„Jak ktoś narzeka na polski NFZ, to zapraszam do Wielkiej Brytanii, tam służba zdrowia leży zupełnie” – cytowała niedawno „Gazeta Wyborcza” w artykule o Polakach wracających z Wysp Brytyjskich. To stwierdzenie oddaje szerszą zmianę w postawach polskich migrantów. Przez lata Wielka Brytania i Irlandia symbolizowały stabilność, możliwości i wyższy standard życia. Dziś wielu z tych, którzy wyjechali z Polski w poszukiwaniu lepszego życia, decyduje się wrócić. Często z mieszanymi uczuciami i przygnębiającymi wnioskami.
Decyzja o powrocie rzadko wynika wyłącznie z nostalgii. Odzwierciedla raczej rosnącą świadomość, że kraje niegdyś postrzegane jako wzory dobrobytu borykają się z głębokimi problemami strukturalnymi. Dwa zagadnienia wyróżniają się szczególnie: kryzys publicznej opieki zdrowotnej w Wielkiej Brytanii oraz coraz bardziej iluzoryczny charakter szeroko reklamowanego sukcesu gospodarczego Irlandii.
NHS w kryzysie: ostrzeżenie, a nie alternatywa
Przez dziesięciolecia brytyjski National Health Service uchodził za jeden z najbardziej sprawiedliwych systemów opieki zdrowotnej na świecie. Bezpłatna i dostępna dla wszystkich, była często przytaczana jako dowód, że silne państwo opiekuńcze może funkcjonować efektywnie. Dziś ta reputacja szybko się kruszy.
Długie kolejki do lekarzy rodzinnych i specjalistów stały się normą. Chroniczny brak personelu, wypalenie zawodowe medyków i lata niedoinwestowania doprowadziły system na skraj wytrzymałości. Strajki lekarzy i pielęgniarek są obecnie stałym elementem brytyjskiego życia publicznego.
Dla polskich migrantów rzeczywistość często okazuje się surowsza niż oczekiwali. Choć formalnie opieka zdrowotna jest bezpłatna, w praktyce dostęp do niej jest ograniczony. Wielu korzysta z prywatnych usług, aby uniknąć niekończących się opóźnień. Prywatna opieka w Wielkiej Brytanii jest jednak znacznie droższa niż w Polsce, co sprawia, że jest opcją głównie dla osób lepiej zarabiających. W efekcie migranci, którzy kiedyś wierzyli, że uciekają od problemów polskiej ochrony zdrowia, napotykają podobne trudności za granicą.
To doświadczenie powinno silnie rezonować w Polsce. Kryzys NHS nie jest przypadkowy: to wynik decyzji politycznych i systematycznego niedofinansowania. Na tym tle spadające wydatki na ochronę zdrowia w Polsce rodzą niewygodne pytania. Jeśli publiczna opieka zdrowotna nadal będzie zaniedbywana, NFZ może podążyć tą samą drogą. Wracający migranci mogą więc odkryć, że choć Polska kulturowo wydaje się bliższa, jej instytucje nie są odporne na te same presje, które dotykają Europę Zachodnią.
Irlandzki boom gospodarczy: wzrost bez dobrobytu
Irlandia przez lata była uznawana za przykład sukcesu gospodarczego: mały kraj, który dzięki globalizacji, inwestycjom zagranicznym i niskim podatkom korporacyjnym osiągnął spektakularny wzrost. W 2025 roku przewidywano, że PKB Irlandii wzrośnie o ponad 10 proc., co było najwyższym wynikiem w Unii Europejskiej.
Jednak za tymi imponującymi liczbami kryje się bardziej skomplikowana rzeczywistość. Znaczna część wzrostu PKB Irlandii napędzana jest przez korporacje międzynarodowe, zwłaszcza w sektorze technologicznym i farmaceutycznym. Praktyki księgowe i korzystne przepisy podatkowe zawyżają dane o produkcie krajowym brutto, niekoniecznie poprawiając codzienne życie mieszkańców.
