Z perspektywy miasta wieś jest wszystkim, co nie jest miastem
Na wsi, gdzie mieszkałem, na ławeczkach siadywały starsze kobiety, pełniące rolę chóru greckiego. To właśnie one stwarzały kanon wstydu.
Na wsi, gdzie mieszkałem, na ławeczkach siadywały starsze kobiety, pełniące rolę chóru greckiego. To właśnie one stwarzały kanon wstydu.
„Szokująca wystawa w MOCAK-u”, „Krakowskie muzeum twierdzi, że Kościół katolicki jest odpowiedzialny za antysemityzm” – krzyczą nagłówki prawicowej prasy.
Przyszłość Muzeum Śląskiego i Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN stoi pod znakiem zapytania. I znów pada ofiarą politycznych rozgrywek.
PiS jest nowoczesne w tym, jak diagnozuje problemy współczesnego świata, i jednocześnie radykalnie anachroniczne w tym, jak na nie odpowiada.
„W kapiącej od złota i purpury molierowskiej Comédie-Française tęgie umysły Europy rzucają przed nami perły swych poprawnych politycznie, oczywistych myśli”.
Jedynie Lewica nie chce zrobienia z kultury ani narzędzia narodowej propagandy, ani salonu arystokratycznej ciotki, w którym Jerzy Stuhr dywaguje o tym, że Polacy wciąż nie wyrośli z pańszczyzny.
Prezydenci miast wciąż traktują galerie, muzea, teatry jak własne folwarki, które obsadza się według koleżeńsko-politycznego klucza.
Cechą narodowej prawicy, która leży u podstaw jej wszystkich – współczesnych i dawnych – klęsk, jest słabość jej myśli kulturowej.
Niezwykle ciekawe debaty nie stworzyły całości, bo okazało się, że nie byliśmy gotowi wzajemnie się słuchać.
Stawką jest przyszłość nie po Kaczyńskim i Orbánie, Trumpie i Erdoğanie, lecz świat po interregnum.