Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Byle nie konkurs. Marszałek Marek Woźniak na teatrach

Jeśli ktoś sądził, że po odsunięciu od władzy PiS-u polityka kulturalna stanie się spokojna i przewidywalna, musiał szybko zweryfikować swoje oczekiwania.

Kontekst

🎭 Mimo zmiany władzy konflikty i polityczne gry wokół instytucji kultury trwają, czego przykładem są kontrowersje w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie oraz działania marszałków województw

🏛️ Marek Woźniak konsekwentnie przedłuża kadencje dyrektorów podległych mu teatrów, mimo formułowanych wobec nich zarzutów o mobbing i sprzeciwu zespołów

⚖️ Kontrole instytucji publicznych pomijały kluczowe zarzuty dotyczące przemocy w pracy, co pogłębia poczucie bezkarności i braku realnej odpowiedzialności w środowisku teatralnym

Celnie!

1

Marek Kotański, były dyrektor Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, porównał zachowanie radnych PiS w sejmiku województwa świętokrzyskiego – rozżalonych przegraną swojego faworyta i blokujących powołanie zwycięzcy konkursu – do dziecka, które wpada w szał niszczenia wszystkiego wokół, bo nie dostało upragnionej zabawki.

Czytaj także Bezprawie w Kielcach. PIS-owscy urzędnicy niszczą jedyny teatr Katarzyna Kowalewska rozmawia z Dagną Dywicką

Trafne porównanie, tyle że dziś podobne emocje i równie nieodpowiedzialne decyzje obserwujemy także po drugiej stronie sceny politycznej – z tą różnicą, że tu nikt nikomu zabawek nie odbiera. Nawet jeśli ceną jest kondycja polskiej literatury czy zdrowie psychiczne pracowników w podległych politykom instytucjach.

Muzeum Literatury pod rządami Chata GPT

Program zarządzania Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie przedstawiony przez zwyciężczynię konkursu dyrektorskiego radną miejską KO Beatę Michalec to przykład braku konkretów i menadżerskiej nowomowy, który sprawia wrażenie wygenerowanego przez Chat GPT. A nawet jeśli to nie produkt automatycznego generatora – to tym gorzej. Oznaczałoby to bowiem, że osoba z akademickim tytułem może być aż tak oderwana od realiów funkcjonowania instytucji, którą chce kierować.

Po PIS-ie nie spodziewamy się wiele dobrego, ale obecna koalicja naprawdę mogłaby aż tak desperacko nie udowadniać, że potrafi doskoczyć do tak „wysoko” zawieszonej poprzeczki. Gdyby ktoś planował start w konkursie bez pomysłu na program, wystarczy skopiować dokument Michalec, podmienić kilka nazw własnych i gotowe – uniwersalny, bezpieczny, bezbarwny projekt zarządzania. Pasuje wszędzie, nie mówi nic. A przy okazji mamy aplikację nowych technologii (konkretnie AI) w praktyce. Szkoda tylko, że testowane akurat w największej instytucji poświęconej literaturze w kraju.

Publiczne rozgrywanie takiego manewru na oczach całej Polski to pokaz politycznej bezczelności – zarówno ze strony Michalec, jak i marszałka Adama Struzika. Ten ostatni zignorował próby interwencji ministry Cienkowskiej, co w kuluarach tłumaczy się partyjnymi porachunkami i napięciami między PSL a Polską 2050. Jeśli ktoś sądził, że po odsunięciu PiS-u polityka kulturalna stanie się spokojna i przewidywalna, musi szybko zweryfikować swoje oczekiwania.

Kontrakty są od tego, by je przedłużać

Zostawmy jednak osoby brylujące w nagłówkach i spójrzmy na osobę, która w cieniu medialnych sporów konsekwentnie trzyma na stanowiskach dyrektorów oskarżanych o przemocowe praktyki. Bez konferencji, bez wyjaśnień, bez reakcji. W tej ciszy jest więcej niż w najgłośniejszych deklaracjach – obojętność na ludzkie cierpienie i aroganckie przekonanie, że ludzie u władzy mogą więcej.

Czytaj także Nie wiem, czy kultura wytrzyma trzecią kadencję PiS [rozmowa] Jakub Majmurek

Marszałek Marek Woźniak z KO rządzi już piątą kadencję (w sejmikach wojewódzkich zasada dwukadencyjności nie obowiązuje, a szkoda) i tego samego życzyłby niektórym z dyrektorów i dyrektorek podległych sobie teatrów (gdzie zasada dwukadencyjności również nie obowiązuje, a szkoda). Teatrami marszałkowskimi są w Poznaniu Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki, Teatr Nowy im. Izabelli Cywińskiej, Polski Teatr Tańca, w Kaliszu Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego, w Lesznie Teatr Miejski, w Gnieźnie Teatr im. Aleksandra Fredry. Tak naprawdę tylko o Kaliszu i Lesznie jest cicho – cała reszta zasłynęła konfliktami zespołów z dyrektorami, którym Woźniak bardzo chciał przedłużyć kadencję.

