🏅 W ubiegłym tygodniu Ostatnie Pokolenie ogłosiło zakończenie swojej działalności, przekonując, że działalność ruchu była sukcesem.
👥 W ramach dwugłosu jednocześnie publikujemy teksty Jakuba Wiecha i Łukasza Łacheckiego, którzy spierają się o ocenę działalności Ostatniego Pokolenia.
„Bunt jest językiem niewysłuchanych” – mówił Martin Luther King i trudno nie przyznać mu racji. Ale co ma wyrazić ten język, gdy niewysłuchani zaczną się nim posługiwać? Na to pytanie warto sobie odpowiedzieć, zanim na drogach staną barykady – także te złożone z ludzi przyklejonych do jezdni. Aktywiści Ostatniego Pokolenia nie porwali się na taką refleksję. Uznali, że zrobi to za nich samo widowisko, które tworzyli. To był błąd.
Pustosłowie
Na czym dokładnie ten błąd polegał? Wbrew obiegowej opinii – nie na zbyt daleko idącej formie protestów. Problem zmiany klimatu jest na tyle poważny, że trudno tu o przesadę. Rozminięcie się Ostatniego Pokolenia z celem przebiegło inną trajektorią. Aktywiści po prostu niczego konkretnego nie przekazywali. Ich protesty zwracały uwagę, ale nie niosły ze sobą żadnej zdatnej do powszechnego zapamiętania treści. Były, jak to pisał pewien Anglik, pełne wrzasku i wściekłości, lecz nic nieznaczące.
Stawiając taką tezę, łatwo narazić się na ostracyzm ze strony tych, którzy wierzą, że każda aktywność w słusznej sprawie jakieś znaczenie ma. To podejście romantyczne, będące kluczem do wielu zagadkowych wypadków polskiej historii, nie daje jednak odpowiedzi na pytanie: co przeciętny człowiek miał wynieść z akcji Ostatniego Pokolenia? Oczywiście pomocą może tu służyć estetyka postmodernizmu, która każe szukać metafor, symboli i znaczeń dosłownie we wszystkim, ale takie nastawienie szybko prowadzi do interpretacyjnego przebodźcowania. A to z kolei sprawia, że wszystko staje się bez wyrazu – więc odbiorca wraca do punktu wyjścia.
Niektórzy komentatorzy idący w sukurs Ostatniemu Pokoleniu porównują tę organizację do rolników bądź górników, którzy też przecież urządzają kontrowersyjne i głośne protesty, polegające na blokowaniu ulic czy wylewaniu obornika na budynki.
Między tymi sytuacjami jest jednak znacząca różnica, dotykająca sedna opisanego wyżej problemu: ogół społeczeństwa zazwyczaj zdaje sobie – choćby mniej więcej – sprawę, czego chcą rolnicy (zazwyczaj dopłat lub zmiany prawa) i górnicy (głównie dopłat). Czego zaś chcą aktywiści klimatyczni Ostatniego Pokolenia, oblewający pomarańczową cieczą warszawską Syrenkę? Nie wiadomo. Z tego symbolu można wyczytać wszystko, a więc realnie nie da się wyczytać nic.
Oczywiście można wejść na stronę internetową i przeczytać listę postulatów, ale już sama ta konieczność wskazuje na problem komunikacyjny. Rolnicy i górnicy potrafią swoje hasła wykrzyczeć – głośno, czasem wulgarnie, ale skutecznie. Wystarczy przyjrzeć się transparentom z ich protestów, żeby to dostrzec. „Stop Zielony Ład”, „Zielony (Nie)Ład”, „Ursula przy biurku – rolnik na sznurku”, „Bronimy polskiego węgla”, „Stop likwidacji kopalń” – tego rodzaju slogany nie są przesadnie poetyckie, ale spełniają swoją rolę komunikacyjną. A z jakiego sloganu jest znane Ostatnie Pokolenie? Chyba wyłącznie ze swojej nazwy, bo to ona zazwyczaj pojawiała się na ich transparentach.
