❓ Irańskie społeczeństwo jest bardzo zróżnicowane – od zwolenników systemu religijnego, przez pragmatyczne „milczące centrum”, po radykalną opozycję w kraju i na emigracji. W warunkach autorytarnego państwa trudno jednak o wiarygodne badania opinii publicznej.
✍️ W kulturze perskiej poezja od wieków pełni rolę ważnego komentarza społecznego i politycznego. Wiersze klasycznych i współczesnych poetów bywają sposobem opisywania konfliktów społecznych i doświadczenia nadużyć ze strony władzy.
W zachodnich mediach często pada pytanie: „czego chcą Irańczycy”? Pytanie źle postawione w kontekście każdego społeczeństwa, bo wymuszające odpowiedź „zależy którzy”, w Iranie jest tym bardziej bezcelowe. W kraju dotkniętym wielopokoleniową traumą autorytarnych (i okresowo totalitaryzujących się) rządów, a także zewnętrznych interwencji mocarstw, polaryzacja i radykalizacja postaw wobec władzy sięgnęły poziomu dla nas niewyobrażalnego. W warunkach Islamskiej Republiki niemożliwe jest przeprowadzenie jakichkolwiek wiarygodnych badań socjologicznych, więc osoby zainteresowane próbą zmapowania tych społecznych podziałów zmuszone są korzystać z przekazów anegdotycznych i analizy dyskursu. Szczególnym nośnikiem wiedzy w tym zakresie jest poezja, której znaczenie i oddziaływanie na rzeczywistość w całym perskojęzycznym obszarze kulturowym pozostają nieporównywalnie większe niż w świecie Zachodu. Poetycki komentarz społeczny cechować się może ponadczasowością, by nie powiedzieć: profetycznością. Nie inaczej jest w przypadku wiersza Żal mi ogrodu autorstwa Forugh Farrochzād (w przekładzie Katarzyny Wąsali).
Utwór ten powstał przed rewolucją islamską (został napisany prawdopodobnie w latach 60. ubiegłego wieku, a wydany pośmiertnie w 1967 roku), jednak ukazane w nim postawy poszczególnych członków rodziny są uderzająco aktualne również dziś. Figury ojca, matki, brata i siostry podmiotu lirycznego i ich relacja z ogrodem reprezentują stosunek poszczególnych segmentów społeczeństwa wobec Iranu. Co ciekawe, ta sama typologia postaw zdaje się równie dobrze odnosić do obydwu irańskich dyktatur: monarchistycznej sprzed 1979 roku i islamskiej po rewolucji.
Obecnie z dwóch stron zalewani jesteśmy propagandą, która jakikolwiek niuans traktuje niczym zdradę. Z jednej monarchiści cancellujący Golshifteh Farahani, znaną przeciwniczkę reżimu, która w wywiadzie dla francuskiej telewizji sprzeciwiła się zewnętrznym interwencjom, z drugiej – popularne na lewicy wybielanie zbrodni Islamskiej Republiki i postrzeganie jej wyłącznie przez pryzmat zachodnich imperializmów oraz sprawy palestyńskiej, a jednocześnie ignorowanie imperializmu irańskiego.
Milczące centrum
ojciec mówi:
„mój czas już minął
mój czas już minął
zniosłem co miałem znieść
zrobiłem co miałem zrobić”
i w swoim pokoju od świtu do zmierzchu
czyta „Księgę królewską”
lub „Historię świata”
ojciec mówi matce:
„do diabła z rybkami i kurami
kiedy umrę
co za różnica czy ogród będzie
czy go nie będzie
dla mnie liczy się wypłata emerytury”
Klasą społeczną, która historycznie decydowała o wszystkich irańskich rewolucjach, są bāzāri, czyli drobni sprzedawcy bazarowi. To ich poparcie wyniosło Chomeiniego do władzy, to od nich rozpoczęła się ostatnia fala krwawo stłumionych w styczniu protestów. Nie są motywowani ideologicznie. Popierają władzę tak długo, jak ta umożliwia im prowadzenie biznesów. Podobnie jest z przedstawicielami innych zawodów należących do rozmaitych gałęzi gospodarki kontrolowanych przez Korpus Strażników Rewolucji (czyli prawie wszystkich). Niektórzy są bardziej religijni, inni mniej, ale łączy ich niechęć do radykalizmu i pragnienie płynięcia z prądem historii. Historia i nacjonalizm są zresztą dla nich ważnym wyznacznikiem tożsamości. W przeciwieństwie do obecnej w diasporze tendencji do przeciwstawiania starożytnej perskości islamowi, ta figura bazarowego ojca nie widzi sprzeczności w odwoływaniu się na jednym wdechu do Imama Rezy, Cyrusa i mitologicznego kowala Kawe. Szczyci się słynną na cały świat irańską gościnnością, nie dostrzegając wysiłku żony, która na tę gościnność pracuje i sarka na zachodni wymysł feminizmu, który córkom przewraca w głowach.
