🐀 W kulturze zachodniej szczury od wieków kojarzone są z chorobami, brudem i zagrożeniem – m.in. przez narracje wokół czarnej śmierci. Współczesne badania podważają jednak część tych wyobrażeń.
🏙️ W miastach na całym świecie trwa stała walka z populacją szczurów, regulowana przepisami sanitarnymi i obowiązkową deratyzacją. Stosowane metody często budzą kontrowersje etyczne.
📢 W Polsce w marcu 2026 roku ruszyła kampania społeczna Fundacji Mushika, która próbuje zmienić wizerunek szczurów i promować humanitarne formy kontroli ich populacji.
Przypisuje im się więcej ofiar, niż mają na sumieniu Hitler, Stalin, Mao Zedong i Pol Pot razem wzięci – liczbę zabitych przez czarną śmierć szacuje się na od 75 do aż 200 mln.
A przecież nie zabijały szczury opętane mizantropią, tylko choroba. Ponadto niektórzy naukowcy twierdzą, że to nie szczury śniade, które przybyły z Azji wraz z marynarzami, ale ludzie byli głównymi wektorami dżumy. Tak szybko jak czarna śmierć rozprzestrzenia się tylko choroba przenoszona drogą kropelkową.
Niemniej kultura pęka w szwach od tysięcy przesyconych lękiem i pogardą przedstawień szczurów, które łączą te gryzonie z brudem, chorobami i śmiertelnym zagrożeniem. Niekiedy, jak w Królu szczurów Jamesa Clavella – stają się symbolem przetrwania w każdych warunkach.
Wszechobecny szczur doskonale odnalazł się też w polskim języku i kulturze. Literaturoznawca Zbigniew Kopeć twierdził, że był on jednym z najczęściej występujących zwierząt w literaturze dwudziestolecia międzywojennego. Pojawiał się m.in. u Tuwima, Gombrowicza, Rudnickiego (Adolfa) czy Baczyńskiego. Wiązano go z tzw. marginesem społecznym – półświatkiem, lumpenproletariatem – i kataklizmami dziejowymi. Penetrujący na początku XX wieku mroczne zaułki miasta poeta Edward Stanisław Liciński dostrzegał korowody szczurów z ludzkimi twarzami. Metafora szczura w latach dwudziestych silnie spleciona była z myślą eugeniczną.
W PRL-u debatę dotyczącą szczurów porządkowały dwa dyskursy – militarystyczny i sanitarny. Dochodziło do „deprecjonującej antropomorfizacji”, w ramach której szczur nabierał ludzkich cech wroga, a jednocześnie tracił zwierzęce cechy, zrównany z patogenami, o czym pisała Gabriela Jarzębowska w artykule Retoryka deratyzacji w PRL: od czystki etnicznej i politycznej do czystki gatunkowej. Scalenie dyskursów usprawiedliwiało całkowitą eksterminację gatunku.
Grosza daj szczurołapowi
Łapanie szczurów może mieć coś z heroicznej eksterminacji potworów, jak w Wiedźminie. „Jestem kilerką i zabijam za pieniądze” – mówiła w rozmowie z WP Kobieta szczurołapka Elżbieta Suszczyńska. Na zdjęciu ilustracyjnym widzimy uśmiechniętą kobietę. Nagłówek informuje, że „szczur miał 52 cm bez ogona”. „Najpierw muszę się rozejrzeć, zapoznać z nimi, a one ze mną. Później, gdy nabiorą do mnie zaufania, niestety muszę zacząć być wredna i przechodzę do ataku” – tłumaczyła Suszczyńska. Trzeba uważać, bo przyparte do ściany zwierzę może walczyć o swoje życie!
Olbrzymie szczury rozpalają wyobraźnię, to stwory z bestiariusza polskiego. Nic dziwnego – w naszą mitologię wpisane są pokrewne szczurom myszy, które zjadły Popiela. W „Kurierze Porannym” w 2008 roku pisano o „szczurach jak koty” w Białymstoku. „Szczur jak kot” straszył przed rokiem polonię w North Yorkshire. Jednak to właśnie w sercu Podlasia w 2015 roku miano zabić legendarnego szczura ważącego 16 kg (na zdjęciu szczur nabity na hak).
Nietrudno myśleć o szczurach jako krwawych bestiach, kiedy internet bombarduje nas doniesieniami o zwierzętach wgryzających się w dzieci nocną porą. W 2002 roku szczur miał zaatakować 8- i 17-latkę na Mazurach, a w 2006 roku niemowlę w Chojnicach. Wstrząsające, prawda? Tymczasem zgłoszeń pogryzień przez psa jest nawet 100 dziennie, z czego 70 proc. przypadków dotyczy dzieci. Nie chodzi o sianie nienawiści do psów. Chodzi o to, że nawet w obliczu ich brutalnych ataków nie demonizuje się całego gatunku, jak to bywa w przypadku szczurów.
Częściej od szczurów gryzą też ludzie. Andrzej Żyluk w „Polish Journal of Surgery” podawał, że to właśnie ludzie zajmują trzecie miejsce na podium, za psami (70-80 proc.) i kotami (5-15 proc.) pod względem pogryzień wymagających hospitalizacji (rachunek uwzględniał skaleczenia dłoni o zęby w trakcie bójek) z wynikiem w przedziale od 3 do 23 proc. Jeśli przełożyć te statystyki na polski grunt i uwzględnić, że w roku 2025 na SOR trafiło 4,140 mln pacjentów, z czego 1 proc. właśnie z powodu pokąsania, wyjdzie nam, że przynajmniej w 1000 przypadków winny był człowiek. Choć nazwa zobowiązuje, pogryzienia przez gryzonie są kilkukrotnie rzadsze od ludzkich.
Zabijać z uśmiechem
Choć narracje o krwiożerczych gryzoniach należy zaliczyć do miejskich legend, podobnie jak profetyczny wymiar pojawienia się złowrogiego króla szczurów (tak nazywa się rzadkie zjawisko polegające na splątaniu kilku szczurów ogonami, co dawniej uchodziło za zły omen) i zabójczą truciznę gromadzącą się w szczurzym ogonie, to fakt, że populację szczurów miejskich trzeba regulować, nie podlega dyskusji. Mogą one stwarzać zagrożenie sanitarne, o czym informują oficjalne komunikaty na stronie Gov.pl, choćby ten Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Wieliczce. Zgodnie z prawem deratyzacja jest obowiązkiem każdego właściciela, posiadacza bądź zarządcy nieruchomości. Reguluje to art. 22 ust.1 pkt 2 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 roku o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Terminy i zakres wiosennych oraz jesiennych deratyzacji określa gmina.
Inspektor Adam Jędrzejczyk przypomina, że szczury mogą stanowić „zagrożenie dla zdrowia publicznego, ponieważ są źródłem różnych patogenów odzwierzęcych” oraz zanieczyszczać jedzenie, a także prowadzić do strat gospodarczych. Niestety, także w tego typu materiałach możemy spotkać się z rozszerzaniem listy zagrożeń o trudne do zmierzenia subiektywne czynniki. Jędrzejczyk zauważa choćby, że „inwazja” szczurów może być ponadto przyczyną przewlekłego stresu i pogorszenia zdrowia psychicznego.
Na portalu rządowym znajdziemy też materiały informacyjne przygotowane przez Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną w Trzebnicy. Towarzysząca jednemu z komunikatów grafika ukazuje pięć uroczych gryzoni zjadających ser. Ulotka wita nas hasłem „Niebezpieczne i inteligentne, walka z nimi jest coraz trudniejsza”, odsyłającym do czasów kreatywnej PRL-owskiej propagandy i sloganów pokroju „Stonka ziemniaczana to wróg rolnika”. W materiale znajdziemy naturalnie przypomnienie o wymogu deratyzacji – i ani słowa o jej etycznym wymiarze.
Ale to oczywiste, prawda? Przecież są przepisy, które regulują tę kwestię, jak art. 33 ust. 1a u.o.z., zgodnie z którym zabicie zwierząt w ramach wskazanego wyjątku musi odbywać się w określony w ustawie sposób, tj. wyłącznie w sposób humanitarny, polegający na zadawaniu przy tym minimum cierpienia fizycznego i psychicznego.
Tymczasem w ramach eksterminacji szczurów stosuje się na znaczną skalę trucizny skazujące je na długą, bolesną śmierć albo lepy, które działają jak śmiertelna pułapka. Szczur, który w nią wpadnie, kona z odwodnienia i wycieńczenia. Lepy stanowią zagrożenie dla wielu innych zwierząt, w tym żab, jeżów, kotów, gołębi i innych ptaków. Uwolnienie ofiary jest niezwykle trudne i często okazuje się niemożliwe bez zadania jej kolejnych ran. A czasami po prostu niemożliwe.
Stosowane do deratyzacji trucizny to m.in. środki antykoagulacyjne hamujące aktywność witaminy K. Rozrzedzają krew, co prowadzi do rozległego krwotoku wewnętrznego. Śmierć szczura następuje po 3 do 10 dniach męczarni. Trują się też inne zwierzęta, w tym polujące na szczury drapieżniki.
Trucizny na szczury zagrażają również ludziom. W 2020 roku w Kamieniu Pomorskim zmarł 14-miesięczny chłopiec, który zatruł się oparami trutki.
Na deratyzacji interes robią firmy zajmujące się DDD (deratyzacja, dezynsekcja, dezynfekcja) i producenci trucizn. To oni zdominowali wyniki wyszukiwania Google i AI, dlatego poszukując rzetelnych informacji na temat metod kontroli populacji szczurów musimy przebić się przez gąszcz stron sprzedających zwalczanie ich z uśmiechem na ustach. Na wielu grafikach promocyjnych zobaczymy wesołe szczurki wyczekujące deratyzacji. Na własne oczy widziałem kalendarz ze szczurem przypominającym o obowiązku rozłożenia trutek.
Do niedawna tematyka szczurza sporadycznie trafiała do dyskusji publicznej. Teraz ma szansę się to zmienić.
Jestem szczurem
Fundację Mushika założyła Katarzyna Wypychewicz w 2024 roku. Doświadczona businesswoman, podróżniczka i weganka, córka Bogusława i Małgorzaty Wypichewiczów. To miliarderzy, którzy według „Forbesa” na początku 2026 roku byli 12. najbogatszą rodziną w Polsce. Bogusław Wypychewicz założył firmę ZPUE S.A., obecnie giganta branży elektroenergetycznej. W artykułach o rodzinie regularnie pojawiają się nawiązania do Solorzów i Sukcesji.
Egzotyczna nazwa fundacji pochodzi z sanskrytu i oznacza „szczura” lub „mysz”. W hinduizmie imię Mushika nosił wierzchowiec boga Ganeśy. Sztandarowym projektem fundacji jest ogólnopolska akcja edukacyjna, która wystartowała 4 marca.
– Kampania „Jestem…” to próba przełamania jednego z najsilniejszych społecznych uprzedzeń. Przeciwstawiamy się popularnym mitom na temat szczurów i mówimy, jakie są naprawdę: inteligentne, empatyczne, dbające o higienę, troszczące się o młode. Chodzi nam o zmianę perspektywy: od odrazy do zrozumienia. To pierwszy krok do wprowadzenia skutecznych rozwiązań, takich jak etyczna deratyzacja, która eliminuje problem obecności szczurów tam, gdzie ich nie chcemy, bez generowania niepotrzebnego cierpienia – mówi mi Anna Mazurowska, koordynatorka komunikacji w Fundacji Mushika.
Na przystankach, w autobusach i tramwajach w największych miastach w Polsce pojawiają się cyfrowe reklamy przedstawiające ciekawostki o gryzoniach. Estetycznym zdjęciom szczurów towarzyszą hasła takie jak „Jestem czyściochem”; ,„Jestem rodzinny” czy „Jestem empatyczny”. To oryginalny „rebranding” przygotowany przez Agencję Jasne – szczury otrzymują głos i podmiotowość. Reklamom zewnętrznym towarzyszą akcje w social mediach, a w wybranych kinach można zobaczyć też spoty. Jednocześnie na stronie Jestemszczurem.pl pojawiło się mnóstwo informacji o tych zwierzętach oraz przygotowany przez Fundację Mushika kilkudziesięciostronicowy dokument Nieznani mieszkańcy miasta. Raport o szczurach wolno żyjących. Według autorek, m.in. dr n. wet. Edyty Wincewicz i dr Gabrieli Jarzębowskiej-Lipińskiej, jest „pierwszym w Polsce tak kompleksowym opracowaniem poświęconym szczurom wolno żyjącym”.
Filarem akcji jest zbiórka podpisów pod petycją o całkowity zakaz używania w Polsce pułapek klejowych. Są one nielegalne w wielu krajach Europy, w tym Anglii i Holandii, w Niemczech czy Irlandii.
Humanitarna deratyzacja
Do priorytetów Mushiki należy promowanie humanitarnych form deratyzacji i uświadamianie społeczeństwa, że istnieją metody nieletalne, niewiążące się z zabijaniem. To odłów żywych szczurów z wykorzystaniem żywołapek. W materiałach na stronie fundacja instruuje, jak to robić. Jeśli w szczególnych sytuacjach środki nieletalne są niewystarczające, należy zastosować takie zapewniające szybką, bezbolesną śmierć, jak dobrze wykonane pułapki zatrzaskowe lub elektryczne.
Niezbędna jest też profilaktyka. Jej podstawy to uszczelnianie, modernizacja i odpowiedzialne projektowanie budynków oraz zabezpieczanie odpadów. Szczur jest przecież emblematem kapitalizmu z jego przerostem produkcji dóbr. Otwarte kontenery na śmieci i wyrzucane przez okno resztki przyciągają gryzonie jak magnes. Coraz częściej w kontekście miejskich gryzoni mówi się też o programach antykoncepcji.
Do wprowadzenia potrzebnych zmian koniecznie jest uzmysłowienie społeczeństwu, że dopuszczalność deratyzacji nie jest jednoznaczna z dopuszczalnością każdej metody zabijania, a skazywanie zwierząt na cierpienie może prowadzić do odpowiedzialności karnej w myśl art. 35 ust. 1 lub 2 u.o.z., co jest zagrożone karą do 3 lat pozbawienia wolności.
Żeby jednak prawo w tym zakresie zaczęło być egzekwowane, konieczna jest skuteczna edukacja. Uważam, że oprócz pozytywnych komunikatów, jak te płynące z kampanii Fundacji Mushika, niezbędna jest terapia szokowa. Należy do skutku powtarzać, jak umierają zwierzęta unieruchomione w lepach i trute antykoagulantami. Jak przez kilka dni wymiotują i defekują krwią, a ostatecznie duszą się.
Obrońcy gryzoni
Choć to dzięki Fundacji Mushika o szczurach zrobiło się głośno w całej Polsce, aktywiści walczą o te niewielkie ssaki od lat.
Fundacja Lab Rescue oficjalnie działa od 2020 roku, choć jako oddolna inicjatywa ratowała zwierzęta dużo wcześniej. Współpracując z polskimi laboratoriami zapewnia nowy, lepszy dom gryzoniom wykorzystywanym do badań. Każdego roku zabezpiecza około 1 tys. zwierząt. Warszawska fundacja ma domy tymczasowe we Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu i Rybniku. Umożliwia adopcje nie tylko w Polsce, ale i za granicą.
Do adopcji szczurów, świnek morskich, chomików i królików namawia też Fundacja Zebrane. Trafiają do niej zwierzęta przejęte podczas interwencji, porzucone na śmietnikach i w parkach, oddane przez właścicieli. Wyleczone trafiają w dobre ręce, nieuleczalnie chore otrzymują opiekę paliatywną. Porzuconymi i zaniedbanymi gryzoniami zajmuje się również Viva! Gryzonie. Gdy wymaga tego sytuacja, odbiera zwierzęta ze schronisk, które nie są w stanie zapewnić im właściwych warunków bytowych. Do zasadniczej poprawy sytuacji szczurów potrzebne są zmiany w społecznej percepcji tych zwierząt. Trzeba uświadamiać ludzi, w tym tych władzy, że szczury są elementem miejskiego ekosystemu, który powinien być uwzględniony w narracjach ekologicznych. Brzmi to idealistycznie i utopijnie, ale to właśnie idee zmieniają rzeczywistość.



![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)



!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)

Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.