15 stycznia w Warszawie rozpoczął się proces w sprawie ekstradycji z Polski do Ukrainy obywatela Rosji Aleksandra Butiagina, znanego badacza starożytności związanego z Ermitażem, który od lat kieruje ekspedycją archeologiczną na okupowanym Krymie.
Sprawa niewątpliwie jest precedensowa – po raz pierwszy w ręce Temidy trafiła osoba odpowiedzialna za działania, które Kijów postrzega jako celowe zniszczenie i rozkradanie ukraińskiego dziedzictwa kulturowego. Jednocześnie stała się okazją do dyskusji o etyce badań naukowych i (współ)odpowiedzialności za czyny imperialistycznego państwa podczas wojny. Czy człowiek, który – jak często piszą opozycyjnie nastawieni Rosjanie – sam nikogo nie zabił, a nawet starał się zrobić coś dobrego dla nauki i kultury – może po prostu żyć swoim życiem, gdy życia milionów innych pożera wojna?
30 monet
Kiedy w VI wieku p.n.e. w Atenach kształtowały się początki demokracji, osadnicy z greckiego Miletu dotarli do wschodniego krańca Półwyspu Krymskiego, Bosporu. Dziś to tereny miasta Kercz, tuż przy Cieśninie Kerczeńskiej, z widokiem na Rosję. Miletczycy założyli kilka kolonii, w tym Myrmekjon – niedużą osadę rybacką, która w następnym stuleciu stała się miastem w składzie hellenistycznego Państwa Bosporańskiego.
Jak większość terenów, do których docierała cywilizacja antyczna, Myrmekjon w XIX w. przyciągnął uwagę archeologów – na Krym za czasów Imperium Rosyjskiego zapraszano jednak nie badaczy z uniwersytetów w Charkowie czy Kijowie, tylko ze stolicy. Już pierwsze wykopaliska przyniosły sensację: znaleziono dwa marmurowe sarkofagi, prawdopodobnie królów bosporańskich, w tym jeden z piękną płaskorzeźbą przedstawiającą Achillesa. Legenda głosi, że do odkrycia doszło, gdy żołnierze wykopywali dołek, by zawiesić w miejscu wykopalisk flagę imperium. Do dziś ten sarkofag pozostaje największym marmurowym sarkofagiem znalezionym w regionie i dumą ekspozycji muzeum Ermitaż. To kolejny artefakt zbyt ważny, by opiekowali się nim tubylcy, więc przechowywany jest w sercu imperium.
Archeolodzy zaczęli systematycznie badać Myrmekjon w czasach radzieckich. Wspomniany Ermitaż miał tam swoją ekspedycję, zaś Muzeum Puszkina – w pobliskim Nymphaion. Po 1991 r., gdy Ukraina odzyskała niepodległość, rosyjscy badacze mogli kontynuować pracę pod warunkiem uzyskania zezwolenia od ukraińskiego Ministerstwa Kultury i pozostawienia znalezionych artefaktów ukraińskim muzeum. Dziś nie brakuje świadectw dołączających do tych ekspedycji ukraińskich archeologów, że ich rosyjscy koledzy narzekali na „zbędną” granicę i chcieliby znów jeździć na Krym „do siebie do domu”. Rosjanie pracowali jednak na oficjalnych ukraińskich papierach, a znalezione przedmioty zostawiali w Ukrainie, głównie na potrzeby lokalnego muzeum w Kerczu.
Od 1999 r. petersburską ekspedycją do Myrmekjonu kierował Aleksandr Butiagin, znany archeolog starożytności, kierownik oddziału w Ermitażu, współpracownik Uniwersytetu w Petersburgu. Butiagin jest autorem setek publikacji naukowych. Znany rosyjskojęzycznym użytkownikom internetu jako popularyzator starożytnej archeologii – na YouTube można znaleźć filmy z jego opowieściami o historii politycznej i życiu starożytnych Greków i Rzymian. Z wykładami tematycznymi występował w Rosji i w krajach UE. W mediach społecznościowych nie brakuje komentarzy zachwyconych słuchaczy.
