Epidemia pokazała, że europejskie gospodarki zależą od migrantów
Koronakryzys zmienia podejście do migracji nawet wśród konserwatywnych rządów: migranci z „tolerowanych gości” stają się „niezastąpionymi pracownikami”.
To, co dla jednych jest wyborem, dla innych bywa przetrwaniem.
Koronakryzys zmienia podejście do migracji nawet wśród konserwatywnych rządów: migranci z „tolerowanych gości” stają się „niezastąpionymi pracownikami”.
Jak wygląda lockdown, gdy trzeba wychodzić nawet do wspólnej toalety, a masy dorywczych pracowników migrują w poszukiwaniu zarobku?
W przeciwieństwie do Polaków, którzy chcą się wykazać, dla Szwedów ważne jest, by stać się częścią zespołu.
Zalecenia, jak uchronić się przed zakażeniem, w obozach dla uchodźców brzmią jak ponury żart.
Pomimo dramatycznych braków kadrowych polski system ochrony zdrowia nie otworzył się na imigrantów. Epidemia koronawirusa to szansa, aby zrobić krok w kierunku poprawy tej sytuacji.
Wszystko zmierza do całkowitego odcięcia obozów od reszty świata. Jeśli wybuchnie tam epidemia, nie da się jej zatrzymać.
Większość migrantów, chociaż od lat płacą podatki i ZUS w Polsce, jest pozostawiona sama sobie.
Polityka rządów narodowych podczas epidemii zmusza współczesnych nomadów do szybkiego przywiązania się do ziemi.
My, obywatele Europy, apelujemy o niezwłoczne objęcie tymczasową ochroną istot ludzkich, których nędza i udręczenie rozlewają się wzdłuż granicy między Grecją a Turcją.
Jak mamy oczekiwać respektowania praw człowieka od Turcji czy Libii, kiedy greccy funkcjonariusze strzelają do uchodźców przekraczających turecką granicę?