Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Nie będzie żadnej dekolonizacji. Macron poległ na Nowej Kaledonii

Prezydentowi Francji w kwestii Nowej Kaledonii udało się zjednoczyć francuskich nacjonalistów, niemal całą lewicę i kaledońskich niepodległościowców – propozycja ustanowienia państwa w państwie jest prawnym, politycznym i moralnym absurdem.

Emmanuel Macron, za nim powiewająca flaga Nowej Kaledonii
Kontekst

🏝️ Nowa Kaledonia od dekad pozostaje jednym z najbardziej zapalnych terytoriów zamorskich Francji, z silnym ruchem niepodległościowym wśród rdzennych Kanaków. Trzy referenda w latach 2018-2021 nie doprowadziły do rozwiązania.

🔥 W 2024 roku na wyspie doszło do gwałtownych zamieszek, po których Paryż wprowadził stan wyjątkowy. Kryzys pogłębił polityczny impas i pokazał skalę napięć społecznych oraz polaryzacji.

❌ 2 kwietnia 2026 rok francuskie Zgromadzenie Narodowe odrzuciło propozycję Emmanuela Macrona, niezbędną do wdrożenia porozumienia Bougival, które zakładało zrobienie z Nowej Kaledonii „państwa w państwie”, przy zachowaniu realnej kontroli Paryża nad tym terytorium.

Walka

Emmanuel Macron próbował zjeść nowokaledońskie ciastko i równocześnie je mieć. Jego propozycja nadania francuskiej kolonii unikalnego i trudnego do zrozumienia statusu państwa wewnątrz Republiki Francuskiej miała dać rdzennym Kanakom iluzję samostanowienia, ale równocześnie zaspokoić wciąż silne imperialne marzenia w Paryżu.

Projekt upadł spektakularnie, co nikogo nie zaskoczyło. Premier Sebastien Lacornu, który dał swoją twarz propozycji Macrona, już w styczniu przepchnął przez Senat niezbędną poprawkę konstytucyjną, ale w Zgromadzeniu Narodowym nie było na to większych szans. W głosowaniu 2 kwietnia przeciw byli nacjonaliści ze Zjednoczenia Narodowego i niemal cała lewica, od Francji Niepokornej po socjalistów i zielonych. Projekt odrzucono 190 głosami „przeciw” wobec 107 „za”. Krótko po głosowaniu Emmanuel Tjibaou, lider niepodległościowej partii Kanaków otwarcie stwierdził, że porozumienie z 2025 roku, które było podstawą do proponowanych zmian, jest „martwe”.

Specjalizujący się w regionie dziennikarz Nic Maclellan ocenia, że nowokaledoński problem pozostanie nierozwiązany co najmniej do przyszłorocznych wyborów prezydenckich we Francji. Obecna sytuacja polityczna uniemożliwia wiarygodne rozmowy o dekolonizacji.

Czytaj także Zamieszki w Nowej Kaledonii: Mały pionek w wielkiej grze Karolina Kania

Polityczna katastrofa

Nowa Kaledonia to nie ostatnia francuska kolonia, ale od lat zdecydowanie najbardziej problematyczna. Paryż skolonizował tę wyspę, położoną niecałe 1500 kilometrów od wybrzeży Australii, w 1853 roku. Potem była kolonią karną i ważnym źródłem niklu, a po II wojnie światowej stała się terytorium zamorskim Francji. W 1947 roku została usunięta z listy terytoriów niesamodzielnych ONZ, rzekomo z uwagi na jej dekolonizację.

Narastające protesty rdzennej ludności doprowadziły do wzrostu przemocy politycznej w latach 70. i 80., aż w 1986 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ uznało, że Nowa Kaledonia jednak pozostaje kolonią. Paryż podpisał z niepodległościowcami porozumienie Matinou w 1988 roku, dziesięć lat później zastąpione porozumieniem Numea. To drugie ustaliło dwudziestoletni plan stopniowego zwiększania autonomii lokalnych władz, wraz z obowiązkiem przeprowadzenia trzech referendów niepodległościowych.

W głosowaniach w 2018 i 2020 roku za niepodległością opowiedziało się kolejno 43,3 proc. i 46,7 proc. wyborców. Trzecie, ostatnie głosowanie odbyło się w roku 2021. Niepodległościowcy mieli duże nadzieje na zwycięstwo, ale protestowali przeciwko referendum w trakcie pandemii i ostatecznie je zbojkotowali. W efekcie 96,5 proc. wyborców opowiedziało się przeciw niepodległości.

– Politycznie to była katastrofa. Od pięciu lat trwają próby wypracowania nowego porozumienia, które zastąpi porozumienie Numea – mówi Maclellan.

Po trzecim referendum sytuacja się zaogniła, a w 2024 roku doszło do zamieszek, w których zginęło 13 osób. Francja wprowadziła stan wyjątkowy, kluczowa dla Nowej Kaledonii turystyka zamarła i dla wszystkich stało się jasne, że terytorium potrzebuje nowego statusu. Dziś Nowa Kaledonia pozostaje francuskim terytorium zamorskim i „wspólnotą szczególnego rodzaju” o unikalnym statusie w stosunku do innych francuskich kolonii.

W 2025 roku Paryż i Numea podpisały porozumienie Bougival, które miało rozwiązać problem i nadać Nowej Kaledonii wyjątkowy status państwa, ale w ramach Republiki Francuskiej. Niepodległościowcy od początku byli temu rozwiązaniu przeciwni, bo według nich nie idzie wystarczająco daleko i nie jest realną dekolonizacją. Prawica jest przeciwna z dokładnie odwrotnego powodu – według nacjonalistów to zbyt daleko idące ustępstwa, które osłabiają resztki francuskiego imperium.

Zdekolonizowana kolonia

Prezydent Emmanuel Macron miał prosty cel w Bougival – formalnie zdekolonizować Nową Kaledonię i rozwiązać problem, ale w sposób, który realnie utrzyma status kolonii.

Maclellan tłumaczy, że Bougival trudno było uznać za zgodny z fundamentalną logiką procesu dekolonizacji.

– Porozumienie tworzy sytuację, w której przyszła ewolucja statusu Nowej Kaledonii działaby się w ramach francuskiej konstytucji, a nie w zgodzie z zasadami dekolonizacji. W gruncie rzeczy robi z tego francuską sprawę i z tego powodu wielu zwolenników niepodległości odrzuciło tę ofertę – mówi.

Czytaj także „Czarni Polacy” w środku jedynej udanej rewolucji antykolonialnej Paulina Januszewska rozmawia z Zbigniewem Marcinem Kowalewskim

W porozumieniu znalazły się logicznie niespójne propozycje. Maclellan wylicza m.in. punkt dający władzom Nowej Kaledonii prawo do stanowienia własnej polityki zagranicznej, ale tylko w zgodzie z polityką francuską. To nie miałoby sensu, bo, jak mówi ekspert, między Paryżem a Numeą istnieją istotne różnice w kluczowych kwestiach, jak polityka nuklearna, zarządzanie zasobami naturalnymi czy podejście do katastrofy klimatycznej.

Choć ruch niepodległościowy wzbierał na sile przez ostatnie lata, nawet w jego ramach panują rozbieżne opinie na temat dalszej strategii. Niektóre partie Kanaków popierały Bougival, ale najważniejsza z nich, socjalistyczna FLNKS, od początku była przeciwna. Maclellan uważa, że bez jej wsparcia nie da się wypracować nowego rozwiązania, choć równocześnie zwraca uwagę, że na Nowej Kaledonii mieszka wielu imigrantów z Francji, którzy są „w 120 proc. przeciwni niepodległości”. Polaryzacja w kolonii, ale i podziały polityczne w samej Francji, na razie oznaczają impas.

Dania wskazała drogę

Po zamieszkach w 2024 roku utrzymanie obecnego statusu politycznego w Nowej Kaledonii stało się bardzo trudne dla Paryża, ale pewnie brak porozumienia nie jest dla kolonizatorów najgorszym rozwiązaniem, bo przynajmniej wstrzymuje dekolonizację. A równocześnie Francja może mówić, że przecież próbuje.

Francja nie jest zresztą pierwszym krajem, który szuka wyjścia z kolonizacji w sposób, który niczego nie zmienia. Pierwsze było imperium, o którym dziś mało kto w ogóle myśli w kategoriach kolonizacji – Dania. Kopenhaga wymyśliła zasady tej gry w przypadku Grenlandii dekady przed tym, jak dojrzała do obecnego podejścia, które realnie otwiera drogę do niepodległości terytorium.

Frederik B. Jerris opisał w opublikowanym w 2024 roku artykule, jak Kopenhaga przekonała całe ONZ, że mieszkańcy Grenlandii chcą być częścią Danii, nigdy ich o to nie pytając. Gdy po II wojnie światowej wspólnota międzynarodowa – przynajmniej jej mniej imperialna część – zaczęła przymierzać się do dekolonizacji, podstawowym kryterium miała być wola mieszkańców kolonii. ONZ zgadzała się na integrację, ale tylko dobrowolną. To Dania w 1952 roku przeforsowała, że można po prostu uznać, że mieszkańcy zgodzili się na integrację. Na Grenlandii nie odbyło się wtedy żadne głosowanie ani nawet konsultacje. Kopenhaga zbudowała sobie przy tym wizerunek dobrego władcy, który oferuje pełne prawa skolonizowanej ludności dla jej dobra.

Czytaj także Trump marzy o Grenlandii. Imperialne ambicje USA i uległość Europy Artur Troost

Ten sam mechanizm kilka lat później wykorzystały Stany Zjednoczone. Alaska i Hawaje – do tego momentu formalnie amerykańskiego kolonie – stały się stanami i tym samym częścią państwa. To było równoważne z dekolonizacją, choć, jak ciągle przypominają rdzenni mieszkańcy Hawajów, nikt ich o zgodę nie spytał. Gdyby spytał, to niemal na pewno opowiedzieliby się przeciwko wcieleniu do Stanów.

W Nowej Kaledonii szczegóły się różnią. Francja wie, że terytorium nie może wcielić. Trzy referenda się odbyły, mimo że ostatnie było farsą. Przynajmniej część francuskich polityków rzeczywiście chce rozwiązać problem – czy to z pobudek prawnoczłowieczych i rzeczywistej chęci dekolonizacji, czy z uwagi na partykularne interesy polityczne. Ale grupa polityków, którzy albo otwarcie, albo skrycie chcą utrzymania imperium, jest wystarczająco duża, by porozumienie uwalić.

– Gdyby Nowa Kaledonia osiągnęła pełną suwerenność, byłby to punkt zwrotny w historii francuskiego imperium. Dlatego Lecornu i Macron desperacko próbują powstrzymać bieg historii – mówi Maclellan.

Byle do wyborów (i dalej)

Maclellan ocenia, że po upadku porozumienia Bougival nie ma realnych szans na rozwiązane dekolonizacyjnego problemu, co najmniej do francuskich wyborów prezydenckich w 2027 roku. Rząd nie ma większości w parlamencie, a kwestia Nowej Kaledonii nie jest najbardziej palącym problemem dla Macrona w ostatnich miesiącach jego prezydentury. Poza momentami zamieszek nie słychać o niej we francuskich mediach. Negocjacje i dalsze rozmowy będą kierowane wąskimi interesami, a nie szeroką narodową dyskusją.

To oznacza, że Nowa Kaledonia musi przygotować się na co najmniej kolejny rok niestabilności, niepewności i kolonizacji. Ucierpią na tym, jak zwykle, zwłaszcza rdzenni mieszkańcy. Maclellan zwraca uwagę, że to nie przypadek, że w ruchu niepodległościowym uczestniczy wielu Kanaków, mieszkających już nie tylko w tradycyjnie bardziej niepodległościowych regionach poza stolicą, ale i w samej Numei.

– Zamieszki w 2024 roku uświadomiły Francuzom, że na wyspie jest potężna polaryzacja. Młodsi aktywiści, ale i stara gwardia, która o niepodległość walczy od lat 70., są napędzani wielkimi nierównościami społecznymi, kulturalnymi, edukacyjnymi, ekonomicznymi. Mają ich dość. Następny rok będzie trudny, ekonomia Nowej Kaledonii jest w okropnym stanie, a polaryzacja, obawiam się, będzie trwała – ocenia Maclellan.

Najbliższą polityczną cezurą w procesie dekolonizacji będą lokalne wybory w czerwcu, w których głosować mogą jedynie rdzenni mieszkańcy. Ale dla wyzwolenia największej francuskiej kolonii znaczenie ma przede wszystkim to, kto będzie rządził Francją po 2027 roku.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x