Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Kto przejmie PiS? Dla Morawieckiego najlepiej byłoby już teraz wyjść z partii

Dwie główne frakcje walczą o schedę po Jarosławie Kaczyńskim – technokraci Mateusza Morawieckiego i alt-prawica Przemysława Czarnka i Patryka Jakiego. Wygląda na to, że faworytką pozostaje ta druga – i zdecydowanie nie jest to dobra informacja.

ObserwujObserwujesz
Walka

Podczas gdy w Polsce 2050 panuje zupełne, nomen omen, bezhołowie, a poszczególne frakcje łączy już tylko wzajemna nienawiść, bardziej interesująca i znacznie ważniejsza walka o przywództwo trwa w głównej partii opozycyjnej.

O schedę po Jarosławie Kaczyńskim i rząd dusz w PiS ścierają się tak naprawdę dwie główne siły – technokraci Mateusza Morawieckiego i partyjna alt-prawica Czarnka-Jakiego. Oczywiście frakcji w PiS jest więcej, wciąż silny jest chociażby tak zwany zakon PC, złożony głównie ze starych wiarusów Kaczyńskiego. Pisowska alt-prawica sama złożona jest z przynajmniej dwóch frakcji, czyli ziobrystów i konserwatystów zgromadzonych wokół Przemysława Czarnka. Są też „najbliżsi ludzie prezesa”, czyli głównie Mariusz Błaszczak i Joachim Brudziński.

Zarówno ci ostatni, jak i zakon PC to jednak najpewniej melodia przeszłości, natomiast pisowska alt-prawica pokłóci się między sobą najwcześniej po pokonaniu Morawieckiego. Do czasu tego rozstrzygnięcia partyjna rozgrywka trwać będzie między technokratami a prawą ścianą.

Jej wynik będzie ważny nie tylko dla samego PiS, ale też całej polskiej sceny politycznej. To przecież bardzo istotne, czy główny nurt polskiej prawicy będzie brunatny, czy tylko cyniczny. Technokraci Morawieckiego dają jakąś gwarancję, że III RP nie osunie się w odmęty szaleństwa, lecz będzie lawirować między modernistycznymi ciągotami a zaspokajaniem oczekiwań konserwatywnego ludu. Zwycięstwo pisowskiej alt-prawicy będzie oznaczać symboliczne puszczenie się poręczy i ekscesy mniej efektowne od wybryków Trumpa wyłącznie dlatego, że będą miały miejsce w średnio znaczącej Polsce, a nie hegemonicznych Stanach Zjednoczonych.

Niestety, jak na razie zanosi się na zwycięstwo tej drugiej opcji.

Merytoryczna dominacja ekipy Morawieckiego

Chociaż na pierwszy rzut oka Mateusz Morawiecki pasuje do PiS jak pięść do nosa, to wciąż posiada w partii niemałe atuty. Przede wszystkim jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polityków tej partii, zarówno w ogóle wyborców, jak i jej elektoracie. Właśnie dlatego nadal wygrywa w sondażach na najlepszego kandydata na premiera z ramienia ugrupowania Kaczyńskiego. W sondażu IBRiS z października zeszłego roku na Morawieckiego wskazało 23 proc. respondentów, a na drugiego Czarnka 16 proc. Faktem jest, że w podobnych sondażach największe poparcie zbiera „inny kandydat”, jednak samo przodownictwo wśród wymienianych z nazwiska osób też o czymś świadczy.

Poza tym za Morawieckim stoi jego ośmioletnie doświadczenie rządowe, w tym siedem lat na stanowisku prezesa rady ministrów. Doświadczenie poparte pewnymi sukcesami. Rząd pod jego wodzą niezaprzeczalnie prowadził bardzo sprawną politykę finansową – w 2016 r. dług publiczny wynosił 54 proc. PKB, tymczasem w 2023 r. już tylko 49,5 proc., chociaż znacząco zwiększono wydatki społeczne, a po drodze trafiła się jeszcze bardzo kosztowna pandemia.