Butiagin został zatrzymany przez ABW w jednym z warszawskich hoteli 4 grudnia 2025 r. Archeolog przybył do Polski na włoskiej wizie turystycznej po wcześniejszym pobycie w Holandii i Czechach. Wygłosił tam popularnonaukowe wykłady dla rosyjskiej diaspory na temat tragicznego losu Pompejów, zamierzał też wystąpić w Warszawie, by potem udać się do Serbii. Taką trasę zapowiedział pod koniec listopada na swoim publicznie dostępnym kanale na Telegramie i to prawdopodobnie stąd miejsce jego pobytu stało się znane ukraińskiej prokuraturze, która wystosowała wniosek o zatrzymanie do swoich polskich kolegów. Nakaz aresztowania Butiagina został wydany w Kijowie ponad rok temu.
W ramach ukraińskiego śledztwa, wszczętego jeszcze przed pełnoskalową inwazją, ustalono, że po 2014 Butiagin dalej kierował ekspedycją na Krymie bez należytych ukraińskich zezwoleń, co wobec prawa przestaje być badaniem naukowym, a staje się zniszczeniem dziedzictwa kulturowego. Straty spowodowane działaniami ekspedycji Ukraina szacuje na ok. 17 mln złotych. Butiagin jest również oskarżony o przekazanie Rosji znalezionych artefaktów: np., w 2018 r. jego zespół odkrył prawdziwy skarb, 30 złotych monet – 26 z imieniem Aleksandra Wielkiego i cztery wybite za panowania jego brata, Filipa III Arydajosa. Zgodnie z prawem, skarb miał trafić do ukraińskich podmiotów naukowych.
Prokuratura w Kijowie twierdzi, że niektóre artefakty znalezione przez Butiagina były wywożone dla demonstracji w placówkach poza Krymem. Oba wspomniane czyny, prace archeologiczne podczas okupacji i wywiezienie zabytków, stanowią naruszenie Konwencji haskiej. Według prawa ukraińskiego w przypadku udowodnienia winy Rosjaninowi grozi do 12 lat więzienia. Nakaz aresztu został wydany w listopadzie 2024 r. Butiagin o tym wiedział i nawet komentował dla mediów: „W czasie, gdy los Ukrainy rozstrzyga się na polu walki, Kijów przejmuje się takimi [błahymi] sprawami”.
Puste gabloty, zbezczeszczony grób
Agresja rosyjska w Ukrainie kojarzy się z wojną okopowo-dronową, nocnymi ostrzałami miast, porwaniami ukraińskich dzieci. Jej mniej znany wymiar to niszczenie i zawłaszczenie zabytków, tworzonych przez narody zamieszkujące Ukrainę w różnych okresach historycznych. Pozbawienie narodu jego korzeni, wyniszczenie języka, symboli, dziedzictwa kulturowego, by potem za Putinem stwierdzić, że Ukraińców nigdy nie było, tylko jacyś „inni Rosjanie”.
Problem zawłaszczenia artefaktów znalezionych na terenie Ukrainy był potężny jeszcze przed 1991. Najcenniejsze rzeczy szybko trafiały do centrum, bo wg imperialnej retoryki tylko tam znajdują się kadry, pozwalające zbadać je na odpowiednim poziomie. Dr Ołeksandr Alfiorow, jako dyrektor Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej zajmujący się dziś głównie historią współczesną, ale z wykształcenia specjalista w zakresie archiwaliów, sfragistyki i heraldyki, mówi: „Spora część przedmiotów w muzeach rosyjskich, związanych ze starożytnością czy średniowieczem, pochodzi z terenów współczesnej Ukrainy. Znalezione w XIX lub XX w. trafiały do lokalnego oddziału rosyjskich instytucji, po czym jechały do Petersburga lub Moskwy. Ich ukraińskie pochodzenie nawet nie jest zaznaczone w publicznym opisie. 90 proc. sribnykiw – monet średniowiecznych książąt kijowskich – zostało znalezione na terenie współczesnej Ukrainy. A ile zostało w ukraińskich muzeach? 10 proc. to optymistyczne szacunki”.
Po 2014 problem wywożenia zabytków wrócił. Chyba najbardziej medialna była historia rosyjskich rabunków podczas okupacji Chersonia w 2022 r. Armia rosyjska złupiła wówczas ekspozycję lokalnego muzem, zabierając do Rosji wyniki wykopalisk prowadzonych na terenie obwodu w czasach radzieckich i niepodległej Ukrainy. W chersońskim soborze został otworzony grób kniazia Grigorija Potiomkina, zasłużonego dla zajęcia tych terenów pod koniec XVIII wieku. Szczątki kochanka Katarzyny II zostały wywiezione do Sewastopola. Podobnej grabieży doświadczyły w 2022 muzea w Mariupolu, Melitopolu i Berdiańsku.
Dramat Krymu jest mniej spektakularny i odbywa się na raty. Jak wspomina w tekście dla LB.ua Daria Pidgorna, prawniczka ukraińskiej organizacji Regionalne Centrum Praw Człowieka, w latach 2014–2024 rosyjskie Ministerstwo Kultury wydało ponad 1360 pozwoleń na prace archeologiczne na Krymie i przetransportowało ponad 15 milionów jednostek ukraińskiego dziedzictwa archeologicznego przez cieśninę Tamańską. Jako przykład podaje wywóz 117 obiektów archeologicznych z Chersonezu do Jekaterynburgu: średniowiecznej kolumny, fragmentów starożytnych naczyń, zabytkowych przedmiotów datowanych na VI wiek p.n.e.
Na portalu War&Sanctions ukraiński wywiad wojskowy publikuje informacje o konkretnych artefaktach wywiezionych przez Rosję z okupowanych terytoriów Ukrainy. Obecnie katalog zawiera 110 pozycji. Są także biogramy 250 osób odpowiedzialnych za ten proceder.
Ukraińscy prawnicy z Towarzystwa im. Rafała Lemkina są przekonani, że ataki na zabytki i infrastrukturę kulturalną, a także arbitralne zatrzymania i zabójstwa ukraińskich działaczy kultury są świadomą polityką Rosji i mają na celu zniszczenie tożsamości Ukraińców. To element zbrodni ludobójstwa, a nauka służy tu nie ludzkości, lecz imperialnym interesom.
Śliski grunt
Butiagin pracował w wykopaliskach Myrmekjonu od 35 lat. Będąc doświadczonym archeologiem, nie mógł nie wiedzieć, jak jego prace na Krymie postrzegane są po lutym 2014 r., kiedy wygasło ostatnie zezwolenie od ukraińskiego ministerstwa.
Wiodący brytyjski badacz etycznych i prawnych podstaw prac archeologicznych na terytoriach okupowanych, dr Samuel Andrew Hardy, w swojej rozprawie doktorskiej na przykładzie realiów Cypru Północnego zaproponował następujące zasady, którymi mają kierować się profesjonaliści:
1. Archeolodzy muszą równoważyć swój tradycyjny obowiązek ochrony i zachowania danych archeologicznych z ochroną społeczności ludzkich, które stworzyły i odziedziczyły ten materiał kulturowy. Archeolodzy postępują właściwie, gdy stawiają dobro publiczne lokalnych społeczności ponad ochronę materialnych pozostałości przeszłości;
2. Standardy praktyki zawodowej są osiągane i utrzymywane w oparciu o osobiste zasady archeologów i ich niezależność od wpływów politycznych. Jeśli archeolog nie potrafi dokładnie zinterpretować dowodów materialnych, nie może kontynuować swojej praktyki zawodowej;
3. Archeolodzy mogą być moralnie zobowiązani do powstrzymania się od prowadzenia badań lub publikowania (przynajmniej części) wyników, gdy nie mogą wywiązać się ze swoich obowiązków społecznych lub jeśli praca zagraża prawu innych do otrzymywania wiedzy.
Te zalecenia co prawda nie w pełni odpowiadają starożytnemu dziedzictwu Krymu – ani Rosja, ani Ukraina nie interpretują greckich i rzymskich artefaktów jako dowodu na rzecz swojego suwerenitetu nad Krymem, tak jak wyniki wykopalisk interpretują Grecy i Turcy na Cyprze lub Izraelczycy i Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu. Zawierają jednak jasny przekaz: badacz nie jest wolny od okoliczności politycznych, w których prowadzone są jego badania. See no evil, hear no evil tu nie działa.
Z mediów społecznościowych Butiagina nie wynika, by aneksja Krymu wywołała w nim jakąś refleksję. Jego znajomi w licznych wpisach podkreślają, że jest osobą politycznie niezaangażowaną. 24 lutego 2022 ogłosił na Facebooku, że „[…] kierownictwo naszego kraju zachowuje się niezwykle nieodpowiedzialnie. Współczuję wszystkim ukraińskim kolegom i znajomym, i nam wszystkim także. Jakby sprawy nie potoczyły się dalej, ich skutki wszyscy będziemy odczuwać jeszcze bardzo, bardzo długo”. W warunkach rosyjskiego zamordyzmu ten gest ma znaczenie, lecz ekspedycja kontynuowała wykopaliska na Krymie.
Po 2014 roku do Krymu nie przyjeżdżali już europejscy badacze, jednak niektórym instytucjom zachodnim udział w nielegalnym procederze nie przeszkadzał zapraszać Rosjan do siebie: do 2022 r. Butiagin kierował ekspedycją Ermitażu w Stabiach obok Pompejów, Włosi wycofali zgodę na współpracę dopiero z początkiem agresji pełnoskalowej na Ukrainę (jak twierdzą moi ukraińscy rozmówcy, zadecydowała nie etyka, a odcięcie transferów pieniężnych z Moskwy przez mechanizmy sankcyjne). Już po aneksji Krymu, Butiagin występował na konferencjach we Włoszech i Rumunii, a na Cyprze nawet wiosną 2025 r., trzy lata po rosyjskich mordach na ludności cywilnej pod Kijowem.
Prof. Marek Węcowski z wydziału historii UW nie jest archeologiem, lecz regularnie monitoruje badania archeologiczne i utrzymuje kontakt z archeologami – ich odkrycia są mu potrzebne dla własnych badań nad starożytnością. Tłumaczy, że podejście współczesnej nauki do przedmiotów znalezionych w ramach nielegalnych wykopalisk jest skomplikowane. „Niezależnie od pochodzenia zabytku chcemy poznać informację o nim. Więc na swój sposób cieszymy się z publikacji nawet wtedy, gdy pochodzenie zabytku jest wątpliwe. Ale jedna rzecz to wykopaliska w interesie prywatnych kolekcjonerów czy artefakty, które czasem po latach lądują w dużych muzeach i państwa pochodzenia mogą je odzyskać, oczywiście kosztownym wysiłkiem kancelarii prawnych. Systematyczne zawłaszczenie zabytków, które uprawia państwo-okupant lub kolonizator to zupełnie inna sprawa”.
Po 2014 polskie instytucje akademickie nie współpracują z rosyjskimi podmiotami, aczkolwiek do 2022 roku możliwa była oficjalna współpraca z konkretnymi badaczami. „W 2017 UW zorganizował dużą konferencję o wykopaliskach nad Morzem Czarnym i Kaukazie. Wtedy zaprosiliśmy kilkoro Rosjan; niektórzy mieli ze sobą materiały propagandowe nt. odwiecznej rosyjskości Krymu. Znam rosyjskie środowisko akademickie i wielu jego członków traktuje naukę jako dobrze płatne, prestiżowe zajęcie, a także jako służbę ojczyźnie. Żeby nie było – są też wyjątki, ale generalnie duża część rosyjskiej akademii ma poglądy imperialistyczne” – mówi prof. Węcowski.
„Przykro to skonstatować, lecz jedne z najbardziej szczegółowych notatek na temat zabytków na terenie Ukrainy – np. kurhanów z epoki brązu lub stanowisk z okresu rzymskiego pod Dnieprem – pozostawili niemieccy archeolodzy podczas okupacji w latach 1941-1942 – tłumaczy dr hab. Kyrylo Myzgin, archeolog po 2015 r. związany z UW. – I tak, z tych notatek korzysta nawet moje pokolenie badaczy. Owszem, po 2014 mój stosunek do tych prac uległ zmianie”.
„Jestem pewna, że przed 2014 r. w rosyjskich ekspedycjach na Krymie uczestniczyły osoby powiązane z FSB – mówi dr Ewelina Krawczenko z Instytutu Archeologii Akademii Nauk Ukrainy. W latach 2010-2014 kierowała wykopaliskami w Inkermanie obok Sewastopola. – To dość powszechna praktyka nawet w krajach demokratycznych, gdy agenci są wysyłani na zagraniczne wyprawy naukowe. Butyagin nie sprawiał wrażenia osoby z bezpieki; nie przyjaźniliśmy się, ale nasze drogi się krzyżowały – wydawał się osobą otwartą i towarzyską. Natomiast uważam, że nie ma opcji, by po aneksji Krymu nie miał powiązań z rosyjskimi służbami – w przeciwnym razie nie pozwolono by mu kierować ekspedycją ani być twarzą rosyjskiej nauki podczas wykopalisk we Włoszech”.
Butiagin po 2014 r. regularnie przesyłał do rosyjskich periodyków naukowych artykuły pisane na podstawie materiałów z niedawnych wykopalisk krymskich; niektóre z nich w języku angielskim, z myślą o czytelniku międzynarodowym. Następnie publikował te artykuły na międzynarodowych platformach.
Na Academia.edu jest artykuł Butiagina z 2020 roku, w opisie którego jest wprost zaznaczone, że omawiane w tekście artefakty pochodzą z okupowanego półwyspu. Na ResearchGate znalazłam natomiast artykuł Investigations of the Myrmekion Expedition in 2014–2018, gdzie nawet z tytułu wynika jasno, że tekst został napisany w oparciu o artefakty wykopane na Krymie po aneksji.
15 grudnia 2025 roku zapytałam platformę:
1. Czy obecność takiego artykułu nie narusza ich własnych zasad użytkowania, w szczególności zakazu publikacji treści, które w taki czy inny sposób wspierają lub promują działania z użyciem przemocy, zachęcają lub wspierają popełnianie przestępstw, zwłaszcza zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko pokojowi, oraz promujące działania niezgodne z prawem?
2. Jaka jest ich polityka dotycząca publikacji treści rosyjskich naukowców, jeśli istnieją uzasadnione wątpliwości, że prezentowana wiedza została przez nich uzyskana na terytoriach okupowanych?
3. W jaki sposób sprawdzają, czy publikowane materiały nie naruszają prawa krajowego lub międzynarodowego?
Dan (w e-mailu nie podano ani jego nazwiska, ani stanowiska) odpowiedział kilka dni później, że wspomniana publikacja narusza zasady użytkowania i platforma ją usunie, ale nie skomentował pozostałych kwestii. Podczas pracy nad tym tekstem w połowie stycznia tekst artykułu Butiagina ponownie pojawił się na platformie, tyle że pod innym adresem URL.
On tylko wykonywał swoją pracę?
W mediach społecznościowych nie brakuje wpisów Rosjan, w tym mieszkających za granicą przeciwników wojny, że może Butiagin i zachował się niewłaściwie wobec ukraińskiego prawa i zachodniej etyki akademickiej, ale wykonywał pracę swojego życia. Zdobywał wiedzę dla ludzkości, więc jego działalność zasługuje na inną ocenę niż praca apologetów putinizmu. Nawet zbiórka na prawnika dla Butiagina odbywa się pod hasłem „siedzi w więzieniu za swoją działalność zawodową”.
„Zarzuty, które mu stawiają, są absurdalne. Te paragrafy karne mają na celu ukaranie nielegalnych archeologów, którzy rabują zabytki i sprzedają artefakty. Butiagin niczego takiego nie zrobił. Wręcz przeciwnie, pod jego kierownictwem odbywała się konserwacja zabytków” – napisał na Facebooku w grudniu rosyjski dziennikarz i historyk Arsenij Wiesnin.
„Uwięzienie [Butiagina] to kolejny wielki cios, który daje ta wojna. Sasza nie jest okupantem, imperialistą, choć prowadził wykopaliska na Krymie; nie jest opozycjonistą ani dysydentem, choć wykłada na Arzamasie; żyje w duchu starożytności i nie przywiązuje zbytniej wagi do granic politycznych i okoliczności […] Teraz prawdopodobnie nie jest to możliwe, ale ze wszystkich tych, którzy się mylą, to on myli się najmniej, więc niech zostanie uwolniony jak najszybciej” – napisał Demian Kudriawcew, były właściciel kiedyś niezależnej gazety „Wiedomosti”.
Antropolożka Aleksandra Archipowa spojrzała na sytuację bardziej trzeźwo, ale znów woli morały bez prawa: „Wielu moich kolegów w Rosji, znakomitych naukowców, żyje w wieży z kości słoniowej. Są przekonani, że należy poświęcić się pracy życia i nie mieszać się do polityki. A polityka cię nie dotknie. […] Butiagin nie chciał tego rzucić, to była praca jego życia – i takiego wyboru dokonałoby wielu moich kolegów z pozwoleniem na pobyt w wieży z kości słoniowej […] Ale nie chcę nikogo osądzać. Butiagin nie jest w ogóle winny z punktu widzenia świata wieży z kości słoniowej. Mam nadzieję, że wyjdzie na wolność”.
Trzeba przyznać, że pojawiły się też inne rosyjskie komentarze, które nadal podkreślały, że człowiek jest odpowiedzialny za swój wybór, a kontynuowanie udanej kariery w putinowskiej Rosji jest wyborem świadomym i lukratywnym:
„Po aneksji Krymu nigdy już tam nie byłem. Wręcz przeciwnie, opuściłem Rosję. Krym jest częścią mnie, od drugiego do mniej więcej szesnastego roku życia spędzałem tam każde lato, czyli mieszkałem tam przez kilka lat, nie krócej niż Butiagin. […] Znam wielu ludzi, którzy tam mieszkają, w tym tych, którzy przyjeżdżają z Rosji, niektórzy z nich to moi znajomi i krewni. I często są to ludzie niezbyt wykształceni, ale rozumieją sytuację i wszelkie ryzyko. Zazwyczaj nie mają wyboru. A Butiagin miał wybór” – napisał politolog Iwan Preobrażeński.
Butiagin w momencie aneksji Krymu miał 42 lata. Wielu jego rosyjskich rówieśników wyemigrowało mniej więcej w tym samym wieku z powodu niezgody na działania reżimu i jeśli nie mogli odbudować równie błyskotliwej kariery na Zachodzie, to przynajmniej kontynuowali swoją pracę. Butiagin wiedział o ukraińskim nakazie aresztowania i w ogóle nim się nie przejął. Bo to naukowiec z Ermitażu, a to „jakaś” Ukraina. Chęć międzynarodowego uznania, wyjazdy na Zachód, aby odpocząć i zarobić to nie jest już kwestia ślepego poświęcenia pracy się badawczej. Chodzi o zaspokojenie pragnienia dobrego i ciekawego życia, nawet gdy wokół toczy się wojna, która niszczy miliony istnień ludzkich. To popularny rosyjski wybór – nie wybierać nic, żyć jakby nic się nie stało.
Pochodzący z Charkowa dr Kyrylo Myzgin ocenia areszt Butiagina w Polsce jako „świadectwo, że międzynarodowe prawo działa i nawet bardzo dobry badacz nie stoi ponad nim”. Argument, że naukowcy działają ponad prawem, uważa za infantylny: „Nauka nie ma granic? Owszem, rzeczy, które dziś badamy, odbywały się w innych granicach niż współczesne. Ale cała humanistyka i nauki społeczne, w tym archeologia, nie mogą mieć miejsca w kontekście pozapaństwowym. W końcu to jakieś konkretne państwo daje ci pozwolenie na prowadzenie wykopalisk”.
Prof. Marek Węcowski mówi dosadnie: „Po ludzku rozumiem kontynuację pracy. To jest jak w sporcie – jak ktoś całe życie przygotowywał się do olimpiady, to zrobi wszystko, by tam pojechać. Ale Butiagin wiedział, co robi. Człowiek o jego inteligencji i pozycji społecznej nie może nie zdawać sobie sprawy, że jest elementem machiny propagandowej”. A dr Alfiorow dodaje: „Motywacja [naukowa] może być uznana za okoliczność łagodzącą przez sąd, ale pochylenie się nad nią nie może stać się zamiennikiem sprawiedliwości.
Decyzja nie zapadła, Butiagin pozostaje w areszcie
Chociaż Ermitaż jest bogatą instytucją państwową, a jej dyrektor Michaił Piotrowski, chętnie wspierający rosyjską agresję w Ukrainie, przynależy do śmietanki rosyjskich elit, ponad 30 tys. euro na polskiego prawnika i inne wydatki procesowe rodzina i znajomi Butiagina zbierali sami. Rosyjskie MSZ „przypomniało” sobie o sprawie dopiero 12 stycznia; wezwało ambasadora RP Krzysztofa Krajewskiego i zażądało natychmiastowego uwolnienia archeologa, prześladowanego przez „reżim kijowski”.
Podczas posiedzenia Sądu Okręgowego w Warszawie 15 stycznia rozstrzygnięcie w sprawie ekstradycji Bytiagina nie zapadło. Obrona Rosjanina zawnioskowała o zmianę sędziego Dariusza Łubowskiego, bo jej zdaniem jest stronniczy: najpierw odmówił Butiaginowi i jego obrońcom dodatkowego czasu na zapoznanie się z aktami sprawy, nie zgodził się też dopytać władz w Kijowie o dodatkowe okoliczności oskarżenia, m.in. kalkulację wyrządzonych szkód. Adwokaci dodali, że Łubowski odmówił wcześniej wydania do Niemiec obywatela Ukrainy oskarżonego o wysadzenie rurociągów NordStream, powołując się na to, że Ukraina prowadzi wobec Rosji sprawiedliwą wojnę, więc sabotaż w tych warunkach nie może być rozpatrywany jako zwykle przestępstwo.
Następne posiedzenie odbędzie się w ciągu kilku tygodni. Do 4 marca Butiagin pozostaje w areszcie. Jaka decyzja by nie zapadła w najbliższym czasie – nie będzie ostateczna, strony mają prawo do jej zaskarżenia.
Nawet po decyzji sądu drugiej instancji, kwestia ekstradycji Butiagina ostatecznie zależy od ministra sprawiedliwości. Może on jednak uwzględnić nie tylko racje prawne, ale i polityczne. Obywatel Polski Marian Radzajewski przebywa w rosyjskim więzieniu od 2018 roku. Odsiaduje wyrok 14 lat więzienia za rzekomą próbę przemytu broni – Rosjanie oskarżają go o szpiegostwo, próbę zakupu i eksportu do Polski części systemu przeciwrakietowego S-300. Radzajewski nie wrócił do Warszawy w 2024 roku, kiedy doszło do tzw. wymiany zakładników między Zachodem a Rosją, a Pablo Gonzalez (Rubcow), agent GRU, wyjechał z Polski do Moskwy. Tu więc nie chodzi już tylko o Ukrainę – Butiagin może być jedyną polską szansą na ściągnięcie swojego obywatela do domu.






































Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.