Wierni
dla matki całe życie
to dywanik rozłożony do modlitwy
na progu strachu przed piekłem
matka zawsze na dnie wszystkiego
szuka śladów grzechu
i uważa
że ogród zanieczyściła
herezja którejś z roślin
matka modli się cały dzień
matka jest urodzonym grzesznikiem
dmucha od uroku na wszystkie rośliny
dmucha od uroku na wszystkie rybki
dmucha od uroku na siebie
matka czeka na przyjście mesjasza
i błogosławieństwo które zostanie zesłane
Każdy islam jest polityczny, a irański islam jest polityczny po stokroć. Chodzi tu nie tylko o to, że mamy do czynienia z szyizmem, czyli wyznaniem buntowników i męczenników, ale ze specyficzną odmianą szyizmu, zbudowaną na koncepcjach filozoficznych Chomeiniego, Shari’atiego i Al-e Ahmada. W takim ujęciu atak na władzę państwową to atak na wiarę, a atak na wiarę to atak na państwo. Istotnym aspektem specyfiki irańskiego szyizmu jest jego deklaratywny antykolonializm i antyimperializm, które stanowią fundament społecznego poparcia dla reżimu wśród osób wciąż wiernych ideałom rewolucji islamskiej, a zarazem wygodne propagandowe uzasadnienie dla prowadzenia własnej imperialnej polityki wobec państw regionu. Pomimo zaangażowania militarnego IRGC w kilku państwach arabskich, podstawowym wrogiem Republiki zawsze jest ten wewnętrzny. Pielenie ogrodu z herezji jest tu wyrywaniem z korzeniami każdego kwiatka, który wyrośnie zbyt wysoko albo zabarwi się na nieislamski kolor. Warto jednak podkreślić, że choć wierzący muzułmanie i wierni rewolucji islamskiej to zbiory w dużej mierze pokrywające się, to jednak nie w pełni tożsame. Istnieje rosnąca (choć oczywiście niemożliwa do zweryfikowania badaniami) tendencja antyklerykalna i antysystemowa, nawet wśród osób religijnych.
Opozycja: akceleracjoniści i doomerzy
mój brat nazywa ogród cmentarzem
mój brat śmieje się z burzliwego szelestu traw
i liczy martwe rybki
które rozkładają się
pod chorą skórą wody
mój brat jest uzależniony od filozofii
a szansę na uzdrowienie ogrodu
widzi w jego zagładzie
upija się
i wali pięściami w ściany i drzwi
próbuje powiedzieć
o swoim cierpieniu zmęczeniu i beznadziei
swoją rozpacz
jak dowód osobisty terminarz chusteczki zapalniczkę i długopis
zabiera wszędzie ze sobą
jego rozpacz
jest tak mała że co noc
gubi się w otchłani baru
Niemożliwym jest oszacowanie liczby osób w samym Iranie, które nienawidzą systemu do tego stopnia, że uciekają się do maksymy „im gorzej, tym lepiej” i z radością przywitali amerykańsko-izraelskie bombardowania, ale nie ulega wątpliwości, że takie istnieją. Widoczne jest to chociażby w tekstach rapowych, np. grupy Moltafet. Nastawienie akceleracjonistyczne, dążące do eskalacji przemocy w nadziei na przeciążenie systemu i głębokim przekonaniu, że gorzej być już nie może, miesza się z podejściem, które nazwać można doomerskim. Ciche poczucie beznadziei i niema rozpacz, nieraz połączona z ucieczką w używki, wydają się naturalną reakcją na niewyobrażalny wręcz dla europejskiego oka poziom terroru, jakiego ciągle doświadczają przeciwnicy władzy. Pomimo dekad represji Irańczycy znajdują w sobie bohaterską iskrę, która podczas kolejnych protestów wyprowadza ich na ulice, ale każde takie krwawo stłumione wystąpienie siłą rzeczy musi wywoływać poczucie codziennej rozpaczy zabieranej wszędzie ze sobą.
Oddalająca się diaspora
a moja siostra która przyjaźniła się z kwiatami
i powierzała proste słowa swojego serca
ich milczącej serdeczności
gdy matka ją biła
a rodzinę rybek
częstowała czasem słońcem i słodyczami
ma teraz dom po tamtej stronie miasta
i w swoim sztucznym domu
ze sztucznymi złotymi rybkami
w otoczeniu miłości sztucznego męża
pod gałęziami sztucznych jabłoni
śpiewa sztuczne piosenki
i poczyna naturalne dzieci
ona
ilekroć przychodzi nas odwiedzić
i brudzi sobie spódnicę biedą ogrodu
zlewa się wodą kolońską
ona
ilekroć przychodzi nas odwiedzić
jest w ciąży
Irańska diaspora nie jest jednorodną grupą. Należą do niej zarówno urodzone już na Zachodzie dzieci emigrantów, jak i osoby urodzone w Iranie, które dopiero niedawno wyemigrowały. Choć w przestrzeni medialnej dominują zwolennicy Rezy Pahlawiego, nawet w diasporze zaobserwować można cały wachlarz poglądów: od fanatycznych monarchistów, przez osoby apolityczne, popierające szacha z braku lepszej opcji, lewicowców siedzących na płocie i krytykujących wszystkich z hasłem „ani szacha, ani mułły”, aż po nielicznych zwolenników reformy Islamskiej Republiki. Kwestia oceny izraelsko-amerykańskiego ataku i pytanie „czy bomby mogą przynieść wolność?” są żarliwie dyskutowane w irańskich mediach społecznościowych od 8 stycznia, gdy doszło do masakry protestujących na bezprecedensową skalę.
Jedyne, o co mogę apelować, patrząc na cierpiący Iran, to żeby wsłuchać się w głosy samych Irańczyków i Iranek, próbować zrozumieć różnorodne postawy i nie pozbawiać ich sprawczości swoją upupiającą, orientalizującą narracją, która trywializuje skomplikowany, wielowymiarowy konflikt.
**
Tomasz Machalski – absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, zainteresowany filozofią i socjologią prawa, polityką międzynarodową oraz kulturami Iberoameryki i świata irańskiego.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.