Prowadził też niezłą politykę makroekonomiczną, utrzymując w omawianym czasie wysoki wzrost PKB i płac, nie dopuszczając przy tym do destrukcji gospodarki w czasie pandemicznych lockdownów. Sprawnie zorganizowano również ogólnokrajową akcję szczepień na COVID-19 i transport uzbrojenia dla Ukrainy.

Frakcja Morawieckiego dominuje nad rywalami również przygotowaniem merytorycznym. Sam Morawiecki, o ile nie wikła się w typowo pisowską narrację, potrafi wykazać się sporą wiedzą, brakiem dogmatyzmu i otwartością na nowoczesność. Pokazał to chociażby podczas publicznej dyskusji ze Sławomirem Mentzenem, w której lider Konfederacji został zwyczajnie rozjechany, a były premier zrobił to w niezłym, luźnym stylu.

Czytaj także Wójcik: Exposé premiera byłego i niedoszłego Piotr Wójcik

Także ludzie Morawieckiego są nieporównanie bardziej sensowni od pisowskiej alt-prawicy. Chociaż Michała Dworczyka obciąża rozbuchana ponad miarę „afera mailowa”, to wciąż jest to jeden z najzdolniejszych polityków w Polsce. Nie można zapominać, że to on organizował akcję szczepień czy pomoc dla Kijowa. Także Janusz Cieszyński czy Waldemar Buda to jak na PiS w miarę sensowni ludzie, z którymi da się spierać w sposób cywilizowany i bez odpływania w mroczne rejony świadomości.

Łaska prezesa i duch dziejów

Problem w tym, że znajdzie się znacznie więcej przesłanek za porażką Morawieckiego w walce z frakcją Czarnka-Jakiego. Pierwszą z nich jest opinia prezesa.

Chociaż były premier przez długi czas miał pierwszeństwo przy jego uchu, to aktualnie znalazł się na dalszych miejscach. Kaczyński już zapowiedział, że nowym premierem z PiS powinien być ktoś młodszy niż 50 lat, tymczasem Morawieckiemu bliżej do sześćdziesiątki. Poza tym lider technokratów stracił w oczach szefa, gdy nie zjawił się na zwołanym naprędce „szczycie na Nowogrodzkiej”. Morawiecki był wtedy na spotkaniu z wyborcami na Podkarpaciu, ale dla prezesa to żadne tłumaczenie.

Odchodzący lider prawicy wciąż przyzwyczajony jest, że jemu się nie odmawia, czego doświadczyła chociażby odsunięta na boczny tor – i nieprzypadkowo współpracująca właśnie z nielubianym wcześniej Morawieckim – Beata Szydło. Owszem, pozycja prezesa jest obecnie najsłabsza od dawna, ale skutkować to będzie co najwyżej tym, że osobiście Morawieckiego – na razie – z partii nie wyrzuci. Chociaż głównie dlatego, że boi się powstania kolejnej konkurencji, tym razem bliżej centrum.

Czytaj także Koniec rządu Morawieckiego, koniec rządów PiS, nie będziemy tęsknić Katarzyna Przyborska

Duch dziejów również bardziej sprzyja partyjnym przeciwnikom byłego premiera. Aktualne nastroje społeczne na całym Zachodzie promują polityków hałaśliwych i radykalnych, nawet jeśli przy okazji nie mają nic interesującego do powiedzenia lub są wręcz bardzo niemądrzy. Donald Trump jest tego najbardziej jaskrawym przykładem. Także wyniki ubiegłorocznych wyborów prezydenckich, szczególnie pierwszej tury, pokazały, że Polska nie tyle nawet skręca w prawo, co wchodzi w prawo na ręcznym.