Sprawdzono wszystko – poza mobbingiem

Zacznijmy od Gniezna. Tutaj Woźniakowi się nie udało. Przyciśnięty do ściany z żalem ogłosił konkurs na dyrektora Teatru im. Aleksandra Fredry – po tym, jak w 2024 r. wybuchła afera po oskarżeniach aktorki Martyny Rozwadowskiej o przemoc i mobbing ze strony Rolanda Nowaka, męża dyrektorki Joanny Nowak. W sprawę zaangażował się związek, sygnaliści wysłali list do urzędu marszałkowskiego.

Odpowiedź dyrekcji brzmiała jak parodia języka odpowiedzialności. Joanna Nowak tłumaczyła, że sygnaliści opierali się „najprawdopodobniej na fragmentarycznych i wybiórczych relacjach” oraz – uwaga – na „wynoszonych poza ściany sali prób fragmentach prywatnych wypowiedzi aktora”, artykułowanych w procesie budowania roli poprzez improwizację na temat osobistych przeżyć. Innymi słowy: jeśli aktor atakuje współpracowniczki i współpracowników, to być może właśnie tworzy. A kto tego nie rozumie, ten najwyraźniej nie dorósł do procesu twórczego.

Zlecone kontrole niczego nie wykazały. Jest jednak mały haczyk, na który warto zwrócić uwagę, zanim zacznie się otwierać szampana z dyrektorką. Zlecone kontrole – ze strony UMWW oraz Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) – nie dotyczyły sprawdzenia zarzutów mobbingu.

Mamy więc sukces – w teatrze oskarżanym o mobbing nie znaleziono innych nieprawidłowości poza mobbingiem, którego nie szukano. Polski teatr niezmiennie dostarcza nam dające otuchę happy endy. Nawet dla Rozwadowskiej, która została zwolniona, ale poszła do sądu pracy i ten przywrócił ją na stanowisko na czas procesu (jej etat był chroniony).

Kadencja dyrektorki Joanny Nowak kończy się z końcem obecnego sezonu. Pierwszy konkurs nie przyniósł rozwiązania, żaden z kandydatów nie uzyskał wymaganej liczby głosów. Nowak uzyskała ich… całe zero. Nie poparli jej nawet ludzie marszałka. Ogłoszono nowy konkurs, będzie rozstrzygnięty na wiosnę. Tyle zamieszania, że trochę mniej dziwi chęć pozostawienia obecnych dyrekcji w pozostałych instytucjach.

Pod latarnią za ciemno

Tyle że w poznańskiej operze też się nie udało. Dyrektorce Teatru Wielkiego w Poznaniu Renacie Borowskiej-Juszczyńskiej (na stanowisku od 2012 roku) marszałek chciał przedłużyć umowę na kolejne sezony w swoim ulubionym, bezkonkursowym trybie. Po publikacji w prasie oskarżeń byłych i obecnych pracowników poznańskiej opery – o ogromną presję, podsycanie strachu, brak szacunku, nadużywanie stanowisk, faworyzowanie wybranych i deprecjonowanie innych, chaos organizacyjny – Ministerstwo Kultury, współorganizator teatru, wymusiło na marszałku ogłoszenie konkursu.

Pierwszy nie przyniósł rozstrzygnięcia, a Borowska-Juszczyńska otrzymała dwa na pięć wymaganych głosów. Drugi trwa. W tym czasie dyrektorka kończy sezon, chociaż związki zawodowe prosiły, by zrobił to Adam Banaszak, który otrzymał cztery głosy. Ponad połowa pracowników wypowiedziała się w anonimowej ankiecie, zaznaczając, że nie chcą, by przedłużono kontrakt obecnej dyrektorce. Co więcej, kontrola PIP z początku sezonu wykazała, że w operze zainstalowano urządzenia do podglądania i podsłuchiwania, nieoznaczone, ale będące w użyciu. Podobną pomysłowość zarzuca się też Iwonie Pasińskiej, dyrektorce uczestniczącej w projektowaniu nowej siedziby Polskiego Teatru Tańca. Czy można mówić o trendzie wśród oskarżanych o przemoc dyrektorów, którzy bawią się w Big Brothera?

