beata.

Ibrahim jej zaufał. Trochę już rozumie po polsku, ale mówi tylko po francusku. Ja francuskiego nie znam, ale dajemy radę przy wsparciu tłumacza w telefonie. Sporo mi o sobie opowiedział, poznałam jego dramatyczną historię. Bardzo chciałabym mu pomóc, bo to fajny, dobry chłopak- opowiada pani Beata.

– Polska była pierwszym krajem, gdzie w końcu odnalazłem spokój i bezpieczeństwo. Najbardziej zaskoczyła mnie ludzka solidarność i życzliwość wobec obcokrajowca. Dlatego Polska to jedyne miejsce, w którym chcę odbudować swoje życie po tym wszystkim, co przeszedłem podkreśla nasz rozmówca.

Koniec ochrony

Zgodnie z przepisami o ochronie uzupełniającej Ibrahim do sierpnia jest objęty tzw. indywidualnym programem pomocowym z MOPR, z którego opłacane jest mieszkanie. Co będzie dalej, nie wiadomo. Nie chcę, by wylądował na ulicy, dlatego, gdzie mogę, szukam wsparcia mówi Beata Pleskaczyńska.

Patronat społeczny dla cudzoziemca właśnie się skończył, ale Ibrahim wciąż może liczyć na pomoc pani Beaty i Homo Faber. Już nie systemową, ale doraźną. Oczywiście, my pomagamy, ale nie jesteśmy państwem, a jedynie organizacją, która ma określone możliwości. Część cudzoziemców z innych kultur nie do końca to rozumie. Staramy się tłumaczyć, ale nie wszystko do nich trafia. A wsparcie jest tylko na określony czas w końcu trzeba podjąć pracę, by móc się w Polsce utrzymać. I mam nadzieję, że Ibrahim wie, że my też mamy swoje granice i że w pewnym momencie może zostać ze swoimi problemami sam tłumaczy Piotr Skrzypczak z Homo Faber.

Czytaj także Za mało, by żyć, za dużo, by umrzeć. Osoby uchodźcze z Ukrainy wypadają z systemu Aleksandra Wiśniewska

Największe wyzwania, które na dziś stoją przed Ibrahimem, to leczenie ortopedyczne i uzyskanie dopasowanej do jego nogi protezy. Próbowaliśmy mu pomóc z wizytami u lekarza, ale nie bardzo chciał czy mógł skorzystać. Podobnie było z francuskojęzycznym psychologiem dodaje. Może to wynikać z tego, że Ibrahim boi się lekarzy, bo prawdopodobnie ma z nimi nie do końca dobre skojarzenia. Ale musi pójść do lekarza, bo co jakiś czas mówi, że boli go noga mówi Beata Pleskaczyńska. Chłopak deklaruje w rozmowie z nami, że jeśli znajdzie się ortopeda, na pewno z takiej pomocy skorzysta.

Chce też podjąć pracę. Na razie dzięki udostępnionej przez Homo Faber hulajnodze jeździ na niej i rozwozi jedzenie, ale pieniądze ma z tego niewielkie. Wcześniej próbował pracy m.in. w rzeźni, jednak w związku z amputacją stopy- nie był w stanie ustać w miejscu przez kilka godzin.

Nie kryje, że boi się tego, co będzie we wrześniu. Jeśli nie zacznie normalnie pracować, w pełnym wymiarze, nie będzie miał z czego zapłacić za mieszkanie. Jestem trochę przerażony: mój program integracyjny wkrótce się kończy, a ja panicznie boję się, że nagle zostanę sam. Bardzo martwię się o brak stabilnego mieszkania, o brak pracy, o brak możliwości opłacenia czynszu. Chcę po prostu żyć godnie, pracując i znajdując stabilizację mówi Ibrahim.

Sonia, Ibrahim i pani Beata
Od lewej: Sonia, Ibrahim i pani Beata. Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka

– Ibrahim jest młodym chłopakiem, , był bardzo zaangażowany, go poznałam kiedy kilka miesięcy temu. Ma pozytywne nastawienie i myślę, że nadal próbuje widzieć tylko te dobre rzeczy w swoim życiu i w innych ludziach. Wierzę, że jeszcze bardziej zaangażuje się w poszukiwanie pracy i tę pracę znajdzie. Bo to dla niego podstawa mówi Sonia Fedziukovich z Homo Faber.

Ibrahim nie kryje, że wspomnienie lasu wciąż powraca. Nie mogę zapomnieć tortur, śniegu, mrozu. W tym lesie chciałem się nawet zabić mówi w rozmowie z nami. Ale wciąż jest w nim nadzieja, że się uda. Moim marzeniem jest pomóc mamie, by wysłać jej pieniądze. Do tej pory nie było to możliwe, ale wierzę, że znajdę pracę i że nie będę bezdomny dodaje Ibrahim z Komorów.

*
Gdyby ktoś z Państwa, naszych Czytelników, chciał pomóc Ibrahimowi w znalezieniu pracy, albo w powrocie do grania w piłkę w drużynie ampfutbolu, prosimy o kontakt z wolontariuszką, która mu pomaga, Beatą Pleskaczyńską [email protected].

**
Dofinansowano ze środków Fundacji im. Róży Luksemburg.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x