PiS jest już obchodzony z prawej strony nie tylko przez Konfederację, ale też Koronę Brauna. W 2015 roku nastroje sprzyjały nieco bardziej umiarkowanym politykom, więc Kaczyński schował w wyborach Macierewicza i siebie samego, stawiając na Andrzeja Dudę i Beatę Szydło. W trzeciej dekadzie XXI wieku sytuacja jest odwrotna, co prezes PiS świetnie odczytał, stawiając na Karola Nawrockiego. Jego zwycięstwo będzie skłaniać PiS do dalszego płynięcia na tej brunatnej fali.

Pisowski lud jest obecnie bezrefleksyjnie zakochany w Trumpie, więc alt-prawicy sprzyjać będą również lepsze relacje z ruchem MAGA. Te kontakty rozwija szczególnie intensywnie wrzaskliwy europoseł Dominik Tarczyński, któremu znacznie bliżej jest do Jakiego czy Czarnka niż chłodnego Morawieckiego. Także TV Republika, w której czerwone czapeczki MAGA leżą na stole podczas programów publicystycznych, stawia zdecydowanie bardziej na alt-prawicę. Próżno w niej szukać ludzi Morawieckiego, prym za to wiodą politycy byłej Suwerennej Polski, tacy jak koszmarny Dariusz Matecki. Doszło już do tego, że niektórzy wciąż popierający Morawieckiego tamtejsi publicyści przyznają się do tego z pewnym zażenowaniem, jakby czuli, że aktualnie to nie na miejscu.

Balast doświadczenia rządowego

Słabością Morawieckiego jest również to, co na początku tekstu zostało opisane jako jeden z jego atutów – czyli siedmioletnie rządy. A w szczególności druga kadencja, która wymęczyła elektorat kryzysem inflacyjnym, bezczelnym wykorzystywaniem środków publicznych na partyjne cele i pełną nienawiści kampanią wyborczą w 2023 roku.

W samego Morawieckiego uderzyć może afera związana z niewłaściwym wykorzystaniem środków z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, która wisi nad nim niczym miecz Damoklesa. To wszystko sprawiło, że Morawiecki w drugiej kadencji ostatnich rządów PiS zużywał się w zastraszającym tempie. Według CBOS, w okresie 2018-2023 odsetek przeciwników jego rządu wzrósł z około 15 do 45 proc.

No i wreszcie trudno nie zauważyć, że Morawiecki zwyczajnie nie pasuje do ugrupowania Kaczyńskiego swoim profilem osobowym. Jako były doradca Donalda Tuska sprzed 2014 roku wciąż jest w tej partii uznawany przez wielu za ciało obce. Jego aura eksperta i powszechnie znana zamożność również są dla niego obciążeniem w oczach pisowskiego elektoratu. Oczywiście wielu polityków PiS jest bardzo zamożnych, ale skutecznie odgrywają oni rolę swojskich chłopaków, którzy nawet jeśli się trochę dorobili, to na przekór liberałom. Majątek Morawieckiego, zdobyty przecież głównie dzięki piastowaniu stanowiska prezesa dużego banku, kojarzy się bardziej z liberalnymi elitami z dużych miast.

To oczywiście nie oznacza, że Morawiecki zostanie niedługo całkowicie wycięty z partii. Jego pozycja będzie jednak stopniowo dogorywać, a frakcja technokratów będzie odsuwana na boczny tor, przestając być widoczna w partyjnych mediach i wywierając coraz mniejszy wpływ na program i propagandę.

Czytaj także Po 8 latach w Morawieckim obudził się dwutygodniowy feminista Martyna Jałoszyńska

Patrząc na sprawę czysto politycznie, najlepiej dla Morawieckiego byłoby wyjść z partii już teraz, by zdążyć się zbudować na nowo przed wyborami w 2027 r. Problem w tym, że zdecydowana większość tych kilkudziesięciu polityków PiS, obecnych na zdjęciu ze słynnej alternatywnej wigilii, nie stałaby koło niego, gdyby przestała mieć gwarancję utrzymania mandatu po kolejnej elekcji parlamentarnej.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie