Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Rada Światowego Niepokoju

Jedyną reakcją globalnych liderów na zaproszenie do „Rady Pokoju” powinno być ich gremialne zignorowanie. Dla Polski taki samozwańczy zarząd świata pod dożywotnią wodzą Trumpa oznacza koszmar.

ObserwujObserwujesz
Karol Nawrocki i Donald Trump
Walka

Donald Trump kontynuuje swój festiwal absurdalnej polityki międzynarodowej, która przypomina coraz bardziej jakiś dystopijny komiks. Jego najnowsza propozycja powołania globalnej „Rady Pokoju” jeszcze kilka lat temu byłaby przyjęta jako pomysł rodem z kosmosu. Trump przez ostatnie miesiące tak jednak wytresował i sterroryzował społeczność międzynarodową, że jego koncepcja alternatywy dla ONZ jest omawiana całkowicie poważnie. Ta degradacja globalnych standardów, która od stycznia 2025 roku pędzi z niebywałą prędkością, jest w tym wszystkim najstraszniejsza.

Pomysł Trumpa jest groźny dla Polski i dla globalnego ładu. To ciało powinno nosić nazwę Rady Niepokoju, gdyż lęk to podstawowa emocja, którą powinni odczuwać właśnie polityczni liderzy Zachodu. Zresztą powinni go odczuwać już od dawna.

Prywatny klub dżentelmenów

Czytaj także Czy trumpizm zbuduje paneuropejski patriotyzm? Galopujący Major

Powojenny ład międzynarodowy oparty był przede wszystkim na podmiotach państwowych. To państwa były uczestnikami polityki międzynarodowej, a poszczególne postacie, nawet najwybitniejsze, brały udział w wydarzeniach międzypaństwowych dlatego, że pełniły konkretne funkcje w ich rządach. Donald Trump dokonał błyskawicznej personalizacji, a nawet prywatyzacji polityki międzynarodowej, co musi prowadzić do chaosu i niepewności. Aktualne relacje USA z innymi aktorami zależą głównie od relacji Trumpa (i członków jego najbliższej rodziny) z liderami poszczególnych państw. Dlaczego na przykład w rozmowach na temat przyszłości Ukrainy bierze udział prezydent Finlandii, który nawet u siebie w kraju nie należy do najważniejszych polityków? Ponieważ Alexander Stubb lubi się z Trumpem, z którym gra w golfa, i jeszcze we wrześniu wychwalał jego umiejętności negocjacyjne i postęp, jaki rzekomo dokonał się dzięki Trumpowi w negocjacjach z Putinem.

Jeszcze niedawno na taką argumentację stukalibyśmy się w czoło, ale obecnie to nowa rzeczywistość. Trump zaprosił do Rady Pokoju nie szefów rządów czy głowy poszczególnych państw. Wysłał zaproszenia do konkretnych ludzi, którzy mieliby pełnić swój nowy urząd międzynarodowy przez trzy lata, nawet gdyby w międzyczasie stracili stanowisko w kraju.

W jaki sposób mieliby wtedy reprezentować państwo? Co więcej, mogliby pozostawać w Radzie dożywotnio, o ile wpłaciliby miliard dolarów. Skąd miałby je wziąć na przykład Karol Nawrocki? Sprzedaż swoich dwóch z trzech mieszkań mogłaby nie wystarczyć. Oczywiście z kasy rządowej, chociaż byłaby to inwestycja wyłącznie w osobistą pozycję Nawrockiego.

Hegemonia nie Ameryki, ale po prostu Trumpa

Uściślając, zaproszeni mogliby pełnić swój nowy urząd albo dożywotnio, albo do momentu, kiedy wkurzą czymś samego Trumpa. Jego pozycja w tym ciele miałaby być tak silna, że aż człowieka zatyka. Trump mógłby wyrzucić każdego członka i powoływać nowych wedle uznania. Miałby również zostać dożywotnim przewodniczącym Rady, a ina osoba mogłaby zająć to stanowisko wyłącznie wtedy, gdyby sam Trump tak zdecydował lub po prostu umarł. W razie abdykacji mógłby również osobiście wskazać swojego następcę.

To wciąż nic, bo przecież hegemon Trump postanowił również nadać sobie prawo zatwierdzania wszystkich decyzji Rady i prawo weta do nich. Oczywiście tylko on miałby taki przywilej – nikt inny nie mógłby się sprzeciwiać podjętym decyzjom. Po co więc w ogóle powoływać Radę, skoro i tak wszystkie decyzje miałyby być de facto rozstrzygnięciami jednego człowieka? I to owładniętego tak potężną megalomanią, że próbuje właśnie sobie nadać tytuł króla świata. To jest pozycja imperatora, a nie moderatora globalnej debaty.

Biznes przede wszystkim

Czytaj także Markiewka: Skoro państwo jest po prostu większą firmą, najlepiej urządzą je Trump z Elonem Muskiem Tomasz S. Markiewka

Trump patrzy na politykę i zarządzanie krajem dokładnie tak, jakby nadal był w biznesie. Stąd biorą się jego kuriozalne pomysły w rodzaju zakupu Grenlandii czy przeobrażenia Strefy Gazy w bliskowschodnią riwierę i wysiedlenie większości jej mieszkańców. Rada Pokoju miałaby zostać stworzona na dokładnie takich samych zasadach, rodem z nowojorskiej deweloperki. Chcesz być członkiem na dłużej? Wpłać miliard dolarów. Kto będzie operować zgromadzonymi środkami? Oparty na mglistych zasadach fundusz z Kataru, w którym osobistym operatorem byłby zapewne sam Trump. Nie jest nawet do końca jasne, na co właściwie pójdą te fundusze – być może na odbudowę Strefy Gazy, a być może nie.

Także wymieniane osoby, które miałyby pełnić ważne stanowiska w Radzie, to wskazani przez Trumpa ludzie z biznesu. W założycielskim komitecie wykonawczym, który byłby czymś w rodzaju zarządu Rady, zasiadać ma Marc Rowan, dyrektor generalny funduszu inwestycyjnego Apollo Global Management z Nowego Jorku. Do niego mają dołączyć zięć Trumpa Jared Kushner oraz jego kolega z biznesu, magnat rynku deweloperskiego i wysłannik do spraw Bliskiego Wschodu Steve Witkoff. Najmniej znany z tej grupy osób jest Robert Gabriel, były doradca Trumpa, co jak widać daje mu wystarczające doświadczenie, by zostać członkiem zarządu świata.

Niejasne zasady

Rada jest dopiero tworzona i zapewne odbędą jakieś negocjacje w sprawie sprecyzowania jej statutu, gdyż chyba nawet lokalni wataszkowie w rodzaju Viktora Orbána czy Aleksandra Łukaszenki nie zgodzą się tak łatwo się na tak niesprawiedliwą finalną wersję układu. Nie zmienia to faktu, że propozycja wysyłana przez lidera najsilniejszego wciąż państwa na świecie powinna być precyzyjna i ogólnie rzecz biorąc – poważna i profesjonalna. Tymczasem założenia, które dotychczas Trump przedstawił światu, są dalekie od precyzji niczym Pluton od Słońca. Rada Pokoju początkowo miała zająć się odbudową Strefy Gazy według planu Trumpa przyklepanego swego czasu przez premiera Netanjahu, ale kierowany swoją megalomanią Trump postanowił uczynić z niej Wielką Radę Wszystkiego.

Nie wiadomo, jak będą zarządzane środki zgromadzone w funduszu, który z bliżej nieokreślonych przyczyn ma być ulokowany w Katarze. Można oczywiście domniemywać, że spory wpływ na tę lokalizację mogło mieć podarowanie przez Katar Trumpowi – też nie wiadomo na jakiej zasadzie – samolotu pasażerskiego wartego kilkaset milionów dolarów. Decyzje na temat organizacji mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich, podejmowane przez odpowiednio FIFA i MKOl, to przy tym szczyt transparentności.

Jaki w ogóle mandat będzie miała ta Rada? Czy jeśli jej decyzje będą sprzeczne z ratyfikowanymi traktami międzynarodowymi, to będą je automatycznie unieważniać? Czyli będą mogły obalać porozumienia podpisane przez demokratycznie wybrane władze? Nie wiadomo, można jednak przypuszczać, że Trump tak właśnie sądzi.

Arbitralność w miejsce prawa

Wyżej opisany brak przejrzystości to całkowite zdemolowanie porządku międzynarodowego, który opiera się na prawie. Oczywiście to prawo jest regularnie łamane, szczególnie w ostatnich latach, ale dotychczas traktowano to jako problem, wadę do usunięcie. Ustanowienie zaś tej kuriozalnej Rady Globalnego Niepokoju zalegalizowałoby łamanie prawa międzynarodowego. Arbitralne decyzje największych graczy, zatwierdzane przez samego Trumpa, stałyby ponad prawem – i nikomu nic do tego.

Czytaj także Trump jest tym, czym polska prawica dotychczas gardziła. A i tak ich uwiązał na smyczy Galopujący Major

Taki porządek światowy byłby koszmarem dla państw średnich, takich jak między innymi Polska. Świat stałby się miejscem zdominowanym przez niepewność i brak stabilności. Zapowiedzi płynące z kancelarii prezydenta, dające do zrozumienia, że Karol Nawrocki mógłby się zgodzić się na zasiadanie w niej, są więc sprzeczne z polskimi interesami narodowymi. Poważny i odpowiedzialny prezydent Polski powinien odsuwać taką deklarację w czasie, jak długo tylko się da, a po cichu domagać się od innych europejskich liderów wspólnej odmowy.

Jedyną sensowną reakcją globalnych liderów na tę kuriozalną propozycję powinno być jej gremialne zignorowanie – bo jest ona całkowitym zaprzeczeniem fundamentów globalnego ładu. Oczywiście można się spodziewać, że wielu polityków chętnie do niej dołączy, gdyż standardy międzynarodowe są obecnie deptane jak parkiet na weselu, jednak będą to nikogo zaskakujące nazwiska: Putin, Łukaszenka, Orbán, Netanjahu.

I najgorsze jest to, że jest to coraz częściej tolerowane jako nowa normalność, do której po prostu trzeba się przyzwyczaić.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie