Dlaczego młodzi wracają do punka?
Rozmawiamy z zespołem Generacja Destrukcji o ich debiutanckiej płycie, modelu DIY i o tym, czy z takiej muzyki można w ogóle żyć.
Rozmawiamy z zespołem Generacja Destrukcji o ich debiutanckiej płycie, modelu DIY i o tym, czy z takiej muzyki można w ogóle żyć.
Znienawidzony przez Trumpa Bad Bunny wystąpił wczoraj na Super Bowl, a w lipcu zagra koncert w Polsce. Doceniając jego drogę do statusu współczesnej ikony popu, zachęcamy do szukania ulubionej muzyki poza zwyczajowym kierunkiem amerykańskim.
Mimo że pierwszy wspólny utwór opublikowali kilka dni temu Mata, od dawna zapowiadający start w wyborach prezydenckich w 2040 roku, i uwielbiana przez miliony Fagata, marzy mi się, by do gry o najwyższą stawkę weszli Helena Englert i Jan Lubomirski-Lanckoroński – postaci jakże symptomatyczne dla polskiej dyskusji o przywilejach, wpływach i władzy.
Wszyscy byśmy chcieli, żeby sztuka miała taki wpływ, o jakim marzyli artyści awangardowi, żeby przebudowała całość życia. To się nie wydarzyło, co wcale nie oznacza, że sztuka jest bezbronna – mówi autor „Zmierzchu magów”.
Współczesny przemysł muzyczny narodził się w USA i nic nie wskazuje na to, żeby mógł się przestać dookoła nich kręcić. Jak zmieni się jego struktura, kiedy artyści zagraniczni nie mogą wjechać do USA ani wysyłać tam płyt, a ich odbiorcy boją się wychodzić z domu?
Nie trzeba umieć śpiewać, grać na ukulele ani pisać tekstów. Wystarczy mieć głupi pomysł i kilka tokenów na start. W kilka sekund powstaje content, który w założeniu ma być „tylko beką”, ale w skali masowej staje się kulturowym chwastem, zagłuszającym autentyczne głosy.
Odpowiada dr Kornelia Sobczak, współautorka książki „Chopinowskie igrzysko”.
„The Life of a Showgirl”, najnowszy album Taylor Swift, nie musi bronić się muzyką – wystarczy, że istnieje. I w tym tkwi problem.
W drugim odcinku najnowszego sezonu podcastu „Blok wschodni” opowiadamy o zakazanych piosenkach, które rozbrzmiały na ulicach Petersburga.
Przedstawienie przeszłości jako miejsca chaotycznego sytuuje film Michała Kwiecińskiego w opozycji do kina dziedzictwa, a więc obrazów pokazujących przeszłość jako erę stabilności, często gloryfikujących podziały społeczne oraz hierarchię klasową jako naturalny porządek rzeczy.