Czytaj także Łachecki: Wolałbym, żeby ministrą kultury nie była katoliczka Łukasz Łachecki

W Nowym Teatrze w Poznaniu urzędowi marszałkowskiemu poszło już lepiej. W 2023 roku, po oskarżeniach dyrektora Piotra Kruszczyńskiego o to, że zwolnił dwie aktorki, domagające się wyrównania pensji zasadniczej aktorów i aktorek do wysokości ustawowej pensji minimalnej, oraz że nadużywał dyrektorskiej władzy do wypisywania sobie nienależnych mu wynagrodzeń, udało się przedłużyć kadencję bez konkursu oraz bez wielkiego skandalu. I tak cykl kadencji trwa nieprzerwanie od 2011 roku. Przynajmniej tu nie było dodatkowej pracy.

Iwona Pasińska zostaje?

Do trzech razy sztuka i tak jak nie dało się utrzymać ciągłości funkcji Nowak oraz Borowskiej-Juszczyńskiej, tak przynajmniej udało się ocalić Iwonę Pasińską. Po sieci krążyły nagrania, a wypowiadająca się w materiale TVP Pasińska – mówiąc eufeministycznie – nie wypadła przekonująco, tłumacząc, że w jej instytucji jest tak świetnie, że każdy chce w niej być. Narobiono szumu, błagano wręcz o ogłoszenie konkursu, pisano listy od środowiska, w końcu po przedłużeniu kadencji pod wnioskiem o odwołanie dyrektorki podpisali się wszyscy członkowie zespołu artystycznego. Ale dyrektor Departamentu Kultury Włodzimierz Mazurkiewicz w odpowiedzi stwierdził, że jak się komu robota nie podoba, to może sobie poszukać pracy gdzie indziej.

Marszałkowi Woźniakowi i Pasińskiej się podoba, dlatego oboje nigdzie się nie wybierają. Pasińska została na trzecią kadencję, obecnie zaś zatrudnia nowe osoby do docelowo kilkunastoosobowego zespołu tancerzy, być może czekając, aż te protestujące zwolnią się same. Stawia też na rezydentów, w końcu ci niekoniecznie śledzą polską prasę.

Czytaj także Instytucjonalna żonglerka. Czy zmiana władzy musi oznaczać wymianę dyrektora od kultury? Katarzyna Kowalewska

Urząd marszałkowski zlecił audyt, o którym krążą plotki, że wypadł bardzo niepomyślnie, a o który zapytałam w trybie dostępu do informacji publicznej. Na odpowiedź, mimo upłynięcia dwóch tygodni, dalej czekam i jeszcze poczekam. Urząd na termin odpowiedzi wyznaczył sobie bowiem datę… 3 kwietnia 2026 roku. Rzekomo nie pozostaje bezczynny, tylko bada dokumentację i analizuje, czy elementy składowe wyniku audytu na pewno stanowią informację publiczną.

W trybie bezkonkursowym

Wygląda na to, że marszałek Marek Woźniak ma słabość do dyrekcji, które regularnie mierzą się z zarzutami o antypracownicze praktyki. Może chodzi o niechęć do konkursów i wszelkich zmian? Marszałek piastuje swoje stanowisko już piątą kadencję, tyle się zmienia na świecie, więc niech chociaż dyrektorzy tak nie rotują. W Lesznie dyrektora wybiera prezydent miasta, więc tam przynajmniej marszałek ma święty spokój (organizatorami Teatru miejskiego w Lesznie są województwo i miasto). W dalekim Kaliszu sprawy też toczą się spokojnie i od 2017 roku dyrektorem Teatru im. Bogusława Wojciechowskiego jest Bartosz Zaczykiewicz, ostatnio przedłużono mu kadencję – niespodzianka – bez konkursu.

Kiedy ministra kultury odstawi marszałkowi Woźniakowi zabawki i zaprosi do tego, żeby dorósł i nie bawił się ludzkimi życiorysami? Jakie kroki zamierza podjąć, by ochronić zespół Polskiego Teatru Tańca przed wymianą? Pasińska jako choreografka oceniana jest krytycznie i nie potrafi zarządzać ludźmi – krzyczy, szantażuje, napuszcza na siebie pracowników. A mimo to, bez konkursu i bez wątpliwości marszałka, zostaje powołana na trzecią kadencję. Jak ograniczyć marszałkowską butę, która nie jest problemem tylko w Poznaniu?

**

Jeśli chcesz opowiedzieć swoją historię z któregoś z marszałkowskich teatrów, napisz: [email protected].

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie