Kraj

Reakcja banków na podwyżkę CIT to nowa definicja bezczelności

Według GUS w zeszłym roku banki zarobiły na czysto 42 mld zł. W 2022 r. zanotowały 10,6 mld zł zysku netto, czyli w dwa lata poprawiły swoje wyniki o 300 proc. Mimo to załamują ręce nad pogorszeniem wyniku po podniesieniu podatków.

Każda branża reaguje alergicznie na podniesienie jej podatków, ale chyba żadna nie robi tego tak histerycznie jak sektor finansowy. Najlepiej sytuowani w kraju bankierzy, finansiści czy inwestorzy giełdowi wpadają w panikę, gdy tylko ktoś wspomni o ich opodatkowaniu.

Gdy minister Andrzej Domański zapowiedział podniesienie podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) dla banków, reakcja była podobna. Chociaż podwyżka ma na celu sfinansowanie zbrojeń, to i tak okazała się dla finansistów nie do zniesienia.

To w sumie dziwne, gdyż jeśli Polska – odpukać – zostałaby zaatakowana na pełną skalę, to właśnie oni mieliby najwięcej do stracenia. Pewnie są przekonani, że za granicą zdobędą podobnie intratną pracę bez żadnych problemów. Garstka najlepszych może znajdzie.

Nawrocki to po prostu bezwzględny człowiek. Niedługo to odczujemy

Banki lamentują o „skali zniszczeń”

Rząd zapowiedział podniesienie podatku CIT pobieranego od banków, instytucji kredytowych oraz spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych (SKOK). Początkowo ta podwyżka będzie całkiem wysoka, jednak docelowo niewielka. W 2026 r. stawka wzrośnie z 19 proc. do 30 proc., w 2027 r. wyniesie 26 proc., ale w kolejnych latach już tylko 23 proc., więc finalnie wzrost wyniesie jedynie 4 pkt. proc.

Żeby bankierów za bardzo nie skrzywdzić lub nie wysłuchiwać ich nadmiernych lamentów, równocześnie obniżony zostanie podatek bankowy. Obecnie płacą oni zawrotne 0,0366 proc. wartości aktywów, ale docelowo od 2028 r. stawka będzie wynosić 0,0293.

„Uważamy, że propozycja podwyższenia CIT jest gorsza niż wprowadzenie podatku od zysków nadzwyczajnych, ponieważ podwyżka podatku będzie miała charakter trwały, nawet przy znacznie niższych stawkach rynkowych. […] Proponowane zmiany podatkowe uważamy za bardzo negatywne. Szacujemy, że średni wpływ na zysk netto polskich banków objętych naszą analizą wyniesie 16 proc. w 2026 r., 9 proc. w 2027 r. i ok. 3 proc. od 2028 r. Zmiany obniżą również stopę dywidendy za 2027 r. o ok. 1 punkt procentowy” – napisał analityk mBanku Michał Konarski.

Na pierwszy rzut oka widać, że skutki tej podwyżki będą bardzo ograniczone. Przecież 3 proc. spadku zysków i jeden punkt procentowy spadku dywidendy bez problemów przeżyją zarówno bankierzy, jak i ich udziałowcy. A jednak w histerię wpadli również ci drudzy.

Zapowiedź ministra Domańskiego wywołała panikę na giełdzie, co oczywiście objawiło się szczególnie na indeksach banków. Indeks WIG20 spadł o 4,6 proc., ale za zdecydowaną większość tego spadku odpowiadają największe banki w Polsce, które notowane w są w tym indeksie. Między innymi PKO BP, którego akcje staniały o 12,2 proc. Natomiast dedykowany instytucjom finansowym WIG_Banki stracił 10,1 proc.

Histeria trwała nawet dzień później, gdy indeksy bankowe odbiły. Okazją był fakt, że poprawiły się niewystarczająco. „Odbicie banków po podatkowym ciosie. Skala zniszczeń wciąż jest jednak duża” – alarmuje Business Insider. WIG-Banki wzrósł o 1,7 proc., więc 9 razy mniej niż spadł podczas wcześniejszej sesji giełdowej. W piątek wycena akcji polskich banków spadła o 35,5 mld zł, ale za niemal jedną trzecią odpowiadała dwie instytucje – PKO BP (12,8 mld zł) i Pekao (6,3 mld). Obie są jednak spółkami skarbu państwa, więc ich największym udziałowcem jest rząd, który nie zamierza sprzedawać ich akcji trzymanych w swoich rękach.

Na pozostałe chętni do zakupu i tak się znajdą, gdyż państwowe spółki sektora finansowego, takie jak PZU czy PKO BP i Pekao właśnie, dają pewność, że nie wpadną w kłopoty. To są absolutni giganci na tle pozostałych przedsiębiorstw notowanych nie tylko na giełdzie jako takiej, ale nawet w skupiającym największych WIG20. Według danych ze Stockwatch, 25 sierpnia o godzinie 14 te trzy spółki wraz z Orlenem odpowiadały za połowę obrotów w tym indeksie.

8 przebojów ze słownika pisowskiej polszczyzny

Amnezja PiS i bezczelność banksterów

Zniszczenia po ciosie banki zanotowałyby wtedy, gdyby w Polsce nastała wojna. W takiej sytuacji finansiści mierzyliby się nie tylko ze spadkiem ich giełdowej wyceny akcji, ale też tak zwanym runem na banki, czyli panicznym wyciąganiem pieniędzy ze swoich kont lub przelewaniem ich w inne miejsce. Runy na banki zwykle kończą się ich niewypłacalnością, więc gdy zaczynają już widzieć dno, często zawieszają wypłaty lub wprowadzają limity. To zaś się kończy zupełnym krachem ich giełdowych indeksów. Bankierzy sami powinni zaoferować część swoich zysków na zbrojenia.

Najbardziej bezczelna jest jednak reakcja polityków Prawa i Sprawiedliwości. „W praktyce za podatek dla banków zapłacą obywatele: wyższymi ratami, droższymi kredytami i większymi marżami. Chcąc ratować budżet dają bankom pretekst do podwyżek i dalszego drenowania kieszeni Polaków” – napisał na X Jacek Sasin.

To niesamowite, jak szybko politycy PiS zapomnieli o tym, co sami robili. Gdy rosyjski dron wleciał do Polski i wybuchł, wybijając szyby, zakrzyknęli z oburzeniem, że rząd go nie wychwycił i nie strącił. W czasach ich rządów zabłąkana ukraińska rakieta wpadła do Przewodowa i zabiła człowieka. Natomiast szczątki rosyjskiej rakiety pod Bydgoszczą znalazła kobieta jadąca na koniu, a było to pół roku po tym, jak rakieta wleciała na nasze terytorium.

Oburzyli się też na dołączenie obniżki cen prądu do ustawy wiatrakowej, chociaż sami regularnie robili podobne „wrzutki” do ustaw. Teraz lamentują nad podniesieniem podatków dla banków, chociaż sami wprowadzili podatek bankowy niemal na samym początku swoich ostatnich rządów.

Wróćmy jednak do banków. Finansiści ubolewają z powodu utraty zysków o 16 proc. w przyszłym roku, 9 proc. w następnym i potem 3 proc. w kolejnych. To jednak dosyć bezczelne, zważywszy na to, że ostatnie lata były dla banków prawdziwą hossą.

Według danych GUS w zeszłym roku banki zarobiły na czysto 42 mld zł. W 2023 r. ich zysk netto wyniósł 27,6 mld zł, więc w 2024 r. zanotowały wzrost dochodów o 52 proc. Gdybyśmy porównali zeszłoroczny zysk sektora bankowego do 2022 roku, wtedy będzie już spektakularnie. W 2022 r. banki zanotowały 10,6 mld zł zysku netto, czyli w dwa lata poprawiły swoje wyniki o 300 proc. Mimo to załamują ręce nad pogorszeniem wyniku o 16, 9 i 3 proc. To powinna być nowa definicja bezczelności.

Warufakis: Kryptowaluty to koń trojański, który posłuży do prywatyzacji pieniądza

Podarunek Glapińskiego

Skąd tak fantastyczne wyniki? Czyżby polscy finansiści to prawdziwi magicy sztuki bankierstwa albo niedoceniani geniusze? Nie bardzo, to po prostu efekt wysokich stóp procentowych, które zaczęły być podnoszone w drugiej połowie 2022 r. Zwyczajnie ściągnęli je od swoich kredytobiorców z powodu wyższych odsetek, będących efektem decyzji państwowej instytucji, czyli Narodowego Banku Polskiego.

W 2021 r. ich wynik z tytułu odsetek wyniósł 46 mld zł, w 2022 r. było to już 75 mld zł, w kolejnym 95 mld zł, a w zeszłym roku 106 mld zł. Odsetki ściągane przez banki od swoich klientów wzrosły więc o dobrze ponad 100 proc. Na tym tle biadolenie Jacka Sasina jest jeszcze bardziej kuriozalne – banki właśnie teraz „drenują kieszenie Polaków”. Ściągnięcie do budżetu tych 6,5 mld zł, o które zwiększą się wpływy z CIT po zapowiedzianej przez Domańskiego reformie, to po prostu forma ich oddania. I to nie wszystkich, przecież dzięki decyzjom NBP banki od 2021 r. dostały w podarunku 60 mld zł, na które w żaden sposób nie zapracowały.

A podobno na świadczenia od państwa trzeba sobie zapracować. Gdy prezydent Nawrocki zawetował ustawę o pomocy dla Ukraińców, ponieważ według niego 800 plus powinno być tylko dla pracujących, cały PiS zapiał z zachwytu, chociaż niepracujący Ukraińcy to garstka ludzi. Ściągnięcie niewielkiej części zysków instytucji finansowych, którym wcześniej 60 mld zł podarował ich kolega Adam Glapiński, jest już za to nie do przyjęcia. Niespotykana hipokryzja, nawet jak na polską politykę.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta i dziennikarz ekonomiczny. Stale współpracuje z Krytyką Polityczną, „Dziennikiem Gazeta Prawna”, „Tygodnikiem Powszechnym” i „Przewodnikiem Katolickim”. Autor serii powieści kryminalnych „Metropolia”.
Zamknij