Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

„Love is Blind Polska”: Nie szarpnęliśmy się nawet na Ukrainkę

Program doczekał się kilkunastu edycji lokalnych i choć oczywiście nie obejrzałam wszystkiego, nawet polskiej edycji, to byłam ciekawa, jak tę samą bajkę opowiada się w różnych krajach.

ObserwujObserwujesz
Close-up of two people holding hands while sitting on a white woven outdoor chair, sunlight highlighting a tattooed forearm on the left.
Walka

Wiadomo, to guilty pleasure, ale kiedy wspomniałam na kolegium redakcyjnym, że oglądałam Love is Blind, okazało się, że nie ja jedna. Mogłabym powiedzieć kokieteryjnie, że oglądam, żebyście wy nie musieli. Ale wiadomo, że nikt nie musi, ale może jednak chcecie odpocząć od książek – ja chciałam – albo dowiedzieć się, czego nikt nie ogląda, bo to obciach, szmira i badziewie. Zawsze mam wytłumaczenie – dla socjologii wszystko jest ciekawe.

Piosenki, które już znamy

Przywykliśmy do kulturowej hegemonii jednego modelu miłosnego – monogamicznej, heteroseksualnej relacji, której kulminacją jest ślub jak z amerykańskich seriali: ona w białej sukni z welonem, on w smokingu, w pięknym plenerze wśród kwietnych dekoracji. A dalej, w domyśle, dzieci i wspólne życie aż do śmierci. Choć w życiu nieraz bywa inaczej, ten mit okazuje się odporny na zmiany i – co w tym wypadku ważniejsze – atrakcyjny w skali globalnej. Niekoniecznie jako model życiowy, ale jako wciąż angażujący emocjonalnie odbiorców schemat narracyjny. Nie zawsze chcemy tak żyć, ale wciąż chcemy to oglądać. Jest nie tylko satysfakcjonujący emocjonalnie, ale też wygodny poznawczo.

Historia jest prosta, chaos zastępuje porządkiem, który zapewni szczęście i jest odpowiednio moralny. Istnieje tylko ta jedna właściwa osoba, tylko trzeba ją znaleźć, a struktura jest domknięta. W pakiecie jest też niezwykle poważna stawka, jaką jest znalezienie pary, komplikacje po drodze, widowiskowy, wzruszający i radosny finał. To przepis na wiele filmowych i serialowych realizacji, ale w wersji reality show, kiedy proponuje się widzom „prawdziwe życie i emocje”, może działać jeszcze silniej. I jest też prosty sposób na rozwój serii – schemat zawsze jest niezmienny, uczestnicy się zmieniają. Trzeba jednak też wymyślić coś, co odróżni ten format od innych podobnych.

Czytaj także Show o Polsce i reality mimo woli Kasia Babis

W czasach, kiedy narzeka się na to, że z jednej strony ludzie kierują się tylko powierzchowną atrakcyjnością, wybierając partnerów z Tindera, a z drugiej, że nie potrafią budować trwałych związków, format Love is Blind /Miłość jest ślepa okazał się sukcesem Netfliksa. A także popularną franczyzą: stworzony przez Amerykanów i pierwszy raz pokazany w 2020 roku kilkunastoodcinkowy serial dorobił się w Stanach dziesięciu sezonów i ma kilkanaście wersji krajowych – zachodnioeuropejskie, latynoamerykańskie, japońską i arabską. W serwisie właśnie zadebiutowała pierwsza wersja wschodnioeuropejska – polska.

Globalny schemat ślepej miłości  

Skoro miłość od pierwszego wejrzenia się nie sprawdza, postanowiono, że uczestnicy poznają się wcześniej, niż się zobaczą. Pierwszy etap to spotkania w kabinach przedzielonych nieprzejrzystą szybą, podczas których poznaje się inne osoby, potem wybiera się te, z którymi chce się spotkać ponownie, aż wreszcie z czasem można podjąć decyzję o zaręczynach i wtedy dochodzi do pierwszego spotkania na żywo.

Zaczyna się od ok. 30 osób, z których zobaczymy, jak zaręcza się 5-6 par. W następnym etapie zaręczeni wyjeżdżają na rajskie wakacje, gdzie mają sprawdzić swoje dopasowanie fizyczne i pogłębić więź. Potem przez trzy tygodnie mieszkają razem, mają prowadzić normalne życie i poznać swoje rodziny i przyjaciół. W rezultacie ze cztery decydują się na ślub. I zazwyczaj połowa z nich mówi sobie tak, a w pozostałych ktoś mówi nie. To podbija napięcie – do końca nie wiemy, czy dojdzie do ślubu, uczestnicy długo zwlekają z odpowiedzią, napięcie rośnie… Po roku wszystkie pary i prowadzący program – przeważnie wzorowe małżeństwo – spotykają i dowiadujemy się, jakie były ich dalsze losy.

Ten schemat powtarza się z jedną małą modyfikacją (arabską) we wszystkich krajach, a nad całością czuwają wspominani czasem z nabożną czcią producenci. Podczas końcowego spotkania jedna z par przyznaje, że choć się rozstali, to obiecali producentom, że w czasie ślubu oboje powiedzą „tak”. Bo trzeba pamiętać, że aby uzyskać tyle trzymających się tego samego schematu i jednocześnie interesujących dla oglądających historii, potrzebne są selekcja, montaż i muzyka.

Od początku śledzimy tych, którzy się zaręczą, reszta jest tłem. Czasem zaręcza się więcej par, ale nie zawsze wszystkie są wytypowane do następnego etapu. Była też para, która doszła szczęśliwie do ślubu, ale nie została pokazana. Choć pracuje się na dziesiątkach godzin nagrań, chodzi o to, żeby historia była atrakcyjna – postacie są budowane tak, żeby były wyraziste, przyda się postać z jakąś nietypową cechą, może to być np. mężczyzna, który z góry mówi, że nie zamierza mieć dzieci. Albo chrześcijanin – to w Szwecji.

Wybiera się momenty o dużej temperaturze emocjonalnej, kieruje sympatią widzów, kreując ulubieńców i tych problemowych, szuka konfliktów, skupia na dramatach, kiedy np. ktoś w ostatniej chwili zostanie odrzucony. Płaczą kobiety i mężczyźni – wszystko dla dobra fabuły. I mnóstwo się śmieją, właściwie nie wiadomo z czego.

Uczestnicy często skarżą się, że zostali pokazani jako zupełnie inni ludzie niż w rzeczywistości. W Stanach dochodziło do spraw sądowych przeciwko producentom, również o to, czy uczestnicy są pracownikami, którzy mają pewne prawa. Choć rzadko ktoś bezpośrednio wpływa na ich zachowania i są to autentyczne nagrania, to stają się mimowolnie aktorami w sztuce, której scenariusz znają, ale nie mogą być pewni, jaką dostaną w niej rolę. Na początku zaś jest casting.

Europejski casual i japońska grzeczność

Przyznam od razu, że oczywiście nie obejrzałam wszystkiego, nawet w polskiej edycji, ale byłam ciekawa, jak tę samą bajkę, której szkielet już znacie, opowiada się w różnych krajach. Oczywiście wypowiadanie się na tej podstawie o ich społeczeństwach byłoby nadużyciem, bo choć różnice niezaprzeczalnie istnieją, wszystko zostało przefiltrowane przez wyobrażenia krajowych „producentów” – co mieści się w normach, co wolno pokazać, co się spodoba – oraz nadzór Netfliksa i sztywne wymogi konwencji.

Obejrzałam – też niedokładnie – te edycje, po których spodziewałam się najwyraźniejszych różnic: japońską, arabską, szwedzką i niemiecką, tę ostatnią głównie pod kątem kwestii rasowych. Rasa zawsze jest polityczna, ale zasadą tego formatu jest niewidzialność tego problemu, choć widzimy czarnych i mieszanych rasowo uczestników, może nawet są nadreprezentowani. Poza tym zajrzałam, choćby na chwilę, do wielu rozmaitych wariantów krajowych.

Wróćmy jednak do castingu, bo on wybrał dla nas osoby, które będziemy oglądać, i zapewne do jakiegoś stopnia zdecydował, jak będą się ubierały. Oczywiście bardziej spektakularne są kreacje kobiet. Właściwie wszyscy są podobni i wymienialni – każdy mógłby się pokazać w dowolnie wybranym kraju. Z wyjątkiem Japonii – i nie wynika to z tego, że w Japonii mieszkają Japonki i Japończycy.

Polacy są oczywiście najbardziej, poza Japończykami, homogeniczni i różnorodność reprezentują u nas Polka z Kazachstanu z lekko egzotycznym wyglądem i Ślązaczka, która zna godkę. Nie szarpnęliśmy się nawet na Ukrainkę. Pozostańmy jednak na razie tylko przy wyglądzie. Wszędzie widzimy styl, który określiłabym jako instagramowy glamour: tipsy, wysokie obcasy, makijaże, tatuaże, ozdoby, można pokazać dość dużo ciała, usta z botoksem. Jednak na zachodzie Europy jest więcej stylu casual. Choć rozmowy w kabinach można by prowadzić w dresach i kapciach, uczestnicy w podwójnym sensie są aktorami, także przed nami i kamerami. Kobiety zawsze w pełnym rynsztunku, mężczyznom przystoi większa swoboda, ale też ubierają się dość podobnie. Wiek około trzydziestki. Tylko w Brazylii jeden z sezonów przeznaczony jest dla singli 50-70. Wygląd – standardowo dobry, BMI w normie. Gdzieś dorzucili jednego otyłego, a gdzieś pana, który ma ponad dwa metry wzrostu. Klasa średnia.

Pewno zastanawiacie się, gdzie się w tym wszystkim mieści edycja arabska LiB Habibi. Czy nie powinny występować tam skromnie ubrane panie w hidżabach i panowie w galabijach? Nic bardziej mylnego, ubierają się podobnie i pokazują tyle samo nagości, co wszędzie. W tym wypadku uczestnicy pochodzą z różnych krajów – Irak, Egipt, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie (program kręcony jest Dubaju), Syria, Tunezja, Maroko. Pewno różnią ich dialekty, bo często przechodzą na angielski, czasem francuski, jeden z uczestników słabo mówi po arabsku. To kosmopolityczna panarabska klasa średnia, dużo podróżująca, znająca języki, nierzadko, szczególnie kobiety, dobrze wykształcona, także w zachodnich szkołach, z rodzinami w Europie lub Kanadzie. Odmienność arabską poznamy później.

No i Japonia – naprawdę odmienna. Przede wszystkim kobiety: w pastelowych, stonowanych sukienkach są po prostu eleganckie. Wiem, przemawia przeze mnie pewno wiek i klasistowskie fumy, ale naprawdę nie lubię tego globalnego stylu – tipsy, wysokie obcasy, botoks. Zachodni casual jest ok. Fascynujący jest przegląd tatuaży, u niektórych mężczyzn naprawdę bywają imponujące, ale to mi nie przeszkadza. Cała japońska seria jest taka – stonowana, grzeczne rozmowy, wszyscy poszukują prawdziwej stabilizacji. Dwie pary, które dotarły do ołtarza, doczekały się dzieci. Skąd to wiem? Serial ma ogromny fanklub w internecie, który musi omówić albo obmówić każdego i śledzi uczestników również po zakończeniu. Chociaż w tym wypadku znalazłam tę informację w Wikipedii. Dla uczestników udział w programie bywa początkiem kariery influencerskiej.

Absztyfikant czyta Prousta

Przejdźmy zatem do kabin. Relacja, która ma się tam zawiązać, jest zaplanowana jako globalny format emocjonalny, który będzie pasował wszędzie. Przypomina to najbardziej „czystą relację” opisywaną przez Anthony’ego Giddensa. Jest dobrowolna, oparta o wzajemną satysfakcję emocjonalną i poddawana nieustannej refleksji, budowana w oparciu o komunikację. „Komunikacja” i „budowanie relacji” to też często powijające się wśród uczestników hasła. Nie zawsze starcza im na to kompetencji. Polska uczestniczka czuje się urażona, kiedy zostanie – w pozytywnym sensie – nazwana osobą emocjonalną. Ja, emocjonalna? – emocjonuje się. Z tym urefleksyjnieniem najlepiej radzą sobie chyba Szwedzi.

Krytykując Giddensa, Eva Illouz dowodzi, że czyste relacje, wyabstrahowane ze społecznego kontekstu – rynku, klasy, rasy – nie istnieją. To samo powiedziałby Bourdieu – łatwiej o związek wśród osób o podobnym habitusie. I można przyglądać się, jak uczestnicy próbują ustalić kontekst i habitus. Pytania o ulubione jedzenie, czas wolny, inne upodobania. Ale są też subtelniejsze sygnały – podoba mi się to, że prawidłowo używasz dopełniacza i nie mylisz go z biernikiem (to nie w polskiej edycji) albo kiedy wyniosła modelka z Libanu, postać, która ma budzić kontrowersje, przekazuje starającemu się o jej względy mężczyźnie zaczytany egzemplarz francuskiego wydania pierwszego tomu W poszukiwaniu straconego czasu. Jego mina, kiedy próbuje to czytać – bezcenna.

Poza tym książki raczej nie występują w tym programie. Częściej muzyka – arabska para przedzielona ścianą, potwierdzając wspólny background kulturowy, odśpiewuje wspólnie piosenkę Umm Kulthum (sławnej na całym Bliskim Wschodzie, nawet w Izraelu, egipskiej piosenkarki,  która zmarła w 1975 r., a na jej pogrzebie były 4 mln ludzi. Znam ją ze wzmianek w prawie każdej książce z tego regionu). Poza tym jeden sygnał może uruchomić ciąg społecznych skojarzeń. On mówi, że jest weganinem, ona na to: pewno mieszkasz w Berlinie, głosujesz na lewicę, nosisz trochę za krótkie spodnie i martensy.

Jak wspomniałam, w zasadzie w programie obowiązuje ślepota na rasę czy pochodzenie etniczne. Ściśle przestrzegana w Szwecji – kobieta, która w końcu poślubiła sympatycznego chirurga o imieniu Ibrahim, nigdy, o ile czegoś nie przeoczyłam, nie spytała go o jego korzenie, choć pewno wie, że takie imię zazwyczaj stanowi utrudnienie na rynku pracy. Może nie dla chirurga.

Niemcy są bardziej otwarci. Pochodzący z Nigerii mężczyzna szybko odnajduje czarną kobietę i mówi, że tylko ona jest w stanie zrozumieć jego doświadczenia – rozmawiają o niemieckim rasizmie. Byłoby naprawdę ciekawiej, gdyby ludzie rozmawiali też o polityce; może rozmawiają, ale w montażu się to wycina.

Pogłębieniu więzi służą intymne wyznania dotyczące trudnych doświadczeń. Takie kontakty nazywane są przez uczestników „głęboką rozmową”. W ten sposób okazuje się, jak wielu z uczestników pochodzi z rozbitych rodzin, albo stracili jednego z rodziców, jest też alkoholizm, bieda, samobójstwo wśród bliskich, przemoc. Jak skarżył się jeden z uczestników – nie mogę z nikim przeprowadzić głębokiej rozmowy, bo miałem szczęśliwe dzieciństwo i dobrze mi się powodzi.

Wszyscy arabscy mężczyźni

Czy arabskie rozmowy czymś się różnią? Wszyscy deklarują z powagą przywiązanie do religii, tradycji i rodziny. Szwedzki chrześcijanin zostanie skasowany po tym, jak w odpowiedzi na pytanie „czy geje trafią do piekła?” odpowie, że nie wie, bo to Bóg decyduje. W wersji arabskiej częściej pojawiają się kwestie materialne. Modelka oskarża feministki o propagowanie modelu niezależnej kobiety, podczas gdy ona chce mieć nie tylko miłość, ale bogatszego od niej męża, który zapewni jej życie w luksusie. Chcąc przyspieszyć decyzję rozmówczyni, mężczyzna przyznaje, że chociaż przedstawiał się jako DJ, jest też współwłaścicielem fabryki i cichym udziałowcem jakiegoś interesu w Kanadzie. Zadziałało.

Poza tym Arab potrafi unieść się honorem jak nikt inny – po dość niewinnym żarcie kobiety wykrzykuje, że poniżyła nie tylko jego, ale całą kulturę arabską. Potem doprowadzi do szarpaniny na plaży z błahego powodu. Inny nie wykluczy wzięcia drugiej żony, o ile pierwsza nie będzie miała dzieci. Kolejny upiera się, że przyszła żona nie może tańczyć, a to jest jej ukochane hobby. Na początku programu wszyscy panowie złożyli sobie przyrzeczenie, że nie pozwolą na niezależność finansową kobiet. Jak orzekł internet – ta edycja była szczególnie oglądana przez diasporę arabską – wszyscy arabscy mężczyźni to czerwone flagi. Nie dajmy się jednak całkiem ponieść stereotypom, w małżeństwie, jedynym, które zawarto, kobieta pracuje, co wymaga cotygodniowych wyjazdów do innego kraju, i jest to akceptowane przez męża.

Redefinicja męskości przy pozłacanym kielichu

Można by też prześledzić te programy z punktu widzenia przemiany koncepcji męskości. W niemieckim jedna z kobiet mówi mężczyźnie, że jest sympatyczny, ale za mało męski. W Szwecji żadna by tego nie powiedziała, albo by to wycięli.

W kolejnym etapie pary poznają się na żywo w luksusowych ośrodkach nadmorskich. Czy uda im się nawiązać więź seksualną? Oczywiście nie dotyczy to Arabów, oni z partnerkami mieszkają w oddzielnych pokojach. Nie piją też alkoholu. Obowiązkowym rekwizytem we wszystkich programach są pozłacane kielichy do wina. Co w nich jest – nie wiadomo, ale obok arabskich ostentacyjnie stoją karafki z wodą. Alkohol w ogóle pełni dość ważną rytualną rolę – jest sygnałem do zmiany trybu na bardziej nieformalny, czasem z euforycznymi wybuchami, jest też klejem społecznym. Trochę inaczej działa to w Japonii, gdzie uczestnicy zawsze są bardziej opanowani.

Wróćmy jednak do seksu. Nawet głęboka więź emocjonalna nie musi zaowocować seksualną. Samego seksu nigdy nie widzimy, ale – w zależności od kraju – jest on w mniejszym lub większym stopniu prawie pokazany. Poza tym uczestnicy o nim rozmawiają tak, jak umieją i zwykle łączy się to z pewną nieporadnością. Szwedzi wymyślają własne określenie – jeść ananasa. Czy jedliście ananasa rano? Polakowi brak słów: „jak się nazywa w kobiecym języku no to… bzykanie? Robiliśmy miłość?”. Problemem zawsze jest zerwanie z powodu seksualnego niedobrania. Nie mówi się o tym wprost, ucieka bez pożegnania, a jeśli ktoś dość otwarcie mówi o takim powodzie, zostanie oskarżony, że nie pracował nad związkiem. Tak jakby pożądanie można było wypracować.

Rytualna odpowiedź na rytualne pytanie

Po rajskich wakacjach i próbie seksu następuje próba życia. Jak to bajkach bywa – bohater wchodzi do tajemniczej krainy i musi sprostać próbom. Uczestnicy poznają w tym razem również kontekst społeczny życia swoich narzeczonych. Mogą zobaczyć mieszkanie (za małe, bałagan), psa, ale przede wszystkim poznać rodzinę i przyjaciół. Małżeństwo jest instytucją społeczną, zobowiązaniem podjętym nie tylko wobec siebie, ale też wobec innych. Rodzice bywają sceptyczni, ale starają się być mili i ostatecznie nie mają wiele do powiedzenia, bardziej liczy się zdanie znajomych.

Inaczej jest w wydaniu arabskim. Okazuje się, że choć uczestnicy do końca noszą się na sposób zachodni, to już ich matki i siostry noszą chusty. Najpierw rodzina dziewczyny musi poznać narzeczonego, dopiero później przychodzi kolej na jego rodziców. Nareszcie odbywają się właściwe zaręczyny, ojciec narzeczonego prosi o rękę kobiety jej ojca, może być też brat, podpisują jakieś papiery. Do jednego z małżeństw nie dochodzi, bo rodzice kobiety nie wyrażają zgody. Inaczej niż w innych krajach wyglądają wieczory panieński i kawalerski, kobiety nadal mają odkryte głowy, ale dużo więcej jest tu lokalnych obyczajów. Trzeba przyznać, że „bez alkoholu zabawa udana” (były chyba kiedyś takie plakaty) i lepiej to się ogląda niż w innych krajach.

Poza seksem największym tabu edycji arabskiej jest chusta. Nikt o tym nie rozmawia, nie padają żadne pytania. Nikt też się nie modli, choć wydaje mi się, że wyznawcy islamu nie mają z tym problemów nawet w miejscach publicznych. Jest Dubaj w wydaniu kosmopolitycznym i pustynia, pusta, tylko snują się jakieś wielbłądy. Program w rezultacie okazuje się opowieścią o starciu nowoczesności z tradycją, która mimo pozorów i wymuszonego amerykańskiego sformatowania wygrywa, głównie za sprawą mężczyzn.

Odbył się jeden ślub, a kobiety zachowały swoją niezależność. Ślubu niby udziela jakaś świecka osoba, urzędnik? producent? – żeby wszystko było jak w formacie, ale ostatecznie młodzi przechodzą do szejka i mogą wybierać między spisaniem kontraktu albo ślubem. To chyba jakaś kulturowa bzdura – małżeństwo w krajach muzułmańskich zawiera się przez spisanie bardzo szczegółowego kontraktu ślubnego, a ślub w tym wypadku to nie wiadomo co. Może świecki, to po co szejk? Nie udało mi się ustalić.

I tak dobrnęliśmy do szczęśliwego zakończenia, spotkanie po roku powinno zawierać jakąś kłótnię, to jest chyba wpisane w dramaturgię scenariusza, wypominanie dawnych grzechów, czasem – wersja arabska – przeradza się w pyskówkę. Pada rytualne pytanie: czy miłość jest ślepa? I rytualna odpowiedź, że jest, chociaż absolutna większość par się nie zaręczyła, rozstała przed ślubem albo w ciągu roku po ślubie. A jeden z mężczyzn odkrył w czasie programu, że nie jest pewny swojej orientacji seksualnej. Życie.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x