Dla zwykłych ludzi konsekwencje są coraz dotkliwsze. Ceny mieszkań poszybowały w górę, zwłaszcza w Dublinie, który należy dziś do najdroższych miast Europy. Czynsze pochłaniają nieproporcjonalnie dużą część dochodów, a brak dostępu do mieszkań stał się jednym z najpilniejszych problemów społecznych kraju. Jednocześnie rosną koszty podstawowych usług, od opieki nad dziećmi po transport.
Ta rozbieżność wywołuje frustrację. Wielu Irlandczyków otwarcie przyznaje, że choć statystyki są imponujące, ich sytuacja finansowa w codziennym życiu wygląda inaczej. Polscy migranci, kiedyś przyciągani obietnicą wysokich zarobków i możliwości, teraz należą do tych, którzy zastanawiają się, czy kompromisy nadal mają sens.
Polski wzrost: szansa czy pułapka?
Paradoksalnie, Polska znajduje się teraz w sytuacji podobnej do tej, jaka dekadę temu panowała w Irlandii. Kraj należy do najszybciej rosnących gospodarek Unii Europejskiej, napędzany eksportem, inwestycjami zagranicznymi i stosunkowo zdywersyfikowaną bazą przemysłową. W powracających migrantach ten wzrost budzi optymizm: lepsze perspektywy pracy, rosnące płace i poczucie, że Polska w końcu „dogania” Zachód.
Doświadczenie Irlandii jest jednak przestrogą. Sam wzrost gospodarczy nie gwarantuje poprawy standardu życia. Jeśli wzrost koncentruje się w ograniczonej liczbie sektorów lub opiera się zbyt mocno na kapitałach zewnętrznych, może pogłębiać nierówności i niestabilność. Rosnące ceny mieszkań, nierówności regionalne i presja na usługi publiczne mogą łatwo zniweczyć korzyści wynikające z rozwoju.
Wracający Polacy mogą być zaskoczeni, jeśli wizja „drugiej Irlandii” oznacza drogie miasta, przeciążoną infrastrukturę i ograniczoną mobilność społeczną. Kluczowe pytanie brzmi, czy Polska potrafi przekuć impet gospodarczy w zrównoważony rozwój, który rzeczywiście poprawi jakość życia.
Migracja powrotna: moment do refleksji
Rosnąca fala powrotów z Wielkiej Brytanii i Irlandii na pierwszy rzut oka wydaje się pozytywnym sygnałem. Wskazuje, że Polska staje się atrakcyjniejszym miejscem do życia i pracy. Rodziny się łączą, doświadczenie i umiejętności wracają, a presja demograficzna może nieco zelżeć.
Jednocześnie te powroty obnażają wciąż żywe iluzje – zarówno na temat życia za granicą, jak i warunków w kraju. Polska nie jest rajem, a wiele problemów, które kiedyś skłoniły ludzi do emigracji, pozostaje nierozwiązanych. Publiczna opieka zdrowotna jest niedofinansowana, koszty życia wciąż rosną, a nierówności regionalne utrzymują się.
Jeżeli jest jakaś lekcja do wyciągnięcia z brytyjskich i irlandzkich doświadczeń, to taka: dobrobyt nie sprowadza się do wzrostu PKB czy rankingów międzynarodowych. Silne instytucje publiczne, przystępne mieszkania i dostępna opieka zdrowotna są równie ważne. Bez nich nawet najbardziej imponujące statystyki gospodarcze są złudne.
Dla Polski powrót obywateli nie powinien być jedynie powodem do świętowania, lecz okazją do poważnej refleksji. Wybory dokonane dzisiaj zadecydują, czy wracający migranci znajdą trwałą stabilność, czy powody do ponownego wyjazdu.
**
Krystian Schneyder – absolwent Uniwersytetu Cambridge, magister polityki europejskiej. Współpracuje przy tworzeniu komentarzy i analiz z Polskim Instytutem Spraw Międzynarodowych, Ośrodkiem Studiów Wschodnich oraz brukselskimi ośrodkami analitycznymi.





























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.