Niegramotność
Warto jednak podkreślić: nieczytelność komunikacji Ostatniego Pokolenia to nie tylko brak słów. To również fatalnie dobrany język gestów. Dla przykładu: w 2024 roku aktywiści tej organizacji odgrażali się, jak to przywitają Taylor Swift na jej koncertach w Polsce. Zauważali przy tym, że piosenkarka „znana jest z 13-minutowych lotów prywatnym odrzutowcem”, a tak żyjący „najbogatszy 1 proc. odpowiedzialny jest za nadmiarową śmierć 1,3 mln osób przez upały”. Skończyło się na kilkuminutowej blokadzie furgonetek wjeżdżających na Stadion Narodowy, gdzie miała koncertować Swift. Nie wiadomo, czy faktycznie zatrzymano samochód przewożący gwiazdę.
Mówiąc krótko: z wielkiej chmury – mały deszcz. Tym mniejszy, że skontrastowany z częstymi (i niekiedy dłuższymi) blokadami drogowymi, które aktywiści urządzali mieszkańcom stolicy.
Tymczasem nieco ponad miesiąc wcześniej aktywiści z grupy Just Stop Oil – krytykowanej równie mocno co Ostatnie Pokolenie – oblali farbą prywatne odrzutowce na lądowisku, gdzie kilka godzin wcześniej wylądował samolot Taylor Swift. Akcja spotkała się z ciepłym przyjęciem w mediach. Dlaczego? Bo była czytelna, a na cel brała zachowanie, które faktycznie jest problemem.
Z kolei symbolem pewnej naiwności Ostatniego Pokolenia był odtrąbiony przez nich sukces w postaci umówienia spotkania z Rafałem Trzaskowskim, który akurat walczył o fotel prezydenta Polski. Aktywiści weszli do jego sztabu, domagając się rozmowy z kandydatem. Nie udało się. Ostatnie Pokolenie ogłosiło za to, że Trzaskowski ma się spotkać z jego przedstawicielami… w połowie czerwca. A więc dwa tygodnie po drugiej turze wyborów prezydenckich, czyli w momencie, kiedy polityczna przyszłość gospodarza Warszawy będzie już rozstrzygnięta, co diametralnie ograniczy jakikolwiek wpływ aktywistów na jego decyzje. Zresztą, do ustalonego w ten sposób spotkania i tak nie doszło.
Egotyzm
Co ciekawe, kończąc swoją działalność, Ostatnie Pokolenie także odtrąbiło sukces. Jednak aktywiści mogą być w tej ocenie nieco odosobnieni. Czy tym zwycięstwem mają być niedokończone prace legislacyjne uwzględniające część postulatów organizacji? Byłaby to nisko zawieszona poprzeczka – wiele grup społecznych potrafi wywalczyć więcej bez wychodzenia z domu. A może chodzi o przesunięcie okna Overtona dla protestów? Idąc przedstawioną wyżej logiką, okno to przesunęli już rolnicy i górnicy. Czy zatem mowa tu o zapoczątkowaniu jakiegoś szerszego, oddolnego ruchu? Też nie, przecież organizacja się zwija i nie zostawia po sobie żadnego następcy.
Co więc ma być tym sukcesem Ostatniego Pokolenia? Sam fakt podjęcia jakiejś aktywności? Nie, nie wystarczy robić „coś”. Trzeba jeszcze robić to z sensem – a tego w akcjach Ostatniego Pokolenia notorycznie brakowało.
Na koniec istotna statystyka. W Niemczech, czyli kraju, gdzie świadomość społeczna dotycząca zmiany klimatu jest zauważalnie wyższa niż w Polsce, roczna aktywność grupy Letzte Generation, czyli odpowiednika Ostatniego Pokolenia, doprowadziła do spadku poparcia dla organizacji klimatycznych wśród Niemców z 68 proc. do 34 proc. Innymi słowy: wystarczyło 12 miesięcy oblewania obrazów i przyklejania się do dróg, by ściąć to poparcie o połowę.
Może zatem czas zaakceptować, że – mimo najszlachetniejszych pobudek – nie wszystkie formy buntu przynoszą dobre rezultaty? I że nie ma nic złego w krytykowaniu tak prowadzonego aktywizmu? Można bowiem powiedzieć – używając wyjściowej metafory – że fakt, iż do kogoś nie przemawiają Rothko czy Pollock, nie oznacza automatycznie niechęci do sztuki.
**
Jakub Wiech – dziennikarz gospodarczy, eseista, poeta, z wykształcenia prawnik. Redaktor naczelny portalu Energetyka24.com, popularyzator wiedzy o polityce energetycznej Polski i Unii Europejskiej





![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)


Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.