„Pole”: Chcemy stworzyć grupę ludzi piszących znakomicie
Łączy nas przekonanie, że temat jest w literaturze drugorzędny – mówią Renata Bożek, Piotr Skalski i Adam Wiedemann, członkowie redakcji pisma „Pole”.
Przestrzeń, która powinna należeć do ludzi, nie do kapitału.
Łączy nas przekonanie, że temat jest w literaturze drugorzędny – mówią Renata Bożek, Piotr Skalski i Adam Wiedemann, członkowie redakcji pisma „Pole”.
Po latach nieograniczonego entuzjazmu dla wolnego rynku mieszkaniowego coraz częściej mówi się w Polsce o potrzebie budownictwa społecznego i mieszkalnictwa dostępnego.
Od 2015 roku nominalne wydatki samorządów na transport wzrosły o prawie 5 mld zł rocznie. W tym samym czasie komunikacja miejska „zgubiła” około 1,3 mld pasażerów, co oznacza że co trzeci pasażer zniknął z autobusów i tramwajów.
Jesteśmy przyzwyczajone do tak złych warunków mieszkaniowych, a ich akceptacja jest tak powszechna, że nawet nam nie przychodzi do głowy, żeby się przeciwko temu zbuntować. To może być socjologicznie zrozumiałe, ale jest przede wszystkim politycznie frajerskie.
Rozmowa z Kasią Pogorzelską i Adamem Ochwatem z Koła Młodych Inicjatywy Pracowniczej.
Większość rankingów pokazała, że Gdańsk, zaraz po Warszawie, był w 2022 roku najdroższym miastem w Polsce pod względem cen nieruchomości i ich utrzymania. Za zyskami deweloperów nie poszła jednak poprawa jakości życia w południowej części miasta.
Budowanie społeczeństwa obywatelskiego zaczyna się od kwestii pozornie błahych, jak syntezator czytający nazwę linii autobusu i informujący o kierunku jazdy.
Kapitał wyborczy najlepiej zbija się na tym, co się zbudowało, a nie na tym, co się uchroniło przed zabudową. Przyszedł więc czas na patorewitalizacje przyrodnicze.
Może motywacją do zmiany zachowań będą pieniądze? Bo mimo że staramy się tę wiedzę wypierać, to koszenie trawników finansowane jest z naszych podatków.
W naszych zapowiedziach lepszego świata – ze smartfonami, ale bez samochodów spalinowych – kryje się śmiertelna groźba dla świata mieszkańców i mieszkanek Katangi.