Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Skończmy już z monarchizowaniem pierwszej damy

Marta Nawrocka jest tylko i aż partnerką życiową swojego męża prezydenta. Owszem, bycie partnerem to bardzo ważna, wręcz życiowa rola dla osób w danym związku. Natomiast w życiu politycznym to rola żadna.

ObserwujObserwujesz
Walka

Co jakiś czas w dyskursie publicznym grany jest ten sam sitcom – wyśmiewania pierwszej damy. A to że milczy, a to że jednak nie milczy i się odzywa, jaką założyła sukienkę i jak kroiła bezę. I wreszcie: dlaczego, u licha, nie ma poglądów takich jak my, co zwykle znaczy umiarkowanie lewicowych?

Ostatnio znowu mamy powtórkę, tym razem po wywiadzie Marty Nawrockiej dla TVN.

Pierwsza dama jak pierwsza dama

Kim jednak jest Marta Nawrocka, żeby jej zdanie, zachowanie, poglądy oraz wywiady były czymś ważnym? Śmiem twierdzić, że nikim ważniejszym niż żony premiera Tuska, marszałka Czarzastego czy partner jakiegoś posła, na lewicy czy prawicy.

Marta Nawrocka jest tylko i aż partnerką życiową swojego męża prezydenta. Owszem, bycie partnerem to bardzo ważna, wręcz życiowa rola dla osób w danym związku. Natomiast w życiu politycznym to rola żadna. Czasami musi odgrywać pewną rolę ze względu na protokół dyplomatyczny, ale z tym też nie przesadzajmy. „Drzewa jak drzewa” – miała ponoć odpowiedzieć żona prezydenta Stanisława Wojciechowskiego do królowej Rumunii na uwagę o pięknym parku, bodajże w Łazienkach. I jakoś nic się nie stało. Polskie elity w 1939 roku nadal miały gdzie uciekać.

Czytaj także Pół roku poszerzania pola walki. Nawrocki gra na wywrócenie rządowego stolika Jakub Majmurek

Bardziej więc niż to, co powiedziała (lub przemilczała) każda z kolejnych partnerek polskich prezydentów, interesujące jest to, dlaczego wzbudza to taką sensację. Śmiem twierdzić, że dlatego, iż społeczeństwo w postaci pary prezydenckiej wytworzyło sobie pewne quasi-monarchistyczne zastępstwo.

Symbolicznym ojcem-królem jest więc prezydent. Tyle że nie z namaszczenia boskiego, lecz z namaszczenia przez lud, który wkłada mu symboliczną koronę na głowę. Dlatego prezydent w kampanii wyborczej opowiada, czego to dla ludu nie dokona (chociaż może jedynie zastosować dające się odwołać weto). Dlatego mieszka w pałacu i ma zimową oraz letnią rezydencję. Dlatego ma królewskie prawo łaski (co jest zresztą kompletnym idiotyzmem). Dlatego ma wręcz służbę i całą tę monarchiczną otoczkę. I dlatego cierpi na tym jego partnerka, zwyczajowo zwana pierwszą damą.

Gdy do pałacu prezydenckiego trafi kobieta  

Aż strach pomyśleć, jak zapłonąłby internet, gdyby to kobieta została prezydentką i mielibyśmy pierwszego dżentelmena. Śmiechom i zabawom nie byłoby końca. A przecież prezydent jest, owszem najwyższym, ale wyłącznie urzędnikiem państwowym. I to urzędnikiem, który może o wiele, wiele mniej niż zwykły minister, czego dowodem była chociażby niewidoczna prezydentura Bronisława Komorowskiego.

Tymczasem nie tylko konserwatyści, ale także liberalni czy lewicowi wyborcy idą w ten monarchizm jak w ogień. Nagle zaczynają wymagać od pierwszej damy, aby ta niczym królowa pokazywała królewskie maniery. Jest to o tyle komiczne, że jednocześnie żyjemy w czasach wielce antyelitarnych. Wszyscy przymilają się do zwykłego człowieka. Chłopomania panuje w literaturze. Niechęcią, czy wręcz nienawiścią do elit, wytapetowane są całe social media, a klasizm urasta do zbrodni największej.

Ale niech tylko partnerka prezydenta źle ukroi bezę, zrobi minę, rzuci jakąś głupotkę – już tysiące antyelitarystów tłucze ją za to, że nie ma manier elity. Polacy zrzucić elity z piedestału, ale gdy równocześnie na piedestale postawią kogoś nieelitarnego, to ten ktoś ma znowu wykazywać elitarne przygotowanie.

Czytaj także Czy Nawrocki będzie wstydził się radosnych zdjęć z Trumpem? Łukasz Łachecki

Jednak jeszcze ciekawsze jest wywodzące się nie wiadomo skąd przekonanie, że pierwsza dama ma zabierać głos w sprawach społecznych. A jak już zabierze, to musi to być głos liberalno-lewicowy, który na pewno coś zmieni. Otóż nic bardziej mylnego. Przede wszystkim trudno wymagać od partnerki, aby sprawiała partnerowi problemy swoimi politycznymi przemyśleniami. Mam wrażenie, że to był trochę taki mokry sen niektórych na lewicy, że jak Agata Duda coś powie wbrew mężowi, to on zostanie zaorany. Tymczasem ona po prostu była lojalna. Tego także wymaga się w związku.

Nie wiadomo także, dlaczego od konserwatystki i żony konserwatywnego męża oczekuje się, że będzie popierała postulaty lewicowe. Prawa kobiet polegają także na tym, że mogą one mieć poglądy inne niż progresywne. Dzięki wolnej woli mogą nawet głosować wbrew swym społecznym interesom, tak jak wbrew swym interesom głosuje masa mężczyzn oddających głos na Konfederację.

W obliczu polaryzacji

Owszem, można te głosowania krytykować, ale nie można odgórnie zakładać, że skoro ktoś jest kobietą, to ma moralny obowiązek głosowania na partie progresywne. W międzywojniu kobiety masowo głosowały na endecję, w Hiszpanii na prawicę, zanim Franco obraził się na demokrację i z Hitlerem zaczął przeprowadzać „moralną naprawę”. Zresztą takie myślenie doprowadziło także do triumfu Trumpa, który zdobył głosy (żałujących dziś) Latynosów. Słowem, konserwatywna kobieta jako pierwsza dama będzie przekazywała konserwatywne wartości. Dla lewicy nie będzie żadnym wsparciem, wręcz przeciwnie.

Wreszcie z faktu, że pierwsza dama cokolwiek powie, absolutnie nic nie wynika. Ludzie nie zmienią zdania o aborcji, związkach partnerskich czy podatkach dlatego, że cokolwiek oświadczy Agata Duda, Marta Nawrocka albo dwugodzinna prezydentowa Trzaskowska. Jest to rodzaj myślenia magicznego, przynależnego właśnie monarchizmowi, w którym słowo z góry ma być przez doły przyjmowane jako słowo pomazańców.

Czytaj także Marta Nawrocka wkurzyła facecików? I bardzo dobrze Paulina Januszewska

Nic takiego się nie stanie. W tak spolaryzowanym społeczeństwie żona prezydenta zostanie tylko zhejtowana i wyśmiana. Dokładnie tak, jak teraz dzieje się po antypisowskiej stronie w stosunku do Marty Nawrockiej. Dlatego lepiej milczeć latami, jak żona Andrzeja Dudy czy mąż Angeli Merkel.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie