Prokuratorzy z Tuapse, nadmorskiej miejscowości w Kraju Krasnodarskim, opublikowali w kwietniu zdjęcia z sadzenia drzew w mieście. Organizowana przed obchodami Dnia Zwycięstwa 9 maja akcja miała wedle opisu przyczynić się do zachowania zielonych obszarów miejskich. Oglądający te kadry zwrócili uwagę na dalszy plan. Umundurowani prokuratorzy i prokuratorki (w Rosji to też mundurówka) pozują na tle ciemnego, zadymionego nieba. W poście nie ma o tym ani słowa, ale w czasie, kiedy odbywa się sadzenie drzew, od kilku dni pali się terminal naftowy w tuapsińskim porcie.
Gaszenie pożaru idzie opornie. Doświadczony strażak wyjaśnia w programie The Breakfast Show, prowadzonym przez grono emigracyjnych rosyjskich dziennikarzy, że w regionach (czyli poza Moskwą i Petersburgiem) nie ma ani sprzętu, ani dość personelu, by mierzyć się z takim żywiołem. Służby pokazują więc zdjęcia z gaszenia pożaru, na których widać podnoszący się strumień wody na tle ognia i dymu. Strażak tłumaczy, że woda kierowana na tak potężny pożar wyparuje, zanim zbliży się do jego źródła. Poza tym woda jest gęstsza od ropy, więc jeśli już trafi do zbiorników z paliwem, to opadnie na dno, a na powierzchni wciąż będzie paląca się ropa. Krótka lekcja najprostszej fizyki, którą warto sobie przypomnieć.
Słuchaj podcastu:
Pożar trwa kolejne dni. Tuapse – malowniczo położone miasteczko, które pełni też funkcję wypoczynkową, spowite jest czarnym, duszącym dymem, ale władze w ogóle o nim nie wspominają. Tymczasem z nieba zaczyna padać czarny deszcz, zostawiając na wszystkich powierzchniach tłustą warstwę. Osiada na samochodach, oknach, na ławkach i placach zabawach, na ludziach – w sieci krąży filmik z ojcem próbującym domyć czarne ręce swojego dziecka, które wróciło ze szkoły – i na zwierzętach. Miejscowi aktywiści proszą o pomoc w myciu miejskich kotów i bezdomnych psów, których sierść skleił naftowy osad. W komentarzach coraz częściej pojawia się porównanie sytuacji w Tuapse do Czarnobyla, czyli synonim wielkiej i groźnej dla ludzi katastrofy, którą władze próbują ukryć i przemilczeć.
Dopiero po trzech dniach lokalna administracja wydaje komunikat, w którym prosi mieszkańców, by w miarę możliwości siedzieli w domach i zamkniętych pomieszczeniach, częściej sprzątali na mokro, nosili okulary zamiast soczewek kontaktowych, a na ulicach maski. Miejskie służby przyznają, że w niektórych dzielnicach odnotowano dwukrotne, a nawet trzykrotne przekroczenie dopuszczalnych stężeń benzenu, ksylenu i sadzy w powietrzu. Władze dodają, że sytuacja się znormalizuje, kiedy pożar zostanie ugaszony. Przyrodnicy i eksperci nie są co do tego przekonani – ich zdaniem skutki dla środowiska i zdrowia ludzi będą odczuwalne przez lata.
Kadry z Tuapse obiegają rosyjski internet, dokładając się do panującej w ostatnich tygodniach frustracji i pesymizmu związanego z sytuacją w kraju – kryzysem ekonomicznym, zaostrzającą się cenzurą, brakiem perspektyw rozwoju. Wojna się w tych rozważaniach nie pojawia, groźba paru lat więzienia za dyskredytację czy fejki o wojnie skutecznie zdyscyplinowała Rosjan i Rosjanki.
W sieci trafiam na komentarze ludzi z regionu, którzy żalą się, że „Kraj Krasnodarski został dobity”. Bo w Anapie (innym kurorcie nad Morzem Czarnym) niedaleko plaży pływa gigantyczna plama mazutu, lotniska nie działają, internetu nie ma, bo to blisko frontu, a teraz jeszcze katastrofa ekologiczna w Tuapse. Wiralem staje się nagranie z płaczącą kobietą, która rozpacza: „Chciałam z dzieckiem mieszkać nad morzem, ale całe morze jest zajebane mazutem, kurwa. Wszystko zniszczone. Latają te drony, wszystko rozwalają, nie wiesz, czy w ogóle przeżyjesz, kurwa, ty i twoje dziecko!”
Ale trafiam też na artykuły, z których wynika, że sezon turystyczny nie jest zagrożony, masowych rezygnacji z wykupionych wycieczek nie ma, a w internecie szerzy się niepotrzebna panika. W to, że Rosjanie będą kąpać się w brudnym morzu i wylegiwać na plażach pod naftowym deszczem, jestem w stanie uwierzyć. W końcu od paru lat jeżdżą na okupowany Krym, gdzie czasem z plaży trzeba uciekać przed ostrzałem, albo nad morze na innych okupowanych terenach Ukrainy, np. do Bierdiańska, gdzie droga leży w pobliżu strefy działań zbrojnych. Na tym tle zatrucie toksycznymi odpadami naftowymi to jak typowa wyjazdowa jelitówka.
Pożar należących do Rosniefti rafinerii i morskich terminali naftowych w Tuapse był wynikiem ukraińskich ataków. Drony uderzyły w Tuapse najpierw 16, a potem 20 kwietnia. W poprzednich miesiącach i latach (od 2024 roku) port i rafineria nad Morzem Czarnym były już celami ukraińskich nalotów, ale dopiero kwietniowe ataki wywołały ogromne szkody. Osintowcy [specjaliści zajmujący się białym wywiadem – przyp. red.] szacują, że w ten sposób zniszczono jakieś 61 proc. rezerw w zbiornikach paliwa.
Jak mówiliśmy z Wojciechem Siegieniem w „Wojnach Dawidów”, ukraińska armia coraz śmielej i skuteczniej atakuje dronami rosyjskie tyły, nie oglądając się na sytuację na rynku paliwowym i nie zwracając uwagi na utyskiwania swoich partnerów, że niszczenie rosyjskiej infrastruktury naftowej jeszcze bardziej – po amerykańsko-izraelskiej wojnie w Iranie – podbija ceny i rodzi niestabilność. Celem Ukrainy jest bowiem możliwie jak najsprawniejsze zniszczenie tego, co daje Rosji dochody budżetowe, a więc kasę na wojnę. Podczas gdy w Rosji kończą się pieniądze, konfliktują elity (cywilna z siłową), buzują społeczne emocje, a najbardziej zagorzali apologeci wojny najwyraźniej stracili wiarę w jej sukces i sens – na horyzoncie znowu majaczy nadzieja, że Ukraina może wygrać.





![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)


Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.